wtv.pl
Warszawa, 16.07.2020. Konferencja prasowa Ordo Iuris i Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Tak dla rodziny, nie dla gender" nt. wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej przez Polskę

Fot. Jakub Kaminski/East News

Przeczytałam ustawę "Tak dla rodziny, nie dla gender" i Konwencję Praw Rodziny, żebyście Wy już nie musieli

17 Marca 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

W połowie lutego projekt skrajnie konserwatywnej organizacji Ordo Iuris "Tak dla rodziny, nie dla gender" trafił do Sejmu. Dziś, 17 marca o 18:30, odbędzie się jego pierwsze czytanie. To projekt postulujący wypowiedzenie Konwencji stambulskiej,

  • Dzisiaj o 18:30 w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie obywatelskiej ustawy Ordo Iuris "Tak dla rodziny, nie dla gender". Ustawa postuluje wypowiedzenie Konwencji stambulskiej

  • Konwencja stambulska - zwana antyprzemocową - to międzynarodowy dokument na rzecz kompleksowej ochrony ofiar przemocy, który Polska podpisała w 2015 r.

  • Zgodnie z ustawą Ordo Iuris odrzucona zostanie edukacja antyprzemocowa. Edukacja stanowi najskuteczniejszy sposób przeciwdziałania przemocy

  • Zgodnie z ustawą powołany miałby zostać zespół do stworzenia nowej konwencji. W skład zespołu będą mogli wchodzić przedstawiciele Kościoła katolickiego. Cały skład powołuje premier. To wskazuje, że organ będzie upolityczniony

  • Tematem ustawy jest rodzina, nie przemoc. Ustawa z**akłada, że "silne więzi rodzinne stanowią czynnik profilaktyki zjawisk patologicznych, w tym przemocowych". To może utrudniać walkę z przemocą w rodzinie**

  • W opisie ustawy jako źródło przemocy w rodzinie podany zostaje alkohol. To przestarzałe podejście, które realnie pozbawia ofiar przemocy wsparcia

  • W uzasadnieniu ustawy pojawia się odrzucenie aborcji oraz rodzin osób LGBTQ

  • W Konwencji Praw Rodziny znajdziemy definicję dziecka od poczęcia - co może oznaczać uznanie aborcji za morderstwo, a naturalnego poronienia za nieumyślne spowodowanie śmierci

  • Po ostatnich ujawnieniach ukrywania molestowania i gwałtów księży na dzieciach, Konferencja Episkopatu Polskiego mimo wszystko wezwała do odrzucenia Konwencji antyprzemocowej

28 grudnia 2020 r. projekt obywatelski wpłynął do Sejmu. 10 lutego 2021 r. został skierowany do pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu. Cała ustawa "Tak dla rodziny, nie dla gender" ma ledwie trzy strony. Jej uzasadnienie - cztery. Za jej kształt odpowiada Ordo Iuris - skrajnie konserwatywna organizacja walcząca z prawem do aborcji i prawami osób LGBT. 

Ustawa zaczyna się od przedstawienia podstawowych założeń. Pierwszy z nich brzmi: "rodzina, małżeństwo, macierzyństwo i rodzicielstwo należą do wartości, których ochrona jest szczególnym obowiązkiem władz publicznych". I to dobrze ustawia wartości tej ustawy - jest nią bardzo konserwatywnie rozumiana instytucja rodziny. Nie są nią natomiast ludzie, którzy tworzą różne rodziny i różne relacje. A z pewnością nie są nią ofiary przemocy.

W istocie bowiem to ustawa na rzecz tradycyjnej rodziny, nie ofiar przemocy. Jej głównym celem jest odrzucenie Konwencji stambulskiej, a potem doprowadzenie do utworzenia międzynarodowej konwencji o prawach rodziny. Nie konwencji przeciwko przemocy czy na rzecz ochrony ofiar przemocy (choćby i przemocy w rodzinie). W tym sensie nie jest w stanie zastąpić konwencji stambulskiej, zwanej konwencją antyprzemocową - ma wytyczone zupełnie inne cele, w których ofiary przemocy w rodzinie pozostają raczej opuszczone niż zaopiekowane. Można ją nazwać konwencją skrajnie-konserwatywnie-rodzinną, ale na pewno nie antyprzemocową.

Po pierwsze: odrzucić Konwencję antyprzemocową

Pierwszy postulat ustawy, wypisany w Art. 1 Ustawy, brzmi:

"Art. 1. Wyraża się zgodę na dokonanie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wypowiedzenia Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, sporządzonej w Stambule dnia 11 maja 2011 roku".

Według polskiej Konstytucji umowy międzynarodowe, takie jak Konwencja stambulska, mogą zostać wypowiedziane wyłącznie za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie. Projekt ustawy "Tak dla rodziny, nie dla gender" zawiera w pierwszym artykule właśnie taką zgodę na wypowiedzenie Konwencji stambulskiej, która otworzy formalną możliwość jej wypowiedzenia. Zgodnie z Konstytucją to prezydent odpowiada za wycofanie się z traktatów międzynarodowych, a do tego potrzebuje zgody parlamentu.

Dlaczego Ordo Iuris tak bardzo nie lubi Konwencji antyprzemocowej?

W treści ustawy możemy przeczytać: "nieefektywne i nacechowane ideologiczne rozwiązania zawarte w Konwencji stambulskiej nie tylko nie służą ochronie rodziny i jej członków przed zjawiskami patologicznymi, w tym problemami przemocowymi, ale prowadzą do ich nasilenia". Te tezy nie są poparte żadnymi badaniami. Nie istnieją badania, które wskazywałyby, że Konwencja stambulska prowadzi do nasilenia przemocy. Konwencja stambulska to efekt wielu lat pracy osób wspierających kobiety po przemocy z wielu krajów, badań i analizy danych. Także w Polsce wprowadziła wiele rozwiązań na rzecz ochrony ofiar (o tym zaraz).

W ustawie Ordo Iuris pojawia się też przekłamanie dotyczące polskich rozwiązań:

"Rozwiązania organizacyjne dotyczące zapobiegania i przeciwdziałania przemocy zawarte od dziesięcioleci w polskim ustawodawstwie i powtórzone w Konwencji stambulskiej powinny zostać wzmocnione".

Te rozwiązania, zawarte od dziesięcioleci w polskim ustawodawstwie, nie działają. Nie powinny więc zostać wzmocnione, tylko zmienione. 67% spraw dotyczących zgwałcenia jest umarzanych. Szacuje się, że ponad 90% kobiet nie zgłasza gwałtu na policję - boją się, wstydzą lub nie wierzą w działania wymiaru sprawiedliwości. Biegli sądowi, którzy mają sprawdzić wiarygodność ofiary (a sprawcy już nie), mogą nie aktualizować swojej wiedzy od 20 lat i kierować się bardziej stereotypami niż wiedzą. Podejrzani mają prawników z urzędu, a ofiary nie. Policja, sądy i prokuratury nie mają rzetelnych szkoleń dotyczących przemocy seksualnej, przez co nie potrafią odpowiednio traktować ofiar gwałtów, podobnie jak szpitale. Definicja zgwałcenia w polskim Kodeksie karnym zakłada konieczny opór. Tymczasem z badań wprost wynika, że wiele osób (a niektóre badania wskazują, że większość osób) w momencie zgwałcenia zamiera. Z szoku, strachu, w wyniku manipulacji. To także pierwotna, fizjologiczna reakcja organizmu w momencie traumy - zamrożenie. Te osoby nie stawiają oporu w tracie gwałtu. A zgodnie z polskim Kodeksem karnym nie doświadczyły gwałtu. Z tego powodu posłanki Lewicy zaproponowały projekt zmiany definicji zgwałcenia. Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Od 1932 r. w polskim Kodeksie karnym pojęcie zgwałcenia i jego uregulowanie prawne nie ulegało zmianom. Dopiero w 2014 r. zgwałcenie zaczęło być ścigane z urzędu - dzięki czemu kobiety nie mogły być dłużej szantażowane przez oprawców, żeby odwołały swoje zeznania. Prokuratura po prostu musi się zająć każdą taką sprawą, a obciążenie nie spoczywa już na ofierze. Do 2014 r. zgwałcenie było jedynym poważnym przestępstwem, które nie było ścigane z urzędu.

Skąd nagle pomysł, by po 80. latach zmienić ten zapis? To zasługa Konwencji stambulskiej. Ściganie zgwałcenia z urzędu było warunkiem, by Polska podpisała Konwencję stambulską - w niej bowiem znajduje się taki zapis. W 2014 r. została uchwalona nowelizacja o ściganiu z urzędu, a w 2015 r. Polska podpisała Konwencję. Gdyby nie Konwencja, w Polsce wciąż gwałt nie byłby ścigany z urzędu.

Ale prawicowi politycy, z Jarosławem Gowinem na czele, mieli wówczas wiele uwag do tego pomysłu. Ich argumenty były bardzo podobne do argumentów polityków z 1932 r. Twierdzili, że rozprawa dotycząca zgwałcenia miałaby być wstydliwa dla ofiary. Tak jakby gwałt miał naznaczać ofiarę, nie sprawcę. Zgodnie z tą logiką to ofiara miała się wstydzić, nie sprawca. To bardzo patriarchalne podejście do kwestii gwałtu.

Ta dyskusja nie odbiła się jednak szerszym echem w przestrzeni publicznej, nie miała więc szansy zmienić świadomości społecznej. Kościół katolicki i prawica prowadziły bowiem wówczas ofensywę przeciwko "genderowi" zamiast edukować o tym, czym jest gwałt, jak go zgłosić i jak jest ścigany. Konsekwencje braku świadomości w tym temacie odczuwamy do dziś: ofiary nie wiedzą, jak jest ścigany gwałt i jakie mają prawa. Wiedzą za to, że "gender" to zło.

Pełna ochrona ofiar zgwałcenia dzięki Konwencji stambulskiej

Co jeszcze znalazło się w nowelizacji z 2014 r.? Pełna ochrona ofiar zgwałcenia: nagrywane jednorazowe przesłuchanie z psycholożką w tzw. niebieskim pokoju, czyli w bezpiecznych warunkach, które następnie może być odtwarzane na rozprawach, by ofiara nie musiała powtarzać zeznać, co może być dla niej wtórnie traumatyzujące. Dzięki temu nie musi także pojawiać się na rozprawach, by siedzieć naprzeciwko swojego oprawcy.

Dzięki nowelizacji został również skrócony proces składania zawiadomienia na policji. Gdy ofiara zgłosi się na policję, policjanci mają prawo zdobyć tylko podstawowe informacje, bez wypytywania o szczegóły, np. ubiór ofiary - bo to może być wtórnie wiktymizujące. Takie zawiadomienie można także napisać i wysłać.

To zapewnia ofiarom znacznie lepszą ochronę w procesie prawnym po zgłoszeniu sprawy. Gdyby nie Konwencja stambulska, ofiary wciąż byłyby często niewybrednie przepytywane przez policjantów, musiałyby składać zeznania wielokrotnie, za każdym razem odtwarzając traumę, i patrzeć w twarz swojemu gwałcicielowi na rozprawach, co może powodować napady lęku i ataki paniki. Niestety, nie wszystkie organy ścigania i instytucje wymiaru sprawiedliwości stosują się do tej nowelizacji. I to jest problem, którym warto by się wreszcie zająć, a nie wypowiadaniem Konwencji.

Potrzeba realnego, rzetelnego wdrożenia zapisów Konwencji w życie, a nie jej usunięcia. Ale widocznie Ordo Iuris nie do końca zależy na ochronie pokrzywdzonych. I w co najmniej kilku miejscach ustawy i uzasadnienia widać to wprost.

Ordo Iuris chce wypowiedzieć Konwencję, by przepisać jej zasady w swojej ustawie

Ordo Iuris w ustawie, mimo tak jednoznacznego odrzucenia Konwencji, planuje skorzystać z pewnych jej fragmentów. Jest ich całkiem sporo - całe trzy rozdziały i część artykułów z innych rozdziałów. Ordo Iuris zaznacza, że zapisy dotyczące "środków służących przeciwdziałaniu i zapobieganiu przemocy domowej i przemocy godzącej w życie rodzinne" zostaną sporządzone "z uwzględnieniem rozdziałów IV, V i VI Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej". Te trzy rozdziały Konwencji to:

IV – Ochrona i wsparcie. Czyli informacja o tym, gdzie można znaleźć wsparcie, telefony zaufania, pomoc specjalistyczna czy schroniska.

V – Prawo materialne. Tutaj znajdują się definicje konkretnych przestępstw, jak molestowanie, przemoc psychiczna czy nękanie. Pojawia się tu także definicja zgwałcenia jako każdego stosunku bez zgody. Niedawno Lewica złożyła ustawę z nową definicją zgwałcenia do konsultacji społecznych, ale akurat to nie spotkało się z poparciem prawicy.

Znajdziemy tu również podkreślenie, że gwałt może być także w małżeństwie czy związku - a zatem że rodzina przed nim nie chroni, wbrew założeniu w ustawie Ordo Iuris, że "silne więzi rodzinne stanowią czynnik profilaktyki zjawisk patologicznych, w tym przemocowych". Badania wskazują dokładnie odwrotnie - to najczęściej partnerzy i byli partnerzy gwałcą. Rodzina nie chroni przed przemocą.

