wtv.pl
wtv.pl

WTV.pl

To one dziś kwestują na WOŚP. "My walczymy o sprzęt medyczny, a władza w tym czasie dręczy kobiety"

31 Stycznia 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

Marta, Natalia, Angelika – to trzy z tysięcy kwestujących wolontariuszy i wolontariuszek, które dzisiaj wyruszyły na ulice, by zbierać na sprzęt medyczny do polskich szpitali. Kim są? Czym się interesują? Dlaczego pomagają?

Marta, 24 lata, Gdańsk

W trakcie pandemii przyjechała do domu rodzinnego, by pisać magisterkę. W lipcu się obroniła. Następnie dostała się do szkoły doktorskiej w naukach chemicznych.

W naukach chemicznych rzadko ktoś pracuje sam. Każdy sprzęt ma właściciela, więc trzeba współpracować. Na przykład na wydziale obok jest mikroskop. Trzeba się dogadać: on sprawdzi pod mikroskopem morfologię zsyntezowanych materiałów, opisze to ze swojej perspektywy i wtedy pojawi się w artykule jako współautor. Tak robi się odkrycia – razem. Jej grupa badawcza to prawie same dziewczyny.

Poszła na doktorat, bo nauka ją bardzo interesuje. W czasie wolnym czyta strony popularnonaukowe, książki związane z nauką. Lubi grać w planszówki, w domu rodzinnym ma charta – whippeta.

„Dzień dobry, mam nogę w szkle, co zrobić?”

Jak dowiedziała się o WOŚP-ie? Wie o nim od zawsze. Gdy była na oddziale laryngologii, jej szpital akurat dostał sprzęt od WOŚP-u. Szukali kogoś, kto będzie nim zbadany, więc w oczekiwaniu na operację zbadali jej słuch. To było dokładnie 11 lat temu. Tegoroczna edycja jest także poświęcona laryngologii – ze względu na to, że sprzęt sprzed 11 lat zdążył ulec zniszczeniu, a choroby układu oddechowego są szczególnie niebezpieczne w czasach pandemii.

WOŚP co jakiś czas pojawiał się w jej życiu. Jako 18-latka należała do bydgoskiej grupy: chodzili po szpitalach dziecięcych w święta przebrani za św. Mikołaja, elfy, śnieżynki. Albo na Wielkanoc, jako króliki. Widziała tam mnóstwo sprzętów, które miały serduszko.

Potem zaczęła jeździć na Pol'and'Rock Festival (dawniej Woodstock) – najpierw jako festiwalowiczka, a po dwóch latach w Pokojowym Patrolu. Pokojowy Patrol to formacja wolontariuszy, którzy pomagają przy organizacji Pol'and'Rock Festival i Finału WOŚP.

– Wyszukałam informacje na stronie internetowej WOŚP i zgłosiłam się na szkolenia. Myślałam, że szkolenia to tylko formalność, ale to były bardzo ciężkie trzy dni. I bardzo owocne. Pierwsza pomoc, zasady organizacji imprez masowych, praca w zespole, budowanie zespołu, komunikacja między członkami… Nie było chwili wolnego, dostaliśmy dużo informacji naraz, wykłady były długie, wiele godzin praktyki, a całość kończyła się egzaminami. Ale czuję, że dużo mi to dało.

Pierwszy raz jako Pokojowy Patrol była na festiwalu rok temu. I ostatni, bo potem nadeszła pandemia.

Marta trafiła do grupy lotnej. Pokojowy Patrol ma dwie grupy: lotne i stałe. Te pierwsze są bardziej mobilne, drugie działają w jednym miejscu i są odpowiedzialne za konkretny dział, np. dużą lub małą scenę albo Akademię Sztuk Przepięknych. Marta najczęściej była odpowiedzialna za pilnowanie bramek przed dużą sceną. Ze względu na uznanie festiwalu jako wydarzenie o podwyższonym ryzyku, należało przestrzegać licznych obostrzeń. Dla przykładu, na teren dużej sceny nie można wnosić alkoholu – więc dbała, by nikt tego nie robił. Na polu sprawdzała, czy np. ktoś nie chodzi ze szkłem, bo szklane przedmioty także są zakazane na festiwalu. Albo czy ktoś nie robi grilla, bo to byłoby zagrożenie pożarowe. Często ludzie zwracali się do niej o pomoc.

Pokojowy Patrol to także pomoc dla medyków – mają pierwszą styczność z osobami, którym coś się stanie.

– Pamiętam przypadek, gdy jeden z festiwalowiczów miał szkło w nodze. Ochroniarz przybiegł, żeby mu pomogła. „Dzień dobry, mam nogę w szkle, co zrobić?” – usłyszałam. Zadziwił mnie spokój tego chłopaka, bardziej stresowali się wszyscy wokół tego festiwalowicza niż on sam. Musiałam go odpowiednio pokierować, aby trafił do osób, które odpowiednio opatrzą mu ranę.

Na szczęście, jeszcze nie musiała wykorzystać umiejętności pierwszej pomocy. Nie miała ciężkich sytuacji – czasem tylko mężczyźni byli wyżsi od niej i ją ignorowali na bramce.

– Czułam, że robię coś pożytecznego. Były czasem cięższe momenty, bo na niektórych koncertach zbierało się mnóstwo ludzi, jak Happy Sad. Ciężko było dopilnować ludzi, aby stosowali się do obostrzeń. Na szczęście, z nami był Niebieski Patrol, grupa ochroniarzy, którzy nas wspierali. A ja mogłam posłuchać koncertów. Przez dwa dni wysłuchałam prawie wszystkich koncertów z dużej sceny. Bardzo mi się podobało też to, że ludzie nam ufali.

“Myślałam, że Owsiak otacza się ochraniarzami”

Tego samego roku Marta pomagała przy finale WOŚP-u. Udało jej się dostać do Warszawy. Tym razem była grupą stałą – stacjonowała w namiocie, w studiu telewizyjnym. Miała dbać o bezpieczeństwo i o to, by ludzie w namiocie nie zakłócali emisji na żywo (np. poprzez korzystanie z telefonów komórkowych), nie zbliżali się za bardzo do Jurka Owsiaka albo do zaproszonych gości w trakcie czasu antenowego. Owsiak był bardzo dynamiczny, dużo chodził, musieli więc czasem robić korytarze dla niego i gwiazd.

– Myślałam, że Owsiak otacza się ochraniarzami. A on po prostu chodził wokół nas, żartuje, przybija piątkę. Pokojowy Patrol to takie trochę jego oczko w głowie, bardzo dba, abyśmy byli jak najlepiej wyszkoleni, wyposażeni, a nawet najedzeni i wypoczęci.

Z Owsiakiem nie rozmawiała, bo całe szoł było jego. Nie chciała go rozpraszać, podobnie jak reszta wolontariuszy.

– Cieszyłam się, że tam jestem. Podobało mi się, że moja mama oglądała Finał jednocześnie na żywo i z telewizora, który obok nas wisiał. Niezapomniane doświadczenie

Grupa była też odpowiedzialna za organizację „Wielkiej Ściskawy”. Zabawa polegała na tym, że na drodze było namalowane serce i trzeba było upakować do niego jak najwięcej ludzi. Akcja miała miejsce w całym kraju, poszczególne miasta ze sobą rywalizowały. Miejscowość, w której udało się zmieścić najwięcej ludzi, wygrywała.

Oczywiście, w tym roku nie ma mowy o takim wydarzeniu.

“Inaczej byśmy się nie poznali, bo gdzie?” 

Dzięki Pokojowemu Patrolowi ma znajomych, spotykają się. Grupa jest zżyta. Jej leader pomógł jej się wyprowadzić z akademika na stancję w czasie pandemii. Kiedy indziej nocowała u niej dziewczyna poznana w Pokojowym Patrolu. Mają stały kontakt. Marta nie znała nikogo, gdy zaczynała.

