wtv.pl
186556729 1160110501175074 7271368734103820352 n (1)

Fotografia autorstwa Huberta, bohatera reportażu

Imprezy, ścisk, bójki, brak maseczek i dystansu. Pierwszy weekend po luzowaniu obostrzeń (Reportaż)

17 Maja 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

15 maja o północy tłumy ludzi zdjęły maseczki, a knajpy oficjalnie otworzyły się na klientów. To efekt luzowania obostrzeń, które premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosili na konferencji 28 kwietnia. Imprezy w klubach, bójki, brak dystansu i maseczek, taniec i alkohol, a rano śmieci, butelki i wymioty – to sceny na ulicach polskich miast w ten weekend.

- Już o godzinie 18:30 były tłumy ludzi, bez maseczek, bez dystansu. Idąc Nowym Światem w Warszawie, widzieliśmy mnóstwo ludzi bez jakichkolwiek środków ostrożności. Na mnie i mojego przyjaciela patrzyli jak na dziwaków, bo szliśmy w maseczkach. Na Chmielnej puby miały pozajmowane wszystkie miejsca. Nam udało się znaleźć miejsce w kącie, ale dookoła nas stali ściśnięci ludzie. Niektórzy się śmiali, że nareszcie kończy się plandemia - mówi Kuba.

Tłumy bez maseczek, ludzie wchodzą na siebie, popychają się. Nic sobie nie robią z zastrzeżenia, że do baru trzeba wchodzić w maseczkach. Gdy barmani ich o to prosili, ci narzekali, że „po ch** to wszystko, przecież nic się nie stanie”.

- Z każdą minutą tłum rósł - opowiada Kuba. - Koło nas siedzieli obcokrajowcy. Był Włoch, który cieszył się, że wszystko wraca do normy, bo we Włoszech dalej „zmyślają z tymi obostrzeniami”.

Nad Wisłą puste butelki, wyzwiska, dym papierosowy, muzyka.

- Weszliśmy na barkę, postanowiliśmy kupić piwo. Pod barem ludzie praktycznie stali na sobie. Kupiliśmy piwo i wychodząc z barki, ocieraliśmy się o tańczących, pijanych ludzi.

Kuba jest już od kilku miesięcy zaszczepiony podwójną dawką Pfizera. Ale wielu młodych ludzi wciąż ma szczepienia przed sobą.

W sobotę bar przebił swój rekordowy utarg

Dominik jest jeszcze przed szczepieniem. Pracuje jako barman w knajpie w Katowicach. W sobotę bar przebił swój rekordowy utarg.

- Tłumy, kolejka do baru, człowiek przy człowieku na 20 metrów, zero maseczek, płynu do dezynfekcji. Po całej nocy ubyło w dystrybutorze może z 50 ml. Przerażające, wszyscy uznali, że to koniec pandemii - opowiada. I dodaje:

- Ale bardzo się cieszę, że mogłem wrócić do pracy. Przeżyłem 7 miesięcy praktycznie bez dochodu, bo przez ostatnie 7 miesięcy gastronomia nie dostała żadnej pomocy, pomimo tego, co rząd mówił w swojej telewizji.

Adam także mieszka w Katowicach. W sobotni wieczór poszedł na najbardziej imprezową ulicę Katowic, żeby spotkać się ze znajomą.

- Usiedliśmy raczej na uboczu – nie w samym sercu akcji. Nie czułem się dobrze. Ludzi było dużo, nikt nie miał maski. Zupełnie jakby rząd dekretem odwołał pandemię. „Szanowni państwo, 15 maja 2012 roku skończył w Polsce COVID-19”. Po jednym piwku pojechaliśmy do mieszkania. W pociągach i na dworcach tez większa dezynwoltura – przede wszystkim wśród młodych, prawdopodobnie jeszcze niezaszczepionych.

Jakby nie było żadnej pandemii

Olga jest motorniczą tramwaju z Poznania.

