. ANDY RAIN/AFP/East News
Źródło: ANDY RAIN/AFP/East News
Wszystkie wideo autora Jan Hartman
Autor Jan Hartman - 2 Kwietnia 2021

Hartman: Przed kim klęczy Polak?

W ostatnim dniu marca odbył się na stadionie Wembley mecz (zresztą przegrany) Polska-Anglia. Mecz budził zainteresowanie nie tylko kibiców piłki nożnej, lecz także tych wszystkich, którzy chcieli zobaczyć, czy nasi zawodnicy, wzorem zawodników angielskich uklękną na jedno kolano przed rozpoczęciem spotkania.

Gest ten, praktykowany na stadionach bardzo szeroko w ramach akcji Black Lives Matter zainicjował działacz antyrasistowski i zawodnik z San Francisco Colin Kapearnick. Ostatecznie Polacy nie uklękli, lecz podobnie jak wcześniej Czesi stanęli z palcami skierowanymi na specjalne naszywki z napisem „Respect”, czyli „szacunek”. O ile mogłem się zorientować, w powszechnym przekonaniu było to dobre rozwiązanie. Sam również przychylam się do tej opinii. Klęczący na murawie Polacy wyglądaliby dziwnie i nieautentycznie. Nie ma u nas ani tradycji, ani takiej emocji, która mogłaby uczynić tak wymowny gest, jak przyklęk, spontanicznym i wiarygodnym. Wybrano gest alternatywny, bardziej stosowny w naszej kulturze. Nie mogę się jednak zgodzić z oświadczeniem PZPN, w którym czytamy, że piłkarze „zajęli neutralne i apolityczne stanowisko wobec inicjatywy Black Live Matter”. Wobec całego ruchu, czy wobec inicjatywy, jaką jest poprzedzanie meczów klękaniem? To nie jest jasne. I nie jest jasne, o co chodzi z tą apolitycznością. Sprawa rasizmu nie jest polityczna, lecz etyczna. PZPN nie powinien manifestować rezerwy wobec działań antyrasistowskich i stygmatyzować ich „politycznością”, która na gruncie polskim jest niemalże czymś niegodziwym. Można powiedzieć, że PZPN powiedział o jedno słowo za dużo.

Śmierć George`a Floyda, zamordowanego przez policjanta, otworzyła nowy, miejmy nadzieję, że ostatni rozdział w historii walki z rasizmem w USA. Black Lives Matter to bardzo ważna akcja i nikt nie powinien się od niej odcinać, jeśli jest człowiekiem dobrej woli. Nie odcinać się a uczestniczyć to jednak dwie różne rzeczy. Polacy nie mają powodu aktywnie się w nią włączać, bo po prostu prześladowania i dyskryminacja czarnoskórych obywateli przez państwo i jego służby siłowe to w ogóle nie jest polski problem. Z pewnością istnieje w Polsce rasizm i osoby czarnoskóre doznają wielu przykrości, a nawet napaści, lecz nie ze strony policji ani organów państwa. Zresztą takich osób jest w naszym kraju bardzo niewiele. W tym sensie sprawa nas nie dotyczy. A udawanie, że dotyczy nas tak samo – mianowicie tytułem solidarności – jest hipokryzją. Solidarność to jedno, a podzielanie wspólnego problemu to drugie. Gesty solidarności muszą mieć inną formę niż walka tych, z którymi się w ich walce solidaryzujemy. Kapearnick potrafił siedzieć przy odgrywaniu hymnu USA. Czy nasi zawodnicy mają go naśladować?
Klęczenie w geście solidarności to byłoby za dużo. Co więcej – zauważmy raz jeszcze – przyklęk byłby kulturowo nieadekwatny do sytuacji i niezrozumiały. Gest ten znaczy w różnych kulturach różne rzeczy i różne wzbudza uczucia. W Polsce wiąże się z kontekstem przysięgi, bądź modlitwy. Klęczy się przed Bogiem (na przykład w świątyni), przed zwierzchnikiem, któremu składa się przysięgę na wierność ojczyźnie oraz przed kobietą, której przysięga się miłość i wierność po grób. Takie są konteksty i nie ma ani powodu, ani specjalnych szans na to, aby ten katalog rozszerzać. Anglosaski przyklęk może się bardziej kojarzyć z historycznym znakiem szacunku wasala (rycerza) wobec swego seniora (księcia) i dlatego Anglicy i Amerykanie łatwiej mogą ten gest połączyć z szacunkiem (w odróżnieniu od czci oraz świętości przysięgi, z którą klęczenie kojarzą mieszkańcy Europy Wschodniej).

Polska drużyna wybrała dobre rozwiązanie. Wymagało ono pewnej odwagi. Nie włączenie się w główny nurt, odmowa pełnego uczestnictwa w pewnym rytuale społecznym wiąże się z kosztami. W tym wypadku takim kosztem może być zarzut skrywanej niechęci do akcji antydyskryminacyjnej, a w konsekwencji zarzut tolerowania rasizmu bądź jego lekceważenia. Byłoby to całkowicie nieuprawnione. Nie można sobie nawet wyobrazić, żeby polscy sportowcy akceptowali rasizm. Niestety, przed zarzutami uchronić się jest trudno a presja społeczna wywierana przez liderów opinii, pragnących narzucać ton i rytm ruchowi postępu przybiera czasami rozmiary moralnego szantażu. Od czego jednak odwaga cywilna, żeby się mu nie poddawać? I właśnie taką odwagą sportowcy się wykazali. Mam nadzieję, że w przyszłości również się nią wykażą – dajmy na to, protestując przeciwko antysemityzmowi stadionowemu, który jest w Polsce plagą. Ale to pewnie jeszcze nie dziś i nie jutro.