wtv.pl > Wywiady > Tak wam zależy na życiu? Oddajcie mi moje. Od 17 lat opiekuję się dzieckiem z niepełnosprawnością. Nie mam czasu, pracy, życia prywatnego
Maja Staśko
Maja Staśko 19.03.2022 08:26

Tak wam zależy na życiu? Oddajcie mi moje. Od 17 lat opiekuję się dzieckiem z niepełnosprawnością. Nie mam czasu, pracy, życia prywatnego

wtv
WTV.pl

– Gdy lekarz zobaczył mój płód, zapytał: „Co by pani zrobiła, gdyby dowiedziała się pani, że urodzi niepełnosprawne dziecko?”. Odpowiedziałam bez wahania: „Usunęłabym, ponieważ mam dopiero 20 lat. I mam do tego prawo” – opowiada nam Marta. – Lekarz zamilkł. Gdy po porodzie zobaczyłam swoje dziecko, doznałam szoku.

Wodogłowie, dwie wady serca, deformacja ręki. Brak kości przedramienia i stawu nadgarstka, jedna ręka dwukrotnie krótsza od drugiej.

To o tych wadach płodu nie opowiedział Marcie lekarz.

–  Gdy patrzyłam na swojego syna, ciekły mi z oczu łzy. Każda z nas marzy o słodkim, zdrowym bobasku. Ja trzymałam w rękach chore, niepełnosprawne dziecko. I myślałam tylko o trzech rzeczach: nigdy nie będzie jeździł na rowerze; nigdy nie będzie miał żony; nigdy nie będzie pracował. Nie mogłam się z tym pogodzić.

Widziałam matki ze swoimi dziećmi na sali poporodowej i chciałam odciąć rękę ich dziecku, aby dać mojemu

Marta doznała depresji poporodowej. Nie potrafiła karmić syna w szpitalu.

– Widziałam matki ze swoimi dziećmi na sali poporodowej i chciałam odciąć rękę ich dziecku, aby dać mojemu. On był taki mały, niewinny. Nie zasłużył na ten los. Odebrano mi nie tylko możliwość do zdecydowania o swoim ciele, odebrano mi także możliwość leczenia w łonie matki.

Marta urodziła Oskara w 2004 roku. To 10 lat od wejścia w życie Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1993 roku (Dz.U. z 1993 r. nr 17, poz. 78). Ustawa dopuszczała aborcję w trzech przypadkach: gdy ciąża zagrażała życiu kobiety, gdy powstała w wyniku przestępstwa (np. zgwałcenia) lub gdy badania prenatalne czy inne przesłanki medyczne wskazywały na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu.

Marta miała prawo do informacji na temat rozwoju płodu. Miała też prawo do legalnej aborcji.

Lekarz nigdy nie poniósł konsekwencji tego, co zrobił.

Przestałam być człowiekiem, kobietą, pracownicą. Od tego momentu byłam już tylko matką dziecka z niepełnosprawnością

– Tego dnia moje życie zmieniło się diametralnie. I już nigdy nie wróciło do normy – opowiada nam Marta. – Bardzo szybko zrozumiałam, że to nie ma nic wspólnego z ochroną życia. Bo gdy synek mi się urodził, to wszystkich obrońców życia nagle przestał obchodzić. Zniknęli, żyjące dziecko nie było dla nich ważne. Oni nie bronią życia, tylko je odbierają i niszczą. Zniszczono mi życie – a także mojemu synowi.

Marta przez całe życie była wzorową uczennicą. Same piątki i szóstki. Jeździła po Europie, poznawała ludzi, ćwiczyła języki. Od razu po liceum poszła na studia – politologia. Planowała pracować w instytucjach międzynarodowych.

– Wszystkie plany w jednej sekundzie legły w gruzach. Przestałam być człowiekiem, kobietą, pracownicą. Od tego momentu byłam już tylko matką dziecka z niepełnosprawnością. Zawsze musiałam być w pogotowiu, 24 godziny na dobę. Jako mama dziecka z niepełnosprawnością jestem jednocześnie pielęgniarką, nauczycielką, psycholożką, księgową, menadżerem... Ale dla wielu ludzi – nierobem i pasożytem.

Nagle znalazłam się w położeniu, że nie mam co włożyć do garnka

Po porodzie syna zamieszkała ze swoim mężem. Niedługo później mąż zaczął ją bić i gwałcić. Marta nie była w stanie się sama utrzymać – musiała zajmować się dzieckiem z niepełnosprawnością, a wszystkie prace, jakie podejmowała, nie wystarczały na życie jej i syna. Mąż zarabiał lepiej. Lubił też to podkreślać – wydzielał jej każdą złotówkę. Zdarzało się, że nie miała na kromkę chleba. Głodowała.

Oczywiście, zgłaszała przemoc męża na policję, ale to nic nie dawało. Podobnie jak Niebieska Karta. W końcu zapisała się w kolejce do mieszkania socjalnego, by zyskać niezależność. Na inne nie było jej stać.

Czekała na nie osiem lat.

– Osiem lat maltretowania, gwałtów i upokorzeń. Nikt mi nie pomógł. Nikt, żaden “obrońca życia”, który uwielbia wycierać sobie gębę dziećmi z niepełnosprawnościami. Także moim dzieckiem. To, co przeżyliśmy, było piekłem. A gdy się wyprowadziłam, też nieraz ledwo starczało nam na życie. Ale by nie utracić zasiłku, nie mogłam podejmować pracy. Musiałam żyć w biedzie. Wychowałam się w dobrych warunkach, moi rodzice zawsze mieli pieniądze, jeździłam po Europie. I nagle znalazłam się w położeniu, że nie mam co włożyć do garnka. Zdarzało się, że musiałam oddać coś do lombardu, żeby mieć pieniądze na dojazd do szpitala z synem. Czasem mam wrażenie, że to jakiś upiorny sen. Że ktoś się nad nami po prostu znęca.

Żadnemu rodzicowi nie życzę, by usłyszał od swojego syna, że znów ktoś go pobił albo nękał, bo jest niepełnosprawny

Marta spędziła pół życia w szpitalach z synem. Trzy razy zmieniała mu przedszkole. Cztery razy – szkołę. Z powodu dyskryminacji.

– Żadnemu rodzicowi nie życzę, by usłyszał od swojego syna, że znów ktoś go pobił albo nękał, bo jest niepełnosprawny. „Ch*joręki, jednoręki bandyta”. Chce się wyć na cały świat. Rozszarpać każdego, kto tknie wasze dziecko.

Kilka lat temu lekarz w Paley Instytute na Florydzie zapowiedział, że potrafiłby wydłużyć rękę chłopaka i sprawić, że ten będzie samodzielnie funkcjonował. To kosztuje 300 tys. zł. Marta od ponad dwóch lat prowadzi zbiórkę na ten cel. Opowiedziała nam o niej TUTAJ. Mówiła wtedy:

– Jako matka jestem naprawdę upokorzona. Moja duma leży już dwa metry pod ziemią. Straciłam honor i szacunek do siebie, prosząc o pomoc obcych ludzi, znajomych. Jest mi głupio i wstyd, że muszę żebrać. Bo państwo nie pomaga. Chcę zrobić tę operację, by Oskar był sprawny i miał normalne życie. A ja bym zajęła się swoim życiem.

Tagi: Aborcja