Staśko: Nie wszyscy mężczyźni gwałcą. Ale wszyscy mogą reagować na przemoc. Archiwum prywatne Mai Staśko
Źródło: Archiwum prywatne Mai Staśko
Wszystkie wideo autora Maja Staśko
Autor Maja Staśko - 16 Marca 2021

Staśko: Nie wszyscy mężczyźni gwałcą. Ale wszyscy mogą reagować na przemoc

Jak to jest, że za każdym razem, kiedy opowiemy o przemocy seksualnej, która spotyka nas ze strony mężczyzn, słyszymy „Nie wszyscy mężczyźni”?

- Zostałam zaatakowana przez mężczyznę.

- Ale nie wszyscy mężczyźni tacy są!

- Wiem, ale według statystyk policyjnych ponad 90% gwałcicieli w Polsce to mężczyźni.

- Nie wszyscy mężczyźni.

- Wiem, ale większość sprawców przemocy domowej to mężczyźni.

- Nie wszyscy mężczyźni.

Wiem! My to wiemy, naprawdę. Nie musicie nam tego powtarzać przy każdej okazji. Mamy braci, mężów, synów. Wiemy, że nie wszyscy mężczyźni.

Ale niektórzy tak.

Za wielu tak.

Wyobraźcie sobie, że mamy trzy talerze z daniami, ale w jednym jest trucizna. Czy decydujemy się jeść z jednego z talerzy, czy jednak odpuszczamy?

A przecież „nie wszystkie talerze”… Prawda?

Wiemy, że nie wszyscy mężczyźni, podobnie jak wiemy, że nie wszystkie pszczoły żądlą i nie wszystkie bakterie są złe. A jednak unikamy uli i myjemy ręce po powrocie do domu.

„Napisz, gdy już będziesz w domu”

Gaz pieprzowy. Kluczyki w spoconej dłoni zrobione na kastet. Daleko od bram i klatek, bo wciągną. Iść środkiem ulicy lub chodnika. Rozmowy przez telefon, żeby napastnik widział, że jesteśmy z kimś na linii. Wygodne buty. Dresy, luźne spodnie. Nic obcisłego i krótkiego. Brak makijażu lub bardzo delikatny. Włosy związane, by nie było z daleka widzieć, że są długie. Krok pewny siebie, szeroki, nie kręcić biodrami. Równe tempo kroku, ale gotowość do biegu. Co kilka sekund wysyłanie lokalizacji bliskim – gdy przestaniemy przesyłać, mają dzwonić na policję. Pieniądze na taksówkę. Nie zaczepiać wzrokiem. Słuchawka tylko w jednym uchu, żeby usłyszeć napastnika za plecami. Co chwila odwracanie się, żeby zlokalizować potencjalnego napastnika. Brak kaptura na głowie, żeby nic nie przesłaniało nam widoku. Wybór dłuższej, ale oświetlonej trasy.

Jesteśmy wiecznie gotowe na atak.

Za każdym razem, gdy żegnam się z koleżankami, by wrócić do domu, słyszę: „Napisz, gdy już będziesz w domu”. I odpowiadam: „Ty też”. To odruch, nawet się nad tym nie zastanawiam. Tak mówiła mi mama, babcia i brat – i tak ja mówię do koleżanek. Tak nam to weszło w codzienność, że nie dostrzegamy, że jest w tym coś głęboko niepokojącego. Jakbyśmy zawsze były gotowe na napaść.

Gwałt czyha tuż obok, to część naszej codzienności. A my staramy się przed nim jak najlepiej zabezpieczać – chociaż takie zabezpieczenie nie istnieje. Bo jedyny sposób, żeby do gwałtu nie doszło, to nie zgwałcić.

Nie wszyscy mężczyźni, ale wszystkie kobiety

,,Nie wszyscy mężczyźni" – powtarzacie. I bardzo dobrze, inaczej świat byłby nie do zniesienia. Ale wszystkie kobiety doświadczyły molestowania lub się go obawiają. Więc nie wszyscy mężczyźni, ale wszystkie kobiety.

