Albicla. (screen) Albicla.comŹródło: (screen) Albicla.com
Wszystkie wideo autora Anna Dymarczyk
Autor Anna Dymarczyk - 21 Stycznia 2021

Kopia regulaminu Facebooka, dostęp do wrażliwych danych, konta Lecha Kaczyńskiego i Holeckiej. Albicla nie tylko nie działa, ale może być niebezpieczna

Albicla - to nazwa nowego portalu społecznościowego założonego przez Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. Miał on w swoim założeniu zrzeszać osoby o prawicowych poglądach oraz zapewniać „wolność słowa” w przeciwieństwie do Twittera i Facebooka, które były przez prawicowe media oskarżone o manipulację po zablokowaniu kont Donalda Trumpa. Polska odpowiedź na cyfrowych gigantów jest jednak pełna dziur i to nie tylko tych bardziej zabawnych, ale również wyjątkowo szkodliwych, bo dotyczących danych zarejestrowanych użytkowników.

Albicla to zapowiadany od niedawna nowy serwis społecznościowy założony z inicjatywy Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. W założeniu miał być on odpowiedzią na Facebooka i Twittera, a główną przyświecającą mu ideą została „wolność słowa”. 

Większe zainteresowanie podobnym serwisem (bo pomysły na taki istniały już od dawna i co jakiś czas były podnoszone) pojawiło się w momencie, w którym Twitter i Facebook zablokowały konta Donalda Trumpa, uznając ich treści za niebezpieczne. Wielu zwolenników byłego prezydenta USA zastanawiało się, gdzie w takim razie jest granica między tym, co wolno, a czego nie wolno w mediach społecznościowych. 

Ta wydawała się zawsze jasna - regulaminy i tzw. „Standardy społeczności”, dokładnie tłumaczą kwestie tego, co jest zabronione, a co dozwolone na danych portalach. Wielokrotnie mówiło się o tym, że Trump łamał postanowienia manipulacjami faktów, jednak jego zwolennicy w Stanach Zjednoczonych i za granicą, nie uważali, że treści produkowane przez dawną głowę państwa cokolwiek naruszały i że działania portali były „polityczne”.

Ochroniarz w Biedronce przyłapał kobietę na gorącym uczynku. Okazało się, że jest policjantkąOchroniarz w Biedronce przyłapał kobietę na gorącym uczynku. Okazało się, że jest policjantkąCzytaj dalej

Powstanie Albicli miało więc stworzyć bezpieczną przestrzeń dla osób, które w mediach społecznościowych czują się odrzucone przez obowiązujące na nich zasady, które w myśl zwolenników prawicy ograniczają „wolność słowa”. 

Pierwsze problemy Albicli

Portal miał ruszyć 20 stycznia o godzinie 17.00. Wielkie zapowiedzi sprawiły, że na to miejsce zwrócili uwagę nie tylko naprawdę zainteresowani nową przestrzenią użytkownicy popierający postulaty Sakiewicza, ale również internetowe trolle i różnego rodzaju ciekawscy, chcący zarówno zobaczyć, jak wygląda portal, sprawdzić jego działanie i pośmiać się z wrzucanych nań treści przez wszelkiej masy dowcipnisiów.

W ten sposób w serwisie, jeszcze nawet przed godziną 17.00 zaczęły pojawiać się konta zakładane również przez znanych użytkowników Twittera, którzy często podszywali się pod konta innych osób, na co dawały nabrać się również mainstreamowe media - wcielali się oni m. in. w Lecha Kaczyńskiego, Danutę Holecką czy Donalda Trumpa

Na profilu Tomasza Sakiewicza natychmiast pojawiło się mnóstwo postów pełnych żartów, pisanych przez trolli, którzy zarejestrowali się głównie po to, by pokazać niedoskonałości portalu i możliwości jego zarządzania. Stąd można było zobaczyć paru Janów Pawłów II, jak i również testowanie różnorakie możliwości - przykładem było ustawianie hasła, które nie miało ograniczenia znaków. Niektórzy wstawiali fragmenty z „Pana Tadeusza”, a jeszcze inni tworzyli swoje zabezpieczenie z jednej litery lub cyfry. 

Albicla 2źródło: (screen) Albicla.com [dostęp: 20.01.2020]

Niedoskonałości, których doświadczył portal, dotyczyły również zastosowanych skryptów. Jak się okazało, nazwy użytkowników mogły doprowadzić np. do ekranu logowania lub usunięcia konta (co z resztą było jedyną możliwością tego typu odejścia z serwisu). Nie pojawiała się również opcja przypomnienia hasła w razie, gdyby to gdzieś się zagubiło. 

