Policja. Facebook/Bogdan Borusewicz/Screen
Źródło: Facebook/Bogdan Borusewicz/Screen
Wszystkie wideo autora Alan Wysocki
Autor Alan Wysocki - 4 Sierpnia 2020

Chodzili za wicemarszałkiem Senatu i śledzili go. Żeby ich nie zdemaskował, jedli lody

Policja miała śledzić polityka Platformy Obywatelskiej i wicemarszałka Senatu. Bogdan Borusewicz, bo o nim mowa, zdemaskował "tajniaków". Kamuflaż w postaci lodów w rożku nie pomógł funkcjonariuszom w starciu z politykiem.

 - Długie lata doświadczeń z PRL zrobiły swoje. Sprowadziłem ich w zaułek, żeby nie mieli ruchu, i podszedłem do nich. Zapytałem, dlaczego za mną chodzą. Odpowiedzieli, że są z policji - deklarował polityk w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Wyjaśnijmy, że 4 lipca w Wejherowie Borusewicz brał udział w wyborczym spotkaniu z udziałem Rafała Trzaskowskiego. Po zakończeniu wizyty udał się do swojego samochodu. Okazało się, że za znanym senatorem mieli podążać przedstawiciele lokalnej komendy. 

Policja chciała chronić senatora? "Jest delikatna różnica między śledzeniem a ochroną"

Kampania prezydencka wiąże się nie tylko z aktywnością jednego kandydata. Za Rafałem Trzaskowskim stał jego sztab oraz politycy z Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Inicjatywy Polskiej i Zielonych. W działania promocyjne włodarza Warszawy angażowali się najbardziej rozpoznawalni działacze. Jednym z nich jest Bogdan Borusewicz, który natrafił na ciekawskich policjantów. Działalność w czasach PRL-u dała politykowi wiele doświadczenia. Rozpoznanie funkcjonariuszy nie stanowiło dla niego większego wyzwania.

Pracownicy wejherowskiej komendy dla niepoznaki kupili sobie lody w rożku. Imitowali w ten sposób wspólny spacer tak, aby nie zdradzić swojej obecności za plecami senatora. Polutyk wystosował oficjalne pismo. Zażądał przedstawienia powodów, dla których wysłano za nim "tajniaków". Odpowiedź na zapytanie nie wzbudziła szczególnego zdziwienia polityka Platformy Obywatelskiej.

"Głównym celem działań Policji było zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom zgromadzenia przed, w trakcie, jak również po zgromadzeniu. Z tego powodu w celu zapewnienia Panu bezpieczeństwa podczas opuszczania miejsca zgromadzenia pełniący nadzór nad prawidłowym przebiegiem zabezpieczenia podkom. Grzegorz Wirkowski polecił nieumundurowanym policjantom Wydziału Kryminalnego KPP w Wejherowie nadzorowanie drogi, którą wracał Pan do zaparkowanego nieopodal samochodu, celem niedopuszczenia do ewentualnego ataku na Pana" - czytamy w stanowisku policji opublikowanym przez "Gazetę Wyborczą".

Policja, zdaniem Borusewicza, nie chciała dbać o jego bezpieczeństwo. - Spodziewałem się takiej odpowiedzi, ale jest delikatna różnica między śledzeniem a ochroną, bo jeśli jest ochrona, to osoba ochraniana musi zostać o niej powiadomiona. Podczas wiecu i po nim nie było żadnego zagrożenia. Możliwe, że to jest tylko nadgorliwość - ocenia dla "Gazety Wyborczej".

Na umieszczonym zdjęciu wyróżniającym widzimy ujęcie z Facebooka Bogdana Borusewicza z 6 lipca.

Źródło: [Gazeta Wyborcza]

Koniecznie obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek!