wtv.pl
wtv.pl

WTV.pl

Mężczyźni także mogą zachodzić w ciąże. Odpowiadam TVP i części Lewicy (Opinia)

10 Marca 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

Czy mężczyźni mogą menstruować? Czy wszystkie kobiety mają macice? I czy kobieta w spodniach to jeszcze kobieta?

TVP Info od dwóch dni z wielką satysfakcją puszcza materiały: „Afera na lewicy: działaczka oskarżona o transfobię, bo używa słowa „kobieta””, „Czy mężczyźni mogą menstruować, a Dzień Kobiet to transfobia? Afera na lewicy”. Widzę, że dziennikarze desperacko szukają odpowiedzi na te pytania, więc proszę bardzo.

To najpierw podstawy dotyczące biologii. Kiedy się rodzimy, lekarz zakreśla w naszej książeczce zdrowia rubrykę „mężczyzna” albo „kobieta”. To, jaką rubrykę zakreśli, zależy zwykle od wyglądu genitaliów, czyli zewnętrznych narządów płciowych. Jakaś część populacji na świecie rodzi się z genitaliami i innymi cechami płciowymi, które nie wpisują się w społeczne postrzeganie tego, co kobiece i męskie – ich cechy płciowe są zróżnicowane. Mogą występować na poziomie chromosomów, układu hormonalnego i receptorów hormonalnych lub wewnętrznych i zewnętrznych narządów płciowych. U niektórych osób interpłciowych ich zróżnicowane cechy płciowe są widoczne po urodzeniu, u innych można je zauważyć we wczesnym dzieciństwie lub w okresie dojrzewania. Niektórzy nigdy ich nie odkryją. Ciała osób interpłciowych i ich cechy płciowe są w pełni naturalne i biologiczne.

ONZ szacuje, że osoby interpłciowe to ok. 1,7% populacji. Ale tak naprawdę nie wiemy, ile osób rodzi się ze zróżnicowanymi cechami płciowymi, bo wyznaczników płci jest bardzo wiele, a sprawdza się tylko zewnętrzne narządy płciowe. Wiemy jedynie o osobach, którym to w znaczący sposób utrudnia funkcjonowanie.

Co więcej, to przyzwyczajenie do odgórnego wyznaczania płci przy narodzinach sprawia, że osoby interpłciowe często przechodzą tuż po narodzinach chirurgiczne operacje uzgodnienia płci – bez ich zgody i wbrew bólowi, a czasem bez wskazań zdrowotnych. To niezgodne z ich naturalną budową ciała. Ta fizyczna ingerencja w ich ciało w tym wieku może nie być konieczna, służy często zbliżeniu wyglądem do zewnętrznych narządów płciowych jednej płci. Bywa za to bolesna i obciążająca, zdarzało się, że powodowała problemy zdrowotne na całe życie. Po angielsku nazywana jest intersex genital mutilations (IGM), czyli okaleczenia narządów płciowych osób interpłciowych. Innym rodzajem okaleczania narządów płciowych jest female genital mutilations (FGM), czyli okaleczanie narządów płciowych kobiet, co może wywoływać nawracające infekcje, trudności w oddawaniu moczu, przewlekły ból, rozwój torbieli, niezdolność do zajścia w ciążę, powikłania podczas porodu i śmiertelne krwawienie. To naruszenia praw człowieka.

Jest też grupa osób, których wpisana w rubryczkę płeć jest zgodna z ich płcią. Takie osoby nazywamy osobami cispłciowymi. Ja jestem cispłciowa – przypisana mi przy urodzeniu płeć zgadza się z innymi wyznacznikami płci, jak narządy wewnętrzne czy chromosomy, a także z moją tożsamością płciową. Mam zakreślone w książeczce narodzin „kobieta” – i jestem kobietą, tak właśnie czuję. Większość osób jest cispłciowa.

Jest też grupa osób, których wpisana w rubryczkę płeć jest niezgodna z ich tożsamością płciową. To osoby transpłciowe. Taka osoba ma zakreślone w książeczce narodzin „kobieta” – i jest innej płci, tak właśnie czuje.

Z kolei osoby niebinarne nie wpisują się w sztywny podział na to, co kobiece i męskie. Niektóre z nich używają zaimków „ono” lub „onu”.

Czy wszystkie kobiety mają macice?

To teraz o kobietach i macicach. Cispłciowe kobiety mogą mieć macice, ale mogą też ich nie mieć – na przykład w wyniku operacji lub przebytych chorób. Są też kobiety, które rodzą się bez macic: zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera to wrodzony brak lub niedorozwój macicy i pochwy. W większości przypadków nie daje objawów aż do okresu dojrzewania. Lekarz może zakreślić rubrykę „kobieta”, sugerując się wyglądem zewnętrznych narządów płciowych, czyli waginy – ale nie wiedzieć, że u tej osoby brakuje macicy i pochwy. I jeśli taka kobieta jest cispłciowa – czyli jej oznaczenie w rubryce zgadza się z jej płcią – to jest kobietą, chociaż od urodzenia nie ma macicy i pochwy.

A transpłciowe kobiety i osoby niebinarne z przypisaną po urodzeniu płcią męską nigdy nie mają macic. Mogą mieć zewnętrzne narządy płciowe w postaci penisa, ale mogą także być po operacjach rekonstrukcji narządów i mieć chirurgicznie utworzoną i w pełni funkcjonującą pochwę. Nie mają natomiast macicy.

Za to transpłciowi mężczyźni i osoby niebinarne z przypisaną po urodzeniu płcią żeńską mogą mieć macicę i mogą zachodzić w ciąże. Niedawno Danny Wakefield, transpłciowy mężczyzna, urodził córeczkę. Na jego profilu na Instagramie @dannythetransdad możemy zobaczyć jego poród i kolejne miesiące spędzane z dzieckiem.

Transpłciowi mężczyźni po operacjach rekonstrukcji narządów mogą też nie mieć pochwy. Zamiast niej mogą mieć utworzonego penisa.

Każda osoba jest inna – nie ma dwóch takich samych wagin i penisów, nie mamy takich samych zestawów cech płciowych. Fakt, że nie uczymy się o tym na lekcjach biologii – chociaż to dawno rozpoznana wiedza naukowa – nie świadczy najlepiej o naszym systemie edukacji.

Czy mężczyźni mogą menstruować?

Macica lub jej brak nie świadczy o kobiecości. Po prostu. Wiele kobiet transpłciowych funkcjonuje w społeczeństwie bez ujawnienia, że są transpłciowe. Także ich kochankowie lub kochanki mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, gdy miały operację utworzenia pochwy. Bo żyjemy na szczęście w społeczeństwie, gdzie nie podchodzimy do każdej osoby z pytaniem: „Co masz w majtkach? Jak wyglądają twoje wnętrzności? Jaką masz parę chromosomów?”, by ocenić, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną.

Jak więc najlepiej to ocenić? Zapytać osobę, jak się do niej zwracać. Nie pytać o jej narządy płciowe, tylko o to, jak ją traktować. Bo jesteśmy ludźmi, z różnymi ciałami, odczuciami i zestawami cech – a nie chodzącymi zewnętrznymi lub wewnętrznymi narządami płciowymi.

Więc tak, mężczyźni mogą menstruować. Istnieją mężczyźni, którym po urodzeniu przypisano niezgodną z ich płeć – głównie na podstawie genitaliów – i którzy co miesiąc mają miesiączkę. Mogą zajść w ciążę, urodzić dziecko – jak Danny Wakefield – a także w niechcianej ciąży zrobić aborcję. WHO na podstawie głosów lekarzy i specjalistów potwierdza, że transpłciowość jest w pełni zdrowa. W ICD-11 – czyli naukowej klasyfikacji zaburzeń psychicznych – transpłciowość nie istnieje jako zaburzenie psychiczne.