I wszyscy mężczyźni byli wychowywani w świecie, w którym ciągnięcie dziewczynek za włosy, to „końskie zaloty”. Że w ten sposób – robiąc dziewczynkom krzywdę – chłopiec pokazuje, że mu się podobają. A gdy nie ciągnie za włosy i nie sprawia bólu – to znak, że dziewczyna jest brzydka. Czyli bezwartościowa.

Wszyscy mężczyźni byli wychowywani w tym świecie. Niektórzy to dostrzegli i pracowali, by zmienić wkodowane im zachowanie i myślenie. Ale inni nie.

I wszystkie dziewczynki były wychowywane w świecie, w którym ciągnięcie ich za włosy – co boli i jest nieprzyjemne – to „końskie zaloty”. Że w ten sposób – robiąc nam krzywdę – mężczyźni pokazują, że im się podobamy. A gdy nie sprawiają bólu – to znak, że jesteśmy brzydkie. Czyli bezwartościowe.

I wszystkie dziewczynki, a także wszyscy mężczyźni oglądali filmy, w których porwanie i stalking były szczytem romantyczności, a napadanie na kobiety stanowiło świetną rozrywkę i zwrot w akcji.

I to na nas wpływa. I programuje nasze relacje, reakcje i emocje.

„Po co tam szłaś? Przecież wiesz, jacy są mężczyźni”.

,,Nie wszyscy mężczyźni" – to może wskażecie mi, którzy? To tylko przed nimi będę uciekała w nocy. To by mi wiele ułatwiło.

Czy gdy Twoja partnerka, córka lub siostra wychodzi wieczorem, mówisz jej: „Nie wszyscy mężczyźni”, czy: „Uważaj, pisz do mnie, pozostańmy w kontakcie. Bądź przy koleżankach, nie zostawaj sama”? Czy wtedy dodajesz: „Ale nie wszyscy mężczyźni”? Wiesz, że jest niebezpieczeństwo – i to jest najważniejsze.

Dlaczego zatem zamiast takiego wsparcia w momencie, gdy kobiety opowiadają o swoich doświadczeniach i emocjach, decydujesz się powiedzieć: „Nie wszyscy mężczyźni”? Oczywiście, że nie wszyscy, nikt tak nigdy nie twierdził!

Ale w takim razie dlaczego po gwałcie słyszymy: „Po co tam szłaś, jak się ubrałaś, co to za makijaż? Przecież wiesz, jacy są mężczyźni”.

Gdy chcemy coś zmienić, słyszymy, że nie wszyscy mężczyźni, ale gdy doświadczymy przemocy, słyszymy, że powinnyśmy się lepiej przygotować, bo oczywiste było, co się wydarzy – przecież wszyscy mężczyźni tacy są…

Jaki mężczyzna w takiej sytuacji nie wykorzystałby kobiety?

Ok, to teraz wyobraźmy sobie, jak mogłoby wyglądać wprowadzenie argumentu „Nie wszyscy mężczyźni” w życie. Idę pustą uliczką, jest wieczór. Nagle za mną pojawia się mężczyzna. I wtedy zamiast chwycić klucze w kieszeni, myślę: „Nie wszyscy mężczyźni”. On może być niebezpieczny, ale może nie być. Nie mogę tego sprawdzić, jest ciemno, nie znam go. Czy zakładam, że może być niebezpieczny – podobnie jak każdy inny mężczyzna w takiej sytuacji – i próbuję go uniknąć, czy chcę sprawdzić, kto to, bo przecież „nie wszyscy mężczyźni” i nie mogę każdego tak oceniać? Dobra, idę w drugą opcję. Podchodzę do niego, zagaduję. Przecież nie chcę wysnuwać pochopnych wniosków na jego temat, to byłoby krzywdzące. Jeśli on mnie wtedy zaatakuje, usłyszę na policji i w sądzie, że przecież sama do niego podeszłam. Widocznie sama tego chciałam. Sprowokowałam go. Jaki mężczyzna w takiej sytuacji nie wykorzystałby kobiety? Chyba nie byłby mężczyzną, gdyby nie skorzystał.

I ja wiem, że są mężczyźni, którzy by nie zaatakowali. Ale widocznie sąd tego jeszcze nie wie. To jemu powtarzajcie „nie wszyscy mężczyźni” – bo to on zakłada, że wszyscy mężczyźni są stworzeni do krzywdzenia, więc to ofiara musi się zabezpieczyć i tłumaczyć. I to ona jest winna, gdy coś jej się stanie.

W momencie zagrożenia nie ma znaczenia, czy wszyscy, czy tylko ten jeden. I dokładnie o tym mówimy za każdym razem, gdy opowiadamy o przemocy, która codziennie nas spotyka. Nie mówimy: „Wszyscy mężczyźni to gwałciciele”. Mówimy: „Doświadczamy gwałtów ze strony mężczyzn, a oni pozostają bezkarni”. Nie atakujemy mężczyzn, tylko gwałcicieli i kraj, w którym 67% spraw dotyczących gwałtów jest umarzana – umarzana nie dlatego, że gwałtu nie było, tylko dlatego, że sąd i policja nie przeprowadzili rzetelnego badania, a biegli sądowi są wybierani z przypadku. To jest problem, nie wszyscy mężczyźni.

Gdy wołamy: „nie chcemy, by księża gwałcili dzieci”, nie chodzi przecież o wszystkich księży – chodzi o system, w którym księża mogą bezkarnie krzywdzić dzieci. Gdy wołamy: „nie chcemy, by mężczyźni nas gwałcili”, jest dokładnie tak samo.

Jak uniknąć gwałtu? Nie gwałcić

Słyszymy od mężczyzn: nie noś krótkiej spodniczki, miej przy sobie gaz pieprzowy, nie prowokuj.

Ale gdy odpowiemy: a może nie gwałć?

Pojawi się atak: Ty mizoandryczko! Nie wszyscy mężczyźni!!

Stwierdzeniem „nie wszyscy mężczyźni” nie zmieniasz świata na lepsze, tylko oddalasz problem od siebie, na bezpieczną odległość, i robisz z niego coś abstrakcyjnego. Jakbyśmy brali udział w dyskusji filozoficznej, gdzieś na uczelni. Tyle że dla nas to nie dyskusja, tylko codzienna walka o przeżycie. I my wiemy najlepiej, jak o niej mówić.

Dopiero zauważenie problemu pozwala z nim walczyć. Podważanie go i odsuwanie od siebie jako czegoś obcego pozwala mu trwać dalej. Może dla was to obce – bo nie znacie gwałcicieli i sami nimi nie jesteśmcie. Ale dla nas to część naszej codzienności.

Opowiadamy o przemocy, nagłaśniamy problem, robimy to w nasz sposób i na naszych zasadach – ale nie atakujemy mężczyzn, tylko gwałcicieli i napastników, a także tych, którzy ich chronią. Jesteś jednym z nich?

Gwałcą nas wasi synowie, ojcowie, znajomi. Nie obcy, tylko nasi

Niektórzy mężczyźni nas krzywdzą. To są czyiś bracia, synowie, mężowie czy ojcowie. Na pewno znasz takiego mężczyznę. Ale nie znasz go jako gwałciciela, tylko swojego brata, syna, męża, kolegę czy ojca.

Dlaczego go nie znasz od tej strony? Bo ofiara boi się mówić. Boi się, że jak zacznie, usłyszy: „Może niektórzy krzywdzą, ale na pewno nie on”. „Nienawidzisz mężczyzn”. „Nie wszyscy mężczyźni”.

Bo owszem, nie wszyscy mężczyźni gwałcą. Ale gdy wskazujemy jednego mężczyznę, który gwałci, słyszymy, że może jacyś gwałcą, ale na pewno nie on. Dlaczego? Bo jest z naszego otoczenia, blisko nas.

Dokładnie na tym polega wyrzucanie gwałtu poza naszą przestrzeń. Tym samym gestem jest stwierdzenie: „Nie wszyscy mężczyźni”. Oznacza: tak, gwałt istnieje, ale nie w naszym otoczeniu.

Tyle że to nieprawda. Gwałty zdarzają się wszędzie, w każdym kraju, klasie społecznej i towarzystwie. Najczęściej gwałcą partnerzy i byli partnerzy. Osoby, które znamy, a czasem kochamy. Możemy to zmienić, gdy to przyznamy i wysłuchamy wreszcie ofiar, a nie gdy będziemy udawać, że problemu nie ma i podważać słowa skrzywdzonych. Gwałt w ten sposób nie zniknie. Po prostu dalej będzie bezkarny.

Dlaczego wśród naszych znajomych mamy zgwałcone, a nie znamy gwałcicieli?

Większość z nas zna kobiety, które doświadczyły przemocy. Ale ktoś im to musiał zrobić, prawda? Jasne, nie byli to wszyscy mężczyźni – ale jacyś owszem. Dlaczego ich nie znamy? Dlaczego wśród naszych znajomych mamy zgwałcone, a nie znamy gwałcicieli? Dlaczego oni znikają, a pozostają same zgwałcone – i gwałt? Jakby gwałt „się” wydarzał zgwałconej, a nie gwałcił gwałciciel. Jakby nie było gwałciciela.

Bo oni pozostają bezkarni. Ponad 90% gwałcicieli jest bezkarnych. Chodzą swobodnie po ulicach. Organy ścigania i wymiar sprawiedliwości nas zawiodły. Więc nie wińcie nas, że się boimy – mamy ku temu powody. Każdy mężczyzna, który nas mija, może być gwałcicielem. A skoro był bezkarny ostatnim razem, może spróbować znów. Nic go to nie kosztuje.

Dlatego tak łatwo nam się utożsamić z Sarą, która została porwana i zamordowana w Londynie, czy z każdą inną kobietą, która doświadczyła przemocy. Bo to mogłyśmy być my – każda z nas. Bo od dziecka jesteśmy uczone, że musimy być na to wiecznie gotowe. Jakby gwałt się po prostu wydarzał, jak deszcz. Mamy nosić przy sobie zawsze parasol, bo może zacząć padać. Mamy nosić przy sobie zawsze gaz pieprzowy, bo może zacząć gwałcić. Gwałt jest dla nas jak zmiana pogody – mamy być na niego zawsze przygotowane. Po prostu „się” dzieje. A gdzie w tym wszystkim gwałciciel? Znika. Nie ma go wśród naszych znajomych ani krewnych. Przestaje istnieć.

Tymczasem tylko gwałciciel może sprawić, że nie będzie gwałtów. Wystarczy, że nie zgwałci. To nie spódniczka, alkohol czy makijaż gwałci, tylko gwałciciel. Jedynym sposobem, żeby nie było gwałtów, to: nie gwałcić.

Nie wszyscy mężczyźni gwałcą, ale wszyscy mogą pomóc

„Nie wszyscy mężczyźni” – tak, to prawda. Ale nie jest to najlepsza reakcja na nasze wyznania.

Co jest lepszą? Gdy ktoś opowiada o przemocy – wysłuchaj. Zapytaj: „Jak mogę ci pomóc”, zamiast „Powinnaś nie zakładać spódniczki/nie wychodzić późno z domu/zgłosić to na policji”. Gdy widzisz przemoc – reaguj. Gdy słyszysz odgłosy bicia, krzyki, płacz u sąsiadów – zadzwoń na policję. Gdy widzisz mężczyznę śledzącego kobietę – podejdź do niej i zapytaj, czy wszystko ok. Gdy w tramwaju mężczyzna zaczepia kobietę, nie bój się zareagować. Reagować mogą wszyscy.

Nie wszyscy mężczyźni gwałcą, ale wszyscy mogą pomóc i reagować na przemoc.