wtv.pl
Nauczanie zdalne

Piotr Molecki/East News

Co po nauczaniu zdalnym? Dorota Łoboda: "Braki edukacyjne mogą poczekać"

9 Maja 2021

Autor tekstu:

Alan Wysocki

Udostępnij:

Już od 31 maja nauczanie zdalne przejdzie do historii. Do szkół wrócą uczniowie wszystkich klas szkół podstawowych oraz ponadpodstawowych. Czego należy się spodziewać po długo wyczekiwanym powrocie do normalności?

Rozmowę na temat sytuacji polskich szkół po nauczaniu zdalnym poprowadziłem z Dorotą Łobodą - radną m.st. Warszawy, a także przewodniczącą stołecznej komisji edukacji.

Społeczniczka oraz polityczka miejska koordynuje prace Zespołu Edukacyjnego przy Radzie Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Była wiceprzewodniczącą komitetu referendalnego ws. reformy edukacji.

Wysocki: Już za 3 tygodnie dzieci i młodzież wrócą do szkół. Jak widzisz ten krajobraz po bitwie z wadami nauczania zdalnego?

Łoboda: Edukacja zdalna uwypukliła problemy, z którymi zmagała się polska szkoła jeszcze przed pandemią. Pokazała też nowe, związane z lockdownem oraz izolacją. Te problemy, upraszczając, możemy podzielić na dwie grupy. Pierwsza dotyczy samego procesu edukacji. Edukacja zdalna nie była tak wydajna, jak edukacja stacjonarna.

Nauczycielki i nauczyciele przyznają, że nie są w stanie w pełni zrealizować podstawy programowej, co wiąże się ze stałym problemem systemu edukacji, czyli sztywną i przeładowaną podstawą programową. Trudno ją zrealizować nawet w normalnych warunkach, a co dopiero w sytuacji, jaką jest pandemia.

W mojej ocenie jest to jednak o wiele mniejszy problem, niż kwestia problemów ze zdrowiem psychicznych u dzieci i młodzieży, które wywołała lub nasiliła pandemia. Wszyscy wiemy, że wcześniej też nie było dobrze. Polska była na czele statystyk dotyczących prób samobójczych oraz samobójstw dzieci i młodzieży.

"Braki edukacyjne mogą poczekać"

Nasza młodzież jest na samym końcu w badaniach dotyczących zadowolenia ze szkoły oraz samego poziomu szczęścia młodych ludzi. Pandemia bez wątpienia pogłębiła u młodych osób zaburzenia psychiczne, czy też stany depresyjne. To problem pierwszoplanowy, priorytetowy. Tak na to patrzeć powinny wszystkie osoby odpowiedzialne za edukację w Polsce.

Najważniejszy jest dobrostan dzieci, ich bezpieczeństwo, naprawa relacji rówieśniczych, odbudowa zaufania, odbudowa całej struktury społecznej w szkołach. Tym powinniśmy zajmować się w pierwszej kolejności. Braki edukacyjne mogą poczekać. Oczywiście, ta opinia jest całkowicie sprzeczna z polityką Ministerstwa Edukacji i Nauki pod wodzą Przemysława Czarnka.

Wysocki: Uważasz, że powrót do szkół 31 maja to dobry pomysł?

Łoboda: Tak, jestem w tej grupie osób, która uważa, że to ma sens. Wiem, że jest wielu przeciwników tego pomysłu, ale to jest potrzebne właśnie z uwagi na te relacje. To bardzo ważne, żeby zobaczyć się przed wakacjami.

"Przemysław Czarnek po raz kolejny pokazuje, jak bardzo nie rozumie polskiej szkoły"

Wysocki: Przemysław Czarnek już zapowiedział akcję nadrabiania zaległości, a zestresowanej powrotem do szkół młodzieży mówi take it easy - Te kilka tygodni to odpowiedni czas na nadrabianie?

Łoboda: To jest nieodpowiedni czas na nadrabianie. Przemysław Czarnek po raz kolejny pokazuje, jak bardzo nie rozumie polskiej szkoły, jak bardzo lekceważy problemy młodych osób. Minister nie zwraca się do nich, nie traktuje osób uczniowskich w sposób podmiotowy. Głównym przedmiotem jego troski jest odrabianie zaległości. Już zapowiedział dodatkowe godziny, jakby i tak było ich mało.

Czas tuż przed wakacjami, kiedy uczniowie i uczennice wracają do szkoły, to nie jest czas na nadrabianie zaległości. Końcówkę roku szkolnego zdecydowanie należy odpuścić. Dyskusja o powrocie do szkoły w końcówce roku szkolnego pokazuje kolejny, istniejący od lat, problem polskiej szkoły - skupianie się na ocenach. Trzeba je wystawić, poprawić i złapać uczniów na tym, że czegoś nie umieją.

"Również początek przyszłego roku powinien być poświęcony na odbudowę relacji, zespołów klasowych"

To nie pojawiło się wraz z pandemią, ale pandemia może być momentem na weryfikację naszych priorytetów, a same oceny z pewnością do nich nie należą w sytuacji krytycznej, jaką jest stan psychiczny dzieci po roku siedzenia w domu, przed komputerem, bez relacji z rówieśnikami, czy nauczycielami. W domach, które wyglądają różnie, niekiedy są przemocowe, nie zapewniające bezpieczeństwa.

Idąc dalej, uważam, że również początek przyszłego roku powinien być poświęcony na odbudowę relacji, zespołów klasowych. Na przyjrzenie się temu, w jakim stanie są uczennice i uczniowie. Konieczne jest wzmocnienie samej opieki psychologicznej w szkołach.

"Obecnie ocena jest narzędziem władzy lub narzędziem kary w rękach nauczyciela"

Wysocki: Postulaty o szkole minimalnej, czyli skupieniu się na relacjach, a nie ocenach, pojawiały się jeszcze przed pandemią. Czy uważasz, że to zamieszanie między zakończeniem nauczania zdalnego, a powrotem do szkół, to czas na promowanie akurat tego modelu nauczania?

Łoboda: Tak, ponieważ sytuacje krytyczne, nadzwyczajne, jak pandemia, powinny nas skłaniać do weryfikacji dotychczasowych priorytetów oraz metod edukacji. Nagle zaczynamy się zastanawiać, co jest w życiu najważniejsze. Naprawdę, najważniejsze nie jest to, jaką wystawimy komuś ocenę. Pandemia pokazała, że szkoła to przede wszystkim relacje, a kiedy ich brakuje, to cała edukacja jest wybrakowana. Na te relacje trzeba postawić.

Nie proponuję całkowitego zrezygnowania z ocen, ale proponuję ocenianie w zupełnie inny sposób. Chcę, żeby oceny faktycznie coś mówiły uczniowi lub uczennicy. Ten system może wyłonić się w wyniku dyskusji między uczniem i nauczycielem. To nie jest tak, że społeczność uczniowska nie potrafi samodzielnie ocenić pracy. Obecnie ocena jest narzędziem władzy lub narzędziem kary w rękach nauczyciela.

Ocena powinna być narzędziem służącym tylko i wyłącznie do weryfikacji wiedzy i wskazania, co uczeń powinien poprawić. Wskazania, w czym jest dobry, a nad czym musi jeszcze popracować. To nie musi być ocena cyfrowa, a przypadku młodszych uczniów nawet lepiej, kiedy to będzie ocenianie kształtujące, pokazujące to, co najważniejsze, a nie cyferkę.

Wysocki: Kiedy Przemysław Czarnek zaczynał mówić o nadrabianiu, powstał szum, w wyniku którego nadrabianie zostało pokazane jako restrykcja. Padały doniesienia o nadrabianiu w wakacje, obowiązkowych zajęciach wyrównawczych. Tymczasem minister po nauczaniu zdalnym proponuje 187 milionów złotych na 10 godzin fakultatywnych zajęć, po godzinie w tygodniu. To dalej jest zły pomysł?

Łoboda: To przede wszystkim absolutna fikcja. Godziną w tygodniu nie da się nadrobić zaległości. Te pieniądze należy przeznaczyć na wsparcie psychologiczne dla dzieci i młodzieży. Trzeba dać środki na psychologów szkolnych, a nie na jedną godzinę zajęć, które nie wiadomo, czemu miałyby służyć.

Dodatkowo obawiam się, że te lekcje miałyby być finansowane z kieszeni samorządów. To wyrzucone w błoto pieniądze. Nie znamy celu, przebiegu, ani konkretnego skutku, jaki ma przynieść ta propozycja. Nie wiemy, jak to ma pomóc uczennicom i uczniom. Przemysław Czarnek faktycznie po nauczaniu zdalnym zapowiadał wiele dodatkowych godzin, jednak zrezygnował z nich, najprawdopodobniej, z przyczyn finansowych.

"Może jak nie wtłoczymy naszym dzieciom do głowy lewobrzeżnych i prawobrzeżnych dopływów Wisły oraz szczegółowej budowy pantofelka, to nie położy się cieniem na całym ich życiu"

Problem luki edukacyjnej, czyli niezrealizowanego materiału, nie dotyczy tylko naszego kraju, to zjawisko występujące na całym świecie. Minister edukacji mówi, że my jesteśmy w Polsce, mówimy po polsku i po polsku będziemy dociskać uczennice i uczniów tak, żeby nie mogli oddychać

W Polsce nie przeprowadzono badań, ale w innych krajach wykazano, że luka edukacyjna istnieje. Wielka Brytania stawia jednak na odbudowę relacji, uznając, że zaległości edukacyjne będzie można odrobić później.

Nie dajmy się zwariować. Edukacja to jest proces. To nie jest rok. Nie musimy nadrabiać zaległości w ciągu 3 miesięcy. Dla większości uczennic i uczniów nauka trwa 12 lat. Oni mają bardzo dużo czasu. Jeśli nie nadrobią zaległości w ciąg 3 lub 6 miesięcy po nauczaniu zdalnym, to nic się nie stanie, bo dzieci i młodzież spędzają w szkole wiele lat.

Może to jest moment na zweryfikowanie podstawy programowej i uznanie, że wiele wiadomości nie jest potrzebnych. Może jak nie wtłoczymy naszym dzieciom do głowy lewobrzeżnych i prawobrzeżnych dopływów Wisły oraz szczegółowej budowy pantofelka, to nie położy się cieniem na całym ich życiu.

Wysocki: Jeśli faktycznie odpuścimy nadrabianie zaległości, to czy niechcący nie skrzywdzimy młodzieży. Mam na myśli maturę 2023, która ma być znacznie trudniejsza od tej obecnej. Czy ta luka, w połączeniu ze zrezygnowaniem z nadrabiania, nie sprawi, że młodzież po prostu wyłoży się podczas egzaminów.

Łoboda: Mam nadzieję, że decyzja dotycząca matur w 2023 roku zostanie zmieniona, tak jak została zmieniona decyzja w sprawie egzaminu ósmoklasisty, który również miał być dużo trudniejszy. Ministerstwo Edukacji być może zweryfikuje plany o nowej maturze, ponieważ według planu, przystąpią do niej poszkodowane roczniki.

"Młodzież przez dwa pierwsze lata edukacji przygotowywała się do egzaminu, który był jedną wielką niewiadomą"

Roczniki, które jako pierwsze zostały dotknięte deformą Zalewskiej - jako pierwsi zostali w szkołach podstawowych na kolejne dwa lata, uczyli się według nowej podstawy programowej, która nie przystawała do tego, czego uczyli się przez pierwsze sześć lat, a na koniec w kumulacji roczników walczyli o miejsce w szkołach średnich.

Teraz uczą się w przepełnionych szkołach, a od półtora roku są na nauczaniu zdalnym. Spędzili tylko jeden semestr w szkole stacjonarnie, a na koniec tego całego procesu funduje im się nową maturę, do której, jak mówią sami nauczyciele, nie będą przygotowani, bo przez 2 lata nikt nie wiedział, jak ta matura będzie wyglądać.

Młodzież przez dwa pierwsze lata edukacji przygotowywała się do egzaminu, który był jedną wielką niewiadomą. Jeżeli ta nowa matura naprawdę ma być wprowadzona, to dopiero w 2025 roku, kiedy uczeń i nauczyciel ze szkoły średniej od początku do końca będzie wiedział, do czego się przygotowuje. Łudzę się, że Ministerstwo Edukacji i Nauki jeszcze zmieni decyzję.

"To nie może być jednoosobowa decyzja Przemysława Czarnka, który nagle uznaje, że co drugi uczeń nie będzie zdawał matury"

Wysocki: Odsuwając aspekt chaosu po nauczaniu zdalnym, czy ta nowa matura naprawdę jest potrzebna?

Łoboda: Na pewno trzeba dopasować egzamin do podstawy programowej, wdrożonej przez Annę Zalewską. Na pewno potrzebna jest debata na temat egzaminów, bo tu ścierają się różne stanowiska. Od całkowitego zrezygnowania z matury na rzecz wstępnego egzaminu na studia, do matury jako super trudnego egzamin, zdawanego przez nielicznych. Do tego potrzebne są szerokie konsultacje ze wszystkimi zainteresowanymi.

Ja skłaniam się do zweryfikowania i zmodyfikowania zasad egzaminów maturalnych, ale to nie może być jednoosobowa decyzja Przemysława Czarnka, który nagle uznaje, że co drugi uczeń nie będzie zdawał matury. Na ten moment właśnie tak to wygląda.

PiS zmierza w kierunku maksymalnego utrudnienia matury, ale wciąż nie rozumiem, jaki ma być tego cel.

"Część uczniów i uczennic zmierzyło się z chorobą, a czasem śmiercią bliskich"

Wysocki: Cofnijmy się do powrotu do szkół. Co konkretnie proponujesz? Nagle rezygnujemy ze sprawdzianów i kartkówek?

Łoboda: Pamiętajmy, że zostają trzy, niepełne tygodnie. W czerwcu mamy jeszcze Boże Ciało, więc długi weekend wyrzuca kilka dni nauki. To czas na wycieczki, integrację, spacery do parku, gry na boisku, rozmowy, pracę w grupach, na emocje, na przestrzeń dla młodych osób, by ci wyrzucili to, co w nich siedzi.

Część uczniów i uczennic zmierzyło się z chorobą, a czasem śmiercią bliskich. Oni mają prawo do naprawdę różnych emocji. Powrót do szkół powinien pozwolić na wyzwolenie tych emocji, a nie doprowadzać do kolejnych stresów.

Wysocki: Nie narażasz się nauczycielom, którzy teraz siedzą i myślą, jak ukarać uczniów za ściąganie podczas nauczania zdalnego?

Łoboda: Nie mam złego zdania o nauczycielkach i nauczycielach. Docierają do mnie informacje, że szkoły planują zajęcia, które mają na celu zintegrowanie młodzieży, a nie ocenianie jej.

Oczywiście, mam pojedyncze sygnały o tym, że w Librusie (elektroniczny dziennik - red.) pojawiają się już zapowiedzi sprawdzianów czy kartkówek, klasówek. Są to odosobnione przypadki. Wierzę, że nauczycielki i nauczyciele rozumieją, w czym leży problem.

Jako Warszawska Rada Edukacyjna, wystosujemy apel do nauczycieli i nauczycielek, w którym będziemy prosić o szczególną troskę i uwagę, zwłaszcza w ostatnich tygodniach roku szkolnego. Obawiam się, że ta normalność nie będzie już taka jak przed pandemią.

Wysocki: Zanim o sytuacji nauczycieli, chciałbym cię dopytać o grupę, o której znowu się nie mówi. Mam na myśli uczniów, którzy "zniknęli" podczas nauczania zdalnego. Jak szkoła powinna odpowiedzieć na potrzeby tej grupy. Już widzę stres, lęk przed spotkaniem z nauczycielem.

Łoboda: Przede wszystkim musimy starać się zrozumieć, wesprzeć i przede wszystkim nie karać. Za każdą taką decyzją stoją przyczyny, których nie znamy. Musimy zapewnić poczucie bezpieczeństwa, żeby znowu włączyć tego ucznia lub uczennicę do szkolnej społeczności.

Myślę, że często to są sytuacje, które wymagają fachowego wsparcia psychologicznego.

"Zawsze istnieje ryzyko, że kuratoria będą weryfikować, naciskać, sprawdzać"

Wysocki: Co ze wspomnianymi już nauczycielami? Jak wygląda ich sytuacja? Czy pedagodzy, którzy rozumieją potrzebę odbudowy relacji, powinni obawiać się nacisków ze strony kuratoriów lub Ministerstwa Edukacji? Na ile dbanie o odbudowę relacji nie będzie stanowiło "partyzantki"?

Łoboda: Z Ministerstwa Edukacji płyną sprzeczne komunikaty. Wiceminister Piontkowski w jednym wywiadzie mówi o odbudowie relacji, a w drugim mówi "Bez przesady, to nie może być tak, że dzieci będą się tylko bawić". Myślę, że resort sam nie doszedł do ładu ze swoimi pomysłami.

Zawsze istnieje ryzyko, że kuratoria będą weryfikować, naciskać, sprawdzać, natomiast pamiętajmy, że czerwiec to moment po wystawieniu ocen, więc ingerencja kuratoriów w to, co dzieje się w szkole powinna być ograniczona.

"Przemysław Czarnek nie odpuści tej kontroli, bo ta władza opiera się na kontroli i zastraszaniu"

Wiemy doskonale, że podlegamy opresyjnej władzy, Ministerstwo Edukacji Narodowej jest instytucją opresyjną, a kuratoria są zbrojnym ramieniem resortu, działającym w terenie, szykanującym szkoły.

My w naszym materiale w ramach Zespołu Edukacyjnego Strajku Kobiet proponujemy zupełnie alternatywną rolę kuratoriów, czyli nie kontrolującą, zastraszającą, a wspierająca i inspirującą. Zdajemy sobie sprawę, że Przemysław Czarnek nie odpuści tej kontroli, bo ta władza opiera się na kontroli i zastraszaniu.

Musimy odwoływać się do poczucia odpowiedzialności nauczycieli i nauczycielek. Wiem, że oni są zmęczeni i sfrustrowaniu ciągłym odwoływaniem się do ich poczucia misji, do odpowiedzialności. Wymagamy empatii, zrozumienia, troski, płacąc im jako państwo grosze oraz stawiając wymagania ponad możliwości i siły. Ale ten system opiera się na nauczycielkach i nauczycielach. Tylko w nich możemy opierać nadzieje, że szkoła będzie miejscem bezpiecznym dla naszych dzieci.

"Subwencja oświatowa w Warszawie nie wystarcza nawet na połowę wydatków. Nie wystarcza nawet na wynagrodzenia dla pracowników oświaty"

Wysocki: Mówisz dużo o współpracy, a jak wygląda twoja współpraca z ministrem edukacji? Jesteś przewodniczącą komisji edukacji w radzie Warszawy, więc powinniście być w stałym kontakcie.

Łoboda: Wcale nam się nie współpracuje. Przemysław Czarnek nie szanuje, nie respektuje, nie wspiera działań samorządów. Nie jesteśmy traktowani jako partnerzy. Na samorządy przerzuca się kolejne koszty związane z edukacją.

Sztandarowym przykładem jest subwencja oświatowa, która w Warszawie nie wystarcza nawet na połowę wydatków. Ona nie wystarcza nawet na wynagrodzenia dla nauczycieli i pracowników oświaty.

Oświata w dużej mierze musi być finansowana przez samorząd, a ze strony Ministerstwa Edukacji pojawiają się kolejne wymagania i zadania. Co więcej, przeszkadza się nam poprzez kuratoria.

Jako miasto Warszawa skierowaliśmy do dyrektorek i dyrektorów szkół pismo, informujące, że wolą miasta jest umieszczenie lekcji religii na początku lub na końcu zajęć, tak żeby nie dyskryminować uczennic i uczniów niechodzących na religię. Po 2 tygodniach pojawiła się natychmiastowa odpowiedź kuratorium, które napisało do dyrektorek i dyrektorów, że wcale nie muszą tak robić.

Problem polega na dwuwładzy. Mamy władzę samorządu, jako organu prowadzącego oraz władzę kuratoriów, która nadzoruje, ale za nic nie ponosi odpowiedzialności, ponieważ nie odpowiada za utrzymanie szkół.

Wysocki: Czy w tym całym konflikcie macie narzędzie do minimalizowania skutków nauczania zdalnego?

Łoboda: Mamy narzędzia, tylko nie mamy pieniędzy. Do zorganizowania kompleksowej pomocy psychologicznej potrzebujemy środków. Ale to nie znaczy, że odpuszczamy. Warszawa, przykładowo, wiosną zorganizowała webinary dla rodziców. Chcieliśmy przekazać wiedzę na temat rozpoznawania pierwszych objawów depresji u dzieci i młodzieży oraz metod wspierania osób cierpiących na depresję.

Webinary cieszyły się ogromną popularnością. W każdym z nich uczestniczyło po kilkaset osób. Na każdym czacie podczas internetowych szkoleń pojawiało się po 100, 200 pytań. Inwestujemy w miejskie telefony zaufania, na które mogą dzwonić osoby w kryzysie psychicznym. Mamy poradnie psychologiczno-pedagogiczne - rejonowe i specjalistyczne.

Warszawa jest w tej szczęśliwej sytuacji, że u nas w każdej szkole jest psycholog lub pedagog, a w 70% w szkole pracuje i psycholog i pedagog. Oczywiście, to nie jest sytuacja idealna. Jeden psycholog na dużą szkołę to zdecydowanie za mało.

Problemem jest brak pieniędzy, ponieważ Przemysław Czarnek nie uważa wsparcia psychologicznego za priorytet ministerstwa.

Wysocki: Jakie działania na przyszłość zamierza podjąć Warszawa?

Łoboda: W miarę możliwości możemy zatrudniać dodatkowych psychologów, rozwijać poradnie i Środowiskowe Centra Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży. To dzielnicowe placówki, które pomagają młodym w kryzysie właśnie w ich środowisku, czyli w szkole, w domu.

Kiedy pomoc psychologiczna, terapeutyczna okazuje się niewystarczająca, to w Centrach pracują także psychiatrzy, którzy pomagają, gdy problemy psychiczne są naprawdę poważne.

W rekomendacjach Zespołu ds. Edukacji przy Ogólnopolskim Strajku Kobiet mamy rozpisane szczegółowe postulaty na to, co możemy robić oddolnie, a co mogą zrobić nauczyciele, środowiska okołoszkolne, władza samorządowa i czego oczekujemy od rządu.

Wysocki: Kończąc tę rozmowę, czy uważasz, że faktycznie mamy do czynienia z końcem nauczania zdalnego. Nie obawiasz się, że po powrocie do szkół młodzież i nauczyciele ponownie będą pracować przed kamerkami?

Łoboda: Wszystko zależy od skuteczności i skali szczepień. W tym momencie zdecydowana większość nauczycieli i nauczycielek jest zaszczepiona. Ostatnio padły sygnały z rządu, że w wakacje będą szczepieni nastolatkowie. Oznacza to, że przynajmniej w szkołach ta transmisja wirusa zostanie zminimalizowana. O ile nie rozprzestrzeni się nowa mutacja. Trudno przedstawić jakąkolwiek konkretną prognozę.

Byłeś świadkiem zdarzenia, które powinniśmy opisać? Napisz maila na adres wtv@iberion.pl. Przyjrzymy się sprawie.

Artykuły polecane przez redakcję WTV:

Alan WysockiAutor

Ateista roku 2018, redaktor WTV.

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: wtv@iberion.pl

Podobne artykuły

Danuta Holecka

Wywiady

Mowa ciała Danuty Holeckiej zdradza wiele niewygodnych faktów. Eksperta wyjaśnia

Czytaj więcej >
Jaś Kapela wprost mówi o hipokryzji Kościoła

Wywiady

Jaś Kapela o hipokryzji polskiego Kościoła. Czy Chrystus mógł być wegetarianinem?

Czytaj więcej >
wtv.pl

Wywiady

Iwona Hartwich o Agacie Dudzie: To nie jest moja pani prezydentowa

Czytaj więcej >
Kot Kaczyńskiego

Wywiady

Ekspert skomentował szczegóły opieki Jarosława Kaczyńskiego nad kotem

Czytaj więcej >
wtv.pl

Wywiady

Policja nie zareagowała, bo były mąż "nie połamał Katarzynie nóg". Jej piekło trwa od 5 lat

Czytaj więcej >
W Płocku odbyła się kolejna rozprawa w sprawie Tęczowej Matki Boskiej

Wywiady

Kto kogo tak naprawdę obraża? W Płocku odbyła się kolejna rozprawa w związku z Tęczową Matką Boską

Czytaj więcej >