wtv.pl
wtv.pl

WTV.pl

Szumlewicz: Wyzysk polskich opiekunek w Niemczech

8 Kwietnia 2021

Autor tekstu:

Piotr Szumlewicz

Udostępnij:

Prawo pracy w Polsce na wielu obszarach istnieje tylko w teorii. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja części polskich pracowników delegowanych do innych państw. Na tym polu mamy do czynienia z systemowym bezprawiem, z którym nie walczy ani polski

Szczególnie źle wygląda sytuacja opiekunek, które jeżdżą do Niemiec. To grupa kilkuset tysięcy kobiet, które pracują w strefie bezprawia – podmioty, które je zatrudniają, sprytnie omijają tak polskie, jak i niemieckie prawo. Jednocześnie nikt nie chce systemowo uregulować i poprawić ich sytuacji. Same opiekunki zaś często nie znają języka, boją się obcego systemu prawnego, są nieświadome swoich praw, nie wiedzą, do kogo się zwrócić, gdy dzieje im się krzywda.

Niemieckie opiekunki w swoim kraju są objęte układem zbiorowym. Zgodnie z nim ich płaca minimalna przekracza 10 euro za godzinę, mają umowy etatowe, szczegółowo limitowane godziny pracy, jasno i precyzyjnie wyznaczony zakres obowiązków. Każde złamanie ich praw jest ścigane przez odpowiednie instytucje.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja polskich opiekunek. Zdecydowana większość z nich pracuje w szarej strefie lub w ramach niskopłatnych i niestabilnych umów cywilno-prawnych. Te, które pracują w szarej strefie, są zdane na łaskę i niełaskę rodziny, która zleca im pracę. Niekiedy z dnia na dzień są wyrzucane z domu bez żadnych praw ani możliwości walki o należne wynagrodzenie.

Niestety sytuacja opiekunek, które posiadają umowy wiele się nie różni od tych, które pracują na czarno. Ich prawa są łamane praktycznie na każdym obszarze i na każdym etapie ich zatrudnienia.

 Większość opiekunek pracujących w Niemczech ma krótkotrwałe umowy zlecenia z agencjami, które nie tylko nie dbają o przestrzeganie podstawowych praw pracowniczych, ale które przejmują często ponad połowę środków przekazanych od rodzin osób wymagających opieki. Rodzina niemiecka płaci za miesięczną opiekę 2500-2800 euro, ale z tej kwoty zaledwie 1200-1500 euro trafia do kieszeni pracownic, czyli kwoty bliskie niemieckiej płacy minimalnej. Agencje niemieckie pobierają opłatę około 10% kwoty wydawanej przez rodzinę osoby do opieki, polskie agencje nawet 40-50%. 

Łańcuch zatrudnienia oparty jest na trzech umowach: niemiecka rodzina zawiera umowę z niemiecką agencją, agencja niemiecka z agencją polską i wreszcie agencja polska z polską opiekunką. Nie musiałoby być w tym nic nagannego, gdyby nie fakt, że wszystkie te umowy są wątpliwe prawnie i nieprzystające do siebie. Niemieckie rodziny oczekują często opieki przez całą dobę, chcą, aby polskie pracownice zajmowały się nie tylko opieką, ale też sprzątaniem, gotowaniem, dbaniem o mieszkanie. Umowy, które rodziny podpisują z niemieckimi agencjami, zakładają rozbudowany pakiet usług. Tymczasem niemieckie agencje dogadują się ze swoimi polskimi odpowiednikami, nie ingerując w ich kontrakty z opiekunkami. Stąd agencje polskie przygotowują umowy, które nie mają nic wspólnego z oczekiwaniami niemieckich rodzin. W praktyce to oznacza, że odpowiedzialność za łamanie przepisów i niedotrzymywanie umów rozmywa się i ostatecznie opiekunki są zostawione same sobie. Rodziny niemieckie surowo egzekwują swoje potrzeby, o które zadbały w umowach niemieckie agencje. Te dla odmiany nie mają bezpośredniego kontaktu z opiekunkami i nie czują się w obowiązku ich reprezentować. Jak pojawia się problem, to rozkładają ręce i wypierają się odpowiedzialności. Krótko mówiąc, polskie i niemieckie agencje mają olbrzymie zyski, a ich rola polega wyłącznie na kontaktowaniu opiekunek z klientami. Nie chronią opiekunek, nie szkolą ich, nie zabezpieczają ich interesów. Po prostu prowadzą dochodowy biznes, nad którym nikt nie sprawuje nadzoru.

