wtv.pl
worried-girl-413690 1920

RyanMcGuire / 167 images, Pixabay.com

Dzień Matki, której nie można wybaczyć. "Od lat nie mam z nią kontaktu"

26 Maja 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

– Dzień Matki to dla mnie jedyny dzień w roku, gdy muszę powyłączać wszystkie social media. Strasznie męczy mnie widok szczęśliwych dzieci z matkami spotykanymi na ulicach. Z uwagi na to, że przez ostatnie trzy lata przeprowadzam się w zasadzie cały czas, co kilka miesięcy – ludzie nie znają mojej historii. Często padają najzwyklejsze na świecie pytania o to, czym moja mama się zajmuje, czy mnie odwiedzi… To również bardzo mnie męczy – mówi mi mężczyzna, który woli pozostać anonimowy.

I dodaje: – Mama popełniła samobójstwo gdy miałem 10 lat. Zajęło mi około 10 kolejnych lat, żeby się zorientować, że byłem ofiarą przemocy. Pamiętam, że dość często straszyła mnie, że odda mnie do domu dziecka. Albo po prostu wyrzuci z domu. Pamiętam też, że zdarzało się, że zamykała mnie w łazience na cały dzień bez jedzenia.

Nigdy nie usłyszałem, że mnie kocha

Kiedy jako nastolatka powiedziałam matce, że jestem molestowana przez brata, powiedziała, że wymyślam, bo mam problemy w szkole i chcę się usprawiedliwić – mówi Anna Gitszel. - Do dziś krzywi się na każdy mój sukces, wciąż krytykuje i próbuje nastawić przeciw mnie dalszą rodzinę. Czasem brak mi matki, czuję żal, złość, ale to krótkie momenty. Zaakceptowałam, że tak jest. Mam duże wsparcie u partnera i w terapii. Jutro złożę matce życzenia przez sms-a, a przez resztę czasu zajmę się sobą.

– Gdy słyszę "czteropak Tyskiego", dostaję ataku paniki – mówi D. – Moim najbardziej realnym wspomnieniem z dzieciństwa jest chodzenie matce po piwo. Nigdy nie usłyszałem, że mnie kocha. Zaraz po osiemnastce często natomiast słyszałem, że żałuję, że mnie nie wyskrobała. Oczywiście, zawsze była wtedy pijana. Miałem dwie matki. Jedna była do 16:00 a druga od 16:00. Niestety, ta wieczorna znacznie mocniej zapadła mi w pamięć, więc tej porannej nie pamiętam dobrze. Pamiętam za to, że gdy kiedyś mnie pobiła, rano nie pamiętała nic. Jakby cały dzień jej się wymazał. Teraz jest gorzej, bo gdy robi jakieś awantury, rano jest obrażona na cały świat. Nie jeżdżę do niej na dłużej niż na godzinę. Nigdy mnie u niej nie ma po 16:00. Jutro też zadzwonię przed 16:00. Potem może już nie pamiętać. Ale gdyby nie odebrała, to bym nie rozpaczał.

„Ciebie nikt nie zgwałci, bo jesteś nieatrakcyjna”

Zawsze była niezadowolona. Z każdego mojego działania. Z mojego wyglądu mówi mi k.l. Dojrzewając, słyszałam, że byłam ładną dziewczynką, a teraz mam okropny nos i duże cycki. Kiedyś ją zapytałam, czy nie obawia się o mnie, gdy sama wracam nocami. Usłyszałam: „Ciebie nikt nie zgwałci, bo jesteś nieatrakcyjna”.

– Gdy dostałam okres, pobrudziłam prześcieradło. Ostentacyjnie zawołała mnie, pytając, co to jest. Odpowiedziałam, że rozdrapałam jakieś strupki. Wtedy zawoła ojca, żeby ze mną porozmawiał. Nie przyznałam się. Miałam bardzo bolesne miesiączki, ale zawsze podczas ich trwania sprzątałam chatę – bo ona tak chciała. Miałam wkodowane w głowę i w całe ciało, że musze się zwlec z łóżka i posprzątać. A ona i tak nie była zadowolona.

Służyłam również do przekazywania informacji pomiędzy skłóconymi ze sobą starymi. Upokarzające, ale posłusznie wykonywałam rozkazy.

– Była zazdrosna o mojego ojca, była zazdrosna o moje liceum i przeczytane książki, była zazdrosna o mojego chłopaka. Obciążała mnie swoimi sprawami i obowiązkami. Wychowawczyni mojego brata zapytała mnie kiedyś po wywiadówce, czy brat nie ma rodziców. I dlaczego ja w wieku lat 15, 16, 17, 18 pojawiam się w miejscu, w którym powinni być oni.

– Gdy studiowałam, telefony do niej były dla mnie koszmarem. Prosiłam mojego chłopaka, żeby do niej dzwonił. Bałam się tych rozmów, ponieważ one zawsze były opresyjne, kontrolujące, egoistyczne. Zostawiałam wszystko i jechałam do niej, żeby umyć okna w domu albo rozwiązać problem z bratem, który w tym czasie powoli uzależniał się od narkotyków i alkoholu. Ona sobie nie radziła, gdy zmarł ojciec,. Obwiniała mnie właściwie o każdy szczegół swojego życia. Dom, praca, zdrowie, pieniądze, jej relacje z innymi, jej relacja z synem. Wszystkiemu byłam winna ja.

– Wyjechałam do Anglii. Nie powiedziałam jej o tym. Spędziłam w Bristolu 9 miesięcy. Ani razu do mnie nie zadzwoniła i nie napisała.

– Zdecydowałam się urodzić swoje pierwsze dziecko u niej. Pomyślałam, że może to dobry czas na to żeby jakoś przepracować te chorą relację. To był koszmar. Odpychała mnie od mojego syna, ponieważ twierdziła, że jestem beznadziejna, nie pozwalała mi go kąpać, bo go skrzywdzę. Po miesiącu zdecydowałam, że wyjeżdżam ze tego piekła.

– Byłam w ciąży z drugim dzieckiem, mieszkaliśmy w hotelu asystenckim. Ona do nas przyjechała na święta, był grudzień, ja córkę urodziłam w styczniu. Poszłyśmy na spacer. Zrobiła jazdę, darła się na cała okolicę. Doszło do szarpaniny. Wyprosiłam ją z domu. I takie były święta. Zresztą, scenariusz świąteczny powtarzał się co roku.

Na sam koniec musiałam podjąć decyzje, czy ją odłączyć od aparatury ponieważ dostała rozległy wylew.

Spłaciłam tez jej długi.

Mój brat walczył o siebie. Ostanie 2 lata był na terapii. Niestety, zmarł.

Moja matka nigdy nie powinna zostać matką, a mój ojciec ojcem.

Od lat nie mam z nią kontaktu

– Można powiedzieć, że nigdy nie miałem matki – opowiada Krzysztof Adamczuk. – Wychowywała nas, bo zdarzyło jej się wpaść. Siedem razy... Więc nie miała wyboru. Jako dziecko bardzo przez nią cierpiałem i nie mam z nią zbyt wiele pozytywnych wspomnień. Nie czuję z nią żadnej więzi. Od lat nie mam z nią kontaktu, bo uciekła za granicę, porzucając mojego młodszego, niepełnoletniego brata. Gdyby nie interwencja mojej siostry i adoptowanie go, to trafiłby do domu dziecka. Irytuje mnie, gdy wokół Dnia Matki robi się otoczkę, jakie to mamy są super, jak kochają swoje dzieci. Może część taka jest, ale moja zdecydowanie do tej części nie należy.

– Z matką od lat nie utrzymuję kontaktów, bo była nadopiekuńcza, nie dawała mi przestrzeni i manipulowała mną, żebym robił to, co ona chciała – mówi Adrian. – Dodatkowo, nigdy nie akceptowała mojej tożsamości płciowej (jestem transmężczyzną), orientacji psychoseksualnej oraz przede wszystkim nie akceptowała mojej żony. Moje relacje z matką bardzo negatywnie wpłynęły na mnie i moje relacje z innymi. Zresztą, również z tego powodu jestem w terapii od lat. Ba, mam do tego stopnia zaburzone myślenie, że nie mieści mi się w głowie, że można mieć dobre relacje ze swoimi rodzicami. Choć wiem, że istnieją ludzie, którzy mieli fajne relacje z matką, to żadnej takiej osoby nie poznałem osobiście. Albo nie zwróciłem na to uwagi, trudno mi powiedzieć.

Nie chcę być w oczach moich dzieci taką mamą, jaką ona jest dla mnie

– Kiedy urodziłam drugie dziecko, chciałam naprawić relację z matką, której bardzo wtedy potrzebowałam. Ona skorzystała z zaproszenia ode mnie – aby mnie okraść z pieniędzy i pamiątek – opowiada kobieta, która chce być podpisana swoim drugim imieniem: Maria.