VI – Wykrywanie, ściganie, procedury prawne i środki ochronne - czyli wszystko związane z procesem prawnym. Część tych reguł ustandaryzowała nowelizacja z 2014 r., o której pisaliśmy wyżej.

Co z Konwencji stambulskiej ustawa Ordo Iuris odrzuca? Edukację

Zasady, które ustawa Ordo Iuris pragnie uwzględnić, dotyczą wyłącznie popełnionych przestępstw. Nie uwzględnia za to zupełnie przeciwdziałania temu, by do przemocy nie dochodziło. Według ustawy "Tak dla rodziny, nie dla gender" spore części rozdziałów II i III Konwencji znikają. To oznacza, że cała edukacja przeciwprzemocowa zostaje odrzucona.

Tymczasem edukacja to najlepszy i najskuteczniejszy sposób, by przeciwdziałać przemocy. Ustawa obiecuje, że pomoże po przemocy (chociaż trudno powiedzieć, po co do tego dodatkowa ustawa, skoro jest Konwencja stambulska), ale nie zapewnia, że będzie chronić osoby przed przemocą przez zmienianie świadomości społecznej. To oznacza jedno: ustawa może spowodować skazywanie kolejnych osób na gwałty, przemoc domową i pobicia, których można by uniknąć dzięki edukacji.

Kościół katolicki rozstrzygnie, co jest przemocą, a co nie

Dla kogo ustawa przewiduje miejsce? Głównie dla ludzi z rozmaitych Ministerstw.

Drugi artykuł ustawy powołuje zespół do spraw opracowania założeń międzynarodowej konwencji o prawach rodziny jako organ doradczy Prezesa Rady Ministrów.

W skład zespołu wchodzą: 1) przedstawiciel Ministra Spraw Zagranicznych w randze sekretarza lub podsekretarza stanu, jako przewodniczący zespołu, 2) przedstawiciel ministra właściwego do spraw zabezpieczenia społecznego, 3) przedstawiciel Ministra Sprawiedliwości, 4) przedstawiciel Zespołu Monitorującego do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, 5) pięciu przedstawicieli organizacji pozarządowych, związków i porozumień organizacji pozarządowych oraz kościołów i innych związków wyznaniowych. Członków zespołu powołuje Prezes Rady Ministrów, czyli premier. Sposób powoływania tego zespołu sprawia, że organ będzie mocno upolityczniony, a mało specjalistyczny i rzetelny. To politycy rządzącej partii będą w nim zasiadali, a o reszcie zdecyduje premier - czyli również rządząca partia.

Trudno też powiedzieć, co wspólnego z przeciwdziałaniem przemocy mają kościoły. Ale chyba nie trzeba zgadywać, przedstawiciele jakiego kościoła będą zasiadać w zespole.

Ordo Iuris to organizacja mocno związana z Kościołem katolickim, założona przez Stowarzyszenie Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej im. ks. Piotra Skargi. Mateusz Morawiecki, obecny Prezes Rady Ministrów, też raczej nie kryje się ze swoim wyznaniem. Podobnie jak Marek Jurek, przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej tej ustawy. Przypomnijmy: Marek Jurek to współzałożyciel Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i Przymierza Prawicy, jeden z liderów Prawa i Sprawiedliwości w pierwszych latach jego istnienia, założyciel Prawicy Rzeczypospolitej i jej prezes w latach 2007–2018. Publicysta katolickich tygodników "Niedziela", "Gość Niedzielny" czy "Christianitas". Projekt ustawy przygotował z ramienia Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego.

A zatem to znów Kościół katolicki będzie decydował o życiu i zdrowiu gwałconych i bitych kobiet. Tyle że tym razem formalnie, zgodnie z zapisami ustawy.

Kościół nie zgadza się na walkę z przemocą motywowaną religijnie

To właśnie Kościół katolicki podniósł największe larum w reakcji na Konwencję stambulską. Od 2012 r. z ambon rozbrzmiewały kazania o "potworze gender", który miałby zniszczyć tradycyjną rodzinę. W istocie nie chodziło o gender, tylko o dominację.

W oświadczeniu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w sprawie Konwencji stambulskiej z 17 września 2020 r. pojawia się zdanie: "Prezydium Episkopatu zwraca uwagę na to, że w Konwencji Stambulskiej jest mowa o tym, iż „jedną z przyczyn przemocy wobec kobiet i przemocy domowej jest religia i tradycja” (art. 12 ust. 5)". To kłamstwo, które można zweryfikować w kilka sekund, gdy zajrzy się do treści Konwencji. Przytoczmy realne brzmienie tego artykułu:

"Strony gwarantują, że kultura, zwyczaje, religia, tradycja czy tzw. „honor" nie będą uznawane za usprawiedliwienie dla wszelkich aktów przemocy objętych zakresem niniejszej Konwencji".