- Na miasto w większości jechali młodzi ludzie, wszyscy w wesołych nastrojach, większość mimo przebywania na zatłoczonym przystanku czy w tramwaju byli bez maseczek lub z zsuniętymi maseczkami . W Poznaniu popularnym miejscem na spotkania latem są miejscówki nad rzeką Wartą - i faktycznie, tam woziłam najwięcej osób. Z daleka widziałam, że są tam tłumy, było aż czarno. Kolejnym miejscem był Nocny Targ Towarzyski. Ludzie stali tam w gigantycznej kolejce już od około 18:00. Gdy przejeżdżałam tamtędy o północy, ludzie nadal stali w tej kolejce. Czułam się, jakby nie było żadnej pandemii, a zamiast 2021 był 2019 rok. Typowy imprezowy Poznań.

187813480 506279157068859 1301256944522583694 n

Zdjęcie tłumów pod Nocnym Targiem Towarzyskim w Poznaniu zrobione przez Olgę

Policjanci pod pomnikiem Syrenki wylegitymowali ponad 270 osób i zatrzymali 16

Hubert uczestniczył w imprezie po niedzielnym meczu Legii Warszawa z Podbeskidziem Bielsko-Biała (1:0).

- Gdy jechaliśmy z tatą na mecz, miałem atak paniki z powodu tłumów. Ale po meczu było już lepiej. To była feta mistrzowska Legii przy pomniku warszawskiej Syrenki, obok Mostu Świętokrzyskiego. Masa osób, przyśpiewki. Z jednej strony czułem radość i dumę, z drugiej trochę lęk, bo było bardzo tłoczno. Lęk bardziej wiązał się z moim charakterem niż z covidem. Jestem introwertykiem, nie przepadam za tłumami. Tata jest zaszczepiony, mama miała pierwszą dawkę, więc mam już mniejsze niż wcześniej obawy związane z wirusem.

Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, policjanci pod pomnikiem Syrenki wylegitymowali ponad 270 osób i zatrzymali 16 z nich. Huberta wśród nich nie było.

- Kilkadziesiąt minut czekaliśmy na przyjazd autokaru z drużyną. Gdy dotarli, świętowaliśmy razem z nimi. Byłem do 21:00, a potem drużyna odjechała i wróciłem do domu. Kiedy wracaliśmy z tatą z fety, widziałem, jak legitymują jedną panią.

186556729 1160110501175074 7271368734103820352 n (1)

Zdjęcie nadesłane do redakcji przez Huberta

187102354 1169737716771980 4703866222400305025 n

Zdjęcie nadesłane do redakcji od świadka zdarzeń, który wolał pozostać anonimowy

W czasach lockdownu zapomniałam, jak w nocy w weekendy bywa niebezpiecznie

- Byłam jedyna w maseczce, patrzyli na mnie jak na idiotkę. Jeden mądrala próbował na mnie nawet nakasłać. Podczas lockdownu nie bałam się wychodzić, a teraz to jest dramat. Każda ulica, każdy ogródek, bulwary, plaża nad Wisłą, rejsy wycieczkowe, party busy, wszędzie tłumy. Zero dystansu, zero maseczek. Trzymanie dystansu to była niezła akrobacja – mówi Kasia.

Z kolei Justyna około 22:00 wybrała się do McDonalds’a w Lublinie. Centrum było przepełnione imprezowiczami.

- Kolejka do Maka długa, ale wytrwale staliśmy na zewnątrz, by złożyć zamówienie - opowiada. - Gdy mój mąż wchodził do środka, wepchnął się przed niego mężczyzna. Krzyknęliśmy, że jest kolejka. A ten zaczął popychać męża i szykować się do bitki. Stanęłam przed mężczyzną, krzycząc, co on robi. Niestety, fakt, że stała przed nim kobieta, nie wstrzymało wybuchu agresji. Wpadła ochrona i zatrzymała mężczyznę. W czasach lockdownu zapomniałam, jak w nocy w weekendy bywa niebezpiecznie. Przeraziło mnie, jak wszyscy się rzucili na miasto. Ale sama też wyszłam. Mieszanka przedziwnych emocji. Szok.

Aż dziesięciu urazowych pacjentów trafiło do chirurga po jakiejś bójce czy nocnych ekscesach

Aleksandra pracuje w prywatnym szpitalu w dużej miejscowości. Nie chce podawać jej nazwy, ponieważ są jedyną prywatną placówką czynną w niedzielę i łatwo ją rozpoznać.

