Zwierzęta padły ofiarami dzikiego stworzenia. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay/Jakubekr
Źródło: Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay/Jakubekr
Wszystkie wideo autora Alan Wysocki
Autor Alan Wysocki - 9 Maja 2020

Niebezpieczne zwierzę grasuje po ulicach polskiego miasta. Maleńki piesek konał na rękach dziewczynki, drugi cudem uszedł z życiem

Zwierzęta w jednym z polskich miast nie mogą czuć się bezpiecznie. To, co spotyka je na ulicach przechodzi ludzkie pojęcie. Jeden z zaatakowanych piesków konał na rękach swojej właścicielki. Drugiemu ledwo udało się wyjść z opresji. Co dzieje się w Grabiszynie?

Gazeta Wrocławska zaalarmowała mieszkańców Grabiszyna o niecodziennych zdarzeniach. Od początku majówki tamtejsze futrzaki padają ofiarą ataków dzikiego zwierzęcia. Na łamach lokalnego medium głos zabrali pokrzywdzeni przedstawiciele lokalnej społeczności. Sprawa, którą nagłośnili, została przekazana policji. Trwają działania służb mające na celu ustalenie przebiegu zdarzeń. Chcą oni uchwycić sprawcę zamieszania oraz wymierzyć mu sprawiedliwość. 

Zwięrzęta z Grabiszyna znajdują się w niebezpieczeństwie? 

Jak relacjonują Gazecie Wrocławskiej pokrzywdzeni opiekunowie psów, pierwszy atak miał miejsce 1. maja. W okolicach południa 14-letnia Emilia wyprowadziła swojego pupilka na krótki spacer. Na dworze, w okolicach ulicy Grabiszyńskiej grasował agresywny amstaff. Nie miał na sobie kagańca, a jedynie cienką smycz. Wyszarpnął dziewczynce małego shih-tzu prosto z rąk i zagryzł na oczach dziecka. Połamany czworonóg miał na sobie rozległe obrażenia, które spowodowały jego zgon. 

- Moja córka szybko wzięła naszego pieska na ręce, amstaf rzucił się na dziecko i usiłował zrzucić jej z rąk naszego psa. Niestety, nasz Teodorek został zagryziony, był cały połamany, konał na rękach mojej córki. Szczęki tego potężnego psa kłapały kilka centymetrów od twarzy mojego dziecka - tłumaczy Gazecie Wrocławskiej Sara Myszkowska, która powiedziała, że właściciel psa jak gdyby nigdy nic odszedł z miejsca zdarzenia.

Amstaff zaatakował również drugie zwierzę. Z doniesień Gazety Wrocławskiej wiemy, że na szczęście nie doszło do śmierci psa. Chociaż dziki czworonóg mocno wgryzł się w buldoga, którego zastał pod jednym ze sklepów, podczas kilkuminutowej szarpaniny udało się odciągnąć psa od swojej ofiary. Pokiereszowany futrzak wymaga stałej opieki lekarskiej. Sprawą zajęli się funkcjonariusze z Komisariatu Policji Wrocław-Grabiszynek. Poza relacjami pokrzywdzonych mają też nagrania z monitoringu, które umożliwią zlokalizowanie sprawcy i postawienie mu zarzutów.

- Funkcjonariusze prowadzą postępowanie pod kątem niezachowania środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia. Policjanci ustalili już dane mężczyzny podejrzewanego o ten czyn. Z ustaleń mundurowych wynika, że odpowiedzialny za oba ataki był ten sam pies. W związku z tymi zdarzeniami, policjanci skierowali do sądu wniosek o ukaranie właściciela psa, a także wystąpili z wnioskiem do odpowiednich instytucji w celu wszczęcia procedury odebrania psa właścicielowi – mówi st. sierż. Dariusz Rajski z biura prasowego wrocławskiej policji, odpowiadając na pytania Gazety Wrocławskiej.

Źródło: [Gazeta Wrocławska "Shih tzu zagryziony, buldog francuski ledwo przeżył. Ludzie na Grabiszynie boją się o swoje psy" 08.05.20]