– To niesamowite, że poznałam tu tylu ludzi i trzymamy się razem. Za każdym razem, gdy szykuje się WOŚP-owe wydarzenie, nie mogę się doczekać, żeby spotkać tych ludzi. Pomaganie okazuje się radosne i przyjemne. A to są tak różni ludzie! Informatyk, doktorant, stewardessa (jak ją poznałam, marzyła o tym, żeby nią zostać, przez czas naszej znajomości śledziłam to, jak udało jej się to osiągnąć), dużo studentów, kierowca TIRA, ludzie pracujący w gastronomii, ochroniarz. Inaczej byśmy się nie poznali, bo gdzie? Nieważna jest płeć, wiek, status społeczny: na WOŚP-ie spotyka się przekrój przeróżnych osób.

W trakcie pandemii także pomagała. Wiele osób jako Pokojowy Patrol robiło zakupy starszym osobom. Marta wyprowadzała sąsiadom psy.

– Gdy pomagam, odczuwam wielką satysfakcję, że mogę pomóc, zrobić coś dobrego i nowego. I to przyjemne uczucie, że ludzie mi ufają. Czuję wielką odpowiedzialność, ale czuję też zaufanie.

“Miałam wrażenie, jakbym cofnęła się do czasów średniowiecza”

Kilka dni przed Finałem WOŚP pojawiło się uzasadnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczące niekonstytucyjności aborcji wykonanej z przesłanki embriopatologicznej.

– Gdy dowiedziałam się o wyroku, myślałam, że to zły sen. Naprawdę ciężko mi było w to uwierzyć: po tylu latach istnienia zapisów o aborcji w dozwolonych przypadkach oraz w świadomości, jak wygląda prawo aborcyjne za granicą, politycy oraz działacze pro-life osiągną swój “cel” w taki sposób. Miałam wrażenie, jakbym cofnęła się do czasów średniowiecza. Popieram strajk kobiet i jestem z nim całym sercem, ale nie uczęszczam na protesty, bo nie czuję się swobodnie w tłumie i przerażają mnie huki np. wystrzelonych rac.

Pierwsza demonstracja Marty to czarny protest, bodaj 3 lata temu. Wtedy ustawę o zaostrzeniu prawa aborcyjnego zamrożono w Sejmie.

– Pamiętam, że na proteście spotkałam wielu ludzi w różnym wieku, wszyscy byli dla siebie naprawdę mili i chętni do pomocy. Użyczaliśmy sobie wieszaki i tabliczki, trzymaliśmy na przemian bannery lub parasolki. Spotkałam nawet na proteście panią profesor ze studiów, z którą miałam zajęcia!

Jeszcze przed protestami Martę interesowały prawa kobiet – głównie w środowisku naukowym.

– Czytałam wiele książek o naukowczyniach, które dokonywały wielkich odkryć, ale obecnie niewiele się o nich słyszy, ponieważ były kobietami, np. Upór i przekora. Dla wielu ludzi wiedza kończy się na Marii Skłodowskiej-Curie. Gdyby poprosić zwykłego przechodnia na ulicy o wymienienie pięciu znanych kobiet w nauce, pojawiają się schody. Hedy Lamarr, Ada Lovelace, Rosalind Franklin – to takie świetne naukowczynie. Powinien o nich wiedzieć każdy i każda.

Marta w tym roku także bierze udział w Finale WOŚP, ale w sztabie Gdańsk-Strzyża jako członkini komisji liczącej.

Natalia, 25 lat, Brzeg Dolny 

Jej pierwszy Strajk Kobiet to 2016 r., gdy przetoczyła się w Polsce pierwsza fala protestów. Była z przyjaciółką na rynku we Wrocławiu. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego była dwa razy na protestach w Brzegu Dolnym i trzy razy we Wrocławiu. We wrocławiu była z tą samą przyjaciółka, z którą walczyły cztery lata wcześniej. Mają takie same poglądy i razem się wspierają.

