wtv.pl
183418862 308658697293800 8577562751449373690 n

centerofthebelarusiansolidarity

“Jak tylko wrócę, od razu trafię do więzienia”. Białorusini uciekli do Polski i opowiedzieli nam swoje historie [REPORTAŻ]

7 Maja 2021

Autor tekstu:

Jan Kietliński

Udostępnij:

Tęsknią, płaczą, starają się przetrwać. Są młodzi i wykształceni. Nie planowali wyjeżdżać z kraju, który kochają. Mowa tu o Białorusinach, którzy pod wpływem prześladowań i represji ze strony władzy byli zmuszeni uciec z ojczyzny. Dzisiaj po raz pierwszy odważyli się opowiedzieć swoją historię.

Żodzino, komisariat policji pod Mińskiem. Kilkanaście osób tłoczy się w celi przeznaczonej dla czterech. Ciężarówki z aresztowanymi protestującymi co chwila parkują pod tym i innymi komisariatami. Po pewnym czasie w celach brakuje już miejsca w środku, ale nikt się tym nie przejmuje. Autorytarna władza szybko znajduje rozwiązanie. Pada decyzja o przetrzymaniu pozostałych przez 14 dni na zewnątrz, pod płotem.

- Zatrzymano mnie na dwa tygodnie do aresztu. Mnie, mojego chłopaka i moich przyjaciół. Wychodziliśmy na protesty i byliśmy mocno zaangażowani w działalność opozycji - mówi 20-letnia J., białoruska uchodźczyni polityczna mieszkająca w Warszawie. Nie chce podawać swojego imienia. Boi się.

- Nigdy nie zapomnę tego, co mnie tam spotkało. Milicjanci cały czas mnie poniżali. Mówili, że ja i moja rodzina jesteśmy gównem, że to wstyd urodzić osobę taką jak ja. Powiedzieli, że mnie złamią, że poniosę konsekwencje za bunt - mówi z przejęciem dziewczyna.

“To były najprawdziwsze tortury”

W piątkowy poranek jesteśmy umówieni na rozmowę z N, studentką z Białorusi. W ostatniej chwili dziewczyna rezygnuje. Boi się, pomimo zapewnień o anonimowości. Nadal żyje w strachu przed tym, co może spotkać ją i jej rodzinę. Trudno jej się dziwić. Samo wspomnienie sposobów, jakimi milicjanci starali się wydobyć informacje od protestujących sprawia, że J. do oczu napływają łzy:

- Karaluchy biegały po ścianach celi. Od 6 rano do 22 nie mogliśmy usiąść na łóżku, mogliśmy siedzieć wyłącznie na betonowej podłodze. Toaleta była jedna, na środku przepełnionej celi - opowiada o warunkach panujących na komisariacie.

- Często na całą noc zostawiano otwarte okno, a w środku panowały ujemne temperatury. Nie mieliśmy kocy, marzliśmy okropnie. Prysznic pozwalano nam brać przez 10 minut, raz w tygodniu - opisuje drżącym głosem. 

- Zostawiali włączone światło na całą noc. Mimo wycieńczenia tak ciężko było zasnąć. Dodatkowo ze wszystkich cel przez całą noc słychać było płacz, zawodzenie. Wyobraźcie sobie, jakie to tortury, w smrodzie i hałasie. Policjanci doskonale wiedzieli, jak niszczyć ludzką psychikę. W celach było też wiele wysoko wykształconych osób, czasem z dwoma tytułami. To dla władzy bez znaczenia. Co poniedziałek o 6 rano kazano nam śpiewać hymn o Łukaszence - mówi J.

“Łukaszenka jest jak Słońce. Każdy wie, że jest i świeci”

Pomimo strachu na rozmowę zgodził się A., pracownik Centrum Białoruskiej Solidarności. Ta niedawno powstała warszawska instytucja z siedzibą przy ulicy Oleandrów 6 zajmuje się pomocą i rozprzestrzenianiem informacji na temat sytuacji Białorusinów w Polsce i w ojczyźnie. Mimo wszystko, mężczyzna nie chce pokazywać twarzy ani zdradzać swojej tożsamości. On też się boi.

- Wiele osób do sytuacji Białorusi podchodzi w sposób Orwellowski, jakbyśmy przez lata żyli niczym trybiki w maszynie. To błąd, bo do 2020 r. niewiele osób przejmowało się polityką Łukaszenki. Dla większości on był jak Słońce. Był sobie i świecił, a wpływu na jego istnienie nie miał nikt. On sam politykę prowadzi nie myśląc o konsekwencjach, jakby każdy dzień był jego ostatnim - mówi mężczyzna.

- Żeby dobrze wyobrazić sobie białoruską sytuację, należy zwrócić uwagę na to, że jeszcze kilka lat temu młodych ludzi nie interesowała polityka. Białoruś była stabilna, ludzie rzadko emigrowali. Dlatego ludzie zaangażowani w politykę widzieli taki ideał w Unii Europejskiej. To właśnie od takiego podejścia zaczęły się protesty, coraz więcej osób chciało iść w stronę UE, a nie Rosji. Oczywiście skończyło się to brutalnymi protestami, a Białoruska stabilność się skończyła. Dopiero teraz zaczyna się emigracja, a jest ona wymuszona. Ludzie nie myślą o pieniądzach, a o wolności. Nigdy do tej pory nie myśleli o wyjeździe z kraju - opowiada.

Dla wielu Białorusinów wyjazd nie jest jednak samodzielną decyzją. Dotyczy to także naszej rozmówczyni, J:

- Przez 14 dni ja i mój chłopak byliśmy w areszcie. Po wyjściu byłam dwa dni na wolności. Prawnik powiedział mi, że dostanę dwa lata więzienia, bo przeczytali moje smsy o protestach. Spojrzałam na swojego chłopaka i powiedziałam: “musimy uciekać”. Jedyne samoloty, które tego dnia odlatywały, leciały na Ukrainę. Nie wiem jak, ale nam się udało. Teraz system dokumentowania protestujących jest znacznie szczelniejszy, mieliśmy dużo szczęścia - mówi J. 

- Na Ukrainie udało nam się dostać do programu edukacyjnego, który oferowała Polska. Dostaliśmy status uchodźców, nowe lokum. Trafiliśmy do Warszawy, wcześniej też mieszkaliśmy w stolicy kraju, więc znowu nam się poszczęściło - opowiada.

Tęsknota i morze wylanych łez

- Nie jest jednak idealnie. Dużo się uczymy, jest nam dość ciężko. Bardzo tęsknię za moją dużą rodziną, oboje tęsknimy. Nie możemy wrócić na Białoruś, wtedy od razu trafilibyśmy do więzienia - mówi J.

- Tęsknię za tanimi owocami i warzywami. Tu w Polsce wszystko jest drogie, nawet jak na zarobki. Na początku było nam ciężko, ale białoruscy wolontariusze nam bardzo pomogli. Mińsk to nasze miasto, jest wyjątkowe. Nie odbiega od żadnych europejskich stolic. Jednak nawet jedząc hipsterskie śniadanie w super modnym lokalu, którego nie powstydziłby się Londyn, nie możesz głośno mówić tego, co myślisz. Ciągle towarzyszy ci strach. Ciężko to wyjaśnić, po prostu przyzwyczajasz się do gryzienia się w język.

- Wiem jedno. Jak tylko coś się zmieni, a sytuacja będzie bezpieczna, od razu wrócimy na Białoruś. Najlepiej, jakby ktoś Łukaszenkę zastrzelił - komentuje J.

Białoruś - Polska. Spostrzeżenia emigrantów

Przez Polskę w ubiegłym roku przetoczyła się fala protestów przeciwko głośnemu zakazowi aborcji w przypadku wad letalnych płodów. Bardzo szybko wielotysięczne protesty przerodziły się w manifestacje przeciwko władzy, które podobnie jak na Białorusi były tłumione z użyciem siły. Mówiono np. o złamaniu ręki dziewczynie odpowiedzialnej za kanał wewnętrznej informacji między protestującymi. Wielu Białorusinów trafiło do Polski w samym środku tych zamieszek. Oprócz protestów, kryzys spowodowany pandemią COVID-19 nie ułatwia znalezienia pracy, z którą już wcześniej bywało ciężko:

- Większość Białorusinów, którzy teraz wyjeżdżają to wykształceni ludzie lub zdolni studenci. Zderzają się z tym, że w Polsce mogą liczyć głównie na pracę przy sprzątaniu, na budowie. Taki jest stereotyp pracownika ze Wschodu. Nawet osoby pracujące w HR od razu odmawiają białoruskim CV, bo myślą o procedurach, które trzeba przejść, aby zatrudnić Białorusina. Nie wiedzą o tym, że wiele z tych osób ma wizy humanitarne i może pracować bez żadnych zezwoleń! - tłumaczy.

