wtv.pl
doda1

Instagram @dodaqueen

Doda o seksworkingu: "To jest pozbawianie się możliwości decydowania o sobie". Pracownice seksualne: "Nie jesteśmy przedmiotem"

23 Lipca 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

Premiera nowego filmu Dody o pracownicach seksualnych zbliża się wielkimi krokami, więc Doda w ramach promocji udzieliła wywiadu portalowi Kobieta.pl. Szkoda tylko, że skorzystała z tej okazji, by stygmatyzować pracujące kobiety. W sprawie wypowiedziały się same pracownice seksualne, w żartobliwy sposób sugerując, że Doda nie za bardzo wie, o czym mówi i że nie zbadała tematu swojego filmu, a także że wykorzystuje je jako kontrowersyjny temat.

W wywiadzie możemy przeczytać:

„Mnie to zatrważa i jestem wręcz zszokowana jak niektóre feministki – które de facto nie są feministkami, bo promowanie prostytucji pod hasłami feminizmu, to jeden wielki bullshit - mówią o prostytucji jako o normalnej pracy. Mądra feministka wie, że każda kobieta ma o wiele więcej do zaoferowania. Nie jest przedmiotem, a przede wszystkim nie jest do sprzedaży dla mężczyzn”.

Dlaczego Doda, która zbudowała swój wizerunek na seksie (i to jest ok!), uważa, że seks uprzedmiatawia kobietę? To skrajnie mizoginistyczne i konserwatywne założenie, zgodnie z którym seks naznacza, brudzi kobietę. Kościół rzymskokatolicki od dziecka wmawia nam, że kobieta „oddaje się”, gdy uprawia seks. Że „traci dziewictwo”, „traci cnotę (niewieścią)” – tak jakby w seksie coś traciła, a nie zyskiwała nowe doświadczenie.

Seks nas nie uprzedmiatawia. To seksiści i seksistki nas uprzedmiatawiają.

Doda i katolicka narracja o seksie, który naznacza kobietę

I oczywiście, że mądra feministka wie, że pracownica seksualna ma o wiele więcej do zaoferowania niż pracę – jak każda inna pracownica. Pracownica Biedronki nie jest zredukowana do skanowania produktów. Dziennikarka nie ogranicza się do klepania w klawiaturę. Piosenkarka to nie tylko nuty i wygibasy na scenie. Mają do zaoferowania znacznie więcej: mają pasje, hobby, emocje, uczucia. Mają wokół siebie osoby, które lubią i kochają. Tworzą rodziny, opiekują się dziećmi czy starszymi osobami z rodziny. Angażują się w różne sprawy, mają wiedzę na różne tematy, swoje doświadczenia i upodobania.

Żaden człowiek nie ogranicza się do swojej pracy – dlaczego w przypadku pracy związanej z seksem miałoby być inaczej? Bo ktoś wciąż ma w głowie przekonanie, że seks „plami” kobietę i naznacza piętnem całe jej życie? Że służy do jej zdobywania i uprzedmiotawiania, a nie dla przyjemności czy zarabiania przez nią pieniędzy?

Doda – pozornie progresywna! – w istocie zdaje się napędzać katolicką, konserwatywną narrację dyscyplinowania kobiet za seksualność, która kończy się tym, że kobiety tracą kontrolę nad swoim ciałem i mają traumy seksualne. I to jest niesamowicie niepokojące. Z perspektywy feministycznej, ale i z perspektywy praw człowieka w ogóle.

Ta wypowiedź Dody pokazuje tylko, że Polacy i Polki wręcz wyją o rzetelną edukację seksualną. Taką edukację, zgodnie z którą seks nie plami kobiety i nie robi z kobiety przedmiotu. To skandal, że w XXI w. trzeba to jeszcze tłumaczyć: ale wypowiedzi Dody pokazują, że trzeba. Do znudzenia. Nie wiem, czy wynikają one z niewiedzy, czy z cynizmu. I nie wiem, co byłoby gorsze.