– Zawsze uważałam się za spokojną osobę, trudno było mnie zdenerwować. W zeszłym roku natomiast gotowałam się w środku wiele razy. Byłam wściekła, że coś, co jest podstawowym prawem człowieka, jest mi odbierane. Płakałam na zmianę z uderzaniem w poduszkę. Na strajkach próbowałam wykrzyczeć całą moją złość. Zdecydowanie zaczęłam więcej kląć. Utwierdziłam się w przekonaniu, że choć uwielbiam dzieci – w końcu z nimi pracuję – to sama nie chcę rodzić. Nie w Polsce.

Natalia interesuje się swoimi prawami od zawsze, choć mocniej feminizmem i budową swoich lewicowych poglądów zaczęła się interesować przed ostatnimi wyborami do Sejmu, gdy musiała się na coś zdecydować. Ale z domu wyniosła swoje obywatelskie odruchy: zawsze chodziła na wybory i od małego była uczona tolerancji.

Pomoc osobom z niepełnosprawnościom zamiast dręczenia kobiet

Natalia pracuje z dziećmi z różnymi niepełnosprawnościami, także z wadami genetycznymi. Zarówno z lekką niepełnosprawnością, jak i z bardzo dużą.

– Potrzeba ośrodków, szkół specjalnych, gdzie można wysłać dziecko na zajęcia na kilka godzin, a ono będzie pod dobrą opieką specjalistów: pedagogów, logopedów, fizjoterapetów, psychologów, terapetów zajęciowych. W większych miastach są takie placówki, w mniejszych może być kłopot. Takie miejsca pomagają usamodzielnić się dziecku, ale dają też rodzicom chwilę wytchnienia od ciągłej opieki. Brakuje też środków na nowoczesne metody leczenia, sprzęty ułatwiające pielęgnację i rehabilitację, specjalistów, którzy będą mogli przyjeżdżać na zajęcia do domu dziecka. Potrzeba też wsparcia osoby, która podpowie, gdzie się zgłosić, by tę pomoc uzyskać, do jakich fundacji. A także osób, z którymi dzieci z niepełnosprawnościami mogą porozmawiać. Wsparcia psychicznego, osoby, która ich wysłucha. Tego wszystkiego w tej chwili nie ma. I bardzo chciałabym, żeby to na tym skupiły się organizacje pro-life zamiast na dręczeniu kobiet i niszczeniu im życia. 

– Na niedawnym proteście kobiet w Brzegu pewna pani zaczepiła mnie, widząc, że mam nalepkę Woodstocku. Zagadała do mnie. Opowiadała, że jeździ regularnie z synem na festiwal. Syn stał obok niej na proteście.

“Powinno to załatwiać Ministerstwo Zdrowia, ale jest, jak jest”

Jako dziecko Natalia była na wszystkich Woodstockach w Żarach. Wie to z opowieści rodziców, którzy zabierali ją ze sobą. Urodziła się w Jeleniej Górze – Żary to ledwie trochę ponad 100 km. I tak przez lata. Gdy festiwal przeniósł się do Kostrzyna nad Odrą, przestali jeździć.

Natalia trzy dni po maturze poszła na szkolenie do Pokojowego Patrolu.

– Pamiętam, że w liceum pierwsza pomoc była trudna do zapamiętania. A na szkoleniu do Pokojowego Patrolu pierwsza pomoc jest nauczana tak, żeby wywołać odruch pomagania, żeby skupić się na tym, żeby być jak najbardziej efektywnym w pomaganiu.

Obecnie działa w Pokojowym Patrolu sześć i pół roku – i nie wyobraża sobie festiwalu nie w czerwonej koszulce, którą noszą Patrolowcy.

– W 2014 r. dokonałam dwóch najlepszych decyzji w moim życiu – dołączyłam do PP i poszłam na studia na fizjoterapię do Wrocławia.

Natalia jest fizjoterapeutką, interesuje się fizjoterapią dziecięcą. W trakcie studiów sama miała wiele zajęć w szpitalach. Nie raz widziała sprzęty z serduszkiem. W szpitalu w Żarach u jej prababci cały oddział geriatryczny był w serduszkach. Na jej szkoleniu była dziewczyna, która sama urodziła się jako wcześniak i leżała pod urządzeniami WOŚP-u. Pomagając innym, chciała podziękować za to, że żyje.