Tożsamość płciowa to jeden z wyznaczników płci – i nie musi być związana z genitaliami czy chromosomami. Jest też jedynym niemożliwym do modyfikacji medycznej wyznacznikiem płci. Dlatego nie można jej zbadać ani zmienić w momencie narodzin lub przez jakiekolwiek działania lekarzy. Nie można jej „wyleczyć” – bo to nie choroba. To zdrowy, naturalny stan.

Czy to oznacza, że osoby transpłciowe „biologicznie” są innej płci?

Nie! Osoby transpłciowe są osobami biologicznymi w całości, razem ze swoją płcią. Nikt lepiej od nich nie zna ich tożsamości – ani komentujący hejter w sieci, ani lekarz, który sugeruje się wyłącznie wyglądem zewnętrznych narządów płciowych, ten zaś nie musi być zgodny z innymi cechami płciowymi – a zatem z płcią osoby.

W ogóle, czy widzieliście kiedyś niebiologiczne osoby? Roboty? Androidy? Osoby transpłciowe są w 100% biologiczne, podobnie jak osoby cispłciowe.

Często w tej dyskusji pojawia się pytanie: po co w ogóle aż tak się skupiać na macicach, narządach płciowych zewnętrznych i wewnętrznych? To jest dobre pytanie. Mnie też to denerwuje – moje narządy płciowe powinny interesować wyłącznie mnie i mojego ginekologa, a nie cały kraj. Więc po co się na nich skupiać? Zapytajcie PiS i Trybunał Konstytucyjny – to oni od miesięcy mają obsesję na punkcie naszych ciał i narządów płciowych, co rusz ograniczając nam prawo do aborcji. To oni nam zaglądają do wagin. I tak, macie rację – to obrzydliwe i dehumanizujące. I dlatego z tym walczymy. Jako kobiety, osoby z macicami i generalnie ludzie. Odzyskujemy podmiotowość – na naszych zasadach, wspólnie.

Czy Dzień Kobiet jest transfobiczny?

Czy zatem Dzień Kobiet jest transfobiczny? Skądże! Osoby transpłciowe także są kobietami. Transpłciowe kobiety to kobiety. Więc to także ich dzień.

Czy warto by zmienić go na Dzień Osób z Macicami? To wtedy byłby zupełnie inny dzień. „Osoby z macicami” to nie jest synonim kobiet. Większość osób z macicami to cispłciowe kobiety, ale wśród osób z macicami są także transpłciowi mężczyźni i osoby niebinarne. Co więcej, są kobiety, które nie mają macic – na przykład w wyniku operacji, chorób lub dlatego, że po urodzeniu nadano im płeć męską i przeszły korektę płci. „Dzień Osób z Macicami” to nie byłby Dzień Kobiet, bo kobiecość nie sprowadza się do macic. To błędne i bardzo krzywdzące założenie. I przeraża mnie, że część lewicy może nas traktować jako chodzące macice. Byłam przekonana, że to domena prawicy.

Skąd więc nazwa „osoby z macicami”? Nie pojawiła się po to, by zastąpić słowo „kobieta”. Pojawiła się przy okazji wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego aborcji – i dotyczy wyłącznie tego tematu. Kto może zajść w niechcianą ciążę i zrobić aborcję? Każda osoba z macicą w wieku reprodukcyjnym, po prostu. Nie każda kobieta – istnieją kobiety bez macic, a także kobiety po menopauzie, które nie mogą zajść w ciążę. A to przecież nie sprawia, że nie są kobietami. Istnieją też osoby niebinarne i transpłciowi mężczyźni, którzy mogą zajść w ciążę.

Czym więc jest nazwa „osoby z macicami”? Opisem rzeczywistości, po prostu – takim, który nie wyklucza kobiet, które w ciążę nie mogą zajść, a także transpłciowych mężczyzn i osób niebinarnych, które w tę ciążę zajść mogą.