Ale bezpośrednim partnerem polskich opiekunek są polskie agencje. To one przygotowują umowy, będące podstawą zatrudnienia. Niestety te umowy nie dość, że zawierają szereg nieprawidłowości i kruczków prawnych, to na dodatek są notorycznie łamane. Przede wszystkim zawarte w nich stawki są zdecydowanie niższe, niż przewidują przepisy niemieckie – kwoty wynagrodzenia za pracę są groszowe, a większość zapłaty stanowią diety. Dzięki temu firmy płacą niższe podatki, a na dodatek niekiedy unikają płacenia składek i ubezpieczania opiekunek. Jadąc do Niemiec, opiekunki są pewne, że posiadają ubezpieczenie, tymczasem gdy zdarza się im wypadek lub ciężka choroba, nagle dowiadują się, że nie mają prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Na dodatek, choć stawki dla polskich opiekunek często są na granicy niemieckiej płacy minimalnej albo niższe, to i tak zdarza się, że agencje płacą im mniej niż przewiduje umowa. Agencje oszukują, bo wiedzą, że potem większość pracownic nie będzie wiedziała jak skutecznie walczyć o swoje prawa.

Wiele umów zawiera też wysokie kary finansowe dla opiekunek za ewentualne odstąpienie od pracy. W praktyce oznacza to często ciężką, niewolniczą pracę – gdy opiekunka dowiaduje się, że ma pracować 120 godzin tygodniowo, a nie 40 i chce zrezygnować, to agencja grozi jej utratą całości dochodu i odmawia jej sfinansowania powrotu. Tymczasem limity czasu pracy prawie zawsze różnią się od tych wpisanych w umowę. Często też opiekunki mają zajmować się osobami ze znacznie cięższymi schorzeniami niż mówi im się przed wyjazdem. Zawierają umowę na robienie posiłków zdrowemu emerytowi, a na miejscu dowiadują się, że muszą całą dobę opiekować się osobą z zaawansowanym Alzheimerem. To nie tylko cięższa praca, ale wymagająca też dodatkowych kompetencji, których opiekunki nie muszą posiadać. W ten sposób zdarzają się sytuacje, gdy ani opiekunki, ani ich klienci nie są bezpieczni, tym bardziej, że przy kontraktach cywilnoprawnych zasady BHP bywają lekceważone. Na dodatek zgodnie z umowami cała odpowiedzialność za życie i zdrowie podopiecznego spada na opiekunkę i może jej grozić odpowiedzialność karna, gdy stanie się coś złego. Umowy niekiedy też zawierają zapisy, że częścią obowiązków opiekunek jest roznoszenie ulotek lub rekrutowanie do pracy innych opiekunek. Przy podpisywaniu umów agencje mówią opiekunkom, że to standardowe zapisy, a potem formułują wobec pracownic konkretne wymagania, w tym zakaz krytyki funkcjonowania agencji.

Prawa polskich opiekunek w Niemczech są więc systemowo łamane i niestety tak strona polska, jak i niemieckie instytucje przyzwalają na to bezprawie. Niemieckie służby nie mogą bez nakazu wejść na prywatną posesję, więc trudno im zbadać warunki pracy opiekunek. Również polskie władze nie robią nic, aby przeciwdziałać bezprawiu. Co prawda, w połowie ubiegłego roku pod wpływem nacisku instytucji unijnych polski sejm przyjął nowe, bardziej korzystne rozwiązania wobec pracowników delegowanych, ale w praktyce nic się nie zmieniło. Co z tego, że zgodnie z przepisami polskie opiekunki powinny być zatrudniane na tych samych warunkach, co ich niemieckie koleżanki, skoro nikt na to nie zwraca uwagi i nie ma instytucji, która zajmowałaby się egzekwowaniem prawa.