– Powinno to załatwiać Ministerstwo Zdrowia, ale jest, jak jest.

“To ludzie, na których zawsze mogę liczyć”

Jej pierwszym wydarzeniem patrolowym był Woodstock.

– Uwielbiam klimat tego miejsca, życzliwość ludzi. Jeżdżę tam od dawna i nigdy nie spotkałam się z negatywnymi komentarzami, wszyscy dookoła wydają się mili, uśmiechnięci. Na pierwszym Woodstocku poznałam kilka osób, z którymi mam kontakt do dzisiaj, a także przyjaciółkę. Często ze sobą piszemy, ale spotykamy się tylko raz w roku na festiwalu. Ale w zeszłym roku udało mi się do niej pojechać, do Irlandii. To ludzie, na których zawsze mogę liczyć.

Pierwszy raz z puszką kwestowała we Wrocławiu. Potem zaczęła jeździć na finały do Warszawy jako Pokojowy Patrol. Od trzech lat jeździ też jako wolontariuszka na wszystkie inne wydarzenia – maratony, festiwale Copernikon, Pyrkon…

– Gdy mieszkałam w akademiku, zbierałam na WOŚP po ludziach na miejscu. Jeden chłopak zwrócił mi uwagę, że on nie daje dla złodziei. Ale to wyjątek. Większość reakcji była bardzo pozytywna. Zdziwiłam się, że ludzie dają takie duże kwoty na pomoc. Pomaganie daje mi satysfakcję z bycia częścią czegoś, co daje tyle dobra. Dało mi także przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Ale i możliwość aktywnego spędzenia czasu. Działanie w wolontariacie buduje moją pewność siebie. Podczas pomagania usłyszałam tyle miłych słów o sobie – nigdy wcześniej ich nie słyszałam. Po każdym wydarzeniu, w którym uczestniczę, jestem naładowana pozytywną energią. I choć na co dzień mam często momenty, w których jest mi smutno, dołuje mnie okrucieństwo, brak tolerancji, hejt, to oglądając zdjęcia z wydarzeń, słuchając festiwalowej muzyki czy pisząc ze znajomymi, wracam do tych pozytywnych chwil i to poprawia mi nastrój. Obserwuję ludzi, których znam z WOŚP-u: pomagają z zakupami w czasach pandemii, oddają honorowo krew, pomagają w zbiórkach na inne charytatywne cele... Przywracają mi wiarę w ludzi. Też chcę być takim człowiekiem.

Angelika Friedrich, 20 lat, Tychy

– Od małego byłam ogromnie pomocowym i empatycznym dzieckiem. Dzieliłam się z całą klasą kredkami, nawet jeśli pastele mi samej się kończyły. Co roku gdy był Finał WOŚP, prosiłam, żeby mama dała pieniążka. Chciałam pomagać całemu światu. To było moje marzenie, żeby chodzić i rozdawać serduszka.

Gdy Angelika miała 16 lat, mogła zacząć być wolontariuszką WOŚP-u i chodzić bez rodziców. Bardzo czekała na ten wiek, od razu się zgłosiła.

– Odkąd to zrobiłam, cały czas byłam podekscytowana, kilka miesięcy bez przerwy. Nocą przed finałem nie mogłam spać. W końcu odebrałam tę puszeczkę i poczułam, że spełniłam swoje pierwsze marzenie, kiedyś nieosiągalne.

Zbiera zawsze w Tychach. Za pierwszym razem spotkała się z koleżanką, która jej towarzyszyła, a potem chodziła sama.

