wtv.pl
pjimage

EastNews: Piotr Molecki

"Jedyne, co spotkało mnie w tym ośrodku, to ból". Piekło, o którym milczy Rzecznik Praw Dziecka

5 Maja 2021

Autor tekstu:

Jan Kietliński

Udostępnij:

“W niektórych ośrodkach są podziemne systemy kar, jak wkładanie rozgrzanej prostownicy w miejsca intymne”. To jedna z wielu wstrząsających relacji podopiecznych polskich ośrodków socjoterapii i uzależnień. Bójki, gwałty, upokorzenia, to często jedyne wspomnienia kierowanych tam dzieci. Gdzie podziała się kontrola tego typu placówek i dlaczego Polska odwraca oczy od takich spraw?

Dzwonimy do biura Rzecznika Praw Dziecka. Mikołaj Pawlak nie odbiera.

- Straciłam całą ochotę do życia, czułam, że niczego nie osiągnę i muszę uciec z tego miejsca. Potem wiele razy trafiałam do szpitala z ranami od samookaleczeń - mówi Wiktoria, była podopieczna jednego z ośrodków odwykowych MONAR. Dziewczyna zgodziła się opowiedzieć nam swoją historię

reportaz bw-19

- Kiedy udajesz się do ośrodka uzależnień z problemem z narkotykami, z reguły to twoja ostatnia deska ratunku. Jedyne, co spotkało mnie w tym ośrodku, to ból. I to dosłownie - dodaje.

- Zgłosiłam się do ośrodka sama, bo potrzebowałam pomocy. Miałam poważne problemy z narkotykami i zdawałam sobie z tego sprawę. Jednak to, co mnie czekało, to koszmar. Ciągłe wyzwiska, mieszanie z błotem. Terapeuci często nas poniżali, słyszałam, że jestem szmatą, mimo że od początku wiedzieli, że tak samo poniżali mnie moi rodzice. To niesamowicie bolało. To właśnie terapeuci wmawiali mi, że nigdy nie wyjdę z uzależnienia - wspomina Wiktoria.

- Dzisiaj układam sobie życie i od ponad roku jestem trzeźwa. Mimo traumy, którą zadał mi pobyt w MONAR-ze - podsumowuje Wiktoria.

Nie tylko Wiktoria ma takie wspomnienia.

Popuściłam mocz, a pracownicy ośrodka mnie obśmiali

- Poza wszelkiego rodzaju upokorzeniami spotkało mnie tam coś jeszcze gorszego. Cierpię na padaczkę, a ośrodek bardzo często nie zapewniał mi leków. Kilkakrotnie dostałam ataku epilepsji, raz nawet popuściłam mocz, co wywołało śmiech wśród pracowników ośrodka, którzy mieli mi pomóc. Nie wezwano ani razu karetki, bo podobno nie jest to obowiązkowe - opowiada dziewczyna, która trafiła do MONAR-u. Woli pozostać anonimowa.

reportaz bw-24

- Do takich ośrodków trafiają osoby z całej Polski, z różnym tłem, większość z sądowym nakazem leczenia. Ci z nakazem z reguły nie chcą się leczyć, byle tylko spędzić w ośrodku wyznaczony czas, a następnie wrócić do nałogu. Łamią zasady, a personel nie skupia się na nich tak jak na osobach, które dobrowolnie chcą wyjść z nałogu. To duży błąd - mówi kolejna osoba, która woli pozostać anonimowa. 

- Musisz mieć szczęście, żeby trafić na dobrych ludzi, z powołania. Niektórzy mogą zrobić ci tylko więcej krzywdy - dodaje.

W “Oazie” ćpanie jest na porządku dziennym

Przed rozmową z kolejną dziewczyną, tym razem z prywatnego ośrodka, próbujemy dodzwonić się do Rzecznika Praw Dziecka, Mikołaja Pawlaka. Nadal nie odbiera.

pjimage

- W moim ośrodku nagminnie zdarzało się obgadywanie prywatnych problemów podopiecznych przez personel. Z łatwością opowiadali, z czym zmagają się poszczególne osoby. Były to prywatne sprawy i wstydliwe problemy - tłumaczy dziewczyna, pacjentka jednego z prywatnych ośrodków uzależnień. Nie chce podać swojego imienia. Wciąż się boi.

- Moi koledzy bez problemu przemycali narkotyki. Dealerzy pojawiali się pod naszym ośrodkiem dość często. Kontroli nie było żadnej, więc jak mieliśmy wyjść z nałogu? Dodatkowo jeszcze za to płaciliśmy - tak sytuację w prywatnym ośrodku podsumowuje Alicja, kolejna dziewczyna, która odważyła się opowiedzieć nam swoją historię.

