LGBT. Archiwum prywatne bohaterki
Źródło: Archiwum prywatne bohaterki
Wszystkie wideo autora Maja Staśko
Autor Maja Staśko - 24 Lutego 2021

Ojciec przykleił kartkę z napisem: „Strefa wolna od przemocy ideologii LGBT”. Przemoc domowa i homofobia mogą prowadzić do depresji

W okresie pandemii wzrósł wskaźnik przemocy domowej. Badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wskazują, że na początku pandemii, od połowy marca do końca czerwca 2020 roku, 27% dzieci i młodzieży w wieku 13-17 lat doświadczyło co najmniej jednej formy krzywdzenia. Wśród dziewczyn i młodzieży w wieku 16-17 ten procent był najwyższy: odpowiednio 35% i 33%. Doświadczenie krzywdzenia występowało częściej wśród osób, które w swoim życiu mieszkały z osobą, która nadużywała środków psychoaktywnych − głównie alkoholu: to aż 50% krzywdzonych.

Co dziewiąty respondent badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę doświadczył przemocy ze strony bliskiej osoby dorosłej, zwykle starsze nastolatki żyjące na wsi. Najczęstszym rodzajem przemocy była przemoc psychiczna. 9% nastolatków wyznało, że nie ma nikogo, kto mógłby im udzielić wsparcia w trudnej sytuacji.

Przedstawiamy historię jednej z takich osób: jednej z tysięcy doświadczających przemocy domowej, która przetrwała.

Skrajnie konserwatywny i wierzący ojciec nigdy nie był przychylny mojej odmienności

Okres izolacji pogłębia przemoc w wielu polskich domach. W tym w moim.

Pewnie niektórym na początku to wszystko może się jawić jako niewinne. Zaczęły się u mnie kształtować kompletnie inne poglądy polityczne niż u ojca. A ojciec – osoba gorliwie wierząca, zamknięta w sobie i o skrajnie konserwatywnych poglądach – nigdy nie był przychylny mojej odmienności. 

Na początku liceum przestałam chodzić do kościoła. Ojciec od razu mnie zaatakował. Twierdził, że nie posiadam żadnego kodeksu moralnego. Próbowałam się tym nie przejmować. Jednocześnie, zaczęłam powoli uświadamiać sobie, że jestem osobą biseksualną. Starałam oswoić się z tym faktem, chociaż nie było to proste. Nie ujawniłam się z moją orientacją, ale zaczęłam bronić osób nieheteronormatywnych w dyskusjach w domu.

– Homoseksualność jest chorobą – słyszałam od ojca. Przytaczałam dowody, że to nieprawda, powoływałam się na zdanie naukowców. To nie miało dla niego znaczenia. Mówiłam, że mam nieheteronormatywnych znajomych, którzy są wspaniali i ich uwielbiam. Dla niego to był tylko dowód na to, że to oni nawkładali mi bzdur do głowy. I podawał przykłady pedofilii w rodzinach z homoseksualnymi rodzicami. Przykłady, które widzimy na tych wielkich, potwornych ciężarówkach antyaborcyjnych. Więc próbowałam inaczej:

– A jeśli ja jestem biseksualna?

– Coś sobie ubzdurałaś, znajomi tobą manipulują.

– Naprawdę się nad tym zastanawiam.

– Czy ty to mówisz specjalnie, żeby mnie sprowokować?

Po czym puszczał zmanipulowane nagrania radykalnej prawicy i arcybiskupów mówiących o „tęczowej zarazie”. Miałam wrażenie, że ma na tym punkcie jakąś niezdrową obsesję. Jakby ta znienawidzona przez niego ideologia przeszkadzała mu bardziej niż cierpienie własnej córki.

W drugiej liceum oficjalnie zrobiłam coming out przed tatą. Mama odpowiedziała, że będę akceptowana bez względu na to, kogo będę kochać. Ojciec po prostu milczał.

W drugiej liceum zdiagnozowano też u mnie depresję.