Nie jest to jednak wcale najlepsza nazwa, bo może u niektórych transpłciowych osób powodować dysforię płciową – czyli dyskomfort i cierpienie związane z niedopasowaniem płci przypisanej przy urodzeniu do ich płci; a u niektórych kobiet bez macic poczucie wykluczenia. Zamiast tego może lepiej używać określenia „osoby, które mogą zajść w ciążę” czy „osoby miesiączkujące”? Na pewno jest jeszcze sporo nazw, które oddają sytuację lepiej i nie są krzywdzące – i w atmosferze wzajemnego szacunku można by o tym porozmawiać. „Osoby, które mogą zrobić aborcję”? „Osoby, których aborcja dotyczy”? Język jest giętki i ciągle się zmienia, a my szybko przyzwyczajamy się do tych zmian (mimo początkowej dezorientacji).

Szkoda, że nie ma przestrzeni na taką dyskusję.

Dlaczego to osoby mogące zajść w ciążę powinny mówić o aborcji?

„Nic o nas bez nas” – powtarzamy często na demonstracjach. W tym zawołaniu chodzi o to, by osoby, których sprawa dotyczy, nie były wykluczone z dyskusji na jej temat. W 1993 r. prawo antyaborcyjne – tzw. kompromis aborcyjny – zostało ustanowione przez cispłciowych mężczyzn-polityków i cispłciowych mężczyzn z Kościoła rzymskokatolickiego. Z wykluczeniem głosu osób, o których ciała chodziło. Zdecydowali o tym, co będzie się działo z naszymi ciałami – wbrew naszej woli. Także dziś, gdy w telewizji pięciu cispłciowych mężczyzn rozmawia o aborcji, jest to na maksa wykluczające. To nie dotyczy ich ciała i ich życia. Dotyczy to ciała i życia osób, które mogą zajść w niechcianą ciążę. I to one mają prawo mówić w swojej sprawie. Podobnie jak pracownicy w kwestiach pracowniczych, lokatorzy – lokatorskich, a osoby z niepełnosprawnościami – osób z niepełnosprawnościami. Nikt nie ma prawa mówić za nich.

Gdyby sprawa dotyczyła przemocy seksualnej, także słowo „kobiety” nie opisywałoby całej rzeczywistości. Jestem pewna, że wówczas mężczyźni zaczęliby wołać: halo halo, my także doświadczamy przemocy seksualnej! Sprawa byłaby o tyle bardziej skomplikowana, że to cispłciowi mężczyźni w 99% są sprawcami przemocy seksualnej – na cis i trans kobietach, innych cis i trans mężczyznach i osobach niebinarnych.

Ale gdyby sprawa dotyczyła przemocy seksualnej, bardziej włączającą nazwą byłoby: „osoby po przemocy seksualnej”. Po prostu – bo także mężczyźni oraz osoby niebinarne tej przemocy doświadczają. I także ich temat dotyczy. Mężczyzna, który był zgwałcony, czułby się źle, gdyby zobaczył, że jest pominięty i nikt nie wysłuchuje jego głosu – chociaż sprawa go dotyczy.

Podobnie czują się osoby niebinarne i transpłciowi mężczyźni, gdy widzą słowo „kobieta” przy temacie aborcji. Chodzi o konkretny temat i konkretną grupę, której on dotyczy. To bardzo kontekstowe użycie słowa, które poza tym kontekstem po prostu nie funkcjonuje. Chodzi tu też o rzetelność i precyzyjność w nazywaniu. Bo za tą rzetelnością kryją się realne ludzkie życia.

Włączanie wykluczanych grup to kwestia życia?

I śmierci. Osoby transpłciowe najczęściej doświadczają przemocy spośród całej społeczności osób LGBTQ.

Robert Eads był transpłciowym mężczyzną. W latach 90. w USA zachorował na raka jajnika. Żaden lekarz nie chciał go przyjąć ze względu na to, że wyglądał męsko i miał brodę. Dopiero po kilkunastu odmowach mężczyzna znalazł lekarza. W tym czasie zdążyły rozwinąć się przerzuty. Umarł rok później.

