wtv.pl
EN 01489293 1152

-/AFP/East News

JULKI #1: "Dlaczego nie zajmiesz się kobietami na Bliskim Wschodzie?" Odpowiadamy

25 Sierpnia 2021

Autor tekstu:

Michalina Kobla & Maja Staśko

Udostępnij:

Nazywamy się Michalina Kobla i Maja Staśko. Ale często jesteśmy nazywane „julkami”. „Julkami” – czyli lewicowymi, zaangażowanymi dziewczynami, które lubią dawać wyraz swoim poglądom w mediach społecznościowych.

Są nas miliony.

Co jest obraźliwego w stawaniu po stronie najsłabszych?

Ale pewne osoby widzą w nas zagrożenie. Rok temu kapituła Młodzieżowego Słowa Roku po raz pierwszy w dziejach nagrody odwołała udział jednego ze zgłaszanych słów:

„julka jest w zgłoszeniach plebiscytowych coraz częściej definiowana w odniesieniu do poglądów, a nie zachowań. W sytuacji, w której wyśmiewane „julki” są bite na ulicach, kapituła plebiscytu na mocy regulaminu zdecydowała, że nie wygra słowo wyśmiewające czyjeś poglądy. Nie będziemy przemilczać tych zgłoszeń, ale w statystyce wyników nie uwzględnimy słów zaostrzających konflikt społeczny. Z podobnej przyczyny pominęliśmy w ubiegłym roku słowo p0lka, niż zwycięska alternatywka”

Dla wielu komentatorów „julka” to próba podważenia naszych poglądów, zbagatelizowania nas i poniżenia. Ale dla nas to nie jest obraza. Co jest obraźliwego w byciu zaangażowanym i stawaniu po stronie najsłabszych? To jakby próbować nas obrazić, mówiąc, że jesteśmy empatyczne.

„Julka” nas nie obraża. „Julka” nas definiuje!

Więc na pohybel hejterom rozpoczynamy nowy cykl tekstowo-wideo, w którym będziemy się rozprawiały z różnymi stereotypami na nasz temat, a także odpowiadały na argumenty, które często pojawiają się w przestrzeni publicznej, takie jak „kobiety nie są dyskryminowane w Polsce, mamy równość” czy „walczycie tylko dlatego, że nie macie faceta”. Jeśli i Wy usłyszycie taki argument, wystarczy przesłać nasz tekst lub wideo z odpowiedzią na niego i jego analizą – i zaoszczędzicie mnóstwo czasu z inby, który można wykorzystać na spotkanie ze znajomymi, kąpiel czy masturbację.

Pierwsze pytanie, które szczególnie ostatnio często się pojawia:

DLACZEGO NIE ZAJMIESZ SIĘ KOBIETAMI NA BLISKIM WSCHODZIE?

Bo ten argument nie wychodzi z troski ani o nas, ani o kobiety na Bliskim Wschodzie. Służy zazwyczaj podważeniu naszych działań i wzbudzeniu w nas wyrzutów sumienia. Osoba go wypowiadająca traktuje Bliski Wschód jak monolit, nie mówi o żadnym konkretnym państwie, o żadnej konkretnej kwestii ani grupie ludzi. Dodatkowo, kieruje się stereotypami, a często po prostu powiela islamofobiczne mity, które nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością.

Osoba zadająca takie pytanie stosuje technikę pozornie prostego pytania, na które nie da się odpowiedzieć jednym słowem – a gdy zaczniemy próbować to wyjaśniać, pytający będzie mógł z satysfakcją powiedzieć: czyli nie pojedziesz. I zaorane. Ten argument służy do tego, żeby nas pocisnąć, a nie żeby rozpocząć dyskusję czy poznać nasz punkt widzenia. Jest zabiegiem retorycznym służącym zaoraniu drugiej strony – i tak naprawdę nie da się z niego wyjść dobrze, bo jest dokładnie tak zaplanowany, by się nie dało. Także gdy zaczniemy go dekonstruować i pokazywać stojące za nim mechanizmy, które nie mają nic wspólnego z troską, to już przegrałyśmy: bo na proste pytanie odpowiadamy referatem. Nie ma tu szybkiej i mechanicznej odpowiedzi – więc jest przegrana. Bo tak to w tego typu dyskusjach działa.

Jest to więc rodzaj concern trollingu – czyli trollingu pozornej troski.

To trochę tak, jakby zapytać ekologa, dlaczego protestuje w Puszczy Białowieskiej, a nie gasi pożarów w Kanadzie.

DLACZEGO NIE ZAJMIESZ SIĘ KOBIETAMI NA BLISKIM WSCHODZIE?