- W niedzielę po otwarciu lokali aż dziesięciu urazowych pacjentów trafiło do chirurga po jakiejś bójce czy nocnych ekscesach – mówi Aleksandra. – To jest bardzo dużo jak na fakt, że to niedziela, oraz że to prywatna placówka. Nie każdego stać, by wydać te 300 zł na konsultację lekarską i dalszą diagnostykę. Od każdego pacjenta czułam odór alkoholu. Od niektórych bije zupełny brak odpowiedzialności, umiaru i kultury. Żałosne.

Aleksandra od lutego 2020 r. nie była na żadnej masowej imprezie.

- Czas pandemii wzmógł moje ataki lęku i strach przed zamkniętymi pomieszczeniami, gdzie jest człowiek na człowieku. Czuję się bardzo źle na samą myśl o obcowaniu z masą pijanych, niebezpiecznych ludzi, bez żadnego dystansu. Przeraża mnie to – opowiada.

Wyjście na imprezę było okropnie nieodpowiedzialne, wstydzę się tego

Karolina jest przed pierwszym szczepieniem. Termin ma wyznaczony dopiero na czerwiec.

- Moje wyjście na imprezę było okropnie nieodpowiedzialne. Jak coś teraz złapię, to mogę o tym szczepieniu pomarzyć. A tak na nie czekałam – wyznaje. – Teraz się tego strasznie wstydzę. Byliśmy z ekipą w Planie B w Warszawie, gdzie dosłownie chwilę po północy były ogromne tłumy, więc uznaliśmy, że przejedziemy się do Baru Studio. Tam również dzikie tłumy, wszyscy – my również – bez maseczek, bo na zewnątrz po północy można było ich nie nosić. Do baru nawet nie próbowaliśmy się pchać, bo nie miało sensu stanie 20 minut w kolejce.

Karolina ze znajomymi poszła więc do sklepu monopolowego. Tam również tłumy. Wrócili do klubu, na parkiecie ludzie jeden na drugim, wszyscy mniej lub bardziej pijani.

- Miałam straszne wyrzuty sumienia – wyznaje Karolina. – Ciągle miałam w głowie to, że nie powinnam tego robić. Że tyle wytrzymałam bez klubów, więc może nie warto teraz wracać, bo nie wiadomo, ile to wszystko jeszcze potrwa. Rozumiem, że musieliśmy odreagować i okazja była idealna, bo letnia pogoda dawała nadzieję. Ale chyba odpuszczę sobie kluby, przynajmniej dopóki się nie zaszczepię, bo czwarta fala będzie szybciej niż nam się wydaje, a ja już nie wytrzymam gnicia w domu.

187331615 788953108477110 7435339340903960546 n

Zdjęcie przekazane do redakcji przez Karolinę

Zaczęło się odliczanie jak w Sylwestra do północy, kiedy przestaną obowiązywać maseczki

- Ludzie zachowywali się tak, jakby mieli kody na nieśmiertelność - mówi Chrystian. - Najbardziej zbaraniałem, kiedy zaczęło się odliczanie jak w Sylwestra do północy, kiedy przestaną obowiązywać maseczki. Na Wyspie Słodowej we Wrocławiu zagęszczenie ludzi jak na festiwalu muzycznym, na ulicach przy klubach tłumy. Poszedłem na plenerową imprezę do znajomych, ale im też się udzieliło. Jakby się wojna skończyła. Widać, że ludzie wyposzczeni, bo ilość bardzo pijanych i naćpanych ludzi na ulicach w okolicach rynku była porażająca. Do żadnego klubu czy baru nie wszedłem, bo nie szukam takich wrażeń nawet bez pandemii, ale patrząc na to, co działo się przed wejściami, można zakładać, że było grubo i bez zachowania jakiejkolwiek ostrożności. Wywoływało to u mnie niepokój i spory dyskomfort. Na jesień będziemy mieli skutki – mówi Chrystian.