Również polskie władze odcinają się od odpowiedzialności. W czerwcu ubiegłego roku w odpowiedzi na pismo Związkowej Alternatywy ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej napisało: „Z uwagi na to, że osoby starsze stanowią jedną piątą społeczeństwa niemieckiego, zapotrzebowanie na pracę opiekunów osób starszych w Niemczech jest bardzo duże. W związku z tym polskie opiekunki, decydujące się na wykonywanie swojej ciężkiej pracy w Niemczech, powinny mieć świadomość, że ich pozycja negocjacyjna przy zawieraniu umowy z agencją zatrudnienia jest dobra, a oferowane przez agencje wynagrodzenie powinno być wyraźnie wyższe od minimalnych stawek”. Przy takim podejściu rządu trudno się dziwić, że sytuacja opiekunek wciąż jest bardzo zła, a władza jest całkowicie bierna.

Co zatem należałoby zrobić? W pierwszej kolejności traktować prawo poważnie. Obecnie sektor opieki jest pogrążony w bezprawiu, z którym nikt nie walczy. Nie ulega wątpliwości, że umowy zawierane przez opiekunki powinny być przestrzegane, a agencje omijające przepisy powinny ponosić kary, łącznie z pozbawieniem prawa do prowadzenia działalności. Nie może być tak, by opiekunki prosiły agencje o to, by te zechciały przestrzegać przepisów i łaskawie wypłacać im stawki zawarte w umowie albo finansować koszty podróży. Z umów powinny też zniknąć wszystkie bezprawne kruczki takie jak kary umowne za odstąpienie od pracy, których wysokość często przekracza wielkość miesięcznego wynagrodzenia opiekunek. Nie do przyjęcia jest również brak spójności między umowami przygotowywanymi przez polskie i niemieckie agencje. Obowiązki opiekunek muszą być ograniczone do tych czynności, które są wymienione w podpisywanych przez nie umowach. Dotyczy to też czasu pracy, który nie powinien przekraczać 40 godzin tygodniowo niezależnie od oczekiwań niemieckich rodzin. Gdy zaś pojawiają się jakiekolwiek nadgodziny, to powinny być one dodatkowe płatne.

Jednak to tylko pierwszy krok na drodze ku niezbędnym zmianom. Problem w sektorze opieki nie polega tylko na łamaniu zawieranych umów, ale też na tym, że sam kształt umów budzi poważne wątpliwości. Przede wszystkim polskie opiekunki powinny mieć oferowane dokładnie takie same warunki pracy i płacy jak ich niemieckie koleżanki. Dlatego powinny być one objęte układem zbiorowym, który regulowałby wiele elementów ich pracy. Jego częścią powinny być określone wymogi dotyczące wysokości wynagrodzenia miesięcznego i godzinowego, czasu pracy czy kwestii związanych z bezpieczeństwem. Ważnym elementem takiego układu powinien być też obowiązek zatrudniania opiekunek w ramach umów etatowych.

Ale docelowo warto zmienić cały model zatrudnienia opiekunek. Obecny jest niesprawiedliwy i niewydajny, a jego głównymi beneficjentami są polskie i niemieckie agencje, które nie robią nic poza czerpaniem gigantycznych zysków. Trudno uzasadnić konieczność pośrednictwa ze strony agencji, które przejadają dużą część środków przekazywanych przez niemieckie rodziny, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności w trudnych sytuacjach ani nie dbając o prawa opiekunek. Dlatego docelowo firmy pośredniczące w zatrudnianiu opiekunek powinny zniknąć, a ich rolę powinny przejąć instytucje publiczne Polski i Niemiec. To one powinny sprawować nadzór nad warunkami pracy, dbając o przestrzeganie przepisów prawa pracy i broniąc interesów tak opiekunek, jak też niemieckich rodzin. Wyższa jakość opieki, lepsze warunki pracy, troska o bezpieczeństwo i stabilność byłyby korzystne dla wszystkich poza agencjami zatrudnienia.

Podobne artykuły

Opinie

Szumlewicz: KPO – stracona szansa

Czytaj więcej >
wtv.pl

Opinie

Śpiewak: Prawdziwy plan depopulacji Polski

Czytaj więcej >
wtv.pl

Opinie

Hartman: Przed kim klęczy Polak?

Czytaj więcej >
wtv.pl

Opinie

Prima Aprilis: nie wszystkie żarty są śmieszne. A niektóre bywają krzywdzące

Czytaj więcej >

Opinie

Praca seksualna to nie wstyd. A co z pracą hostess i grid girls w Formule 1?

Czytaj więcej >
wtv.pl

Opinie

Piotr Szumlewicz: Podatki dochodowe niskie i niesprawiedliwe

Czytaj więcej >