wtv.pl > Tylko u nas > Kochasz dziecko, które chce się zabić
Maja Staśko
Maja Staśko 19.03.2022 08:57

Kochasz dziecko, które chce się zabić

śmierć
Archiwum prywatne bohaterki ze szpitala

Wrócił ze szkoły do domu i poszedł się kąpać. Zawołał, czy podam mu telefon.

Weszłam do łazienki. Był cały we krwi. Złapałam go za ręce i zaczęłam płakać. A on, jakby nigdy nic, powiedział: „Mamuś, nie płacz, nic się nie stało, czemu płaczesz?”.

Dopiero lekarz mi wytłumaczył, że mózg tak reaguje w sytuacji traumy. Jakby się odcinał. Mój syn z pociętymi rękoma nie wiedział, co się stało.

Codziennie daję mu całusa na dobranoc. Codziennie go przytulam i mówię, że go kocham. Zawsze mieliśmy bardzo dobry kontakt, o wszystkim rozmawialiśmy. Nie wiem, dlaczego to zrobił.

Pękło mi serce.

Link do zbiórki TUTAJ.

Nie wiedziałam, czy przetrwa

„Pacjent do tej pory niehospitalizowany psychiatrycznie. W marcu b.r. podjął próbę samobójczą przez zażycie leków, trafił na toksykologię, a stamtąd do domu. W wywiadzie przyjmowanie różnych substancji psychoaktywnych, dzisiaj pod wpływem alkoholu dokonał nacięć na przedramionach, zaopatrzonych w SOR. Kwalifikuje się do leczenia w Oddziale Psychiatrycznym dla dzieci i młodzieży w Gdańsku. Nadużywanie substancji psychoaktywnych, Osobowość nieprawidłowo kształtująca się F19/F60”

„Rana ręki – okolice nadgarstka ok. 4 cm oraz grzbietu dłoni (I/II palec) ok. 3 cm”.

- To był najgorszy moment mojego życia – mówi Monika. – Nie wiedziałam, czy przetrwa. Moje jedyne dziecko.

Szpital? Brak miejsc dla dzieci

- Na SOR-ze lekarz zaszył rany - mówi Monika. - ,,Proszę zmieniać opatrunki i iść na kontrolę do lekarza rodzinnego”. A ja do niego: ,,Słucham?”. Odparł, że więcej nic nie zrobi – i mam iść do domu. Więc ja powiedziałam, że mogę iść do domu, ale syn zostaje i niech sobie robią, co chcą, bo ja go nie wezmę w takim stanie do domu. Czekaliśmy więc na konsultację psychiatry. Gdy przyszła, powiedziała mojemu synowi, że dostanie w szpitalu leki wyciszające. Syn wtedy wybiegł z SOR-u, a ja za nim, próbując go złapać. Dogoniłam go, on do mnie, że się boi, ma lęki, on nie chce do psychiatryka. On tam nie wytrzyma. Uprosiłam go, abyśmy wrócili, że mu pomogą. W międzyczasie dzwonił lekarz z SOR, że zaraz będzie karetka. Ale na pytanie, gdzie karetka, pielęgniarki się śmiały: „Jaka karetka?”. I tak siedzieliśmy od 20:00 do 3 nad ranem, a karetki nie było. Nie przyjechała.

- Na drugi dzień dzwoniłam do szpitali, ale nie było w nich miejsc - mówi Monika.

“Dwa razy dziennie dziecko otrzymuje informację, że nie ma dla niego miejsca w naszym szpitalu”

- W kwietniu i maju 2020 roku nasz szpital był zamknięty z powodu kwarantanny spowodowanej przez pandemię koronawirusa – mówi Michał Orłowski, Rzecznik Prasowy Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku, do którego zgłaszała się Monika. – Nie było przyjęć, Izba Przyjęć była zamknięta, personel i pracownicy administracyjni szpitala na kwarantannie mieszkali przez ten czas w szpitalu.

Zapytałam, jak często brakuje łóżek dla młodych pacjentów.

- Wstrzymanie przyjęć na oddziale dziecięco-młodzieżowym ma miejsce bardzo często – otrzymałam odpowiedź mailową. W trakcie rozmowy telefonicznej rzecznik przekazał mi, że blokady miejsc w szpitalu są średnio dwa razy dziennie. I że w szpitalach psychiatrycznych dla dzieci to nic niezwykłego, że brakuje miejsc.

Dwa razy dziennie jakieś dziecko otrzymuje informację, że nie ma dla niego miejsca w tym szpitalu.

“Gruby, spaślak, tłuścioch”

- Zaczęło się w szkole: gruby, spaślak, tłuścioch – opowiada Monika. – Zwłaszcza na wf-ie. Naśmiewali się z jego piersi, że ma jak baba. Potem trądzik młodzieńczy. Gnębienie, wyłudzanie pieniędzy, które dawałam mu na drożdżówkę. A nam się nie przelewa, to dla mnie nie było mało.

- Dowiedziałam się o tym wszystkim po czterech miesiącach, gdy zaczął wagarować i spóźniać się do szkoły. Bał się tam chodzić – dodaje kobieta. I mówi:

- W szkole miał ataki paniki. Za duże zbiorowisko – i od razu, poty, ból głowy i lęki. Nie mógł się w szkole swobodnie wypowiedzieć. Sam na sam z nauczycielem odpowiadał na pytania na czwórki i piątki, a w klasie na sprawdzianie – jedynki i dwójki.

- Chodził do dobrej szkoły, o której marzył. Przez nękanie i depresję musiał ją zmienić. Obecnie chodzi zaocznie do liceum, nie ma tam znajomych, nie będzie miał studniówki. Czuje, że przez swoją chorobę stracił szanse na bycie żołnierzem.

- Do tego zakochał się, ale dziewczyna z nim zerwała. Dostał na urodziny wymarzone PS4. Jechał do wujka na wakacje, ale zapomniał zabrać walizki z autobusu. Ukradli mu to PS4. Załamał się, wszystko się na niego zwaliło. Każdy ma gdzie indziej granice wytrzymałości. Mój syn miał tutaj.

- Szukałam pomocy, oczywiście, że szukałam – odpowiada Monika, gdy o to pytam. – Wizyta u psychiatry, 15 minut: 200 zł. I tylko przytakiwanie, i znowu co miesiąc ta sama recepta. Terapeuci: 170 zł za posiedzenie, a na koniec: „Nie wiem, czy pomogę, bo jestem od nałogów, ale proszę przyjść za tydzień i znów zapłacić 170 zł”.

- Walczyłam, jak mogłam. Ale sama nie uchroniłam mojego dziecka przed próbą zabicia się. Najpierw pierwszą, potem drugą. Za drugim razem podciął sobie ręce, o tym już mówiłam.

A pierwsza?