Paweł Adamowicz. wikipedia.org
Źródło: wikipedia.org
Wszystkie wideo autora Konrad Wrzesiński
Autor Konrad Wrzesiński - 17 Stycznia 2020

Wyciekł list zabójcy Pawła Adamowicza. Tylko dla osób o mocnych nerwach

Stefan W., zabójca Pawła Adamowicza, nie tylko nie przyznaje się do winy. Mężczyzna domaga się również przeniesienia do innej celi i odszkodowania.

Zabójca Pawła Adamowicza domaga się odszkodowania od państwa. Ponadto wskazuje osoby, które jego zdaniem są odpowiedzialne za śmierć prezydenta Gdańska. O wszystkim informuje brata w napisanym przez siebie liście.

Do wspomnianego listu dotarli dziennikarze "Super Expressu". Stefan W. pisze w nim, że jest nieprawidłowo traktowany. Mężczyzna oświadcza również, że jest w złym stanie psychicznym i żąda przeniesienia go do normalnej celi. Obecnie przebywa w celi "N", przeznaczonej dla wyjątkowo groźnych więźniów.

Stefan W: posiedzę dwa lata i wyjdę

Zabójca Adamowicza jako winnych śmierci prezydenta Gdańska wskazuje sąd, prokuraturę oraz służbę więzienną, które "zawiązały przeciwko niemu spisek". Stefan W. zaznacza, że został wrobiony w morderstwo. Pisze również, że poprzednio został niesłusznie zamknięty w więzieniu, co zaowocowało chorobą psychiczną i tym, że "stał się wariatem". Za wyrządzone szkody Stefan W. oczekuje "milionów odszkodowania".

Przypomnijmy, że Stefan W. zaatakował Pawła Adamowicza 13 stycznia 2019 roku podczas 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Mężczyzna ranił nożem prezydenta Gdańska w trakcie światełka do nieba. Mimo że sąd uznał napastnika za niepoczytalnego, "Wyborcza" dotarła do ludzi, którzy twierdzą, że Stefan W. od dawna planował atak. Na wiele tygodni przed zajściem zakupił nóż w sklepie z militariami, a następnie ćwiczył zadawanie ciosów w lesie. Nabył również "Podręcznik użycia broni dla jednostek specjalnych".

"Myślałem, że będę miał dożywocie, ale trzech biegłych psychiatrów uznało, że byłem niepoczytalny, to oznacza, że niedługo pojadę do szpitala, prawdopodobnie w Starogardzie Gdańskim, a tam co sześć miesięcy można wyjść. Posiedzę pewnie ze dwa lata i wyjdę”, pisał Stefan W. w liście do brata, do którego dotarła "Gazeta Wyborcza".