– Wiem, że to trochę nieodpowiedzialne, ale u mnie chęć pomocy była silniejsza. Jestem odważną osobą. Raz zaczepił mnie pan wracający z kościoła i powiedział, że Jurek Owsiak za te pieniądze jeździ na wakacje na Malediwy. Innym razem dwóch starszych ode mnie mężczyzn zaczęło się ze mnie wyśmiewać. Przywykłam do tego – nieważne, co inni mówią o mojej działalności, ważne, że robię to z potrzeby serca. Był też ksiądz, który wyrzucił mnie z okolic kościoła, mimo że stałam daleko, za barierkami. Miałam 16 lat i myślałam, że nie mogę nic zrobić, że powinnam go słuchać. Wtedy jeszcze miałam inne podejście do Kościoła katolickiego. Wychowywałam się w katolickiej rodzinie, więc nie do końca miałam pojęcie, jak źle tam jest, jak wiele tragedii dzieje się za tymi murami. Na jednej z kolęd pokłóciłam się nawet z księdzem, bo "zamiast WOŚP-u powinnam wspierać katolicką organizację". Od dzieciństwa miałam pewność siebie do wyrażania własnego zdania, więc kapłan nie dał mi rady. Ale poza tą jedną reakcją miałam mnóstwo pozytywnych. Raz spędziłam dużo czasu na pogaduszce z panią, która marudziła na księdza proboszcza. Innym razem podeszła do mnie starsza pani i spytała, czy nie chciałabym pójść z nią na herbatkę, bo pewnie marznę. Albo czy nie przynieść mi rękawiczek. Gdy zbierasz, ludzie patrzą na ciebie ze współczuciem, empatią. To daje siłę.

“Dokładając cegiełki, możemy zbudować całkiem solidny dom”

W tym roku Angelika też planuje zbierać, choć nie ma za wiele czasu ze względu na studia – studiuje psychologię i akurat jest sesja. Ale będzie starała się zrobić wszystko, żeby tę jedną niedzielę poświęcić. Zgłosiła się do sztabu. Wiele czasu poświęca obecnie walce o lepszy stan psychiatrii dziecięcej. Razem ze znajomymi prowadzi bloga Nastoletni Azyl. Chce pomagać dzieciom i nastolatkom w szpitalach psychiatrycznych, jako psycholożka.

– Chciałabym dołożyć swoją cegiełkę, bo dokładając cegiełki, możemy zbudować całkiem solidny dom. Od zawsze marzyłam, żeby spotkać Owsiaka i mu podziękować. Robi mnóstwo dobrych rzeczy i mierzy się z olbrzymim hejtem. Gdyby nie pandemia, mogłabym mu podziękować – miałam być na debacie o psychiatrii dziecięcej w Senacie. On tam był, byłam o krok, żeby mu podziękować. Myślę, że Jurek wie, jak wiele osób go podziwia i jak wiele robi – ale to powinien robić rząd, także w kwestii psychiatrii.

Dlatego poza WOŚP-em Angelika zapisała się do młodzieżówki partii politycznej. Kiedyś organizowała strajki klimatyczne. Do partii dołączyła półtora roku temu. Od 2021 roku jest też asystentką społeczną wicemarszałkini Senatu – pani Gabrieli Morawskiej-Staneckiej.

– Dzięki temu jestem w stałym kontakcie z polityczkami i politykami. To ważne, żeby rozmawiać o psychiatrii np. z wicemarszałkinią Senatu, a nie do ściany. W sieci można pisać i robić dużo dobrego, ale z dostępem do takich ludzi można pomóc jeszcze bardziej. W Lewicy poznałam mnóstwo młodych ludzi, podobnych poglądowo. Ludzi, dla których ważni są inni ludzie.

Na WOŚP-ie póki co zbiera sama, nie poznała za wiele osób. Ale często spotyka ludzi z WOŚP-u przy innych działaniach, przez cały rok. Także podczas strajków kobiet. Wraz z przyjaciółmi prowadzi katowicką grupę strajkową na Facebooku. 