„Idź się popłacz do pokoju”

W międzyczasie nastąpił trudniejszy okres dla naszej rodziny. Stres w pracy, choroba dziadka i małżeńskie kłótnie – to wszystko dołowało ojca. A także to, że byłam dla niego rozczarowaniem. Zaczął więcej pić. Pił czasami od rana, nie krył się z tym. Rozrzucał po całym domu puszki i szkła. Po alkoholu był znacznie bardziej poddenerwowany. Pił za każdym razem, gdy następowała kłótnia między nim a mną albo mamą, jakby chciał nas za to ukarać. Jakbyśmy to my były winne. Odcinał się wtedy od nas i robił nam dni albo tygodnie ciszy, kiedy nie odzywał się do nikogo poza moim młodszym bratem i 5-letnią siostrą. A przy tym robił wszystko, aby sprowokować mnie albo mamę.

Starałam się z nim porozmawiać, aby mu pomóc. Byłam przyzwyczajona do kłótni w małżeństwie moich rodziców –  i rozwiązywania ich. Zdarzało mi się zostać ich pośredniczką, powierniczką, a także mediować ich kłótnie. Tak było, od kiedy tylko pamiętam. Dlatego i teraz próbowałam wchodzić w dialog.

Tata coraz częściej krzyczał, że nic nie robię. Zawsze byłam pilną uczennicą, zajmowałam się domem, rozwiązywałam kłótnie rodziców oraz pomagałam przy wychowaniu 5-letniej siostry od jej najmłodszych lat. Pamiętałam też dobrze, że ojciec w identyczny sposób obrażał mamę, która nie pracuje od 15 lat, bo całodobowo opiekuje się dziećmi oraz domem. Proponowałam im różne terapie, szukałam grup wsparcia dla taty. Nie dawałam już rady.

Czułam, że nie mogę sobie pozwolić na gorsze samopoczucie, nie mogę odpocząć. Słyszałam ciągle, że mój wygląd, moi przyjaciele czy chłopak są zawsze źli. Wiedziałam, że nigdy nie spełnię wymogów ojca – nieważne, jakbym się starała. A starałam się bardzo. Czułam, że jestem wiecznie niewystarczająca. Że jestem problemem. Przez komentarze ojca zaczęłam mieć problemy z określeniem własnej tożsamości. Czułam, jakbym była wszystkim po trochu, wszystkim, czego inni ode mnie wymagali – jak gąbka. Wszystkim –  tylko nie tym, czego ja bym chciała. Byłam bardzo zagubiona, a chciałam w końcu poczuć, że komuś wystarczam. Nie zwracałam uwagi na to, czego ja sama potrzebuję i myślę.

Pamiętam dzień, kiedy miałam pierwszą od dawna rozmowę z tatą, po kilkutygodniowym okresie ciszy. Powiedział: „Widzisz! Ja też mam depresję! Ha! Widzisz?!”. Po czym zaczął walić głową w stół i w ścianę. To była jego reakcja, gdy spróbowałam opowiedzieć mu o moim stanie. I o tym, że jego zachowania są dla mnie bardzo bolesne. Usłyszałam też po raz kolejny: „Idź się popłacz do pokoju”. To przelało czarę goryczy.

To była moja pierwsza próba samobójcza.

 „Nic nie robisz, jesteś bezużyteczna"

Trafiłam do szpitala psychiatrycznego dla dzieci. Po wyjściu z niego miałam wielką nadzieję, że teraz wszystko się zmieni. Rodzice obiecywali, że mi pomogą, jak tylko będą w stanie. Tata mocno to przeżył. Napisał list, w którym wyznał, że mnie kocha. Przez pewien czas było spokojniej. Uwierzyłam, że powrót do normalności jest możliwy.

Byłam naiwna. 

Gdy tylko wyrażałam poglądy inne niż tata, wszystko wracało do normy. Musiałam wstawiać się raz za mamą, raz za sobą samą. Robiłyśmy to dla siebie na zmianę.

Niedługo potem, w trzeciej klasie liceum, znowu trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Po drugiej próbie samobójczej.

Po liceum próbowałam podjąć studia, ale nie udało mi się, bo musiałam pracować. Znalazłam pracę w gastronomii. Chciałam za wszelką cenę uniezależnić się od rodziny. Mimo iż pracowałam i wspierałam rodzinę finansowo, ponownie słyszałam od taty, że nic nie robimy – mama i ja.

Gdy starałam się od tego wszystkiego oderwać i poświęcałam się swoim zainteresowaniom albo raz na jakiś czas spotkaniom ze znajomymi czy chłopakiem, słyszałam jedynie, że skupiam się na pierdołach. Później, gdy zaczęłam jako pełnoletnia osoba nocować u chłopaka, ojciec komentował, że jestem „seksoholiczką” czy „panią na telefon”. Moja mama również zaczęła mnie pytać, dlaczego jestem taka „niewyżyta”. Wiedziałam, że robi to ze strachu przed tatą. Czułam, że nigdy mnie nie ochroni, że nie mam w nikim oparcia. Tata wydzwaniał za każdym razem, gdy nocowałam u chłopaka: „Jak tam twoja lepsza rodzina?", „Jak tam nocny kochanek?", „On cię wykorzystuje”, „Zajdziesz w ciążę/zachorujesz i cię zostawi”, „Nie dbasz o swoją rodzinę”. Zaczęły się u mnie pojawiać ataki paniki. Chorobliwie obawiałam się, że opuści mnie partner czy przyjaciele, a reszta rodziny, w tym moja mama, nie wstawią się za mną. Do dziś chce mi się płakać, gdy o tym pomyślę.

W tym czasie tydzień, w którym nie miałam ataków paniki, był prawdziwą rzadkością. Spotykałam się ze znajomymi, będąc w stałymi napięciu. W pracy, która była wyczerpująca ze względu na liczbę klientów, ledwo co trzymałam się w ryzach, aby nie dostać ataku paniki. Wszystko to było przeplatane raz na jakiś czas normalnymi rozmowami z tatą. Starałam się być jak najbardziej przykładną córką – ale i to przestało działać. Czułam, że nie mogę odpocząć. Panicznie bałam się oceny innych.

„Beze mnie nie przeżyjecie"

I nadeszła pandemia – a ja straciłam pracę. W moim lokalu mocno ograniczono liczbę pracowników na danej powierzchni. Było też znacznie mniej klientów. Zaczęły się cięcia budżetowe. Szefowie nie mieli mi do zaoferowania żadnych godzin pracy, a w końcu mnie zwolnili. Nie studiowałam i nie pracowałam, więc tata dokopywał mi i mamie, że nic nie robimy, chociaż zajmowałyśmy się domem i siostrą. Gdy mówiłyśmy mu, że jego zachowania nam się nie podobają, obracał to przeciwko nam: mówił, że ciężko pracuje i że bez niego nie damy sobie same rady. Miał rację. Ojciec wykorzystywał swoją pozycję finansową, by nas poniżać.

Wraz z pandemią zaczęły narastać napięcia polityczne, internetowy i uliczny strajk kobiet. To pogorszyło mój stan. Bałam się, że znowu nie będę miała szansy decydować o sobie, o swoim ciele. Zaczęłam tworzyć plakaty. Starałam się je chować przed rodziną. Mama jednak to zauważyła i za każdym razem prosiła, abym chowała takie rzeczy, bo wiedziała, że gdy ojciec je zauważy, odbije się to na nas wszystkich.

Okres nagonki na LGBT+, homofobiczne i antyaborcyjne furgonetki na ulicach miast bardzo przeżywałam. Zaczęłam więc rozwieszać na własną rękę numery pomocowe i plakaty. Zawiesiłam też tęczową flagę w pokoju. Jak na ironię – w mojej szafie, aby poczuć, że mam swoją przestrzeń i że mój pokój rzeczywiście jest mój.

Flaga

Tata zauważył flagę. Zaczął mówić, że indoktrynuję rodzeństwo. Chciał ją zdjąć, ale się sprzeciwiłam, więc on przykleił w szafie kartkę z napisem: „Strefa wolna od przemocy ideologii LGBT”. Zrobił to po rozmowie, w której wyznałam mu, że niepokoją mnie powstające strefy wolne od LGBT. Zaprzeczał, że istnieją, a rosnącą przemoc wobec społeczności LGBT uznał za wymysł. Stwierdził, że w krajach muzułmańskich wiedzą, jak obchodzić się z osobami homoseksualnymi – i że w Polsce też by się to przydało.

