Paweł Adamowicz został zaatakowany dokładnie rok temu. Piotr Molecki/East News
Źródło: Piotr Molecki/East News
Wszystkie wideo autora Konrad Wrzesiński
Autor Konrad Wrzesiński - 13 Stycznia 2020

Ujawniono nowe szczegóły ws. mordercy Adamowicza. Przerażające ustalenia

Stefan W. stał się obiektem śledztwa dziennikarzy "Wyborczej". Mężczyzna dokładnie rok temu ranił nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zdaniem "GW" zrobił to z premedytacją.

"Wyborcza" przypomina, że ataku na Adamowicza, w wyniku którego polityk zmarł, Stefan W. dokonał w niecały miesiąc po tym, jak wyszedł z więzienia. Zdaniem biegłych szpitala przy Areszcie Śledczym w Krakowie mężczyzna był niepoczytalny. Tyle że, jak zaznacza dziennik, zabójca Adamowicza doskonale zaplanował swoją zbrodnię.

Mężczyzna zakupił nóż w sklepie z militariami. Wybrał taki z zagiętym ostrzem. Następnie ćwiczył zadawanie ciosów w lesie. Nabył również "Podręcznik użycia broni dla jednostek specjalnych". Jak czytamy, książka ta nie jest opisem technik walk wręcz. "To opis zabójstwa". Zdaniem autora tekstu mężczyzna doskonale odrobił lekcję. "Stefan W. zabił podręcznikowo", czytamy.

Stefan W.: posiedzę dwa lata i wyjdę

Dziennik cytuje słowa współwięźnia zabójcy Adamowicza, który dzielił z nim celę przed tragicznymi wydarzeniami z Gdańska: "Mówię ci, dopinam jeszcze kilka rzeczy i wracam na dożywotkę. Będzie roz***dol. J***ć wszystkich złodziei, niech żyje Prawo i Sprawiedliwość!".

"Wyborcza" zapewnia, że Stefan W. planował zeszłoroczne wydarzenia już podczas pobytu za kratami. "Powtarzał, że rozj*** system i wróci na dożywotkę. Jechał na Platformę Obywatelską", mówi dziennikarzowi współwięzień zabójcy Adamowicza. Stefan W. zapewniał współwięźniów, że "jeszcze będzie o nim głośno".

Według opinii psychiatrycznej i psychologicznej sporządzonej w Krakowie Stefan W. jest niepoczytalny. Taka opinia oznacza jedno: brak winy. Jerzy Pobocha, założyciel i prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej, mówi "Wyborczej", że podobne opinie określa mianem "pracy sekretarki". "W Polsce choroba psychiczna z automatu oznacza niepoczytalność", dodaje. Mimo że u Stefana W. stwierdzono schizofrenię, Pobocha uważa, że może on wykorzystywać swoją chorobę do otrzymania niższego wyroku lub uniknięcia kary. Zaznaczył, że " kluczowe jest działanie przed, w trakcie, i po czynie", a jego zdaniem Stefan W. "wiedział, co robi, i miał zachowaną kontrolę wypowiedzi. Nie mówił tego, co może mu zaszkodzić."

Na koniec najbardziej, być może, dotkliwy fragment reportażu "Wyborczej"

"Zacznę od dobrych wieści. Myślałem, że będę miał dożywocie, ale trzech biegłych psychiatrów uznało, że byłem niepoczytalny, to oznacza, że niedługo pojadę do szpitala, prawdopodobnie w Starogardzie Gdańskim, a tam co sześć miesięcy można wyjść. Posiedzę pewnie ze dwa lata i wyjdę", pisze Stefan W. w liście do swojego brata.

Całość znajduje się w "Dużym Formacie" magazyn reporterów "Gazety Wyborczej".