- W “Oazie” ćpanie jest na porządku dziennym - wypowiada się były podopieczny tego prywatnego ośrodka.

reportaz bw-09

Postanowiliśmy skonfrontować ośrodek Oaza z doniesieniami na temat narkotyków w ich placówce. Rozmowa została przerwana w środku zdania. Usłyszeliśmy tylko, że ośrodek nie jest zainteresowany sprawą.

Gwałty, bójki, nadużycia ze strony pracowników

Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy i Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii to państwowe i niepubliczne ośrodki, mające na celu pomóc dzieciom, które zmagają się z problemami natury osobistej lub które są w pewien sposób ograniczone. Do MOW z reguły kieruje sąd, z kolei do MOS dziecko mogą skierować tylko rodzice lub prawni opiekunowie.

- W MOW istnieje cały ‘podziemny’ system kar wymierzanych przez podopiecznych wobec podopiecznych. Dziewczyny potrafiły przytrzymywać inne dziewczyny i wkładały im rozgrzaną prostownicę w miejsca intymne, żeby ukarać je za jakieś przewinienie - mówi jedna z dziewczyn doświadczonych przez MOW.

reportaz bw-01

- Bardzo często to dopiero w MOW dzieciaki są tak naprawdę demoralizowane, w większości to jest dla nich koniec - dodaje.

- Do MONAR-u, w którym się leczyłam, bardzo często trafiały dzieciaki, które były doświadczone przez MOW. Gwałty, bójki, nadużycia ze strony pracowników - to wszystko dzieje się tam na porządku dziennym. Oczywiście, reakcja kadry to brak reakcji. Nie można powiedzieć, że każdy MOW jest koszmarem, ale niestety zdecydowana większość jest okropna - mówi kolejna dziewczyna. Nie chce ujawniać swojego imienia.

Jednak nie wszystkie osoby mają takie odczucia.

reportaz bw-21

- Do MOS-u trafiłam z powodu depresji i nagminnego opuszczania szkoły. Terapia mi pomogła, dobrze wspominam ten czas. To, co zauważyłam, to straszne przemieszanie środowisk. Ja tylko nie chodziłam do szkoły, a spędzałam w ośrodku czas z narkomanami czy poważnie zaburzonymi osobami. Bardzo łatwo popaść w ten sposób w gorsze towarzystwo - mówi nam informatorka, która woli pozostać anonimowa.

Przypadki molestowania dziewczyn przez wychowawców

- Przemoc słowna i fizyczna była tam na porządku dziennym - mówi Patrycja, która trafiła do MOW-u.

- Były również przypadki molestowania dziewczyn przez wychowawców. Dziewczyny bały się o tym mówić, byłyśmy zastraszane, a i tak nikt by w to nie uwierzył. Piekielnie baliśmy się powrotu do ośrodka, a kadra mogła zawsze znaleźć powód, aby nas tam zatrzymać, zwłaszcza gdy im podpadliśmy - dodaje.

Dlaczego nie istnieje żaden system kontroli takich ośrodków i czemu podopieczni przez lata boją się mówić na temat tego, co ich spotkało?

reportaz bw-14

- Po roku ktoś odważył się zgłosić policji wydarzenia z ośrodka. Interweniował Rzecznik Praw Dziecka, byłam na przesłuchaniu, zresztą jak mnóstwo osób stamtąd. Sprawa została zamieciona pod dywan, a ośrodek nadal funkcjonuje w ten sposób - mówi Patrycja.

Po rozmowie z Patrycją znowu próbujemy skontaktować się z Rzecznikiem Praw Dziecka. Nie odpisuje na maile ani nie odbiera kolejnych telefonów.

“Drugie życie” rodem z więzień w ośrodkach dla młodzieży

Nie tylko Rzecznik Praw Dziecka nie chce na ten temat rozmawiać. Na temat wykroczeń i patologii w instytucjach, które mają pomóc dzieciom, prawie się nie mówi. Tysiące dzieci w Polsce codziennie w takich ośrodkach przebywa i dla wielu z nich każdy kolejny dzień to nowa trauma.

- Pobyt w zamkniętym ośrodku powinien być ostatecznością, a niestety nie jest. Zamknięcie dziecka wbrew jego woli to nie resocjalizacja, to forma uwięzienia - mówi prof. Marek Konopczyński, specjalista i twórca teorii resocjalizacji, autor wielu książek i publikacji na ten temat.

reportaz bw-18

- MOS jako placówka socjoterapii to fikcja, oparta na bezradności rodziców, którzy nie radząc sobie z dzieckiem, znajdują dla niego miejsce, w którym ktoś zajmie się nim za nich. Socjoterapia musi odbywać się za zgodą pacjenta, aby była skuteczna. Tymczasem pobyt w MOS jest pewną formą kary, a kary nikt nie przyjmuje z ochotą - dodaje.

- Do MOW dzieci trafiają na mocy sądu. Wychowankowie buntują się przeciwko przymusowemu pobytowi w placówce, ciężko tam o skuteczną resocjalizację. W końcu jak można uspołecznić kogoś w warunkach izolacyjnych? - tłumaczy problem.