Miałam ataki paniki. Dzień po dniu czułam, jak się osuwam. Nie czułam się bezpiecznie we własnym domu, ale wciąż starałam się chronić, nie wchodzić w dyskusje. Nie byłam w stanie wsiąść do autobusu, bo się bałam.

Napis

Napis

Brat wymiotował ze stresu

Czułam się w tym wszystkim samotna, a mimo to chciałam jakoś zawalczyć o siebie i innych, przekuć swoją złość i smutek, więc dalej zajmowałam się po cichu plakaciarstwem i rozwieszaniem numerów pomocowych.

W pewnym momencie udostępniłam w social mediach numer do Aborcyjnego Dream Teamu. Zaniepokojony tym kolega taty napisał do niego, żeby zapytać, czy wszystko u nas w porządku. Wściekły ojciec przyszedł do mnie z mamą i zabronił mi rozpowszechniania takich treści. Wrzeszczał, że popieram faszyzm, dzieciobójstwo i że nie życzy sobie wszelkich treści tego typu ani w mojej szafie, ani w social mediach. Moja młodsza siostra próbowała się za mną wstawić i prosiła tatę, żeby na mnie nie krzyczał. Tata miał to gdzieś.

Zaczęłam uciekać z domu do babci. Nie dawałam rady. Po jakimś czasie wracałam do domu, z nadzieją, że może sytuacja się uspokoi i tata zaakceptuje mnie taką, jaka jestem. Ale sytuacja się powtarzała. Ponad połowę 2020 roku spędziłam na przemian w domu babci i u chłopaka, żeby być w stanie przez to wszystko przejść. Moja pięcioletnia siostra uczestniczyła w kłótniach, a mój brat wymiotował ze stresu. 

Zaczęłam zachęcać moją mamę do terapii rodzinnej. Starałyśmy się przekonać i tatę, ale nie chciał się zgodzić na terapię z żadną osobą, która nie będzie wierząca. Był w stanie przystać jedynie na rozmowę z księdzem albo z wierzącym terapeutą. W końcu nie zgodził się na żadną. Gdy starałyśmy się mu powiedzieć, co nas boli, mówił, że przedstawiamy go jako potwora i że przez nas ma myśli samobójcze. To ponownie odbiło się na całej rodzinie. Bałam się o moje rodzeństwo, mamę i samą siebie.

Niebieska Karta

Postanowiłam w końcu zadzwonić na Niebieską Linię. Tam otrzymałam pomoc i wsparcie. Po rozmowach z psychologami udałam się do Ośrodka Pomocy Społecznej, aby założyć Niebieską Kartę. Moje zgłoszenie odebrał bardzo empatyczny i wyrozumiały pracownik. Byłam z siebie dumna. 

Tata dowiedział się o Niebieskiej Karcie, gdy przyszedł do nas dzielnicowy.

Dzielnicowy powiedział wprost, że nie widzi tu żadnej przemocy, tylko spór światopoglądowy. Mówił mi, że skoro sama nie zgodziłam się na zdjęcie flagi z szafy, to i nie powinnam zerwać homofobicznego hasła z szafy ojca. Dawał mi też rady. Usłyszałam, że jeśli chciałam uciec z domu, to powinnam mieć więcej pieniędzy, a nie robić tego na „hurra”. Ale ja uciekałam raz na jakiś czas, gdy nie wytrzymywałam. Wracałam, bo czułam się odpowiedzialna za moją rodzinę. Mama mówiła, że nie wie, jak sobie sama poradzi z domem i jak wytrzyma, gdy się wyprowadzę.

Dzielnicowy zupełnie nie zauważał stosowania przemocy. A tata po jego wizycie był wściekły. Wyżywał się na mnie i mamie. Zarzucał mamie, że źle mnie wychowała, a mi samej, że chcę mu odebrać dzieci.

Ale ja też byłam jego dzieckiem.

Kolejnego dnia dowiedziałam się od mamy, że ojciec chce, abym się spakowała i wyprowadziła, ale ona mu na to nie pozwala. Zaczął puszczać homofobiczne piosenki. Nie pamiętam nazw utworów ani zespołów, nie chciałam tego sprawdzać i dawać tacie więcej uwagi. Zamykał się przed mamą w ich wspólnym pokoju i nie pozwalał jej wejść. Mama otworzyła zamek nożem. Poprosiłam, żeby nie wyżywał się na niej za Niebieską Kartę, bo nie miała z nią nic wspólnego. Zaczął więc krzyczeć na mnie, żebym spierdalała i że nie traktuje mnie już jak swojej córki.

W odwecie nazwę cię oprawczynią

W sierpniu ponownie uciekłam do babci. Zupełnie zamknęłam się w sobie. Dalej szukałam pracy. Czekałam też na początek studiów, które miały być dla mnie świeżym startem. Ale rodzina ojca poznała jego wersję historii. Podpowiadała tacie, żeby wskazał mnie w odwecie w Niebieskiej Karcie jako jego oprawczynię. W końcu tego nie zrobił, ale wiedziałam, co o mnie mówią. Z ofiary stałam się w oczach dzielnicowego i dużej części rodziny oprawczynią i zdegenerowaną histeryczką.

To odebrało mi ponownie siły. Czułam, że postawiłam tacie granicę, by dalej nie stosował wobec nas przemocy, ale wiedziałam, że kolejne rozmowy z policją nic nie dadzą. Byłam z tym sama. Ponownie pojawiły się myśli, aby odebrać sobie życie. We wrześniu sama zgłosiłam się do szpitala psychiatrycznego, tym razem dla dorosłych. Bardzo mi tam pomogli.

Tuż przed szpitalem miałam wrócić do pracy w gastronomii. Tego samego dnia, którego trafiłam do szpitala, napisałam do mojego kierownika, że nie przyjdę. On zaczął mnie dopytywać, czy nie mogłam tego przewidzieć wcześniej. Gdy byłam w szpitalu, ponownie ograniczono liczbę pracowników. Po powrocie ze szpitala nie było dla mnie żadnych godzin pracy. Znów pozostałam bez pracy.

Dane z wywiadu przy przyjęciu do szpitala psychiatrycznego

Badana mieszka w domu rodzinnym z rodzicami i dwójką rodzeństwa (siostra 4 lata, brat 15 lat). Badana jest osobą nieheteronormatywną, obecnie pozostaje w związku z mężczyzną. W października b.r. podjęła studia na kierunku (...). Matka badanej ukończyła studia na kierunku zarządzanie. Od 15 lat zajmuje się domem i dziećmi (postanowiła poświęcić się opiece (...)). Relację z matką opisuje, jako umiarkowanie pozytywną, jednak matka od okresu nastoletniości badanej, dzieliła się z nią swoimi problemami (między innymi problemami z relacji z mężem). Ojciec badanej z zawodu jest informatykiem. Aktualnie pracuje zdalnie i utrzymuje całą rodzinę. Mężczyzna jest uzależniony od alkoholu, od lat stosuje agresję psychiczną w stosunku do rodziny. Badana wchodzi z nim w liczne konflikty, jest atakowana słownie przez ojca. Ojciec jest osobą konserwatywną, wyznaje wiarę katolicką, w związku z tym powstawały liczne konflikty na tle światopoglądowym. Badana była dyskryminowana ze względu na swoją orientację seksualną. (...) Badana zgłasza, że nie czuje się akceptowana przez ojca oraz rodzinę z jego strony. Pod koniec czerwca b.r. badana założyła ojcu Niebieską Kartę, by uchronić rodzeństwo przed agresją ojca”.

Szpital

Szpital

Rozpoznanie: F33.1 Zaburzenie depresyjne nawracające, obecnie - epizod depresyjny umiarkowany

Szpital

SzpitalŁóżko bohaterki w szpitalu psychiatrycznym

Duma

Po wyjściu ze szpitala ucięłam kompletnie kontakt z większością rodziny poza rodzeństwem, mamą i babcią ze strony mamy. Od razu po szpitalu wyprowadziłam się do chłopaka. Przez chwilę studiowałam, ale nie dawałam już rady. Usłyszałam, że tata będzie mi dawał pieniądze na utrzymanie oraz terapię, ale dopiero jak wrócę do rodzinnego domu. Postawiłam na swoim, ale musiałam rzucić studia. Teraz chodzę na terapię. Wciąż jest mi ciężko.

Tata wciąż pokrywa moje utrzymanie: terapię i pobyt u chłopaka. Bardzo chciałabym, żeby było już inaczej, ale wciąż nie mam pracy.

Moja sprawa z Niebieską Kartą się zakończyła: wraz z wyprowadzką ofiary przemocy, która wskazała oprawcę, kończy się proces prowadzenia całego postępowania w ramach Niebieskiej Karty. Nie doczekałam się komisji. Nie doczekałam się niczego poza ponowną, indywidualną rozmową w OPS i kolejnymi potwierdzeniami ze strony różnych psychiatrów, psychologów, terapeutów oraz samych pracowników OPS, że to była przemoc.

Ta cała historia budzi we mnie gorycz. Czuję gulę w gardle, gdy myślę o rodzinie mojego ojca, o samym ojcu, dzielnicowym i całym systemie pomocy. Nie wiem, czy przemoc się skończyła. Wobec mnie tak, bo uciekłam na dobre, ale jest mi przykro, że muszę się mierzyć z konsekwencjami czynów mojego ojca. To wszystko pogłębiło moją depresję i zdiagnozowano u mnie zaburzenia osobowości dojrzewającej, które w głównej mierze wynikają z przyczyn środowiska (głównie domu), w którym się wychowałam.

Ale to nie jest zła historia. Owszem, to historia niewidocznej i bagatelizowanej przemocy. Ale to też moja historia, w której udało mi się opuścić cykl przemocy. Udało mi się o siebie zadbać. Teraz szukam pracy. Wciąż jest mi momentami ciężko. Ale jestem z siebie dumna: poprosiłam o pomoc, zgłosiłam się sama do szpitala i staram się małymi kroczkami dążyć do spokoju. Mimo depresji i zaburzeń, które dają mi w kość, dalej tu jestem. I jestem dumna z siebie, że opowiadam tę historię.

Przetrwałam. 

Demonstracja

Osoby LGBT+ żyją wśród nas. Komentarz psycholożki Diany Krzyżanowskiej:

W Polsce poglądy na temat osób LGBT+ kształtują się tak, jakby takie osoby nie żyły wśród nas. A są tuż obok. Ludzie, którzy prezentują postawy homofobiczne, nie myślą o tym, że mogą mówić o osobach ze swojego otoczenia. Sąsiadach, współpracownikach, znajomych. A tym bardziej – o własnych dzieciach. Jeśli przemoc rodziców wobec dzieci pojawiała się również przed coming outem, to coming out może tę przemoc jeszcze zaostrzyć. Dlatego często mówi się o tym, że aby dokonać coming outu, ważne jest poczucie bezpieczeństwa.

Natomiast jeśli przemoc pojawia się dopiero po coming oucie, to bywa motywowana poczuciem winy rodzica, który obawia się, że zrobił coś źle, że gdzieś popełnił błąd. Może być też formą wyładowania złości na dziecku i okazania swojej bezradności, jeśli rodzic nie jest w stanie zaakceptować tożsamości dziecka. Wiele jest w tym rozczarowania, żalu, zawodu oczekiwań. Pojawienie się tych emocji niekoniecznie oznacza wystąpienie przemocy, ale jeśli ta przemoc jest, to prawdopodobnie ma podłoże w takich emocjach. Są też tacy rodzice, którzy myślą, że podważając tożsamość dziecka, karząc za ekspresję i zabierając do „specjalistów” zajmujących się „leczeniem” homoseksualności lub transpłciowości, pomagają mu. Jest to rzecz jasna błąd, bo takie „terapie” są nie tylko nieetyczne, ale też bardzo szkodliwe: tożsamości płciowej i orientacji seksualnej nie da się zmienić. Niezależnie od powodów rodziców – nawet jeśli robią to z troski – to nadal jest przemoc i nie jest mniej szkodliwa dla dziecka tylko dlatego, że stoją za nią dobre intencje.

