Wrocław policja. Flickr / włodiŹródło: Flickr / włodi
Wszystkie wideo autora Konrad Wrzesiński
Autor Konrad Wrzesiński - 24 Lutego 2020

Para gejów pobita we Wrocławiu. Skandaliczna postawa policjantów

Wrocław, Europejska Stolica Kultury z roku 2016, stał się miejscem wyjątkowo przykrego incydentu. Para gejów została zaatakowana w biały dzień, a przejeżdżający obok miejsca zdarzenia funkcjonariusze odjechali, bo "to nie ich rewir".

Wrocław wielu kojarzy się z tym miejscem na mapie Polski, które należałoby uznać za centrum europejskiej kultury. Niestety, niedawne wydarzenia na wrocławskim Nadodrzu przypomniały znakomicie znane nam zachowania homofobiczne oraz ksenofobiczne, stojące w ostrej sprzeczności z wartościami cenionymi przez wysoko rozwinięte państwa Wspólnoty. Para gejów została skopana w biały dzień, a zawiadomieni policjanci wykazali się wyjątkowym brakiem empatii. O zajściu informuje miejscowa "Wyborcza".

Mężczyźni spacerowali po mieście. Zaznaczają, że nie boją się okazywać swojego uczucia i zwykle przechadzają się, trzymając się za ręce.

Do konfrontacji z grupą trzech młodych, dobrze zbudowanych i agresywnych mężczyzn doszło skrzyżowaniu ul. Drobnera z ul. Jedności Narodowej. "Pier… pedały, tu są dzieci!", doleciało uszu Dominika i Eloya. Wówczas zastąpiono im drogę. Eloy został skopany. Na odchodne usłyszeli: "Następnym razem, jak was tutaj zobaczymy, to zabijemy".

Pobił malutkie dziecko tak, że Pobił malutkie dziecko tak, że "nie miało siły płakać". Policja odkryła kolejne przestępstwa ojcaCzytaj dalej

Wrocław. Policjanci stwierdzili, że "to nie ich rewir"

– Przestraszyliśmy się – mówi "Wyborczej" jeden z napadniętych mężczyzn. – Ja cały czas prosiłem tylko: „Pozwólcie nam odejść”.Gdy patrzyliśmy na wkurzone twarze tych postawnych mężczyzn, to wypowiadane przez nich groźby wydawały się bardzo realne.

Dominikowi udało się wezwać policję. Zanim jednak na miejscu stawił się powiadomiony o zajściu patrol, przez wrocławskie Nadodrze przyjeżdżał inny radiowóz. – Opowiedziałem policjantom, co się dzieje. Poprosiłem o interwencję, bo napastnicy jeszcze byli w pobliżu – wspomina Dominik. Funkcjonariusze odparli jednak, że "to nie ich rewir". Następnie odjechali.

Niespełna kilka minut później na miejscu pojawił się kolejny, "właściwy" tym razem patrol. Zaatakowani mężczyźni opisali zajście. W odpowiedzi usłyszeli: "Czego panowie od nas oczekują?". – Nie wiemy, czego możemy oczekiwać od policji. Nie wiemy, jak powinna wyglądać interwencja. To policjanci powinni nam podpowiedzieć, co mamy robić – mówią dziennikowi Dominik i Eloy. Policjanci wysłuchali zeznań poszkodowanych i sporządzili notatkę, informując ich, że mogą złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

DZISIAJ GRZEJE: 1. Akcja straży w parku Moczydło. Łabędź zaplątał się w linkę wędkarską
2. Zarzucająca Dudzie romans fanka ujawniła się i nagrała film. Postawiła prezydentowi ultimatum

W sprawie zainterweniował poseł Lewicy, Krzysztof Śmiszek. Zaznaczył, że "atak miał podłoże dyskryminacyjne i homofobiczne". – Policjanci, zamiast poinformować poszkodowanych o przysługujących im prawach, dopytywali o „oczekiwania”. Ostatnią rzeczą, o której człowiek w takiej sytuacji myśli, jest mówienie policjantowi, co ma robić – dodaje polityk.

Komendant Maciej Januszkiewicz, u którego interweniował Śmiszek, twierdzi jednak, że działania funkcjonariuszy miały standardowy charakter i nie ma nic do zarzucenia policjantom.

– Interwencja zakończyła się wylegitymowaniem dwóch mężczyzn. Policjanci zwrócili się też o udostępnienie zapisu monitoringu z pobliskiego sklepu. Osoby wskazywane przez pokrzywdzonych jako sprawcy zostały już przesłuchane i postępowanie w przedmiotowej sprawie nadal się toczy – przekazał "Wyborczej" starszy sierżant Dariusz Rajski z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Co do policjantów, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu zdarzenia, a mimo to postanowili odjechać, zespół prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji stwierdził, że "patrol wykonywał wtedy inne czynności". Zdaniem posła Śmiszka to absurd: – Nie wyobrażam sobie sytuacji, że się pali i zagrożone jest czyjeś życie, a policjanci odjeżdżają, bo to nie ich zakres obowiązków (...) To już sprawa wewnętrzna policji, jak sobie przekażą informacje. Policjant ma obowiązek natychmiastowej reakcji, a tego tu zabrakło – mówi, cytowany przez wrocławską "Gazetę Wyborczą".

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Skoki narciarskie zostaną odwołane przez koronawirus? Organizatorzy są pełni obaw
  2. Wystarczy jeden telefon, aby wymigać się od kary z urzędu. Może dzwonić twój znajomy
  3. 14. emerytury pełne limitów i obostrzeń. Nowe informacje nie ucieszą emerytów
  4. Dziennikarz w szale po głośnej publikacji "Gazety Wyborczej". "Zera, powinny zniknąć"
  5. Klienci Biedronki i Aldi tracą nawet po 150 zł. Urząd przyjrzy się cwanemu procederowi
  6. Tysiąc turystów uwięzionych. Nie mogą wyjść z hotelu na uwielbianej, europejskiej wyspie

Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj wtv.pl na: Google News