- Sobotnie kolejki na Elektryków w Gdańsku były niewyobrażalne. Jechałam samochodem przerażona ilością ludzi, kolejka w obie strony aż do głównej ulicy. W Sopocie z kolei mieli otwierać ogródki. Wyszłam w trzech bluzach, żeby nie zmarznąć, a tam cały klub otwarty, gra didżej. Ludzie zachęceni tańcem nie będą stać na dworze i marznąć. Na wejściu ostrzeżenie, że płatność tylko gotówką. Były też „karty covidowe”, ale dostawała je może co piąta osoba, ludzie tam wpisywali, co chcieli, nieprawdziwe imiona i dane. Ja nie dostałam tej karty, zostałam po prostu wpuszczona przez ogródek na teren klubu – mówi Kaja.

186541786 318895883077211 3156569689154721935 n
186528873 4190649260979390 960211799793184892 n

Zdjęcia z Gdańska przekazane przez Kaję

Imprezy w weekend to porażka systemu w ostatnim roku. Wynikają z potrzeby odzyskania kontroli - bo przez ten rok ludziom ją odbierano

- Niesamowite tłumy, wszyscy jak wypuszczeni z klatki, efekt całkowitego zamknięcia ludzi na taki czas - mówi Julia. - Szczerze, potrzebowałam takiego wyjścia, poczucia normalności. Bardzo oczyszczające przeżycie. Czułam pierwszy raz od wakacji taki oddech. Ale jednak wycofaliśmy się ze znajomymi tam, gdzie stało mniej ludzi, bo na samych schodkach nad Wisłą był człowiek na człowieku, jak przed pandemią. Potem poszliśmy do knajpki w centrum, żeby ją wesprzeć po tak długim zamknięciu. I chociaż to kameralne i małe miejsce, to każde krzesło było zajęte, jak przed pandemią. Przynajmniej starszy miły pan właściciel zarobi.

- Ta celebracja końca pandemii przypomina mi sytuację, gdy w trakcie Sylwestra odliczamy sekundy do końca roku - mówi Joanna Brzezińska, psycholożka. - Jest coś takiego w naszych umysłach, że chcemy rzeczy dokończyć, dopełnić. Uruchamia się wtedy magiczne myślenie: skoro coś celebrujemy i ogłosimy koniec, to to się skończy. To daje poczucie wpływu.

- Badania z całego świata pokazują, że lockdown miał negatywny wpływ na zdrowie psychiczne, zwłaszcza w kwestii depresji i zaburzeń lękowych. Psychiatrzy i lekarze także mówią wprost o tym, że wzrosły kolejki w ich gabinetach w trakcie pandemii. Jest cały szereg problemów dotyczących jakości życia, które wywołała pandemia, takich jak mieszkanie w ciasnym mieszkaniu, nieustanne przebywanie z tymi samymi osobami w domu, nauczanie zdalne, problemy finansowe, niestabilność życiowa, zmiana mieszkania, problemy z kredytem... To często staje się nie do wytrzymania. Każdy ma prawo poczuć przytłoczenie i postępować w nieracjonalny sposób, gdy wszystko wokół się wali - mówi Joanna Brzezińska. I dodaje:

- Ludzie pragną odsapnąć, zapomnieć, bawić się. Powrócić do tego, jak było dawniej. I ten rytuał wyjścia na miasto, upicia się i imprezowania jakby pandemii nie było może pełnić taką funkcję. Niestety, to fałszywe wrażenie: pandemia wcale się nie skończyła i póki co nie kończy.

- Jako specjalistka zdrowia publicznego, która zajmuje się promocją zdrowia, jestem roczarowana niewykorzystaniem potencjału. Od roku zewsząd mamy tylko zakazy. Zamiast uczyć nas, po co nosimy maseczki, rękawiczki, jak się roznoszą wirusy, czego unikać - czyli jak mieć realny wpływ na pandemię - ludzie zaczęli się uczyć, jak uniknąć mandatu i zderzenia z władzą. Uczono się obchodzenia przepisów, jakbyśmy żyli w państwie totalitarnym, a nie racjonalnego zachowania w związku z zagrożeniem epidemiologicznym. To porażka systemu w ostatnim roku. Stąd się wziął głód ludzi i potrzeba odzyskania kontroli - bo przez ten rok skrupulatnie im ją odbierano - mówi Joanna Brzezińska.

