W Płocku odbyła się kolejna rozprawa w sprawie Tęczowej Matki Boskiej. Unsplash.com/dwell_inŹródło: Unsplash.com/dwell_in
Wszystkie wideo autora Agata Jaroszewska
Autor Agata Jaroszewska - 20 Lutego 2021

Kto kogo tak naprawdę obraża? W Płocku odbyła się kolejna rozprawa w związku z Tęczową Matką Boską

Elżbieta, Anna i Joanna po raz kolejny pojawiły się w Płocku, by zmierzyć się z zarzutem obrazy uczuć religijnych. Wyrok został odroczony na 2 marca, jednak w środę w sądzie nie zabrakło emocji. Anna opowiedziała nam o tym, co czuła, gdy słuchała kolejnych słów padających przed obliczem sądu. Czy Tęczowa Matka Boska kogoś obraża?

W Sądzie Rejonowym w Płocku padło wiele słów, które dość mocno zapiszą się w historii walki z homofobią. 17 lutego 2021 r. w sali sądowej ponownie pojawiły się trzy oskarżone o obrazę uczuć religijnych kobiety: Anna, Elżbieta i Joanna. Czy ta rozprawa była inna?

Poprzednia rozprawa miała miejsce w Płocku ponad miesiąc temu. Wtedy, jeszcze przed stanięciem przed obliczem sądu, również rozmawialiśmy z Anną (rozmowę dotyczącą Tęczowej Matki Boskiej możesz znaleźć >TUTAJ<). Po drugiej rozprawie emocje nie są jednak mniejsze.

Sąd w Płocku ponownie próbował rozstrzygnąć, czy Tęczowa Matka Boska kogoś obraża

Zarówno na pierwszej, jak i na drugiej rozprawie w Sądzie Rejonowym w Płocku pod budynkiem zebrała się grupa osób wspierająca trzy oskarżone o obrazę uczuć religijnych. Dla większości osób cały proces ten przejdzie do historii i może zostać precedensem. Homofobia i trudna codzienność osób LGBT została w jego toku ordynarnie wyciągnięta na pierwszą linię zainteresowania społeczeństwa.

Anna, jedna z oskarżonych kobiet ponownie zgodziła się na skomentowanie dla WTV sytuacji, która obecnie niejako zdominowała jej życie. Gdyby sąd przychylił się do żądań prokuratury, to kobiety na 6 miesięcy musiałyby pogodzić się z ograniczeniem wolności, czyli m.in. uczestnictwem w pracach społecznych. 18 miesięcy ograniczenia wolności, czyli 1,5 roku domaga się pełnomocniczka księdza z płockiej parafii.

Policjanci zjeżdżają do Zakopanego. Wzmożone kontrole już w ten weekendPolicjanci zjeżdżają do Zakopanego. Wzmożone kontrole już w ten weekendCzytaj dalej

- Nadal nie wiem, jaki może być wyrok. Liczyłam, że prokurator spojrzy na to wszystko łaskawszym okiem, ale nie wiem też, jak zwykle zachowują się prokuratorzy, bo była to moja pierwsza sprawa karna. Mam nadzieję, że będzie cieplej, ale to ze względu na osoby które zbiorą się przed budynkiem sądu - przekazała Anna w odpowiedzi na to, jakie ma przeczucia w sprawie zapowiedzianego na 2 marca wyroku w tej sprawie.

- Byłam bardzo zestresowana. Przed sądem bardzo mocno zakręciło mi się w głowie, musiałam korzystać z pomocnych ramion, żeby stać bez stresu, że nagle się przewrócę - dodała. Jakie są jej odczucia w związku ze środową wizytą w sądzie w Płocku.

Po rozprawie trafiła do studia tatuażu

- Jestem trochę mniej wykończona niż ostatnio, chociaż po wyjściu nie miałam sił brać udziału w karuzeli z Madonnami, wolałam trzymać się na uboczu i pojedynczo przytulać się do ludzi. Boję się trochę, że wyglądałam na niewdzięczną, w końcu osoby stały na mrozie i w gęstym śniegu! Byłam mocno przebodźcowana i nie chciałam już być w centrum uwagi - mówi WTV Anna.

Jednocześnie podzieliła się niespodziewaną informacją na temat tego, gdzie udała się po wyjściu z Sądu Rejonowego w Płocku po zakończeniu drugiej rozprawy w związku z Tęczową Matką Boską. Okazuje się, że po udziale w sprawie dotyczącej obrazy uczuć religijnych Anna poszła do SiostroTusz, warszawskiego studia tatuażu.