Bo to jest wspólna walka – prowadzimy ją wszystkie, z pozycji, w których stoimy, bo wiemy, że problemy, z którymi się mierzymy - choć zupełnie różne – wynikają z podobnych systemowych, globalnych mechanizmów. I że tylko razem możemy z nimi walczyć. Ale nie na zasadzie: ja teraz powiem za Ciebie, co jest Twoim problemem i jak z nim walczyć, tylko: wszystkie mierzymy się z problemami i razem możemy je pokonać.

Dlatego też to nie jest dobre porównanie, gdy mówimy, że u nas jest „katotaliban”. U nas jest polski katolicyzm ze zbyt dużym wpływem na polskie władze. Ale to zupełnie inna sytuacja. Porównywanie wszystkiego do nas samych to próba nie tylko zrozumienia, ale i zawłaszczenia. Porównywanie zdesperowanych ludzi czepiających się kadłuba samolotu do sytuacji Polaków jest po prostu wyrazem braku szacunku do tych pierwszych. To, co dzieje się w Afganistanie, jest zupełnie inne od sytuacji politycznej w Polsce. Ma związek z Polską – ale nie dlatego, że rządy talibów są podobne do rządów PiS-u. Ma związek dlatego, że to także Polska sprawiła, że talibowie powrócili do władzy i obecna sytuacja w Afganistanie jest przerażająca. To jest wina USA i tych, którzy pojechali do Afganistanu razem z USA. Czyli także Polski, niestety.

Czy to była dobra decyzja? Większość osób odpowiada w tej chwili, że nie. Że było w tym wiele pychy, poczucia kulturowej wyższości i próby zawłaszczenia. „Pojedziemy na miejsce i zaprowadzimy tam porządek, bez wsłuchania się w głosy lokalnej społeczności i ich potrzeby. Bo my wiemy lepiej od nich samych, czego oni chcą” – tak wygląda amerykańska narracja. I podobną logiką kierują się ci, którzy chcą nas wysyłać na Bliski Wschód.

My nie mamy kompleksu białego zbawiciela (white savior), by jechać i rozwiązywać problemy kobiet na Bliskim Wschodzie – one same najlepiej wiedzą, jak to zrobić, a my staramy się ich słuchać. Podobnie jak nie chcemy, by feministki z USA przyjechały do nas i “rozwiązały” nam cały polski patriarchat zgodnie ze swoimi regułami, bez wysłuchania nas i bez naszego udziału. Hasłem przewodnim naszego feminizmu jest: “Nic o nas bez nas”. Nikt nie wie lepiej od nas, czego chcemy i potrzebujemy.

„Potrzeba feministek na Bliskim Wschodzie, więc jedźcie na miejsce” - słyszymy w każdej takiej dyskusji. Feministki na Bliskim Wschodzie są i działają od lat. Zamiast nas atakować, lepiej po prostu je znaleźć i poczytać, z czym się mierzą i o co walczą. Wysłuchać ich, zamiast trollować obce sobie kobiety.

Dlatego zamiast jechać i „zbawiać” osoby na miejscu – co mogłoby im bardziej zaszkodzić niż pomóc – wysłuchujemy głosów Afganek. Możecie je przeczytać TUTAJ.

DLACZEGO NIE ZAJMIESZ SIĘ KOBIETAMI NA BLISKIM WSCHODZIE?

Bo ten argument często służy do tego, by podważyć nasze działania i zbagatelizować nasze problemy. Kobiety na Bliskim Wschodzie z całą pewnością także to słyszą - np. "Dlaczego nie pomagacie kobietom w Afryce?". W ten sposób próbuje się nam pokazać: w Polsce kobiety nie mają problemów.

Ale to zwyczajnie nieprawda.

Problemy kobiet w Polsce

87% kobiet w Polsce doświadczyło molestowania*.
• 1 na 5 kobiet w Polsce doświadczyła gwałtu*.

• Nie ma ani jednej publicznej terapii dla osób po przemocy, a są tysiące dla osób mierzących się z uzależnieniami.
• 67% spraw dotyczących zgwałceń jest umarzanych*.
• Definicja zgwałcenia w polskim prawie nie obejmuje większości sytuacji zgwałceń, gdy osoba zamiera i nie broni się - co jest naturalną reakcją fizjologiczną organizmu.
Kobiety globalnie otrzymują o 16% niższe wynagrodzenie niż mężczyźni**. Prace sfeminizowane (czyli takie, w których większość pracownic stanowią kobiety) to prace najniżej wynagradzane, często mimo wykształcenia. To takie zawody jak pielęgniarki, nauczycielki czy pracownice żłobków.
Kobiety wykonują trzy razy więcej nieodpłatnej pracy w domu niż mężczyźni. 82% kobiet robi pranie, 81% jest odpowiedzialna za prasowanie i 65% za przygotowywanie posiłków**.
• 86% maturzystek nigdy nie słyszało o kobiecie-naukowczyni, a 81% o kobiecie-inżynierce**.
Kobiety stanowią 51% społeczeństwa, ale w Sejmie jest ich zaledwie 28%**.
W ponad połowie gmin nie ma poradni ginekologicznych, a 1/3 Polek odwiedza ginekologa po raz pierwszy dopiero w okresie ciąży**.
• Zdobycie tabletki „dzień po” jest bardzo trudne, bo tabletka wciąż jest na receptę.
• Aborcja w Polsce jest praktycznie całkowicie zakazana.
• Kobiety w sieci są codziennie poniżane, hejtowane i trollowane. Na przykład przez pytania:

DLACZEGO NIE POJEDZIESZ DO AFGANISTANU?