W Konwencji cztery razy pojawia się podkreślenie, że kultura, zwyczaje, religia czy tradycja nie będą uznawane za usprawiedliwienie przemocy. Nie ma za to mowy o tym, że przyczyną przemocy wobec kobiet jest religia. W tym fragmencie Konwencji, na którą powołuje się Episkopat, manipulując, wyraźnie zostaje podkreślone, że religia nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy. I to stanowi widoczny problem dla Episkopatu: fakt, że nie ma zgody na przemoc motywowaną religijnie.

Co realnie uznacza, że religia i tradycja nie mogą usprawiedliwiać przemocy? To oznacza, że jeśli tradycyjnie rodzice za karę bili dzieci, to tradycja nie może być argumentem usprawiedliwiającym tę przemoc. Albo jeśli księża opowiadają, że seks to "obowiązek małżeński", zmuszając żony do stosunków, na które nie wyrażają zgody, to religia nie może być argumentem usprawiedliwiającym te gwałty.

Dalej w komunikacie Episkopatu Polskiego z 17 września 2020 r. pojawia się wyliczenie postulowanych przez Konwencję stambulską działań: zmiana praktyk opartych na idei niższości kobiet i edukacja dotyczącej równości kobiet i mężczyzn. Kościół to odrzuca i pisze:

"Tymczasem małżeństwo, czyli trwały związek kobiety i mężczyzny, oraz ich dopełniające się role: macierzyństwo i ojcostwo, które stanowią również polskie wartości konstytucyjne, nie są stereotypami kulturowymi, ale fundamentem życia człowieka i społeczeństwa, zgodnie z wolą samego Stwórcy (por. Rdz 1, 27-28)".

Uznanie, że odrzucenie idei niższości kobiet i walka o równość kobiet i mężczyzn uderza w małżeństwo i "fundamenty życia człowieka i społeczeństwa, zgodnie z wolą samego Stwórcy" brzmi niepokojąco - jak przyznanie, że katolicko rozumiane małżeństwo nieodłącznie wiąże się z niższością kobiet i brakiem równości kobiet i mężczyzn. To jak przyznanie się przez Kościół do dyskryminacji i oparcia swoich fundamentów na niższości kobiet.

I zdaje się, że to z chęci przysłonięcia tego informacji pojawiła się walka z "potworem gender". Potwierdza to fakt, że od 2012 r., gdy walka z "genderem" się rozpoczęła, pojawiło się mnóstwo informacji o tym, jak polski Kościół katolicki ukrywał księży molestujących czy gwałcących dzieci. Po tych kilku latach ostra nagonka Kościoła na Konwencję anyprzemocową nabrała nowego wymiaru: jakby Kościół próbował ukryć przemoc w swoich kręgach. Jak w przemocowej rodzinie - ofiary miałyby milczeć, bo "to sprawa prywatna", "wszystko zostaje w rodzinie" i "nie ma co prać publicznie brudów". A gdy zaczęły mówić, pokazały lata ignorowania i zaniedbań Kościoła w kwestii przemocy.

Po czym w 2020 r. znów pojawia się temat Konwencji antyprzemocowej, a Kościół katolicki znów jest przeciw niej.

Ten straszny gender

W uzasadnieniu ustawy Ordo Iuris czytamy:

"Artykuł 12 Konwencji zobowiązuje państwa do „wykorzenienia” zwyczajów i tradycji „opartych na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”. Co więcej, działania te mają mieć nie tylko charakter negatywny, ale państwa mają agere contra: „promować zmiany wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn”. To na przykład może oznaczać (i często już oznacza w wielu miejscach Europy) podważanie roli małżeństwa i rodziny jako wzorów społecznych, co leży w radykalnej sprzeczności w Konstytucją RP - jedno z drugim nie mają nic wspólnego".

Jakie są stereotypowe role? Na przykład takie, że mężczyźni nie płaczą. Takie założenie istotnie niszczy zdrowie psychiczne mężczyzn, którzy nie mają przestrzeni na swoje emocje. I to jest ten "gender".

Co to ma wspólnego z "podważaniem roli małżeństwa i rodziny"? Czy płaczący mężczyźni nie mogą być dobrymi partnerami lub mężami? W jaki sposób płacz mężczyzn łączy się z rodziną? Czyżby płacz mężczyzn, którym widocznie zajmuje się ustawa Ordo Iuris, był większym problemem niż gwałcenie przez mężczyzn, którym zajmuje się Konwencja stambulska?

Dlaczego to nie alkohol, tylko stereptypy płciowe prowadzą do przemocy?

W Konwencji stambulskiej jako pierwszym tak dużym międzynarodowym dokumencie pojawiło się przeniesienie nacisku w walce z przemocą w kwestii jego źródła. Wcześniej łączone przemoc z alkoholem - to alkohol miał powodować przemoc. W Polsce ta narracja jest bardzo rozpowszechniona. Niebieska Linia, czyli ogólnopolska linia dla ofiar przemocy w rodzinie, powstała we współpracy z Państwową Agencją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Uznanie problemu przemocy jako części problemów alkoholowych sprawiło, że w całej Polsce darmowe psychoterapie na rzecz osób zmagających się z alkoholizmem czy ich bliskich są znacznie szybciej dostępne i rozpowszechnione niż państwowe terapie dla innych osób. Nie ma ani jednej darmowej psychoterapii dotyczącej przemocy - jest za to bardzo wiele tych dotyczących alkoholizmu. Zdarza się, że ofiary przemocy "cieszą się", że w ich rodzinie był problem alkoholowy, bo to oznacza, że dostaną szybszy dostęp do publicznej psychoterapii. Ta terapia skupiona jednak będzie na problemie alkoholowym, nie będzie więc w stanie rozwiązać zaburzeń wynikających z przemocy. Tak ustawiona relacja między alkoholizmem i przemocą sprawia, że ofiary przemocy zostają pozbawione wsparcia dostosowanego do ich potrzeb.

Uzależnienia i przemoc to dwie zupełnie inne kwestie - i mają zupełnie inne sposoby leczenia. Łączenie ich z priorytetyzowaniem alkoholizmu krzywdzi ofiary przemocy.

Konwencja, na podstawie lat badań, podkreśla, że alkohol to tylko wyzwalacz przemocy - ale sama przemoc ma źródło w sposobie wychowywania i edukowania dzieci, świadomości społecznej, bagatelizowania przemocy w mediach i bezkarności sprawców. A także w stereotypach płciowych. Gdy dziewczynka przybiegnie do nauczycielki z zawołaniem: "On mnie ciągnie za włosy, to boli!", nauczycielka z dużym prawdopodobieństwem odpowie: "W ten sposób on pokazuje, że mu się podobasz". Jaka z tego nauka dla dzieci? Dla chłopca - że dzięki zadawaniu bólu dziewczynce pokazuje, że ta mu się podoba. Dla dziewczynki - że gdy komuś się podoba, ta osoba zadaje jej ból. Potem ten chłopiec stworzy związek, w którym będzie okazywał miłość przez zadawanie bólu. I ta dziewczynka stworzy związek, w którym będzie przyjmować krzywdę na sobie jako wyraz zainteresowania.

Te dzieci dorosną z takimi przekonaniami - bo bez edukacji antyprzemocowej nikt im nie pokaże innych wzorców relacji niż te oparte na krzywdzie i bólu. I takie relacje będą budowały - zarówno jeśli są abstynentami, jak i alkoholikami. Bo to nie alkohol gwałci, tylko gwałciciel. A bez edukacji seksualnej będzie to mógł robić praktycznie bezkarnie, bo wciąż w świadomości wielu osób gwałt małżeński nie istnieje, ofiary nie wiedzą, że istnieje dla nich wsparcie, a sądy nie skazują większości gwałcicieli.

To jest jeden z powodów, dla których Polska wypada tak dobrze na tle innych krajów w statystykach dotyczących przemocy - bo świadomość społeczna dotycząca tego, czym jest przemoc i gdzie można znaleźć wsparcie jest bardzo mała. A w związku z tym - mało jest zgłoszeń. Za to wiele zachowań, które stanowią przemoc czy gwałt, przez ofiary i sprawców nie jest tak traktowane. Jeśli nasi rodzice nas bili za karę, to czy my będziemy czuli, że bicie dzieci jest przemocą, a nie karą? Bez edukacji - na pewno nie. Tak wygląda spirala przemocy, która powoduje kryzysy zdrowia psychicznego i narusza dobrostan osób w nią uwikłanych. Tyle kosztuje nas brak edukacji i działań przeciwprzemocowych.

Fakt, że większość przemocy nie jest zauważana i zgłaszana, nie oznacza, że jej nie ma. Oznacza, że trudniej z nią walczyć i ją ścigać - a więc że przemocowcy chodzą bezkarni i mogą krzywdzić kolejne osoby.

