Zdalne nauczanie. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News
Źródło: ARKADIUSZ ZIOLEK/East News
Wszystkie wideo autora Wiktor Ćwikliński
Autor Wiktor Ćwikliński - 1 Maja 2020

Wściekli na nauczycieli rodzice dają upust emocjom. Po czyjej stronie leży problem z nauczaniem online?

Zdalne nauczanie to zwykłe rozwiązywanie zadań. Rodzice są wściekli na belfrów za to, jak wygląda obecnie szkolnictwo.

Pomiędzy nauczycielami a rodzicami uczniów narasta bardzo poważny konflikt. Rodzice mają ogromne pretensje, że niemal cały ciężar edukacji spadł na nich. Twierdzą, że nauka sprowadzona została do rozwiązywania zadań skopiowanych z kart pracy.

Morawiecki zapowiedział częściowe otwarcie granic. Nie powiedział całej prawdy, ogromne rozczarowanieMorawiecki zapowiedział częściowe otwarcie granic. Nie powiedział całej prawdy, ogromne rozczarowanieCzytaj dalej

Zdalne nauczanie nie istnieje

Rodzice dają swoim emocjom upust w internecie: "Dostają codziennie litanie zadań z każdego przedmiotu do zrobienia, a to 20 zadań z matematyki, 10 z chemii, fizyki, nawet z wf test "ile wysokosci ma siatka" itp. Codziennie sziedzę z dzieckiem wiele godzin zeby wytłumaczyć i rozwiązać zadania. Akurat mam przymusowy urlop w pracy, a co jak wrócę do pracy? - czytamy na jednym z forów. "Ilość materiału przesyłanego przez nauczycieli oraz różnorodność jest nie do ogarnięcia. Sama “obsługa techniczna” prac domowych zajmuje mi godziny, bo 10-latka nie jest tak biegła, żeby była w stanie zrobić printscreena, opisać, wysłać, coś zeskanować, wydrukować, walczyć z nieotwierającymi się plikami, czy zrobić prezentację w dowolnym programie" - wtóruje kolejny rodzic.

DZISIAJ GRZEJE: 1. Duda wydał nagłe oświadczenie podczas konwencji. Chce dać kolejne pieniądze Polakom za darmo
2. Los Angeles Times: Naukowcy donoszą o nowym szczepie koronawirusa. Może być groźniejszy i bardziej zaraźliwy

Poprosiliśmy o komentarz nauczycieli z podszczecińskiej miejscowości. Oni również wskazali, że rośnie ogromne napięcie pomiędzy nimi a rodzicami. Jak tłumaczą, są jednak w sytuacji zupełnie bez wyjścia. - Kuratorium i dyrekcja wymagają od nas realizacji programu, nie prowadzimy lekcji w tradycyjny sposób, a zdalne nauczanie to zupełna fikcja. Nie mam innej możliwości niż wysłanie tych zadań, tylko tak będę potem mogła choćby próbować udowodnić, że program został zrealizowany - tłumaczy mi pani Renata, nauczycielka WOS-u. Na pytanie, czy realizacja programu będzie oznaczała przyswojenie materiału, wybucha śmiechem i mówi: - Oczywiście że nie. Dzieciaki nie przyswajają w tej chwili żadnej wiedzy. I nie ma szansy tego zmienić. Nie jestem nawet w stanie zrobić im uczciwego sprawdzianu. Motywacja do nauki, nawet u na co dzień pilnych uczniów jest całkowicie zerowa - podkreśla.

W podobnym tonie wypowiada się dyrektor szkoły podstawowej, którego poprosiłem o komentarz. Przyznaje, że dociera do niego bardzo dużo skarg od rodziców. - Wszyscy uważają, że ta sytuacja jest nie do utrzymania. Pojawia się coraz większy lęk co będzie gdyby sytuacja powtórzyła się na jesieni, wraz z drugą falą epidemii. Ministerstwo Edukacji zdaje się zupełnie nie widzieć problemu. A co jeśli w październiku szkoły znów zostaną zamknięte? Co jeśli ponownie potrwa to kilka miesięcy? Dzieciaki stracą rok edukacji, to są ogromne problemy. Grozi nam rozwarstwienie intelektualne dzieci większe niż kiedykolwiek. Rodzice nas na widłach wyniosą za to - mówi.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Nowa rzeczywistość dla pracowników. W każdej chwili pracodawca może zwolnić Cię przez maila
  2. Zabójstwo Kornelii. Ostre słowa w kierunku policji: dlaczego jej nie szukali?
  3. Z polskiego schroniska zniknęły wszystkie zwierzęta. Niespodziewany efekt epidemii
  4. Niewyobrażalnie tragiczne, 31-latka chciała uczcić koniec kwarantanny zdjęciem. Niestety nie żyje
  5. Czy na ulicy obecnie nie można jeść i pić? GIS rozwiewa wątpliwości
  6. WHO uderza w sąsiada Polski. Wszystko przez jedno wydarzenie

Źródło: WTV