poczta polska. Wikimedia Commons/burtsŹródło: Wikimedia Commons/burts
Wszystkie wideo autora Weronika Szatkowska
Autor Weronika Szatkowska - 17 Kwietnia 2020

Zaufałam Poczcie Polskiej i popełniłam błąd. Nie mam 1000 zł, ani zawartości paczki

Poczta Polska cieszy się powszechnym zaufaniem, głównie dlatego, że jest to spółka skarbu państwa, zajmująca się świadczeniem usług pocztowych. W tym przypadku również w okresie problemu z epidemią w naszym kraju postanowiłam zaufać jednej z placówek. Obecnie jestem w sytuacji bez wyjścia, bez pieniędzy oraz bez wartościowego towaru, który powierzyłam w ręce pracowników.

Oczywiście, to nie jest tak, że oczerniam zapracowanych listonoszy i pracowników w obecnej sytuacji. Przez wzgląd na stan epidemii w Polsce, jestem bardzo wyrozumiała. Jednak przejdźmy do kontretów tej historii.

O. Rydzyk zdemaskowany. O. Rydzyk zdemaskowany. "Elektorat radiomaryjny jest bardzo lojalny, ale jest go coraz mniej"Czytaj dalej

Poczta Polska nadała przesyłkę, która rozpłynęła się w powietrzu?

Aktualnie świat mediów jest zasypywany fake newsami i innymi informacjami dotyczącymi spraw bieżących. Aby ułatwić sobie pracę, zwyczajnie postanowiłam kupić nowy telefon, aby praktycznie w każdym momencie dnia wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie.

DZISIAJ GRZEJE: 1. Biedronkę dziś w nocy czeka oblężenie. Właśnie ogłoszono ofertę, jakiej jeszcze nie było
2. Czy po 20 kwietnia wejdziemy na cmentarze? Jest odpowiedź ministerstwa w tej sprawie

Wybrałam jeden z popularniejszych sklepów, RTV Euro AGD. Telefon dotarł bardzo szybko, ale nie spełniał moich oczekiwań. Dowiedziałam się, że jedyną możliwą drogą zwrotu jest odesłanie smartfona do magazynu w Pruszkowie. Wypełniłam dokumenty i jeszcze tego samego dnia postanowiłam odesłać towar. 

Dystans, jaki paczka musiała pokonać, wynosił około 20 km, ze względu na to, że placówka, z której była nadana znaduje się na Mokotowie w Warszawie. Czy dało się bliżej i łatwiej? Może się wydawać, że nie. Przy nadawaniu przesyłki zaznaczyłam, że jest to sprzęt, który jest trochę warty i bardzo martwię się o nadawanie go w placówce Poczty Polskiej w okresie panującego wirusa. Kilkukrotnie zostałam zapewniona, że zostanie dostarczony bezpiecznie, szybko i bezproblemowo. Zaproponowałam nawet, że mogę udać się do prywatnej firmy kurierskiej, ponieważ bardzo zależy mi na czasie. Oczywiście, zostałam znów upewniania i proszona o zaufanie. Paczkę dodatkowo ubezpieczyłam, bo jakoś nie do końca byłam w stanie uwierzyć, że mogę w pełni oddać w ręce poczty coś wartościowego. I miałam rację!

Paczka została nadana 31 marca i też tego dnia wydostała się z placówki. Czekałam tydzień, śledząc paczkę w internecie na stronie "Pocztexu". Stan był cały czas taki sam "Wysłanie przesyłki", data 31.03.2020.

poczta polska
Czekałam kolejny tydzień, dzwoniąc nawet na infolinię sklepu, przesyłki nie było, a stan jej nadania nadal wyglądał tak samo. Na odesłanie paczki miałam 14 dni, a zrobiłam to tego samego dnia. Nie przeze mnie, ani nie przez moją opieszałość. Ostatecznie na infolinii poczty, usłyszałam, że muszę złożyć reklamację. Jednak oprócz pustego arkusza w sieci, nie otrzymałam żadnych konkretnych informacji. Postanowiłam wybrać się więc osobiście do placówki, z której paczka została nadana i tu doznałam szoku. Paczki na miejscu nie ma i została wysłana tego samego dnia, ale nikt nie wie co się z nią dzieje. Rozpłynęła się, nie istnieje, nie wiadomo, czy ktoś z listonoszy, czy osób pracujących przywłaszczył sobie moje mienie, czy może zgubił. Nie wiem też, w jaki sposób mogę ją odzyskać, czy telefon nie został uszkodzony. 

Na poczcie jedyne co usłyszałam, to fakt, że nic więcej nie mogę zrobić oprócz reklamacji, którą już złożyłam. Na decyzję w mojej sprawie (czyli zgubienia mojego sprzętu, powierzonego i kosztownego) muszę czekać 30 dni! 30 dni bez tysiąca złotych w trakcie kwarantanny, bez rzeczy, której nie mogę odzyskać, zabrać, czy zmienić na dostawę kurierem. Tak, jak w mojej sytuacji życiowej jestem w stanie pozwolić sobie na brak tych pieniędzy, tak osoby, których na to nie stać muszą być w kropce. Przypuszczam, że mój przypadek nie jest odosobniony. W okresie epidemii, oprócz stresu związanego z faktem bycia w grupie wysokiego ryzyka, dodatkowym problemem jest zaginione 1000 zł. Wielu Polek i Polaków dostaje 1500 zł na przeżycie, a inni wcale. Można więc powiedzieć, że zaginęła kwota, podobna do wartości dochodów obywateli w czasie pandemii. 

Czy uda mi się odzyskać pieniądze lub sprzęt? Tego nie wiem i obawiam się, że mogę nie otrzymać nic i być stratna. Najgorszy w tej sytuacji jest fakt, że mam związane ręce i nic nie mogę z tym zrobić, mimo że to moja własność. Mam czekać na łaskę "Wielkiego Brata", który zechce zdecydować o moim zaginionym mieniu w ciągu 30 dni. 

Przyszło mi na myśl, że być może ktoś sfrustrowany sytuacją listonoszy, widząc, że przesyłka jest ubezpieczona, zwyczajnie ją sobie przywłaszczył. I wiecie co? Wcale się mu nie dziwę. Winny jest system, nie jednostka.

Jeśli byłeś/aś w takiej samej sytuacji i chcesz to nagłośnić, podziel się swoją historią, pisząc maila na redakcja@wtv.pl.

ZOBACZ TAKŻE: