wtv.pl
publicystyka (5)

Marek BAZAK/East News

[OPINIE]Hartman: Zakłamane powstania

6 Sierpnia 2021

Autor tekstu:

Jan Hartman

Udostępnij:

Od 1989 roku stało się możliwe otwarte mówienie o powstaniu warszawskim `44 i powstaniu w warszawskim getcie `43. Wcześniej mówiło się i pisało niewiele i zwykle niezbyt uczciwie.

Powstanie warszawskie związane było z wyzwalaniem Warszawy przez wojska sowieckie, które biernie czekały na jego zakończenie, w związku z czym temat był dla propagandy komunistycznej niewygodny. Za to powstanie w getcie było żydowskie, co nie było w smak władzy niewolnej od antysemickich resentymentów. Ponadto wiadomo było, że na Zachodzie zwrot „powstanie warszawskie” kojarzył się prawie wyłącznie z powstaniem w getcie, podczas gdy o nieporównanie większym i brzemiennym kilkukrotnie większymi ofiarami powstaniu z roku 1944 wiedział mało kto. Fakt ten był za komuny (lecz również i w wolnej Polsce) niebagatelnym powodem przemilczania żydowskiej rezurekcji.

Niestety w wolnej Polsce uczciwa rozmowa o warszawskich powstaniach została stłumiona przez nową propagandę, gloryfikującą walkę i bagatelizującą tragedię ludności cywilnej. Jednocześnie niezdrowa „konkurencja” obu powstań sprzyjała zakłamywaniu ich sensu i znaczenia – w ramach nieprzyjaznych porównań i dogmatycznej gloryfikacji powstańców. Powstanie w getcie było zrywem skazanych na śmierć, a jego sens był wyłącznie taki, aby zginąć w walce. Żadnego sensu militarnego jednakże nie miało. Było bohaterskie, lecz straceńcze. Co więcej, powstańcy należeli do dwóch organizacji, które za sobą nie przepadały. Ten konflikt kładł się cieniem na pamięci powstania 1943 roku. Dodatkowo nie sprzyjało jej kultywowaniu stanowisko pionierów państwa Izrael, którzy nie chcieli, aby nowe państwo było postrzegane jako coś w rodzaju „nagrody za Holokaust”. Bo takiej retoryki używali w owych czasach antysemici.

Jeśli zaś chodzi o powstanie warszawskie roku 1944, to wiadomo było od samego początku, że rachuby na zwycięstwo (zakładające współpracę z Armią Czerwoną) były raczej iluzoryczne, za to ryzyko straszliwej zemsty ze strony Niemców bardzo duże. Dlatego zawsze próbowano przedstawiać sens powstania w podobny sposób, jak w przypadku powstania w getcie, mówiąc, że była to walka o godność. Tyle, że ani powstańcy, ani tym bardziej cywile nie mieli powodu zakładać, że wkrótce zostaną zabici tak czy inaczej, niezależnie od tego, czy powstanie wybuchnie, czy nie. Dlatego też dodaje się jeszcze argument z „nieuchronności”: ludności Warszawy nic już by nie powstrzymało przed chwyceniem za broń.
Cóż, pewnie wielu by za tę broń chwyciło, lecz z pewnością zasięg akcji powstańczej, a w konsekwencji zakres niemieckiej zemsty byłby inny, gdyby generałowie powstania nie zorganizowali i nie ogłosili. A konsekwencje tej decyzji były straszliwe. Gdyby nie powstanie warszawskie zapewne ocalałoby życie ok. 175 tys. ludzi, pomordowanych przez Niemców w Rzezi Woli (której 80 rocznica przypada właśnie w tych dniach) i innych aktach ludobójstwa. Oznacza to niepojęty ciężar moralnej odpowiedzialności spoczywający na barkach generałów, a także zwykłych powstańców.

Jest czymś zatrważającym, że oficjalna narracja na temat powstania pomija ten fundamentalny aspekt moralny. Jakże można nie pamiętać o tym, że raczej dająca się przewidzieć klęska powstania kosztowała życie 15% mieszkańców miasta? Niemówienie o tym, odmowa żałobnej pamięci, spycha w cień ten nieprzebrany tłum ofiar, czyniąc z nich nieważnych, drugorzędnych uczestników wydarzeń. Tymczasem cała istota tego, co zdarzyło się w Warszawie latem 1944, to właśnie śmierć 175 tysięcy (bądź nawet większej liczby) warszawian. Powstanie, walka, owszem, to ważna rzecz, lecz pamięć należy się przede wszystkim ofiarom. Tymczasem mówi się o nich mało i półgębkiem, a powstańcom składa się wyłącznie hołdy, nie zadając niewygodnych pytań.

Jest czymś zdumiewającym, że 175 tysięcy ofiar powstania roku 1944 łączy się z drugim niemalże wypartym z pamięci tłumem – z 300 tysiącami zamordowanych rok wcześniej mieszkańcami warszawskiego getta. Jak widać, atawistyczny nacjonalizm i militaryzm wciąż włada naszą świadomością. „Cywil” jawi się nam wciąż jako „nawóz historii”, a każdy, kto walczy, jest bezdyskusyjnie bohaterem.

Jan HartmanAutor

Profesor nauk humanistycznych. Filozof i bioetyk.

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: wtv@iberion.pl

Podobne artykuły

Konferencja prasowa z udzialem premiera Mateusza Morawieckiego, ministra spraw wewnetrznych i administracji Mariusza Kaminskiego oraz Komendanta Glownego Policji gen. insp. Jaroslawa Szymczyka, w sprawie bezpieczenstwa funkcjonariuszy policji w kontekscie pobicia w Pastuchowie.

Tylko u nas

Dziennikarze pytają, MSWiA milczy. Dlaczego ministerstwo nie odpowiada na pytania o uchodźców?

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Hanna Gill-Piątek o stanie wyjątkowym: "Nikt już nie będzie mógł patrzeć na ręce władzy, przez którą zaczną umierać tam ludzie"

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Huragan Ida w Luizjanie. "Dom sąsiadów właśnie płonie i jest zalewany, w środku niemowlę, proszę pomóżcie"

Czytaj więcej >
Piotr Molecki/East News

Tylko u nas

Nauczyciele masowo odchodzą ze szkół. ZNP: „Będziemy mieli do czynienia z poważnym kryzysem”

Czytaj więcej >
Jakub Kaminski/East News

Tylko u nas

Zapytaliśmy Małgorzatę Kidawę-Błońską o uchodźców. Wypowiedź zaskakuje

Czytaj więcej >
W Międzynarodowy Dzień Psa skupiamy się na mopsach.

Tylko u nas

“Mopsy są modne cały czas”. Dziś Międzynarodowy Dzień Psa - na co powinniśmy zwrócić większą uwagę?

Czytaj więcej >