„Osoby z macicami” sprawia, że zaczynamy dostrzegać dotychczas ukrywaną perspektywę transpłciowych mężczyzn i osób niebinarnych. Ich społeczne istnienie wychodzi z niebytu i staje się społecznym faktem. Przestają być wymazywani ze świata, jakby nie istnieli. Istnieją – i mają prawo mówić za siebie. A dzięki ich doświadczeniom widzimy ogrom krzywd, które dotychczas były niewidoczne. I możemy zmienić myślenie tak, by więcej takich krzywd nie było. By kolejny po Robercie Eadsie mężczyźni, którzy mają macice, mieli dostęp do ochrony zdrowia i nie umierali przez dyskryminację.

To naprawdę kwestia życia i śmierci, a nie – jak ogłasza Maciej Konieczny – spór tożsamościowy. To sprawa dotycząca dostępu do ochrony zdrowia, możliwości podejmowania pracy i wynajmowania mieszkania. Sprawa na wskroś pracownicza i lokatorska. Osoby, które zajmują się prawami pracowniczymi i lokatorskimi, nie mogą ignorować praw osób transpłciowych – bo osoby transpłciowe także pracują i wynajmują mieszkania, i bywają znacznie bardziej narażone na ryzyko bezrobocia i bezdomności przez stygmatyzację, której doświadczają. Posłowie, którzy utrwalają tę stygmatyzację, w istocie działają przeciwko pracownikom i lokatorom, chociaż lubią deklarować inaczej.

Czy można się nie orientować w tych wszystkich nazwach i pomylić?

Oczywiście, możemy czuć się nieco zagubieni czy nie zawsze potrafić używać tego określenia – i to jest zupełnie normalne. Podobnie jak to, że nie zawsze włączamy formy żeńskie do mówienia o problemach: zamiast „pracownice i pracownicy” mówimy po prostu „pracownicy”. Nikt nas tego nie uczy, skąd mamy więc wiedzieć, jak komunikować się bez przemocy? Ale gdy ktoś nam zwróci uwagę, że takie mówienie go pomija – to wystarczy wysłuchać, przeprosić i starać się poprawić. I tyle. Nie atakować, nie mówić o wymysłach ani roszczeniowości. To nie jest żaden sąd ani banicja – chodzi wyłącznie o wysłuchanie głosu grup, którym przez lata głos zabierano. O zrobienie im przestrzeni. Jak trafnie powiedziała Kasia Koczułap, edukatorka seksualna – prawa człowieka to nie tort, wystarczy dla wszystkich.

Słowo „kobieta” nie jest więc zabronione. Jestem kobietą, podobnie jak każda inna kobieta – z macicą czy bez, cispłciowa czy transpłciowa. Dzień Kobiet jest zupełnie ok. Niestety, jego zwyczaje potrafią być bolesne dla osób niebinarnych czy transpłciowych. Jeśli osoba niebinarna czy transpłciowa dostanie życzenia albo kwiatka na Dzień Kobiet w pracy czy na ulicy, bo „wygląda” jak kobieta, może to spowodować pogłębienie się jej dysforii płciowej. I takich głosów także nie można ignorować – wyczulają nas na perspektywę, której mogliśmy nie znać lub nawet nie podejrzewać. To nie jest uderzanie w Dzień Kobiet czy kobiety – to zwracanie uwagi na to, że nie zawsze stereotypowo „kobiecy” wygląd oznacza bycie kobietą.

Z tego powodu cierpią także cispłciowe kobiety – co rusz słyszymy, że jesteśmy niewystarczająco „kobiece”, jeśli mamy krótkie włosy, przeklinamy albo palimy papierosy. Nagle okazuje się, że wyznacznikiem kobiecości nie jest już macica, tylko niepalenie papierosów. A jeszcze kilkanaście lat temu było nią noszenie sukienek, a kobiety w spodniach były „niekobiece”. Trochę arbitralna ta kobiecość, nie uważacie?

Co jest kobiece? To, co robi kobieta. Kobieta pali papierosy – więc to jest kobiece. Kobieta nosi spodnie – więc to jest kobiece. Kobieta krzyczy „wypierdalać” na proteście – i to jest kobiece. To my sprawiamy, że coś jest kobiece.

To kobiety tworzą to, co jest kobiece, a nie jakieś totalnie stereotypowe wyznaczniki kobiecości tworzą nas jako kobiety. I dotyczy to tak samo kobiet transpłciowych, jak i cispłciowych.

To nie macica sprawia, że jestem kobietą. To nie sukienka to sprawia. To nie niepalenie papierosów to powoduje. Mogę nie golić nóg, nie malować się, nie mieć sutków – a być kobietą. Nikt lepiej ode mnie nie wie, kim jestem i co czuję. Dzień Kobiet to mój dzień – bo jestem kobietą. A nie dlatego, że ktoś uznał, że wyglądam mu jak kobieta, więc mi wręczy kwiatek.

Czy można być oskarżonym o transfobię, bo użyło się słowa „kobieta”?

Czy można więc być oskarżonym o transfobię, bo użyło się słowa „kobieta”? Nie. Nigdy nic takiego nie miało miejsca na lewicy. Można za to być oskarżonym o transfobię, gdy ucisza się głosy osób niebinarnych i transpłciowych; gdy nie chce się wysłuchać ich perspektywy i jej uwzględnić; gdy wyklucza się dyskryminowaną grupę i wspiera ruchy, które jawnie w nią uderzają. I o to jest oskarżana asystentka społeczna posła Koniecznego. Nikt nigdy nie miał za złe używania słowa „kobieta”, bez jaj. To jest zwyczajna manipulacja.

Dla osób, które nie orientują się w temacie: kilka dni temu okazało się, że asystentką społeczną Macieja Koniecznego, posła z Lewicy, jest kobieta, która od kilku miesięcy prowadzi nienawistną narrację wobec osób transpłciowych i niebinarnych. To osoba, która popiera jawnie transfobiczne działania Koalicji LGB gejów i lesbijek odcinających się od osób transpłciowych. Na ich stronie znajdziemy typowo prawicową retorykę przeciwko „ideologii gender”, „orwellowskiej nowomowie” i „fanatyzmowi lewicy”, a także twierdzenia, że niebinarność jest głęboko zakorzeniona w mizoginii. Identyczne tezy, jakie prawica wysuwa pod adresem gejów i lesbijek, Koalicja LGB wysuwa pod adresem osób transpłciowych.

Nic dziwnego: Koalicja powstała w ramach kampanii brytyjskiej organizacji LGB Alliance. LGB Alliance ma bezpośrednie powiązania z organizacjami antyaborcyjnymi i anty-LGBT+. W istocie działa przeciwko prawom człowieka.

Takie poglądy popiera asystentka społeczna Macieja Koniecznego. W komentarzach pisze o „helikopterze bojowym” jako kolejnej płci – co stanowi znany żart transfobicznej prawicy. W wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” przedstawiała transpłciowe osoby jako rywalki kobiet, które „spychają je z ławki obywatelskiej” i każą rezygnować z mówienia o sobie. Dokładnie w taki sam sposób w latach 80. w USA białe feministki sprzeciwiały się czarnym feministkom, które zaznaczały, że perspektywa białej kobiety z klasy średniej nie jest uniwersalną perspektywą kobiecą i że czarne kobiety także powinny mieć przestrzeń w ruchu feministycznym.

Otóż perspektywa cispłciowej lingwistki i polityczki nie jest jedyną perspektywą w dyskusji o aborcji. I nie może być jedyną.

Osoby transpłciowe i niebinarne np. Maja Heban, Sawa Bezrodny czy osoby związane ze Stop Bzdurom, zwróciły uwagę, że to jest dla nich krzywdząca asystentura. Ale poseł Konieczny – którego szanuję za działania na rzecz pracownic i pracowników, więc tym bardziej jestem rozczarowana – nie zdecydował się zakończyć z nią współpracy. Z jej strony nie pojawiły się przeprosiny, poseł Konieczny brnął dalej i ją bronił. Dołączył do niego Adrian Zandberg – bo wiadomo, że głosy cispłciowych mężczyzn zawsze są absolutnie konieczne w sprawach dotyczących cispłciowych i transpłciowych kobiet. Ich posty wskazują tylko na to, że nie przeczytali głosów osób skrzywdzonych, które wprost mówiły, co dla nich jest bolesne. Tak wygląda dyskryminacja – można po prostu zignorować głos tych, którzy nie mają wielkiej platformy do wykrzyczenia, nie zasiadają w sejmie i nie są zapraszani do bycia asystentką społeczną posłów. Można odebrać im prawo do głosu, nie robiąc nic.