Prócz tego, nowi użytkownicy przeanalizowali regulamin Albicli i porównali go do tego wprowadzonego na Facebooku. Zauważyli nawet, że niektóre hiperłącza prowadzą wprost do najbardziej popularnego serwisu społecznościowego na świecie. Nigdzie nie było jednak napisane, że ktokolwiek wzorował się na zasadach tamtego portalu.

Przede wszystkim jednak wątpliwości budzi kwestia polityki prywatności serwisu oraz dostępu do danych, do których może dostać się każdy użytkownik. 

Dane są zagrożone? Użytkownicy mają do nich nieograniczony dostęp

Portal „Zaufana Trzecia Strona” otrzymał zawiadomienie od jednego z czytelników o tym, że znalazł on błąd w kodzie, który umożliwiał pobranie dowolnego pliku z serwera. Jak się okazało, można było dotrzeć do pliku z danymi konfiguracyjnymi serwisu. Dawało to również dostęp do loginów i haseł serwerowych

- Hasła były długie i skomplikowane – ale co z tego, że hasło do bazy ma 32 losowe znaki (łamanie zajmie więcej lat niż istnieje wszechświat), skoro można je pobrać jednym prostym żądaniem do serwera, którego znalezienie zajęło komuś nie więcej niż kilka godzin?- można było przeczytać na „Zaufanej Trzeciej Stronie”. 

Albicla - daneźródło: zaufanatrzeciastrona.pl

Redaktorzy portalu poinformowali administrację Albicli o problemie.

- Baza danych wykradziona z serwisu może służyć jako narzędzie wzniecania jeszcze większej pożogi (patrz przykłady zhakowanych kont prawicowych polityków w ostatnich tygodniach) (...). To po prostu to było jedyne słuszne rozwiązanie – jak w przypadku każdego innego wycieku danych niewinnych użytkowników - napisali. 

- Na ich miejscu zamknęlibyśmy serwis na kilka dni, zanim okaże się, że baza użytkowników wędruje po siecibo pewnie nie był to jedyny błąd tej kategorii - proponowali. 

Jak na razie problemy wydają się być naprawiane na bieżąco, jednak bez wyłączenia strony. To sprawia, że nawet przy pracowaniu nad naprawianiem, użytkownicy wciąż mogą bez przeszkód natknąć się na zgłoszone problemy i je wykorzystywać. Warto nadmienić, że wiele błędów przeczy całkowicie polityce prywatności Albicli - chodzi tu nie tylko o wyciek danych, ale również przekazywanie ciasteczek do miejsc, o których nie było mowy w tekście polityki. W takim przypadku natychmiast powinno zadziałać UODO. Prace jednak wciąż trwają. 

Finansowane z publicznych pieniędzy?

Internauci zadali sobie również ważne pytanie dot. kwestii finansowania portalu. Wiadomo, że całość miała być pokryta z funduszy Klubu „Gazety Polskiej”. O ile na pierwszy rzut oka nie wydaje się to w żaden sposób problematyczne, bo „Gazeta Polska” jest podmiotem prywatnym, to jednak duża część pieniędzy płynąca do redakcji pochodzi... z naszych podatków. 

Przede wszystkim chodzi o nagłaśniane przez „Gazetę Wyborczą” i OKO.press sprawy związane z reklamodawcami „Gazety Polskiej” i tygodnika „Sieci”. Najwięcej reklam w obu pismach to reklamy Spółek Skarbu Państwa lub inicjatyw rządowych. W ten sposób, mimo że maleje stale liczba kupowanej prasy papierowej, obie gazety wciąż trzymają się na powierzchni. 

W czasie pandemii koronawirusa reklam ze strony państwa pojawiło się więcej i pośrednio w ten sposób państwowe pieniądze wpłynęły do nastawionych ku nim pozytywnie mediów. 

Drugą kwestią jest przeznaczanie przez państwo pieniędzy na fundację Sakiewicza „Niezależne Media” - aż 7 mln zł przekazano na portal Puszcza.tv. Sakiewicz powiązany jest również z kontrowersyjną spółką Srebrna związaną blisko z Jarosławem Kaczyńskim. To właśnie w budynku należącym do tej spółki znajduje się redakcja „Gazety Polskiej”.

Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że założenie portalu i jego finansowanie płynie z pieniędzy państwowych. Na polskiego, dziurawego Facebooka składamy się więc wszyscy.

Artykuły polecane przez redakcję WTV:

źródło: [zaufanatrzeciastrona.pl]