Dlaczego znów pojawia się aborcja?

W uzasadnieniu ustawy Ordo Iuris wprost pojawia się jawnie ideologiczna deklaracja, która z walką z przemocą nie ma absolutnie nic wspólnego: "Władze Rzeczypospolitej muszą być również świadome, że stronami tej Konwencji są w większości państwa przyjmujące radykalne ustawodawstwo aborcyjne i homoseksualne, które będą ją wykorzystywały do presji na nasze państwo poprzez opisany w rozdziale IX konwencji „mechanizm monitorujący”.

Ordo Iuris nie byłoby sobą, gdyby w swom dokumencie nie nawiązało do aborcji i osób LGBTQ, mimo iż Konwencja antyprzemocowa dotyczy zupełnie innego problemu. Zadziwia jednak, że pragnie wypowiedzieć Konwencję przez jej "zideologizowanie" - tymczasem ta ustawa stanowi niemal wyłącznie deklarację ideologiczną. Takie skupienie na obsesyjnie podejmowanych przez organizację tematach sugeruje też, że ważniejsza od walki z przemocą jest narzucanie swojej narracji. Zamiast przeciwdziałania przemocy pojawia się prywatna walka fundacji.

W Konwencji, owszem, znajduje się słowo "aborcja". Raz. W artykule 39: "Wymuszona aborcja i wymuszona sterylizacja" czytamy:

"Strony podejmują konieczne działania ustawodawcze lub inne mające na celu zagwarantowanie, że następujące celowe działania podlegają odpowiedzialnościkarnej:a. dokonanie aborcji u kobiety bez jej uprzedniej świadomej zgody;b. przeprowadzenie zabiegu chirurgicznego u kobiety mającego na celu uniemożliwienie jej dalszej naturalnej prokreacji bez jej uprzedniej świadomej zgody lub bez jej pełnej wiedzy na temat tego zabiegu".

Ani razu później nie ma wzmianki o aborcji - bo Konwencja nie jest o tym. Jest o przemocy. A przemocą jest zmuszenie do aborcji. Dziwi, że dla Ordo Iuris to stanowi problem.

Konwencja Praw Rodziny - co w niej znajdziemy?

Środowisko skrajnej prawicy Ordo Iuris postuluje wycofanie się z konwencji antyprzemocowej na rzecz Konwencji Praw Rodziny, której treść jest także już dostępna do publicznej wiadomości. W Konwencji Praw Rodziny znajdziemy postulat całkowitego zakazu aborcji:

„Dziecko podlega szczególnej ochronie prawnej, zarówno przed, jak i po urodzeniu.

Dochodzenie rekompensaty za szkody spowodowane poczęciem lub urodzeniem dziecka jest niedopuszczalne”.

Pierwszy akapit to postulat uznania za dziecko płodu przed narodzeniem. Jakie to może mieć konsekwencje? Aborcja może zostać uznana za morderstwo, a naturalne poronienie - za nieumyślne spowodowanie śmierci. Mogą rozpocząć się wieloletnie postępowania karne, w których kobiety będą musiały szczegółowo opowiadać o swoim prywatnym życiu przed ciążą i w jej trakcie, by sąd mógł orzec, czy miały wpływ na poronienie, czy nie.

Drugi akapit oznacza z kolei, że przy prawdopodobnym zaostrzeniu prawa, które zmuszałoby kobiety do rodzenia dzieci, mimo iż zagraża to ich życiu i zdrowiu - państwo odmawia im wsparcia.

Z Konwencji dowiadujemy się też, że małżeństwo jest „instytucją naturalną” między kobietą a mężczyzną – a związki jednopłciowe są wymienione razem z tymi kazirodczymi, wbrew wiedzy psychiatrycznej i psychologicznej instytutów naukowych. Rodzina biologiczna jest uznana za najlepszą dla dziecka - co może sprawić, że trudniej będzie odebrać dziecko przemocowym biologicznym rodzicom, a proces adopcji będzie jeszcze bardziej skomplikowany.

W Konwencji pojawia się też fragment: „przemoc na tle seksualnym oraz wszelkie formy jej promocji w kulturze, są poważnym zagrożeniem dla wypełniania przez małżeństwo i rodzinę ich naturalnych funkcji w społeczeństwie”. Brzmi on tak, jakby przemoc nie była zła dlatego, że to krzywda dla osoby i powoduje cierpienie, tylko dlatego, że nie wypełni ona roli w małżeństwie. Jakby instytucja rodziny była ważniejsza niż człowiek.