- Istnieje podkultura zakładowa zwana “drugim życiem”. W miejscach tego typu bardzo często panuje własny kodeks zasad wśród osób osadzonych, stąd przykłady wymierzania kar poprzez przypalanie miejsc intymnych lokówką lub bicie krzesłem. Kadra powinna takim patologicznym zachowaniom zapobiegać w zarodku, lecz wielu pracownikom jest to na rękę. Doświadczenia zakładowe pokazują, że drugie życie jest korzystne dla kadry. Dzięki temu w placówce panuje porządek, kadra nie musi nic robić, bo pupilkowie załatawiają za nich wszystkie sprawy. Taką kadrę powinno się surowo karać, a na pewno odebrać prawo wykonywania zawodu.

Królują układy i koneksje

- Ciężko dowiedzieć się czegokolwiek na temat tych ośrodków, bo tam królują układy. Ośrodki MOW i MOS mieszczą się głównie w małych miejscowościach, często pracują tam całe rodziny, znajomi, sąsiedzi. Dostają dodatkowe pieniądze za trudne warunki pracy. Dzieci trafiają do nich z całej Polski, więc nie trzeba nikomu się z tego tłumaczyć. A na sąsiada przecież nie doniesiemy, prawda? To są całe klany, koneksje. Całe środowisko będzie się surowo broniło, bo taki ośrodek to często główne źródło utrzymania okolicznych mieszkańców - tłumaczy Konopczyński.

reportaz bw-20

- Mamy zamknięte koło - kadra głosuje na radnych, radni mają pod sobą organy, które mogłyby kontrolować ośrodek, a osoby za to odpowiedzialne są związane z kadrą ośrodka. Nie ma mowy o wyciągnięciu konsekwencji, bo kuratoria są za daleko. Wszystko, co mogłoby trafić dalej, będzie uciszone na początku. Na lokalne społeczności nie można liczyć - zauważa.

Pomoc jest możliwa?

- Jedynym sposobem, by zaradzić tym patologiom, jest stworzenie osobnego systemu monitoringu placówek. Nie ma także systemu monitorującego losy wychowanków po wyjściu z ośrodka. Wychodzą i są zdani na siebie - dodaje.

reportaz bw-05

- Moja teoria resocjalizacji wygląda inaczej. W podopiecznych należy diagnozować mocne strony, szukać talentów, uwydatniać ich pozytywne cechy i zachowania. Dzięki temu podopieczny widzi swoją przyszłość. Polska resocjalizacja uczy ich życia w izolacji, nie przygotowuje do wyjścia na zewnątrz. Przyzwyczaja ich do walki o przetrwanie. Oni często okaleczają się w tych ośrodkach, żeby trafić do szpitala - czyli wyjść na zewnątrz. Inni dostosowują się do grup trzymających władzę, a co za tym idzie totalnie się demoralizują. To istny koszmar - mówi prof. Konopczyński.

Tuż przed publikacją tekstu ciągle nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Rzecznika Praw Dziecka. Dzwonimy do Mikołaja Pawlaka po raz ostatni. Nie odpowiada. 

Autor: Jan Kietliński
Redakcja i korekta: Maja Staśko, Maksymilian Tomanek
Zdjęcia: Kuba Janiec, Jan Jałoszyński

reportaz bw-17

















Jan KietlińskiAutor

Jestem byłym studentem stosunków międzynarodowych na Uczelni Łazarskiego. Interesują mnie tematy sfery społecznej i kulturowej. Uwielbiam podróżować i poznawać nowe zwyczaje i tradycje, pasjonuje mnie lokalny folklor. Odwiedziłem ponad 40 k

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: wtv@iberion.pl

Podobne artykuły

Tylko u nas

Huragan Ida w Luizjanie. "Dom sąsiadów właśnie płonie i jest zalewany, w środku niemowlę, proszę pomóżcie"

Czytaj więcej >
Piotr Molecki/East News

Tylko u nas

Nauczyciele masowo odchodzą ze szkół. ZNP: „Będziemy mieli do czynienia z poważnym kryzysem”

Czytaj więcej >
Jakub Kaminski/East News

Tylko u nas

Zapytaliśmy Małgorzatę Kidawę-Błońską o uchodźców. Wypowiedź zaskakuje

Czytaj więcej >
W Międzynarodowy Dzień Psa skupiamy się na mopsach.

Tylko u nas

“Mopsy są modne cały czas”. Dziś Międzynarodowy Dzień Psa - na co powinniśmy zwrócić większą uwagę?

Czytaj więcej >

Tylko u nas

[OPINIA]Szumlewicz: Klęska PiS-owskiej polityki społecznej

Czytaj więcej >

Tylko u nas

JULKI #1: "Dlaczego nie zajmiesz się kobietami na Bliskim Wschodzie?" Odpowiadamy

Czytaj więcej >