- Żeby uczcić rozprawę, pojechałam do SiostroTuszu wydziarać, a jakże... aureolki. [...] Największe odczucie to teraz ból żeber - przekazuje WTV Anna. To, co obecnie zdobi jej ciało zobaczyć można na profilu SiostroTusz na Instagramie.

W całej sprawie Tęczowej Matki Boskiej i jej kolorowej aureoli, która zaprowadziła Annę, Elżbietę oraz Joannę przed oblicze Sądu Rejonowego w Płocku ważne jest wsparcie, jakie otrzymują one nie tylko od osób ze społeczności LGBT, ale wszystkich, którzy nie zgadzają się na homofobię. Pod oknami sądu nieustannie tłum aktywnie wspierał oskarżone.

- Moment, w którym uruchomiono nagrania z monitoringu i zza okna usłyszałam "life is a myyysteeeryyyy" sprawił, że w pierwszej chwili mnie wmurowało, a później zaczęłam się śmiać. Po cichu, ale błogosławiłam (sic!) to, że mam na twarzy maseczkę, bo przynajmniej nie było tego tak mocno widać... mam nadzieję przynajmniej. Przy Ave Maria byłam bliska głupawki i pod wrażeniem doboru repertuaru. Tak się składa, że znam większość tych utworów, więc naprawdę doceniam też to, jak do tej sytuacji pasowały teksty piosenek: "Fuck You" Lily Allen czy 'Znak Niepokoju' El Bandy. Jedną z nich, bardzo mi bliską i często słuchaną, spontanicznie zacytowałam w swojej mowie końcowej: "cień celtyka w hostię sam się nie wpisał [...], chłopcy z seminarium go tam wpisali". To utwór Czerwonych Świń, "Parafiańszczyzna" - powiedziała Anna odnosząc się do tego, co miało miejsce pod budynkiem sądu w Płocku.

Prawnicy z Kampanii Przeciw Homofobii spisali się fenomenalnie

- Z Kampanii Przeciw Homofobii było dwoje prawników. Ich praca była równie ważna, dobrze się spisali. Bardzo mnie cieszy nawiązanie do Pussy Riot jakie zrobiła Karolina Gierdal, na tę samą zależność wskazywała rosyjska dziennikarka Саша Чернякова na portalu snob.ru. Ich wsparcie ma dla nas ogromną wartość, świetnie się cała trójka uzupełniła - wskazała dla WTV. Zarówno mowy prawników Anny, Elżbiety i Joanny, jak i ich samych są szeroko cytowane, a fragmenty bez problemu dostępne są w sieci.

Czy były to mowy historyczne, które zapiszą się w pamięci kolejnych pokoleń i wyznaczą nowy kierunek w walce przeciwko homofobii?

- Nie! To znaczy... Ciągle jestem pod wrażeniem tego, jak wiele osób śledziło rozprawę na żywo. Różni znajomi i przyjaciele pisali do mnie podczas mowy mecenasa Baszuka, że płaczą przed ekranami, a ja doskonale ich rozumiałam, chociaż sama jak dotąd się nie wzruszałam tak na zewnątrz siebie. Byłam bardziej podekscytowana tym, jak zrzuca na nich bombę za bombą i nie ogląda się na eksplozje. To było absolutne mistrzostwo świata i bardzo się cieszę, że dwa lata temu to właśnie do niego zdecydowałyśmy się z Asią przyjechać ("panie mecenasie, okazuje się, że trochę narozrabiałyśmy"). Serio, nikt lepszy chyba nie mógł nam się trafić, jedną z dobrych stron tego, że ta rozprawa się wydarzyła, było to, że mogłam nie tylko tę mowę usłyszeć, ale też: na żywo i w mojej obronie - relacjonowała Anna. Jednocześnie odniosła się do swojej przemowy.

- Podczas mowy Eli powiedziałam Asi, że, cholera jasna, wysoko zawiesili poprzeczkę. Zaczynałam żałować, że nie przygotowałam się lepiej, bo spisane miałam tylko kluczowe zagadnienia jakie chciałam poruszyć, w tym takie które przychodziły mi do głowy jeszcze podczas rozprawy i już się w sumie pogodziłam, z tym że po takim show wyjdę, powiem swoje i powiem to krótko, poproszę o uniewinnienie i tyle. Ale! O ile zwykle zdarza mi się nadal włączanie "yyyy" a na przemówieniach na protestach nie zdarzały mi się płomienne mowy wygłaszane z głowy bez spisania ich wcześniej, tak tam wydarzyło się coś dziwnego. Wątki jakoś tak naturalnie mi się splatały, o tym że chciałam nawiązać do pogromu kieleckiego, wiedziałam już dzień wcześniej, jednak o marszach równości postanowiłam powiedzieć... już jak tam stałam. Białostocki marsz, park na zasypanym cmentarzu żydowskim, schody uniwersytetu, getta ławkowe — to wszystko tak do siebie pasowało, że naprawdę zastanawiam się, co we mnie wstąpiło. "Fake it till you make it" chyba - dodaje w kwestii obron.