Doda - czy można nazwać ją pracownicą seksualną?

Takie słowa piosenkarki to to tym większa hipokryzja, że ona sama zdobyła popularność dzięki pracy ze swoją seksualnością. Warto podkreślić, że sesje softpornowe do Playboya czy CKM to także praca seksualna.

I w tym miejscu przejdźmy do kolejnego fragmentu wypowiedzi Dody:

„Taka "praca" to nie jest powód do dumy, zresztą - seksworking to nie jest praca. To jest pozbawianie się możliwości decydowania o sobie i odbieranie sobie szans na rozwój. Ja chcę, żeby młodzi ludzie właśnie to zrozumieli po obejrzeniu filmu”.

Doda dostała wynagrodzenie za softpornowe zdjęcia do Playboya czy CKM. Była to więc praca. Te zdjęcia służą także do tego, by wzbudzać podniecenie. Ich element erotyczny jest oczywisty. A zatem jest to praca seksualna sensu stricto. Pracownice seksualne od dawna mówią, że praca seksualna to po prostu praca związana z seksem – softpornowe zdjęcia, praca na kamerkach czy granie w filmach porno także do niej należą.

Czy praca na planie zdjęciowym do Playboya czy CKM pozbawiła Dodę możliwości decydowania o sobie i odebrała szanse na rozwój? Raczej przeciwnie – zwiększyła jej popularność i jej zasięgi. Ta praca wprost umożliwiła Dodzie decydowanie o sobie (sama, jak mniemam, zdecydowała o tym, by wziąć udział w tej sesji) i zwiększyła szanse na rozwój.

Czym różni się ta praca od softpornowych zdjęć publikowanych na stronach porno? Niczym. Sama praca jest identyczna – pozowanie do zdjęć w sposób seksualny. Dlaczego zatem gdy robią to celebytki na okładce Playboya, to jest ok i zwiększa ich zasięgi, a gdy to samo robią inne kobiety, bardziej anonimowe i mniej popularne, to ma je naznaczać i mają się tego wstydzić?

Warto też spojrzeć na zdjęcia Dody w mediach społecznościowych, dzięki którym nagłaśnia swoje nowe projekty. Na przykład najnowszy post na Instagramie:

doda

Nie ma w tym nic złego – to ciało Dody i jej decyzja, co z nim robi. Ale dlaczego w takim razie przeszkadzają jej decyzje pracownic seksualnych w kwestii ich ciała? To zdjęcie spokojnie mogłoby się znaleźć na OnlyFans - platformie pracownic seksualnych, na której zarabiają na swoich zdjęciach i filmikach.

Podejście wykluczające pracownice wprost napędza stygmę nie tylko związaną z seksualnością – przez którą kobiety są piętnowane za ich seksualność – ale także stygmę nakładaną na pracownice seksualne. W świecie, w którym seksualne ciało kobiet ma służyć mężczyznom, kobiety, które czerpią ze swojego ciała zyski dla siebie, okazują się największym wrogiem. I jak najłatwiej je zniszczyć? Przez próby uprzedmiotowienia i poniżenia ze względu na jej seksualność – bo tak najłatwiej uderzyć w kobietę w tym świecie.

Pracownice seksualne: "Nie jesteśmy "przedmiotem" i nie jesteśmy na sprzedaż"

„Przez ostatnie dwa lata zobaczyłam aż za wiele. Dowiedziałam się, jak seksworking wpływa na młode osoby” - czytamy dalej w wywiadzie.