– Latami jako dziecko starałam się jej pomóc w walce z uzależnieniem. Moja rodzina wydawała się nie zauważać problemu. Mówiłam tacie, dziadkom, ciotkom. I nic .

– W dniu jej urodzin czy w trakcie Dnia Matki czuję się okropnie, bo wszyscy wokoło świętują, koleżanki z dziećmi zawożą je do babci. Ja zamiast tego wysłuchuję od rodziny, jaka to jestem dzielna, bo daje sobie radę bez niej, ale że i tak powinnam wyciągnąć do matki rękę, bo „kiedyś będę żałować”.

– Wiem, że nie zawsze była okrutna, ale jakkolwiek się staram, nie potrafię znaleźć z nią dobrych wspomnień. Czasami zauważam w sobie podobne do niej cechy. To mnie obrzydza i dołuje. Nie chcę być w oczach moich dzieci taką mamą, jaką ona jest dla mnie. Mimo iż mam 25 lat i radzę sobie z życiem, to dalej mam poczucie, że wszystko to robię źle i każdy mnie ocenia, myśląc, że to, co mam, zawdzięczam rodzicom. Od 4 miesięcy jestem na lekach antydepresyjnych i uspokajających, bo nie radzę sobie z moją obecną sytuacją. Mam dwójkę dzieci, męża, który pracuje w delegacjach, studia z pracą magisterską, dom na ogarnięciu.

Kiedy zdiagnozowano u mnie depresję, wyśmiała to

– Moja rodzina to nie była stereotypowo postrzegana patologia, tylko klasyczna klasa średnia – mówi mi kobieta, która woli pozostać anonimowa. – Nikt nie pił, nigdy nie chodziłam brudna. Klasyczna sytuacja z mojego domu: matka zrobiła mi awanturę, nie wytrzymałam psychicznie, pobiegłam do łazienki i pocięłam skalpelami swoją twarz (moja babcia, która z nami mieszkała, była pielęgniarką i miała takie narzędzia). Babcia zobaczyła zakrwawiony ręcznik, zapytała tylko „co zrobiłaś?” i dała mi plaster. Matka nie skomentowała. Nigdy nie odnosiła się do żadnej z awantur, tylko fundowała mi „ciche dni”. Obwiniała za to, że ma raka, setki razy powtarzała, że w końcu wpędzę ją do grobu.

– Kiedy zdiagnozowano u mnie depresję i zaburzenie osobowości borderline, wyśmiała to: w końcu ona miała cięższe dzieciństwo, dwukrotnie przeszła raka i daje sobie radę. Nie dociera do niej do tej pory, jak ciężkie było moje w atmosferze wyzwisk i ciągłego strachu, żeby nie wyżyła się na mnie. Relację z matką mogę opisać jako: przemoc słowna, psychiczna i fizyczna, wzbudzanie poczucia winy, niszczenie mojego poczucia wartości wyzwiskami, obojętnością, wieczny krzyk i niekończące się do dziś prośby o pieniądze.

– Dziś targają mną bardzo ambiwalentne uczucia: z jednej strony jako dorosła osoba próbuję utrzymywać z nią "normalny" kontakt. Zrozumieć jej zachowania. Czuję przymus złożenia jej życzeń na Dzień Matki. Ale z drugiej, przeszłość nie pozwala mi o sobie zapomnieć.

Mam dosyć kultu matki w Polsce

– Moja mama weszła w szalenie toksyczne małżeństwo pełen zdrad i bólu – mówi mi kobieta, która chce pozostać anonimowa. – Chciała stworzyć dobry dom dla swoich dzieci, bo chrześcijańska mentalność o trwałości małżeństwa mocno w niej tkwiła. Starała się, ale popełniła po drodze makabryczne błędy.

W moim przypadku to był brak akceptacji dla córki, która nigdy nie była specjalnie dziewczęca. Wolałam męskie towarzystwo i black-metalowe koncerty. Dopóki nie miałam 30 lat, nikt nie wiedział, że jestem w spektrum autyzmu – co jest paradoksem, bo matka pracuje w szkole specjalnej.

Jako dziecko molestowała mnie starsza ode mnie dziewczyna. Gdy w wieku 18 lat powiedziałam o tym matce, dowiedziałam się, że przesadzam. Gdy uciekałam przed jakimś podejrzanym mężczyzną na ulicy, też przesadzałam. Gdy zgwałciła mnie moja randka, matka uznała, że to moja wina, bo u niego nocowałam. Do dzisiaj wypiera się tych słów, a to boli. Do dziś boję się wracać do Polski, bo to policjant z mojego miasta. Boję się mundurowych.