Dawno nie czułam się tak wesoła i wyluzowana. Siedzenie w domu zniszczyło mnie psychicznie

- Impreza wyglądała dokładnie tak jak przed pandemią. Bardzo dużo ludzi, głównie młodzi, choć nie tylko. Parkiet był pełen – opowiada Natalia z średniej wielkości miejscowości na Lubelszczyźnie. Nie chce publicznie podawać nazwy miasta, żeby knajpa nie poniosła żadnych konsekwencji za to, że była tam impreza.

- Czułam się świetnie, przed wyjściem z domu bardzo się cieszyłam, że w końcu można poczuć się normalnie, a na miejscu zapomniałam ze kiedykolwiek przestało być - mówi Natalia. - To zamknięcie naprawdę źle wpływa na psychikę, a zdrowie psychiczne nie jest mniej ważne od fizycznego, po prostu. Dawno nie czułam się tak wesoła i wyluzowana jak tam wtedy. Ta energia i klimat, ludzie. Endorfiny!

- Mam już dosyć siedzenia w domu - wyznaje Wiktoria. - Przez pandemię jestem na antydepresantach, więc wyjście do ludzi dobrze mi zrobiło. Pandemia trwa już tak długo, a my mamy dosyć. To się odbija na naszej psychice. W nocy w centrum Wrocławia były tłumy. Bawiliśmy się wreszcie tak jak przed pandemią, ludzie nie utrzymywali żadnego dystansu, nie mieli maseczek. Dziwne uczucie: nagle pandemii jakby nie było. Z jednej strony byłam zła na to, że ludzi aż tak nie obchodzi, że jest pandemia. A z drugiej, poczułam szczęście: że może w końcu wszystko wróci do normy.

Spora szansa, że przez imprezy liczba zakażeń wzrośnie

Jak zaznaczają lekarze, przez imprezy, brak maseczek i dystansu świat może nie wrócić za szybko do normy. Udało mi się złapać w biegu na oddziale Zuzannę Lewandowską, lekarkę z Poznania.

- Nie wszyscy są wyszczepieni - najmłodsi poniżej 18 wcale, nieco starsi zwykle tylko jedną dawką, przez co jej skuteczność jest mniejsza - mówi Zuzanna. - Nawet pełne wyszczepienie nie daje 100% gwarancji niezachorowania, a tym bardziej nieprzenoszenia wirusa. Jest więc spora szansa, że przez imprezy liczba zakażeń wzrośnie. Istnieją wydarzenia nazywane superspreading events - to wydarzenia jak zbiorowska czy imprezy, które mogą wpływać na przenoszenie się wirusa w zastraszającym tempie. W dodatku wirus łatwo mutuje i nie możemy być pewni, że ktoś nie ma odmiany, na którą szczepionka nie działa. Są też osoby, które z powodu dzialania układu immunologicznego nie odpowiadają na szczepienia (niektóre bądź żadne) i często o tym nie wiedzą.

Ane, ratownica medyczna, przez cały okres pandemii edukowała o koronawirusie i szczepionkach na swoim profilu na Instagramie @ane_ratownica, wyznaje:

- Przez całą pandemie zachowuję w sobie dużo życzliwości do osób które mają zaskakujące zachowania i różne szczepionkowe wątpliwości - mówi Ane. - Mam do nich życzliwość i cierpliwość, żeby tłumaczyć i przybliżać temat. Ale chyba mi się właśnie w ten weekend skończyła życzliwość. A nawet chęć, żeby komukolwiek dalej pomagać i narażać swoje zdrowie.

Podobne artykuły

Społeczeństwo

“Odebranie refundacji leku to wyrok śmierci“. Po nacisku Amazonek i naszej interwencji Ministerstwo Zdrowia zrobi korektę programu

Czytaj więcej >

Społeczeństwo

NFZ będzie dzwonić do pacjentów, zachęcając do szczepienia? Są plany

Czytaj więcej >

Społeczeństwo

Telefon Zaufania Młodych. Bez koniecznej zgody rodziców, anonimowy i natychmiastowy

Czytaj więcej >