Trudno powiedzieć, skąd te informacje ma Doda i co realnie zobaczyła. Do jej wywiadu odniosły się za to wprost osoby pracujące seksualnie, których temat dotyczy, ale z którymi Doda wyraźnie się nie kontaktowała. W ironicznym wpisie możemy przeczytać:

„Byłyśmy przekonane, że wiemy, na czym polega nasza praca, że wiemy, kim jesteśmy, że rozumiemy nasze własne doświadczenia, że wiemy, o czym jest nasz aktywizm i nasze polityczne zaangażowanie - gdy nagle pojawiła się Doda i rozbiła nasz świat w drobny pył! Ratunku! (…)

Chciałyśmy też dodać, że jesteśmy niezwykle szczęśliwe/i i wzruszone/i, że Doda pochyliła się nad naszą "sprawą" i że nasza "sprawa" może stać się "trampoliną do kariery" i narzędziem "wypromowania" jej samej i tam wielu innych osób. Wspaniale, że możemy się na coś przydać, bo przecież nie jesteśmy "przedmiotem" i nie jesteśmy na sprzedaż”.

Same pracownice seksualne z kolektywu Sex Work Polska mówią więc wprost, że Doda wykorzystuje je, by czerpać zyski i utrzymać swoją popularność. Ma zbijać zyski na krzywdzie osób, których film dotyczy. Ale w efekcie – co widać po zapowiedziach i znajomości tematu przez Dodę, a także reakcjach pracownic seksualnych – film raczej dotyczy projekcji na temat pracy seksualnej, jadącej na silnym przekonaniu o tym, że seks kobiety uprzedmiatawia. I mocno rozchodzi się z rzeczywistością.

Jechanie na kontrowersji tematu zamiast pogłębienia

Film jest oparty na książce Piotra Krysiaka pod tym samym tytułem. Czytałam ją. Byłam wstrząśnięta poziomem pogardy do kobiet i seksizmu w tej książce. Tropienie każdego gestu i ruchu kobiet, pogardliwe określenia wobec pracownic, przedstawianie ich w złym świetle, jechanie na kontrowersji tematu zamiast pogłębienia – jako kobiecie czytało mi się to bardzo niekomfortowo.

Doda zaznacza, że scenariusz pisali sami mężczyźni. A w wywiadach wprost powiela seksistowską narrację przyjętą w książce. Nie działa to na korzyść zapowiadanego filmu, niestety.

W omawianym wywiadzie Doda dostała pytanie o influencerkę, której filmiki z kamerek erotycznych niedawno wypłynęły do sieci. Odpowiedziała: „Może jej się udało jakoś z tego wyjść”. Wyraźnie z nią nie rozmawiała, widać, że nie ma pojęcia, jak się czuje, bo jej o to raczej nie pytała. Ale to jej nie przeszkodziło wypowiedzieć się za nią.

I tak zdaje się wyglądać cała narracja Dody wokół pracy seksualnej: nie wysłuchuje głosów pracownic seksualnych, ale to nie przeszkadza czerpać z ich doświadczeń zysków. Podobnie jak czerpała zyski z softpornowych zdjęć, odżegnując się od pracy seksualnej, jakby była kimś lepszym niż imigrantka próbująca zarobić na swoje dzieci czy młoda dziewczyna, która dzięki temu ma na czynsz.

Od dawna krzyczymy „nic o nas bez nas”. Sprzeciwiamy się dyskusjom, na których sami mężczyźni wypowiadają się o aborcji. Dlaczego więc film tworzony przez osoby z głęboką pogardą do pracownic seksualnych, bez uwzględnienia głosu samych pracownic z kolektywu, pogłębiający stygmę seksualną i budujący na niej zyski ma w ogóle rację bytu?

Stygmatyzacja nie zatrzymuje zjawiska, ale powoduje, że ofiary nie sięgają po pomoc

Doda wspomina także o „ogromnym spustoszeniu”, jakie sieje praca seksualna – łącząc to z pracującymi nieletnimi osobami. Takie połączenie jest nie tylko niemerytoryczne, ale i nieetyczne. Praca seksualna nieletnich jest nielegalna. Czy stygmatyzacja tej pracy sprawi, że nastolatki nie będą się tym zajmować? Nie, sprawi, że będą po prostu bardziej się ukrywać i wstydzić o tym rozmawiać – a w połączeniu z brakiem edukacji seksualnej będą po prostu bardziej narażone na krzywdę. Sprawi także, że nie poszukają pomocy, bo będą się bały, że sprawa wyjdzie na jaw.