Wiem, że moja matka się starała, ale mam dosyć kultu matki w Polsce. One też popełniają błędy i zachowują się wobec dzieci okropnie. Akceptuje moją matkę, ale z bezpiecznego dystansu. Ja jej nie zmienię, ale mogę zmienić siebie i być w końcu wolna.

Czasem nie ma relacji między matka a córką. I to powinno być akceptowane.

– Ja nie będę matką. Z miliarda powodów. Raz, że nie mogę, bo jestem chora. Dwa, że mam tyle chorób w rodzinie, że nie chcę tego przenosić na inne pokolenia. A trzy: bo nie chcę skrzywdzić go takim doświadczeniem, jakie mam. Ja zwyczajnie nie mam wzorców.

Nie raz dostałam pięścią w twarz

– Zawsze była bardzo ograniczająca – zaczyna kobieta, która poprosiła o anonimowość. – Gdy chciałam gdzieś wyjść, mówiła: "Po co tam pójdziesz? Jesteś biedna, będą się z ciebie śmiać", "Po co tam chcesz iść? A lubią cię? Skąd wiesz, że cię lubią, może kłamią?", "Zaprosili cię? Dlaczego? Może im ciebie żal i wcale nie robią tego szczerze?".

Gdy zaczęłam się spotykać z chłopakiem, bardzo dobrym, wspaniałym człowiekiem, który dziś jest moim mężem, robiła mi awantury. Każde zachowanie, które jej się nie spodobało, każdy sprzeciw, ripostę, odszczeknięcie w jej kierunku, zganiała na fakt, że mam chłopaka: "W głowie Ci się popie*doliło!", "Ty ku*wo!", "Zachowujesz się jak prostytutka!", "Za dziwoląga cię tam mają!", "Nie waż się opowiadać nic o nas, to zdrada rodziny!". Nie raz dostałam pięścią w twarz, raz nawet podczas rozmowy telefonicznej z lubym.

– Przed ślubem powiedziała mi z pasywno-agresywnym uśmiechem na twarzy, że to wcale nie jest miłość, jestem do niego po prostu przyzwyczajona i jeszcze do niej wrócę.

– Gdy czasem ją odwiedzamy, krytykuje mnie przy nim, opowiada, że ze mną to zawsze były problemy, że jestem niedobra, "nieposłuchana". Potrafi mi dać klapsa w obecności innych ludzi podczas rodzinnego spotkania. Gdy mówię jej, że to obrzydliwe, niesmaczne, że to naruszenie mojej przestrzeni i w ten sposób mnie upokarza, to wybucha śmiechem.

– Nawet na samą myśl o tym mój żołądek robi fikołka.

– Od dziecka wiedziała, że byłam molestowana przez jej braci, moich wujków. Do dzisiaj ich widuję, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. W głębi duszy życzę im wszystkiego najgorszego.

– Mama kojarzy mi się z fałszem i obłudą. Obgaduje ludzi za ich plecami, opowiadając o nich bzdury. Sądzi, że wszystko jest atakiem w jej stronę, że wszyscy nas obgadują, oszukują, okłamują.

– Muszę leczyć się na depresję, mam myśli samobójcze i jedną próbę za sobą. Cierpię na fobię społeczną, panicznie boję się ludzi, jestem więźniem własnej głowy, nie potrafię nikomu zaufać, czuję się g*wnem, nic nie wartym g*wnem.

– Łapię się na tym, za czasem zachowuję się jak ona. Bywam zbyt kontrolująca, wpadam w szał, uważam, że wszyscy mnie obgadują. Staram się panować na tym, bo wiem, że to chore schematy wpojone przez nią.

– Nie kocham mojej mamy.

Nie tęsknię za nią.

Nie potrzebuję jej, a wręcz unikam, dla własnego komfortu psychicznego.

Ostatnie, czego mi w życiu potrzeba, to klepania mnie po brzuchu przy innych ludziach i słów: "No, mogłabyś zrzucić bębenek”. Ale na hasło, że się odchudzam dostaje spazmów i twierdzi, że to głupota.

– Mam takie marzenie, żeby po spotkaniu się z psychiatrą, otrzymaniem rzetelnej diagnozy, potwierdzenia słów psychologa, powiedzieć jej: "Widzisz mamo? Nigdy nie byłam trudna ani 'niegrzeczna'. Byłam i jestem chora. Cierpiałam, a ty mi nie pomogłaś. Poradziłam sobie sama".

Dostaję standardowego sms-a od taty: "Złóż mamie życzenia". Nie złożę

– Moja matka ma zaburzenia osobowości, ale uważa, że psycholog to wstyd, więc się nie leczy – mówi mi kobieta, która woli pozostać anonimowa. – Na zakończenie mojej terapii psycholog polecił mi uciąć z nią kontakt. Zrobiłam to rok temu. Okazało się całkiem skuteczne. Co prawda, ucinanie kontaktu z własną matką jest jednak trudne i dość skomplikowane, szczególnie kiedy jest mistrzem w wywoływaniu wyrzutów sumienia i okropnego samopoczucia. Ale teraz kontaktu nie mamy w ogóle. Nie przeszkadza jej to jednak w noszeniu koszulek z napisem "najlepsza mama świata". Dziś dostałam już standardowego sms-a od taty: "Złóż mamie życzenia". Nie złożę.

W Dniu Matki przykro mi wchodzić na Facebooka i Instagrama, bo wszyscy piszą, jakie mają cudowne matki z selfiaczkami. A ja swojej nienawidzę.

– I jest mi z tym trudno. Jeśli chodzi o jakieś przypadkowe osoby na twojej drodze, to łatwo zaetykietkować "toksyczna" i już, po kłopocie. Ale jeśli chodzi o matkę, to bardziej dotyka. Może nawet boli, bo jednak będę się z tą "toksycznością" bujać do końca życia. I z jej konsekwencjami.

Zamawiałam wczoraj kwiaty dla mamy męża. Dla mojej nie.

Obchodzenie Dnia Matki w kraju, w którym za wszystko matki się obwinia i kompletnie nie wspiera, stawiając jedynie oczekiwania, uważam za cokolwiek nie na miejscu. Dużo lepsza byłaby akcja informacyjna: czego się spodziewać podczas porodu albo jak zachować podczas buntu dwulatka. Takie wspieranie właściwych wzorców dla roli, która jest najtrudniejsza na świecie: roli matki.

Dzień Matki to mój dzień

– Moi rodzice żyją, ale czuję się sierotą – mówi mi Ania. – Mój ojciec zaczął mnie gwałcić, gdy byłam małą dziewczynką. Miałam 5, może 6 lat. Mama o wszystkim wiedziała i nie tylko mnie nie obroniła, ale.... Czułam jej obrzydzenie do mnie, pogardę, wstręt. Dziś wypiera się wszystkiego, oskarża mnie, podważa moje zdanie i zdrowie psychiczne.

– Ja sama, jako matka, jestem oddana moim synom, wspieram ich i chronię, dodaję im skrzydeł i akceptuję. Jestem strażakiem ratownikiem, działam na rzecz kobiet. Jestem dobrym człowiekiem. Dziś jestem szczęśliwa, choć pozbawiona rodziców. A Dzień Matki to mój dzień.

Podobne artykuły

wtv.pl

Tylko u nas

Przemysław Stefaniak, były podwładny Moniki Pawłowskiej, komentuje jej odejście z Lewicy: "Nie ma kręgosłupa moralnego". Mówi też o znęcaniu psychicznym [WYWIAD]

Czytaj więcej >
Wyrzucenie uczennicy wywołało dyskusję w całym kraju.

Tylko u nas

Lewica staje w obronie uczniów prześladowanych w szkołach. Szczegóły porannej konferencji

Czytaj więcej >
Lena Salmi to emerytowana skejterka z Finlandii.

Tylko u nas

“Na deskorolkę nigdy nie jest za późno”. Kim jest Lena Salmi, skejterka emerytka?

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Opublikował zdjęcie bez koszulki. „Czy wy musicie wszędzie wstawiać swoje cycki? Myślicie, że ktoś dzięki temu się z wami umówi?”

Czytaj więcej >
17 maja Światowym Dniem Przeciw Homofobii, Transobii i Bifobii.

Tylko u nas

W Szwecji ksiądz z tęczowym ornatem, w Polsce walka z kolorową torbą. Dzisiaj Światowy Dzień Przeciwko Homofobii

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Piłkarze zarabiają miliony, a pielęgniarki i pracownice żłobków są na minimalnej krajowej. I to największa przegrana - polityków

Czytaj więcej >