Tylko Agnieszka Dziemianowicz-Bąk napisała na Twitterze: „Nie ma tęczy bez litery T”, stając po stronie osób wykluczanych – jako jedyna z Lewicy.

Transfobia to przemoc. Hejt to przemoc

W międzyczasie do sieci zaczęło wypływać coraz więcej hejterskich, obrzydliwych treści z komentarzy czy zamkniętych grupek, w których pisano o tym, co zrobiono by transfobom i transfobkom. TVP z radością wykorzystało to w swoim materiale, by ukazać agresję osób transpłciowych. Tyle że to znów manipulacja i tworzenie wizerunku krzywdzonej grupy jako krzywdzącej – Maja Heban, transpłciowa aktywistka, która od początku nagłaśniała tę sprawę, powtarzała wielokrotnie, że prosi swoich obserwatorów o niewysyłanie takich wiadomości i niepisanie takich treści. Co więcej, jest mnóstwo osób, które od początku w długich postach i komentarzach tłumaczyły, co je boli. Ich komentarze są usuwane, a głosy ignorowane – bo nie mają takich zasięgów jak posłowie czy Instagramowe aktywistki. I zamiast wejść z nimi w dialog, wysłuchać, porozmawiać – posłowie i Instagramowe aktywistki wolą pokazywać hejty, a ich ignorować. To również manipulacja – i odbieranie głosu oraz wykluczanie z dyskusji osób, których sprawa dotyczy.

Anton Ambroziak 14 stycznia na Facebooku napisał:

„Nie mieści mi się w głowie, że dorosła osoba zabierająca głos w tak wrażliwym temacie może nie być świadoma, że „hejt” (btw, nie wiem czy to słowo ma jeszcze jakieś znaczenie w języku polskim), który teraz dostaje pochodzi nie od "aktywistycznego trans lobby" (swoją drogą to kolejna fantazja, której nie powstydziłaby się Kaja Godek), ale od transdzieciaków, które podobne teksty traktują jako existential threat. I nie, to nie jest pochwała internetowych rajdów, bullyingu, cancel culture or whatever. To tylko świadomość, że na przeciwko blogerki, która traci followersów i dostaje kilka przykrych wiadomości, stoją dzieciaki, które spotykają się z transfobią (i przemocą) w domach, szkołach, na ulicach, w mediach społecznościowych i tradycyjnych. Chylę czoła, że mimo kryzysów psychicznych czy dramatycznych wyborów między przemocowym domem, a bezdomnością, nie godzą się na "minimum", ale krzyczą: "CHCEMY CAŁEGO ŻYCIA".

W rozmowie z Niną Kutą, transpłciową aktywistką, na pytanie o te hejty usłyszałam:

„W żadnym z tych tekstów nie pojawia się nazwisko osoby, która by takie rzeczy mówiła. Zawsze to jacyś anonimowi „trans aktywiści z grup internetowych”, którzy podobno cenzurują określenie „kobieta”. Cóż, ja jestem trans aktywistką, jestem też na grupkach internetowych – i nie mam absolutnie żadnego problemu ze słowem „kobieta”. Sama nią jestem. Chodzi tylko o przypominanie, że osoby, które nie są kobietami, a mogą zajść w ciążę – istnieją.

Natomiast tego typu hiperbolizowanie, przekręcanie czy karykaturyzowanie postulatów osób trans to ponownie działania znane nam ze strony prawicy, która wielokrotnie – jeśli chodzi o postulaty społeczności LGBT – sprowadza je albo do równi pochyłej („Po ślubach jednopłciowych czas na śluby ze zwierzętami”), albo zmyśla postulaty nie wiadomo skąd (jak lekcje masturbacji WHO).