Wytłumaczenie tak dużej łatwości w wygłoszeniu mowy w Płocku jest pozornie proste. Anna wskazuje, że przecież "taką postawę mamy na co dzień, więc nie mówiłam o niczym, co jest mi obce, tylko jest częścią mnie. No nie będę się bawić w fałszywą skromność na pewno: jestem ukontentowana swoją mową i zadowolona z dykcji i spokoju w głosie, ale żebym od razu miała do historii przechodzić? Dziwnie tak". Dodaje jednak, że mecenasowi "Baszukowi [...] należy się to miejsce w historii bardzo".

W czasie rozprawy w Płocku ksiądz postanowił zmienić swoje wcześniejsze zeznania. Dlaczego?

- Łebkowski twierdzi, że jego słowa zostały przeinaczone, co jest naprawdę żałosne i żenujące, bo protokoły są spisywane tak bardzo słowo w słowo, że czytanie ich to często ból dla osób przywiązujących wagę do płynności tekstu pisanego. Może było tak, że przeczytał protokół na spokojnie i uznał, że głupio, żeby takie rzeczy zostały na piśmie - przekazuje dla WTV Anna.

Ksiądz Tadeusz Łebkowski obecny w Sądzie Rejonowym w Płocku na co dzień pełni posługę w kościele św. Dominika w tym samym mieście. Dlaczego zdaniem jednej z oskarżonych zdecydował się na zmianę swoich poprzednich słów?

- Moja przyjaciółka obstawia taką wersję: według niej wynika to z tego że te 40 lat mógł z ambony sączyć różne farmazony i dopiero jak zobaczył je, spisane słowo w słowo, to uznał, że bycie podpisanym z nazwiska pod czymś takim przekracza granice nawet jego — szczątkowej, bo szczątkowej — przyzwoitości - mówi. Jednocześnie należy zaznaczyć, że po wprowadzeniu zmian w swoim poprzednim stanowisku ponownie zaczął wypowiadać się w sposób wyjątkowo oburzający.

- Odniosłam wrażenie, że prawnicy po przeczytaniu protokołu złapali się za głowy i za wszelką cenę starali się sytuację uratować. Tylko gdyby tak było, przygotowaliby go do tej środowej rozprawy, a on w mowie końcowej dalej mówił o swastyce i zboczeniach! Więc nie rozumiem, co takiego chciał poprawić, bo to w mojej ocenie najbardziej pogrążający go fragment. [...] Serio tego nie rozumiem, chociaż z drugiej strony — ten człowiek ma od samego początku tak niską poprzeczkę, że nie powinnam się dziwić, kiedy opada jeszcze niżej - krytycznie punktuje zachowanie księdza w sądzie w Płocku.

Która rozprawa była "trudniejsza"?

- Na drugiej rozprawie szybciej nam leciał czas. Pierwsza przerwa była chyba prawie po 3 godzinach, w ogóle nie byłam tego świadoma. Na pierwszej nie było TVP, wpadła za to Godek Kaja. Na drugiej nie musiałyśmy wychodzić do mówienia na środek, a zostanie w ławie wśród swoich, zamiast bycia wystawioną na świeczniku daje jakiś tam komfort psychiczny... ale za to wszystkie mikrofony były nasze, media uważnie nas nagrywały. To dobrze, ale jednak też źródło stresu. Trudno jest powiedzieć... wtedy wiedziałam, że muszę jak najdokładniej przekazać swoje motywacje ze względu na protokołowanie moich słów i to, że muszę z tej okazji skorzystać, żeby oficjalnie móc wytknąć homofobię polskiego państwa w polskim sądzie, na drugiej z kolei mogłam popłynąć i mówić swobodniej, więc to też była okazja do wykazania się. I byłam bogatsza o doświadczenie słuchania oskarżycieli, co też nie mogło pozostać bez echa - ocenia w rozmowie z WTV Anna, która odpowiada za obrazę uczuć religijnych.

17 lutego odbyła się druga rozprawa w sprawie Tęczowej Matki Boskiej i rozklejania jej wizerunku przez trzy aktywistki. Wyrok ma zapaść 2 marca w Sądzie Rejonowym w Płocku i wszystko wskazuje, że będzie on bardzo ważny zarówno dla trzech oskarżonych, społeczności LGBT, jak i walczących z homofobią. 

Artykuły polecane przez redakcję WTV: