Piotr Szumlewicz: Podatki dochodowe niskie i niesprawiedliwe. Pixabay/Gosiak1980
Źródło: Pixabay/Gosiak1980
Wszystkie wideo autora Piotr Szumlewicz
Autor Piotr Szumlewicz - 25 Marca 2021

Piotr Szumlewicz: Podatki dochodowe niskie i niesprawiedliwe

W Polsce podatki dochodowe są niskie i niesprawiedliwe. Z ostatnich danych Europejskiego Urzędu Statystycznego wynika, że podatki od pracy w Polsce należą do najniższych w Unii Europejskiej.

Łącznie w 2019 r. podatki dochodowe w Polsce wynosiły 13,4% PKB przy średniej unijnej 18,4%. Oznacza to, że gdyby podatki dochodowe w Polsce były w wysokości średniej unijnej, to do finansów publicznych trafiałoby o 5 pkt proc. PKB więcej niż obecnie, czyli ponad 100 mld zł rocznie! W tym kontekście warto się zastanowić, czy faktycznie dobrym pomysłem byłaby obniżka podatków dochodowych, o której mówi większość liczących się partii na polskiej scenie politycznej.

Ale podatki dochodowe w Polsce nie tylko są niskie, ale też niesprawiedliwe. Wiele interesujących danych na ten temat ukazało się niedawno w sprawozdaniu Ministerstwa Finansów dotyczącym struktury podatku PIT w 2019 r..

Po pierwsze, podatki dochodowe w Polsce są bardzo mało progresywne. Co prawda istnieją dwa progi podatkowe – 17% i 32%, ale w górną stawkę (dla dochodów przekraczających 85,5 tys. zł rocznie) wchodzi zaledwie 4,84% podatników rozliczających się według skali podatkowej, czyli nieco ponad 1,2 mln osób z ponad 25,5 mln.

Po drugie, z danych Ministerstwa Finansów wynika, że większość Polaków i Polek ma bardzo niskie dochody. Według Głównego Urzędu Statystycznego średnia pensja w gospodarce narodowej w 2019 r. wyniosła 4918 zł brutto, czyli 3556 złotych na rękę. Okazuje się jednak, że zdecydowana większość podatników ma o wiele niższe pensje. Wśród 25,5 mln osób mieszczących się w niższej stawce podatku PIT średnie zarobki wynoszą niecałe 28 tys. zł rocznie netto, czyli jedynie 2326 zł miesięcznie.

Po trzecie, co potwierdzają dane Eurostatu, podatki dochodowe od osób fizycznych w Polsce są bardzo niskie. Efektywne opodatkowanie osób rozliczających się według skali podatkowej wynosi zaledwie 8,78% – 7,34% dla podatników mieszczących się w pierwszym progu podatkowym i 15,07% dla osób wchodzących w próg 32%.

Po czwarte, górna stawka podatku PIT w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. Większość krajów UE ma znacznie wyższe stawki niż 32%, a w najbogatszych krajach Europy Zachodniej najwyższa stawka PIT wynosi 50% lub więcej. Niedawno PiS wprowadził tzw. podatek solidarnościowy, ale jego zasięg jest bardzo ograniczony. Wynosi on 4% od kwoty przekraczającej milion złotych, ale obejmuje zaledwie około 20-25 tys. podatników.

Po piąte, od 2004 r. w naszym kraju obowiązuje przywilej dla przedsiębiorców w postaci podatku liniowego w wysokości 19%, z którego korzysta coraz więcej osób. W 2004 r. było ich 200 tys., w 2009 r. ponad 390 tys., w 2018 r. ponad 629 tys., a w 2019 r. już 702 tys. osób. Ich łączny dochód brutto dwa lata temu wynosił 190 mld zł. Oznacza to, że przeciętny dochód miesięczny każdego z podatników należących do tej grupy wyniósł 270,7 tys. zł rocznie, czyli blisko 22,6 tys. zł miesięcznie! Dzięki temu mechanizmowi najbogatsi podatnicy uciekają od wchodzenia w górną stawkę podatku PIT i płacenia wyższych obciążeń fiskalnych.

Po szóste, istotnym elementem polskiego systemu podatkowego jest dość niska kwota wolna od podatku, która wynosi zaledwie 3091 zł. PiS obiecywał, że podniesie ją do 8 tys. zł, ale zamiast zwiększenia kwoty wolnej, rząd wprowadził odpis od podatku, dotyczący jedynie osób o dochodach do zaledwie 13 tys. rocznie. Innymi słowy kwotę wolną od podatku wyższą niż 3091 zł mają jedynie osoby, które zarabiają poniżej 13 tys. zł.

Po siódme, podatki dochodowe są w Polsce niskie, ale wpływy z nich stanowią ważną część finansów publicznych. Mylą się ci komentatorzy, którzy twierdzą, że można do woli obniżać albo wręcz znieść podatek PIT, gdyż wpływy budżetowe z niego wyniosły w 2019 r. 65,4 mld zł, czyli blisko trzykrotnie mniej niż z podatku VAT. Łączne wpływy z podatku PIT dwa lata temu wyniosły blisko 190 mld zł rocznie, tylko blisko 130 mld z tej kwoty zostało przeznaczone na opiekę zdrowotną i samorządy. Innymi słowy proponowane przez część rządu i opozycji zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł oznaczałoby zapaść finansów publicznych, w tym najprawdopodobniej katastrofę samorządów. W sytuacji epidemii i konieczności radykalnego zwiększenia wydatków publicznych takie posunięcie byłoby skrajnie nieodpowiedzialne.

Po ósme, istotnym uzupełnieniem powyższych uwag jest fakt że również system składkowy jest w Polsce tak skonstruowany, że najlepiej zarabiający podatnicy płacą najniższe składki. Składki są wręcz regresywne, gdyż podatnicy płacą je wyłącznie do trzydziestokrotności średniego miesięcznego wynagrodzenia co sprawia, że najbogatsi podatnicy procentowo płacą najniższe składki. W konsekwencji okazuje się, że łączne obciążenie podatkowo-składkowe osób o najniższych dochodach zarabiających mniej niż 30 tys. zł rocznie jest wyższe niż krezusów, których roczne zarobki przekraczają 500 tys. zł. W 2017 r. ci pierwsi oddali państwu 24,0% dochodu, a ci drudzy zaledwie 21,7.

Jakie wnioski wyłaniają się z powyższych spostrzeżeń? Z pewnością nie takie, że podatki dochodowe powinny zostać radykalnie obniżone, chociaż partia rządząca robi wiele, aby odebrać państwu autorytet. Setki milionów złotych z środków publicznych są wydawane na interesy nominatów władzy. Z drugiej jednak strony szczególnie w czasie epidemii państwo powinno aktywnie działać, zwiększając swoje wydatki na opiekę zdrowotną czy sektor opieki. Dlatego jeżeli władza miałaby komuś obniżyć podatki, na przykład w postaci zwiększenia kwoty wolnej od podatku, to równocześnie powinna na innym obszarze podnieść podatki, by nie dopuścić do spadku wpływów budżetowych, a co się z tym wiąże, cięć wydatków. Można by więc nieznacznie podnieść kwotę wolną od podatku, ale na pewno nie do kwoty 30 tys. zł rocznie, bo to by oznaczało ubytek dla finansów publicznych sięgający nawet 70-80 mld zł. Natomiast z pewnością rozsądnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie dodatkowego progu podatkowego dla osób o najwyższych dochodach, tym bardziej, że jest przyzwolenie na tego typu rozwiązania. Zgodnie z sondażem Instytutu Badań Pollster zrealizowanym w marcu bieżącego roku na zlecenie „Super Expressu” wśród respondentów przeważa opinia, by wprowadzić dodatkowy próg podatkowy w wysokości 50% dla dochodów powyżej 120 tys. zł rocznie. Za tym rozwiązaniem opowiedziało się 46% badanych, a tylko 33% przeciwko niemu (21% zadeklarowało, że nie ma zdania).

Zamiast likwidować lub jeszcze bardziej obniżać podatki dochodowe lepiej zastanowić się, co zrobić, aby były one bardziej sprawiedliwe. W sytuacji narastającego kryzysu preferowanym kierunkiem zmian powinno być większe opodatkowanie osób o najwyższych dochodach.