Przepisy dotyczące przemocy w Konwencji są niemal odpisaniem tego, co znajduje się w konwencji antyprzemocowej, tylko mniej szczegółowe. Ale są też fragmenty, w których „rodzina” miałaby chronić przed przemocą. Owszem, zdarza się, że chroni – ale częściej sprawców przemocy. Czy według autorów Konwencji gwałt małżeński nie istnieje? Albo czy przemoc w rodzinie nie istnieje - bo rodzina chroni przed przemocą?

Większość zgwałceń zostało dokonanych przez partnerów i byłych partnerów, w mieszkaniu. Przemoc odbywa się za zamkniętymi drzwiami, często w rodzinie. A gdy ofiary chcą o tym opowiedzieć, słyszą, że „to sprawa rodzinna”, „rodzinna awantura”, "piorą brudy" i że w ten sposób niszczą rodzinę. Argumenty, które możemy przeczytać w Konwencji.

Czy dzięki narracji tej Konwencji kobieta w przemocowym związku zdecyduje się opowiedzieć o przemocy? Z pewnością nie. Czy zdecyduje się na rozwód kościelny z oprawcą? Nie. Dzięki narracji tej Konwencji będzie trwała w przemocowym związku, żeby nie niszczyć rodziny. I ona, i dzieci będą cierpieć. Ale będą cierpieć w pełnej rodzinie z obydwoma rodzicami.

Rodzina nie zawsze chroni przed przemocą - czasem ją utrwala i wzmacnia. Przed przemocą chroni rzetelna edukacja i system wsparcia dla osób po przemocy. Czyli to, co akurat autorzy ustawy "Tak dla rodziny, nie dla gender" usuwają.

Ustawa i Konwencja Praw Rodziny może napędzać przemoc. Na przykład wobec osób LGBTQ

Zgodnie z ustawą i Konwencją Praw Rodziny odrzucona zostanie edukacja antyprzemocowa, a o działaniach przeciwprzemocowych decydować będzie mógł Kościół katolicki i osoby wybrane przez rządzącą partię.

Konwencja nie może stanowić zastąpienia Konwencji stambulskiej - bo jest po prostu o czymś innym. To konwencja o bardzo tradycyjnie rozumianej rodzinie, która dotyczy niewielkiego odsetka rodzin w Polsce: katolickich, bez rozwodów, z dwojgiem heteroseksualnych rodziców, którzy w tradycyjny, stereotypowy sposób przyjmują role płciowe. Z pewnością nie dotyczy za to wszystkich rodzin. I z pewnością nie zapewnia sposobów przeciwdziałania przemocy i zwalczania jej. Co więcej, jest w stanie napędzać przemoc, np. względem osób LGBTQ, które nie wpisują się w stereotypowy model rodziny. Ale i każdej innej rodziny: po rozwodach, samodzielnych matek czy ojców wychowujących dzieci, babci z matką wychowujących dzieci, rodzin "patchworkowych" i wszelkich innych rodzajów relacji.

Nie bez powodu ustawa nie nazywa się „Tak dla rodziny, nie dla przemocy w rodzinie”. Gdyby z takim zacietrzewieniem jak z "genderem" i osobami LGBTQ prawica walczyła z przemocą domową, żylibyśmy w bezpieczniejszym kraju.

Podobne artykuły

W jednym z mieszkań w Międzyborzu policja odkryła zwłoki kobiety. Obok niej znajdowała się dwójka dzieci

Polska

Rodzeństwo zamknięte w mieszkaniu ze zmarłą matką. Dramat w woj. dolnośląskim

Czytaj więcej >

Polska

Lubelskie. Nie żyje 24-letni motocyklista, policja wydała apel

Czytaj więcej >
ARKADIUSZ ZIOLEK/East News - zdjęcie ilustracyjne

Polska

Tragiczne skutki sobotniej burzy. Zniszczenia widoczne są w całej Polsce

Czytaj więcej >

Polska

Silne burze i deszcz w całej Polsce. IMGW wydało ostrzeżenia

Czytaj więcej >
W sobotę wieczorem w Poznaniu doszło do tragicznego wypadku. Nie żyją dwie osoby

Polska

W Poznaniu w aucie spłonęły dwie osoby. Wcześniej kierowca uderzył w słup trakcyjny

Czytaj więcej >
W Czaczu w Wielkopolsce służby wezwane zostały do samobójcy

Polska

Samobójstwo 27-latka w Czaczu w Wielkopolsce. Mężczyzna powiesił się na drzewie

Czytaj więcej >