Metody radzenia sobie z taką przemocą są tak naprawdę takie same jak w przypadku każdej przemocy wobec dziecka. Ważne jest poszukanie bezpiecznego dorosłego, do którego dziecko będzie mogło się zwrócić. Istnieje też wiele instytucji, które mają za zadanie reagować. Bywają takie przypadki, że rodzice, pod wpływem kogoś z zewnątrz, zmieniają swoje zachowanie lub rodzina trafia na terapię rodzinną. A bywa też tak, że do momentu możliwości wyprowadzki dziecka z domu rodzinnego, ta przemoc nie ustaje – jak w sytuacji bohaterki reportażu.

Jest konkretne wsparcie dla osób LGBT+. Byłam konsultantką Telefonu Zaufania dla osób LGBT+ Stowarzyszenia Lambda Warszawa. Tam można porozmawiać o swoich trudnościach, codzienności, wątpliwościach. Za pośrednictwem tego telefonu można też zapisać się na darmowe konsultacje psychologiczne i psychoterapię w Lambdzie.

Ale rozwiązania w ramach walki z przemocą wobec dzieci LGBT+ nie są inne niż w przepadku przemocy wobec dzieci heteronormatywnych – chociaż osoby LGBT+ mierzą się z problemami, których dzieci heteronormatywne nie znają. Dlatego w przypadku przemocy najlepiej zgłosić się do Niebieskiej Linii – oni tym się zajmują i pomogą. Tak jak pomogli bohaterce reportażu.

Najważniejsze jest wsparcie. Komentarz psycholożki Mai Kuźmicz z Niebieskiej Linii:

U większości osób doświadczających przemocy głównym mechanizmem, który obserwujemy, jest wyuczona bezradność. Opiera się ona na założeniu, że to, co robię, i tak nie zmieni sytuacji. Gdy zdarzy się nieskuteczna interwencja policji albo znajomy powie: „zmień się, a ojciec będzie się lepiej zachowywał” – to taka osoba myśli, że nic nie uda się zmienić, a wina leży w niej, nie w sprawcy przemocy. Osoby pokrzywdzone czasem wręcz sabotują udzielenie tej pomocy, np. umawiają się na konsultacje w OPS-ie albo z psychologiem, ale przychodzą innego dnia. Wtedy już zwykle nie ma dla nich czasu, bo są inni potrzebujący. I taka pokrzywdzona osoba wychodzi z przeświadczeniem: „Miałam rację, nikt nie ma dla mnie czasu”. Utwierdza się w tym przekonaniu. Można wiele lat żyć z wyuczoną bezradnością i w ten sposób tkwić w sytuacji przemocy. Przemoc w ogóle ma mechanizm kuli śnieżnej: im dłużej się toczy, tym jest większa. Im dłużej w niej trwamy, tym jest trudniejsza: często zaczyna się od przemocy psychicznej, potem ekonomiczna, potem dochodzi fizyczna. I osoba, która uczy się bezradności, tkwi w tej przemocy.

Często jest też tak jak w tej historii: najstarsze dzieci wchodzą w rolę obrońców matek i młodszych dzieci przed sprawcami. Przejmują odpowiedzialność – za kwestie zarobkowe, ale i za zgłaszanie przemocy. Zdarza się, że dorosła pokrzywdzona osoba wzmacnia „dorosłe” zachowania u swoich dzieci, np. wzywanie policji w trakcie awantury. Należy jednak pamiętać, że to nie jest rolą dziecka, to nie ono powinno interweniować. Bycie w takiej roli i wystawienie na jej konsekwencje – takie dzieci często przez sprawców nazywane są konfidentami czy donosicielami – jest bardzo trudne dla dziecka.

Jeśli chodzi o przemoc na tle homofobicznym, to traktujemy ją jak inne rodzaje przemocy. Dla sprawcy przemocy każdy temat może być tematem do wyżywania się i poniżania: orientacja seksualna, światopogląd, subkultura… To wszystko może być podstawą do znęcania się. Brak akceptacji ze strony rodzica po coming oucie jest obciążające, budzi przykre uczucia: odrzucenia, braku zrozumienia. Nie ma osobnej techniki pracy z przemocą homofobiczną, to jest praktyka szerszego działania z przemocą.

Dobrze, że bohaterka tekstu zgłosiła się do Niebieskiej Linii. W Niebieskiej Linii znajduje się kompleksowa pomoc: i psychologiczna, i prawna, i psychiatryczna. Są także grupy terapeutyczne i grupy wsparcia, indywidualne wsparcie terapeutyczne, grupy dla rodziców. To zawsze zależy od tego, na co osoba jest gotowa – czasem chodzi tylko o to, żeby przemoc zatrzymać, bez dalszego działania. Zazwyczaj na początku najczęściej potrzebna jest pomoc psychologiczna i prawna – towarzyszenie osobie przy kolejnych krokach. Nie mamy uprawnień, żeby reprezentować osoby w sądzie, ale możemy wspierać, pisząc pisma, odwoływać się – w zależności od konkretnej sytuacji. Czasem współpracujemy w procedurze Niebieskiej Karty, ale to nie jest standard.

Pomoc jest szyta na miarę konkretnej sytuacji. Dla osób spoza Warszawy możemy znaleźć miejsce pomocowe w ich mieście: mamy bazę placówek, które zajmują się pomocą ofiarom przemocy. A czasem pomoc to po prostu rozmowa, ponazywanie różnych rzeczy, wyposażenie osoby w adresy i narzędzia.

W skali roku zgłasza się do nas ok. 1500 osób – zarówno w kwestii przemocy, jak i innych przestępstw. Ok. 80% to osoby z doświadczeniem przemocy. Nie prowadzimy statystyk, kto wydobył się z przemocy, z jakim efektem. Dla jednej osoby zakończenie przemocy to rozwód, oderwanie się i terapia, a dla innej – fakt, że sprawca idzie na terapię.

Najważniejsze jest wsparcie. Gdy człowiek ma wsparcie i widzi sens zmiany, to się udaje, wcześniej czy później. Samemu bardzo trudno jest przez to przejść. Przemoc wikła, wzbudza poczucie winy, osacza. Sprawca często przerzuca odpowiedzialność, manipuluje, wymyśla argumenty. „Gdybyś nie rozmawiała z rodziną, to by się nam układało, ale oni Cię nastawiają przeciwko mnie i przez to jest źle między nami”. „Matka ci powiedziała, żebyś się postawiła, ty posłuchałaś, ja się wkurzyłem - więc to twoja wina”. To taki mechanizm prania mózgu. Głos wspierającej osoby pozwala go dostrzec i się z niego wydobyć. Dobrze, że bohaterce reportażu to się udało.

 

Badania przywołane na początku z: „Negatywne doświadczenia młodzieży w czasie pandemii. Badanie metodą CAWI wśród dzieci i młodzieży w wieku 13-17 lat”, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, 2020.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego bohaterki reportażu.

 

Z okazji Światowego Dnia Walki z Depresją otwieramy zbiórkę na Antydepresyjny Telefon Zaufania. Wpłacać można na PayPalu (TUTAJ) lub na stronie Fundacji Itaka (TUTAJ). Dzięki Waszym wpłatom kolejne osoby będą miały wsparcie w depresji, dostęp do specjalistów i fachową pomoc. Linki do wpłacania będą pojawiać się pod wszystkimi materiałami z tego tygodnia o depresji.

Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji ITAKA
https://stopdepresji.pl/
tel.: 22 484 88 01
e-mail: porady@stopdepresji.pl

Poradnia Telefoniczna "Niebieskiej Linii"
http://www.niebieskalinia.pl
tel.: 22 668-70-00
e-mail: pogotowie@niebieskalinia.pl 

Telefon Zaufania Stowarzyszenia Lambda Warszawa
http://lambdawarszawa.org/
tel.: 22 628 52 22
poradnictwo@lambdawarszawa.org