wtv.pl
wtv.pl

WTV.pl

Przez nagłą decyzję rządu śpi w namiocie, rozstawionym pod blokiem. "Morawiecki dziękuję tobie"

30 Grudnia 2020

Autor tekstu:

Alan Wysocki

Udostępnij:

Przez obostrzenia obejmujące branże hotelarską Piotr Kliszewski musiał mieszkać w namiocie. Po 40 dniach pracy jako kierowca międzynarodowy mężczyzna przyjechał do kraju, by odwiedzić ukochanego syna. W mediach społecznościowych ukazało się zaskakujące na

  • 27 grudnia na Facebooku ukazało się nagranie Piotra Kliszewskiego, śpiącego w namiocie na terenie parku w Skarżysku-Kamiennej

  • Piotr przejechał 440 kilometrów, by zobaczyć się synem. Obostrzenia uniemożliwiały wynajęcie pokoju w hotelu

  • Udało nam skontaktować się z autorem filmiku. Prawie nikt nie chciał udzielić mu pomocy. Raz omal nie doszło do zagrożenia życia

"Morawiecki dziękuję Tobie. Tak trzymać" - czytamy w ironicznym opisie nagrania. Filmik przedstawia Piotra oraz jego namiot rozstawiony pod blokiem swojego syna. Obostrzenia od 28 grudnia uniemożliwiają prowadzenie hoteli czy noclegowni, nawet w celach służbowych.

Przez obostrzenia spał pod namiotem przez 3 dni. "Nie miałem innego wyjścia"

40-dniowy wyjazd był związany z dużymi wydatkami. Piotr ciężko pracuje, zbierając pieniądze na alimenty dla dziecka. Po zakończeniu sprawy rozwodowej sąd uregulował kontakty, jakie rodzice mają utrzymywać z synem. 

Kierowca, żeby zobaczyć się z pociechą, musi przejechać aż 440 kilometrów. Sam mieszka w niewielkiej miejscowości pod Poznaniem, gdy jego bliski wraz z mamą przebywa w Skarżysku-Kamiennej. - Zawsze przyjeżdżam tutaj. Regularnie wracam do Skarżyska do swojego syna - podaje. 

Początkowo Kliszewski próbował zameldować się w jednym z ośrodków, jednak było to niemożliwe przez wzgląd na obostrzenia. - Boją się, bo grożą im wysokie kary i kontrole zarówno policji, jak i pracowników sanepidu - tłumaczy dla naszej redakcji. - Nie miałem wyjścia, musiałem zamieszkać pod namiotem - dodaje.

Namiot został rozstawiony na terenie miejskim pod blokiem, w którym mieszka dziecko. Miejsce ogrzewał dwiema butlami gazowymi oraz materacem, z zapewnieniem od producenta, że materiał przetrzyma temperaturę nawet -15 stopni Celsjusza. 

Wieczorami w Skarżysku temperatura - Musiałem uważać na dwutlenek węgla. Wczoraj nadpalił się materiał, o mały włos bym się spalił. Nawet bym o tym nie wiedział, bo wcześniej udusiłbym się dymem. Szczerze myślałem, że będzie łatwiej - wyznał. 

 - Rząd stworzył taką sytuację. Nikt mi nie pomógł. Ze dwie osoby przyniosły mi wodę. Inni pisali komentarze, żeby mnie przegonić - deklaruje w rozmowie z nami. 

Na miejscu po trzech dniach stawili się przedstawiciele urzędu miejskiego, żądając opuszczenia publicznego terenu. Wymusiło to zakończenie biwakowania w Skarżysku-Kamiennej. Determinacja umożliwiła Piotrowi spędzenie czasu z pociechą.

Radykalne obostrzenia będą obowiązywać aż do 17 stycznia. Wówczas zakończy się etap narodowej kwarantanny.

Źródło: [WTV/Facebook/Piotr Kliszewski]

Podobne artykuły

Polska

Prof. Simon otrzymuje groźby śmierci za namawianie do szczepień. Członek Rady Medycznej przy premierze na celowniku?

Czytaj więcej >

Polska

Znamy wyniki sekcji zwłok 19-latki, która zginęła w Katowicach. Stwierdzono rozległe obrażenia

Czytaj więcej >
Marek BAZAK/East News - zdjęcie ilustracyjne

Polska

Kłodzko. Tragedia na torach. Zginęła kobieta

Czytaj więcej >
Marek BAZAK/East News - zdjęcie ilustracyjne

Polska

Musi zapłacić zaległy abonament RTV, mimo że nie ma telewizora. Dziwna reakcja Poczty Polskiej

Czytaj więcej >
Twitter & Śląska Policja

Polska

Wypadek w Katowicach. Pojawiło się nowe nagranie, pokazuje zupełnie inną perspektywę

Czytaj więcej >
Pixabay/cbakobus - zdjęcie ilustracyjne

Polska

Popularne produkty wycofane ze sklepów. Aż 12 rodzajów lodów skażonych tlenkiem etylenu

Czytaj więcej >