Bo tak działa stygmatyzacja: nie zatrzymuje zjawiska, ale powoduje, że ofiary nie sięgają po pomoc.

Praca seksualna dorosłych osób jest za to legalna. I to zupełnie inne zjawisko niż praca nieletnich lub przymuszanie do pracy. Te dorosłe osoby decydują, co robić ze swoim ciałem i życiem. Stygmatyzacja pracy seksualnej sprawia tylko, że nie mają dostępu do wystarczającej wiedzy dotyczącej pracy, zanim ją rozpoczną i w jej trakcie, ale i do pomocy w razie trudnej sytuacji w tej pracy. Stygmatyzacja sprawia także, że nie mogą formalnie się organizować i wspierać. Buduje poczucie niższości i życie w strachu przed ujawnieniem jako „karę” za decydowanie o swoim ciele.

Badania od dawna pokazują, że stygmatyzacja nie działa jako sposób mobilizacji do zmiany czy poprawy stanu rzeczy – powoduje za to poważne konsekwencje psychiczne, wynikające z wpływu poniżenia, strachu i wstydu na stygmatyzowane osoby. Piosenkarka mówi o poważnych konsekwencjach psychicznych – ale to stygmatyzacja sprawia, że są jeszcze większe.

Psychiatrka: "To ostracyzm wyniszcza zdrowie psychiczne, a nie praca seksualna"

Dlatego to raczej fałszywa troska o zdrowie psychiczne. Doda w świętym oburzeniu mówi w wywiadzie:

„Konsekwencje pracy w seksworkingu są czymś przerażającym. Większość z tych dziewczyn ma problemy z narkotykami, z tabletkami nasennymi. Mają myśli samobójcze, nie są w stanie założyć rodziny”.

Zapytałam psychiatrkę Maję Herman, jak naprawdę wygląda kwestia zdrowia psychicznego pracownic seksualnych.

- Kobiety, które same decydują się na pracę seksualną, bardzo rzadko są moimi pacjentkami - mówi mi Maja Herman. - W dzisiejszych czasach są bardziej świadome, jak taka praca wygląda, jakie są możliwości. Im bardziej są świadome, tym lepiej dla ich zdrowia, bo mogą podjąć zgodną ze sobą decyzję. Jeśli się pojawiają w moim gabinecie, to po latach, gdy wypływa informacja o ich pracy seksualnej. Ale kryzys psychiczny nie wynika z tego, że one źle się z tym czują, tylko z tego, że społeczeństwo na nie naciska i spotykają się z ostracyzmem. Kiedy kobiety spotykają się z ostracyzmem, trafiają do mnie. Kiedy nie ma ostracyzmu – nie ma ich u mnie.

- To ostracyzm wyniszcza ich zdrowie psychiczne, a nie praca seksualna - mówi psychiatrka. I dodaje:

- Za to kobiety, które były zmuszane do uprawiania seksworkingu, były moimi pacjentkami. Tych osób jest mnóstwo – i to jest przemoc. Ale te, które po prostu tak pracowały, nie pojawiały się w moim gabinecie ani w szpitalu.

- Oczywiście, każda praca, której nie lubimy, jest obciążająca psychiczna. Każda praca, z której nie możemy się wyzwolić – bo boimy się finansowych konsekwencji, nie mamy innego zaplecza, wiele dla niej poświęciliśmy – zawsze będzie obciążeniem psychicznym. A seks jako czynność wyzwala wiele neurohormonalnych mechanizmów – wydzielają się, gdy jest fizyczny kontakt. Gdy mówimy o seksie, sporcie, jedzeniu, piciu, wydzielają się hormony, które neurobiologicznie nasz zwiążą – głównie oksytocyna i dopamina. One nas pchają, dają powera – i to jest wiązaniem uzależniającym. Dotyczy to tak samo sportu, jak i seksu. Gdy to odetniesz, masz braki. Niełatwo zaspokoić ten brak. To jest czysta teoria.

- Ale w praktyce pracownice seksualne nie zgłaszają się do mnie – te, które same zdecydowały o swojej pracy. To jest obszar, który musimy pogłębić i wiele tu się douczyć. Wypowiadanie się bez wiedzy może być bardzo szkodliwe. W szpitalu psychiatrycznym pojawiały się tylko osoby przymuszane do seksu za pieniądze. Eskortki, gwiazdy sektora filmu porno nigdy się nie pojawiały. Nie miałam pacjentek, które mi powiedziały: „Byłam pracownicą seksualną i mam teraz problemy psychiczne”. Takich osób po prostu nie było, nigdy - kończy psychiatrka Maja Herman.

Doda wprowadza więc także niezgodną z nauką i doświadczeniem psychiatrycznym dezinformację dotyczącą zdrowia psychicznego pracownic seksualnych.

Kto pomógł ofierze pracy seksualnej? Kolektyw pracownic seksualnych, nie Doda

Doda wiele mówi o ofiarach i trudnych konsekwencjach psychicznych tej pracy – ale czy realnie komukolwiek pomogła?

Niedawno pojawił się na WTV.pl reportaż o kobiecie, która popadła w biedę i podjęła pracę seksualną. Źle się z tym czuła, to nie była praca dla niej. Kto jej pomógł w tej sytuacji? Nie Doda, nie Piotr Krysiak ani inne osoby stygmatyzujące pracownice seksualne. Pomógł jej kolektyw pracownic seksualnych Sex Work Polska – opłaca jej terapię, by wróciła do zdrowia.

I to jest prawdziwe wsparcie pracownic, także tych, które są ofiarami. A to, co robi Doda, to raczej promowanie wizji seksu uprzedmiotawiającego kobietę – wizji, która odbiera nam kontrolę nad naszą seksualnością i może prowadzić do kryzysów zdrowia psychicznego.

Maja StaśkoAutor

Maja Staśko - aktywistka, dziennikarka, autorka książek i scenariuszy

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: maja.stasko@iberion.pl

Podobne artykuły

Konferencja prasowa z udzialem premiera Mateusza Morawieckiego, ministra spraw wewnetrznych i administracji Mariusza Kaminskiego oraz Komendanta Glownego Policji gen. insp. Jaroslawa Szymczyka, w sprawie bezpieczenstwa funkcjonariuszy policji w kontekscie pobicia w Pastuchowie.

Tylko u nas

Dziennikarze pytają, MSWiA milczy. Dlaczego ministerstwo nie odpowiada na pytania o uchodźców?

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Hanna Gill-Piątek o stanie wyjątkowym: "Nikt już nie będzie mógł patrzeć na ręce władzy, przez którą zaczną umierać tam ludzie"

Czytaj więcej >

Tylko u nas

Huragan Ida w Luizjanie. "Dom sąsiadów właśnie płonie i jest zalewany, w środku niemowlę, proszę pomóżcie"

Czytaj więcej >
Piotr Molecki/East News

Tylko u nas

Nauczyciele masowo odchodzą ze szkół. ZNP: „Będziemy mieli do czynienia z poważnym kryzysem”

Czytaj więcej >
Jakub Kaminski/East News

Tylko u nas

Zapytaliśmy Małgorzatę Kidawę-Błońską o uchodźców. Wypowiedź zaskakuje

Czytaj więcej >
W Międzynarodowy Dzień Psa skupiamy się na mopsach.

Tylko u nas

“Mopsy są modne cały czas”. Dziś Międzynarodowy Dzień Psa - na co powinniśmy zwrócić większą uwagę?

Czytaj więcej >