- Jestem bardzo za polskimi kobietami. Dla mnie irracjonalny jest zakaz aborcji, te wszystkie rzeczy, które się tu teraz dzieją - wspomina pracownik Centrum Białoruskiej Solidarności.

- Nadużycia ze strony policji są niepokojące, natomiast to, co mnie najbardziej zastanawia, to fakt, że w Polsce ta władza została demokratycznie wybrana. Na Białorusi nie mamy na razie wpływu na to, kto rządzi. A Polacy tak. Mimo wszystko podjęli właśnie taką decyzję - dziwi się mężczyzna.

- Białoruś nie jest szczególnie religijnym państwem. Nie wyobrażam sobie, że Cerkiew na Białorusi mogłaby mieć taką władzę jak Kościół w Polsce. To dla mnie wielki szok, a to, że Kościół wpłynął na zakaz aborcji, to po prostu niebywałe - opowiada.

J. też ma swoje spostrzeżenia. Wyraźnie widzi różnice:

- W Polsce istnieje spory nacjonalizm, spotykamy się z tym. Z jednej strony władza bardzo nam pomogła, z drugiej podsyca dyskryminację wobec mniejszości - mówi dziewczyna.

- Każdy kraj ma swoje wady i zalety. Ja zupełnie nie rozumiem sytuacji z aborcją w Polsce. Brutalność policji jest tu znacznie mniejsza, ale jednak istnieje. Nie godzimy się na nią. Na Białorusi nie mówi się o tym, że Polska zmaga się z takimi problemami - wspomina.

- Nie zmienia to faktu, że po tym, co przeżyliśmy na Białorusi, sytuacje w Polsce nas nie przerażają. Mimo że nie powinny mieć miejsca. Polska to dla nas na ten moment bezpieczny przystanek. Obce miejsce, które na razie musimy nazywać domem - podsumowuje J., 20-letnia uchodźczyni polityczna z Białorusi.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat sytuacji na Białorusi, lub zaangażować się w pomoc - odwiedź stronę Centrum Białoruskiej Solidarności, lub konto na Instagramie: @voicefrombelarus.

Autor: Jan Kietliński

Redakcja: Maks Tomanek

Korekta: Maja Staśko

Pomoc w tłumaczeniu: Yaroslav Malinovskiy

Podobne artykuły

wtv.pl

Tylko u nas

Przemysław Stefaniak, były podwładny Moniki Pawłowskiej, komentuje jej odejście z Lewicy: "Nie ma kręgosłupa moralnego". Mówi też o znęcaniu psychicznym [WYWIAD]

Czytaj więcej >
Wyrzucenie uczennicy wywołało dyskusję w całym kraju.

Tylko u nas

Lewica staje w obronie uczniów prześladowanych w szkołach. Szczegóły porannej konferencji

Czytaj więcej >
Lena Salmi to emerytowana skejterka z Finlandii.

Tylko u nas

“Na deskorolkę nigdy nie jest za późno”. Kim jest Lena Salmi, skejterka emerytka?

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Opublikował zdjęcie bez koszulki. „Czy wy musicie wszędzie wstawiać swoje cycki? Myślicie, że ktoś dzięki temu się z wami umówi?”

Czytaj więcej >
17 maja Światowym Dniem Przeciw Homofobii, Transobii i Bifobii.

Tylko u nas

W Szwecji ksiądz z tęczowym ornatem, w Polsce walka z kolorową torbą. Dzisiaj Światowy Dzień Przeciwko Homofobii

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Piłkarze zarabiają miliony, a pielęgniarki i pracownice żłobków są na minimalnej krajowej. I to największa przegrana - polityków

Czytaj więcej >