Powrót do szkół. Niepokojące doniesienia ze strony polskich nauczycieli komentuje Dariusz Piontkowski.. (zdj. il.) Wikimedia/frlw
Źródło: (zdj. il.) Wikimedia/frlw
Wszystkie wideo autora Konrad Wrzesiński
Autor Konrad Wrzesiński - 26 Sierpnia 2020

Powrót do szkół trudniejszy, niż można było zakładać. Nauczyciele ujawniają niepokojący proceder

Powrót do szkół czeka nas już w następnym tygodniu, a mimo to środowisko nauczycielskie nadal wskazuje, że nie wszystkie placówki są należycie do tego przygotowane. Co więcej, pojawiły się doniesienia o nietypowych dokumentach, jakie pracownikom ma podtykać do podpisania część dyrektorów. Do sprawy odniósł się minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Szef MEN gościł w programie Money.pl, w którym odpowiadał na pytania Mateusza Ratajczaka. Prowadzący postanowił zapytać ministra edukacji o niepokojące doniesienia, według których wielu dyrektorów każe podpisywać nauczycielom oświadczenia, w których zrzekają się oni jakichkolwiek roszczeń, gdyby zarazili się po powrocie do nauczania stacjonarnego. Pracownik ma podpisać dokument, w którym stwierdza, że pracuje na własną odpowiedzialność, jest świadomy zagrożenia i nie będzie podejmował żadnych kroków prawnych, jeśli ulegnie zakażeniu.

Powrót do szkół w oczach ministra edukacji

Pytany, czy tak powinno być, Dariusz Piontkowski odparł: – Absolutnie nie. Wielokrotnie już o tym mówiliśmy. Dyrektor nie ma podstawy prawnej do tego, aby żądać tego typu oświadczeń od nauczycieli i pracowników. Takie oświadczenie nie będzie miało zresztą mocy prawnej, nawet gdyby coś się zdarzyło.

Piontkowskiego zapytano również o to, czy nie boi się skarg ze strony rodziców, którzy zakażą się po powrocie ich dzieci do szkół i mogliby zapukać do drzwi Ministerstwa Edukacji, pytając, kto jest odpowiedzialny za tę sytuację. – Tak samo człowiek, który zarazi się na ulicy, na weselu czy gdziekolwiek indziej może mieć pretensje do kogoś, że doszło do zakażenia. Proszę pamiętać o tym, że epidemii nie wywołał ani polski rząd, ani jakikolwiek inny. To nieszczęście, które dotknęło cały świat, i my dziś próbujemy jedynie zorganizować życie w okresie epidemii.

– Mamy tak naprawdę dwa wyjścia: albo całkowicie się zamknąć i uważać, że wyjście z domu jest ogromnym zagrożeniem i doprowadzić do lockdownu [...], a z drugiej strony spróbować zorganizować to życie na nowo, tak jak się ono toczy w sklepach, galeriach handlowych, obiektach kultury, sportowych, przy wychodzeniu na ulicę, korzystania z wyjazdów wakacyjnych – kontynuował minister edukacji. – Przecież to wszystko się dzisiaj odbywa, a nagle część z państwa próbuje zasugerować, że wraz z rozpoczęciem roku szkolnego będzie jeden wielki armagedon i wszyscy się wzajemnie od siebie pozarażają.

– Szkoła jest jednym z wielu miejsc w przestrzeni publicznej, gdzie trzeba próbować funkcjonować na nowych warunkach – wskazał szef MEN, dodając, że prawie wszystkie państwa europejskie zdecydowały się na powrót do nauczania stacjonarnego, a w niektórych krajach rok szkolny rozpoczął się już w połowie sierpnia. – Proszę pamiętać również, że od kilku miesięcy funkcjonują przedszkola i ja nie słyszałem o tym, aby był masowa skala zachorowań w przedszkolach w Polsce.

Źródło: Money.pl