W tej chwili mamy do czynienia z doniesieniami o morderstwach i gwałtach w Afganistanie. Czy polscy komentujący chcą, byśmy były gwałcone? Mordowane?

Takie pytanie to jak życzenia gwałtu. Tak się traktuje kobiety w Polsce – gdy chcą o siebie walczyć, życzy im się gwałtu. Albo pisze się: „gwałciłbym”. Lub: „nie gwałciłbym”.

Ale odpowiemy na to perspektywy aktywistycznej: nie musimy być wszędzie i w każdym momencie. Wzbudzanie w nas poczucia winy, bo nie jesteśmy w absolutnie każdym miejscu, to napędzanie toksycznej nadproduktywności. Jesteśmy ludźmi. Możemy być wycieńczone, mieć etatowe prace, opiekować się potrzebującymi z rodziny – i po prostu nie być w stanie znajdować się w każdym miejscu, gdzie akurat łamane są prawa człowieka. I to jest ok – inne osoby tam są i będą. Nie musimy być wszędzie i nikt nie ma prawa tego od nas wymagać. Jest nas więcej i gdy jedne nie mogą, inne będą działać. I tak bez końca.

Z kwestii logistycznych: nie wydaje nam się, żeby dotarcie do Afganistanu w tej chwili było szczególnie proste. Ale kilka kobiet z Afganistanu potrzebujących naszej pomocy czeka na granicy. Nie daleko, nie setki czy tysiące kilometrów stąd – tylko metry od naszej granicy. Tu, na miejscu. Straż Graniczna nie tylko nie pozwala im się dostać do Polski – co jest niezgodne z prawem – ale także nie pozwala, by wspierający ludzie na miejscu podawali im jedzenie, śpiwory czy ubrania, nie dopuszcza też do nich lekarzy, przez co ci ludzie od kilkunastu dni są głodni, spragnieni i coraz schorowani.

Straż Graniczna naraża ich na powolną śmierć. Na naszych oczach, na naszej granicy.

Nie musimy więc wyjeżdżać na Bliski Wschód, by mierzyć się z realnymi problemami. Także problemami kobiet z Bliskiego Wschodu. Nasze państwo również je zapewnia. A my możemy próbować to zmienić – bo wiemy, co możemy zrobić, znamy prawo, język i mamy dostęp do mediów. To są nasze narzędzia walki, które mamy tu, na miejscu, i które wypracowywałyśmy wspólnie latami. I nie zawahamy się ich użyć. Nawet jeśli dalej będziemy pytane: „Dlaczego nie pojedziesz na Bliski Wschód”? Bo to ma nas tylko hamować.

Ale nie będzie!

* Dane za: Przełamać tabu. Raport o przemocy seksualnej, Fundacja STER, 2015.
** Dane za:
#nieczekam107lat, 2020.

Michalina Kobla & Maja Staśko

Dziennikarki, autorki cyklu "Julki".

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: wtv@iberion.pl

Podobne artykuły

Tylko u nas

Huragan Ida w Luizjanie. "Dom sąsiadów właśnie płonie i jest zalewany, w środku niemowlę, proszę pomóżcie"

Czytaj więcej >
Piotr Molecki/East News

Tylko u nas

Nauczyciele masowo odchodzą ze szkół. ZNP: „Będziemy mieli do czynienia z poważnym kryzysem”

Czytaj więcej >
Jakub Kaminski/East News

Tylko u nas

Zapytaliśmy Małgorzatę Kidawę-Błońską o uchodźców. Wypowiedź zaskakuje

Czytaj więcej >
W Międzynarodowy Dzień Psa skupiamy się na mopsach.

Tylko u nas

“Mopsy są modne cały czas”. Dziś Międzynarodowy Dzień Psa - na co powinniśmy zwrócić większą uwagę?

Czytaj więcej >

Tylko u nas

[OPINIA]Szumlewicz: Klęska PiS-owskiej polityki społecznej

Czytaj więcej >

Tylko u nas

[OPINIE]Śpiewak: Campus Polska Przyszłości - czyli jak grupa rekonstrukcyjna Mumii Wolności chce przejąć władzę

Czytaj więcej >