To forma przedstawiania osób trans jako irracjonalnej mniejszości zagrażającej kobietom, „spychającej kobiety z ławki obywatelskiej” czy toczącej wojnę z kobietami. Nic z tych rzeczy nie ma żadnego związku z prawdą”.

undefined

Szczerze mówiąc, nie dziwi mnie, że TVP z radością przyłączyło się do ataku na osoby transpłciowe. To kontynuacja ich nagonki na osoby LGBTQ. Natomiast dziwi mnie, że pod ich dyktando chodzą posłowie Lewicy. Panowie, czy gdyby wasza asystentka miała jawnie antysemickie wypowiedzi, bronilibyście jej? Uciszalibyście lub ignorowalibyście głos Żydów, którzy wprost mówią, że to ich krzywdzi?

To nie wy decydujecie, co jest krzywdą dla grupy wykluczanej, jeśli nie jesteście jej częścią. Bo to nie wy odczuwacie tę krzywdę. To nie wy cierpicie, to nie Wasze życie jest tu narażane. Od dwóch lat powtarzacie to przeciwko PiS-owi i ich nagonce na osoby LGBTQ. Po czym robicie to samo w kwestii osób transpłciowych.

Wysłuchajcie Mai Heban, Niny Kuty, Sawy Bezrodnego, którzy wprost mówią o tym, dlaczego decyzja Koniecznego i cała ta dyskusja ze strony Lewicy jest dla nich bolesna i krzywdząca. Zajrzyjcie na Instagramy Stop Bzdurom, queer_alice, wstyduniemasz, grymuar, mala.anarchia, charka_rozlanie, tawszan. A także pracownic seksualnych, które mówią o tym, jak asystentka społeczna Koniecznego kręciła nagonkę i na nie, np. kitty_tease, poorlittlebitcxgirl_ czy  trampovitz albo do kolektywu Sex Work Polska.

A do wszystkich osób transpłciowych i niebinarnych – wspieram Was mocno. Zawsze znajdziecie mnóstwo ciepła i serca w kolektywach, jak Grupa Nieustającej Pomocy, Fundusz Milo czy Niebinarne Ciepło. Nigdy nie będziecie szły same.

undefined

Dziękuję Sawie Bezrodnemu za sprawdzenie tego tekstu.

Jeśli osoba transpłciowa chciałaby wypowiedzieć się w temacie, łamy WTV.pl są dla Was otwarte! Napiszcie do mnie na mail maja.stasko@iberion.pl, albo zwróćcie się do mnie na Facebooku lub Instagramie.

Podobne artykuły

W jednym z mieszkań w Międzyborzu policja odkryła zwłoki kobiety. Obok niej znajdowała się dwójka dzieci

Polska

Rodzeństwo zamknięte w mieszkaniu ze zmarłą matką. Dramat w woj. dolnośląskim

Czytaj więcej >

Polska

Lubelskie. Nie żyje 24-letni motocyklista, policja wydała apel

Czytaj więcej >
ARKADIUSZ ZIOLEK/East News - zdjęcie ilustracyjne

Polska

Tragiczne skutki sobotniej burzy. Zniszczenia widoczne są w całej Polsce

Czytaj więcej >

Polska

Silne burze i deszcz w całej Polsce. IMGW wydało ostrzeżenia

Czytaj więcej >
W sobotę wieczorem w Poznaniu doszło do tragicznego wypadku. Nie żyją dwie osoby

Polska

W Poznaniu w aucie spłonęły dwie osoby. Wcześniej kierowca uderzył w słup trakcyjny

Czytaj więcej >
W Czaczu w Wielkopolsce służby wezwane zostały do samobójcy

Polska

Samobójstwo 27-latka w Czaczu w Wielkopolsce. Mężczyzna powiesił się na drzewie

Czytaj więcej >