Aborcja to ochrona zdrowia psychicznego kobiety

– Zdrowie psychiczne to główny obszar mojego zainteresowania, stąd też moje zaangażowanie w strajki kobiet. Uważam, że przymuszanie do donoszenia ciąży to może być ogromna trauma dla kobiety – a aborcja jest w stanie temu zapobiec. Ja nie wyobrażam sobie np. urodzenia martwego dziecka, bycia trumną przez 9 miesięcy. Myślę tu o sytuacji, w której chciałabym zostać mamą, bo tu to cierpienie byłoby duże. Śmierć mojej babci przesyłam strasznie, więc gdybym miała pokochać kogoś przez te miesiące, a potem stracić… na pewno skończyłoby się to u mnie źle, jestem bardzo wrażliwą osobą. Mówiąc o innych sytuacjach, gdy niemowlę miałoby urodzić się chore, przestawienie całego swojego życia dla kobiety (jej partnera zapewne też), jest często niemożliwe. Warto zaznaczyć, że to nie będzie opieka do słynnego 18 roku życia, a do samego jego końca. Kobiety potrafią o sobie same decydować, nie potrzebujemy, aby naszymi macicami zajmowali się politycy. Bo nam przecież chodzi o zwykłe prawo do wyboru, które w innych krajach jest przestrzegane. To naprawdę nie jest dużo. Nikt nikogo do wykonania tego zabiegu nie będzie zmuszał, a my póki co do bycia inkubatorem już zmuszane w Polsce jesteśmy, choć mam w sobie ogrom wiary, że to się zmieni. Społeczeństwo się wkurzyło i to mnie cieszy. Uważam, że chodzenie na strajki jest świetnym miejscem do wyrażania złości, którą bardzo często staramy się tłumić – tam możemy krzyczeć, to sporo daje. Ja po nich czułam się "oczyszczona". W moim mieście, w Tychach, mieliśmy duże wsparcie na protestach m. in. policji, co jest jakimś ogromnym wyjątkiem. W mieście obok, w Katowicach, już tak to nie wyglądało. Mojego kolegę ciąga się na przesłuchania za udział w strajkach. Ale u mnie było bezpiecznie, nie bałam się brać udziału w protestach (mówię tu póki co o październiku i listopadzie). Ludzie z okien nas wspierali, grali na garnkach, robili hałas czymkolwiek mieli pod ręką. Policja asekurowała nas przed dojściem na skrzyżowanie czy rondo, blokowała je już wcześniej – żebyśmy mogli na spokojnie przejść. Była tylko jedna nieprzyjemna sytuacja: jacyś ludzie postanowili z okna rzucać w nas jajkami. W nikogo nie trafili (na szczęście!), więc jajka się zmarnowały, a już lepiej byłoby z nich zrobić jajecznicę.

Angelika nie przestanie działać i wspierać potrzebujących.

– Co mi to daje? Radość i poczucie sprawczości. Nie lubię siedzieć w miejscu, lubię działać, to mi daje radość. Często czułam się niewystarczająca, niepotrzebna, a dzięki swoim działaniom mogę to realizować, mam poczucie ważności – martwię się o swojego małego człowieczka i innych małych człowieczków.

Podobne artykuły

Google Maps

Polska

Zbrodnia w Borowcach. Sąsiad opowiedział więcej o Jacku Jaworku. Mężczyzna miał spore problemy

Czytaj więcej >
W jednym z mieszkań w Międzyborzu policja odkryła zwłoki kobiety. Obok niej znajdowała się dwójka dzieci

Polska

Rodzeństwo zamknięte w mieszkaniu ze zmarłą matką. Dramat w woj. dolnośląskim

Czytaj więcej >

Polska

Lubelskie. Nie żyje 24-letni motocyklista, policja wydała apel

Czytaj więcej >
ARKADIUSZ ZIOLEK/East News - zdjęcie ilustracyjne

Polska

Tragiczne skutki sobotniej burzy. Zniszczenia widoczne są w całej Polsce

Czytaj więcej >

Polska

Silne burze i deszcz w całej Polsce. IMGW wydało ostrzeżenia

Czytaj więcej >
W sobotę wieczorem w Poznaniu doszło do tragicznego wypadku. Nie żyją dwie osoby

Polska

W Poznaniu w aucie spłonęły dwie osoby. Wcześniej kierowca uderzył w słup trakcyjny

Czytaj więcej >