Dzieci rodzone na zamówienie w prywatnym warszawskim szpitalu.. (zdj. ilustracyjne.) Wikimedia
Źródło: (zdj. ilustracyjne.) Wikimedia
Wszystkie wideo autora Konrad Wrzesiński
Autor Konrad Wrzesiński - 10 Sierpnia 2020

"Fabryka dzieci" w prywatnej placówce w Warszawie. Dramatyczne odkrycie dziennikarzy "Newsweeka"

Dzieci miały być rodzone na zamówienie przez ukraińskie matki zastępcze. Działalność swoistej "fabryki" w prywatnym szpitalu na warszawskim Wilanowie odkryli dziennikarze "Newsweeka". Niemowlęta trafiać miały kolejny do rodziców z Niemiec, Francji czy Hiszpanii.

Szczegóły dziennikarskiego śledztwa przeprowadzonego przez tygodnik "Newsweek" przytacza Wirtualna Polska. Jak czytamy, reporterom udało się dotrzeć do informacji dotyczących działania prywatnej porodówki na Wilanowie. Z informacji podanych przez dziennikarzy wynika, że ukraińskie surogatki miały nielegalnie rodzić dzieci, które następnie trafiały do rodzin we Francji, Niemczech czy Hiszpanii.

"Dzieci na zamówienie" na warszawskiej porodówce

Wszystkie porody nadzorować miała kobieta imieniem Iryna, która, mimo iż nie jest oficjalnie zatrudniona w szpitalu, figuruje jako tłumaczka ciężarnych. Ów mieszkająca w znajdującym się nieopodal placówki budynku "tłumaczka" zjawia się w szpitalu zawsze, gdy spodziewana jest akcja porodowa. Młode matki w luksusowej porodówce na warszawskim Wilanowie pojawiać mają się kilka razy w miesiącu. Zawsze w towarzystwie wspomnianej kobiety.

Doniesienia "Newsweeka" potwierdzić mieli świadkowie twierdzący, że w szpitalu dochodzić ma do porodów pochodzących z Ukrainy matek zastępczych. Proceder przypomina rzekomo "taśmową produkcję", a niemowlęta trafiają kolejno do zachodnich państw, gdzie czekają już na nich ich nowi rodzice. Za oferowane usługi surogatka otrzymywać ma od 12 do nawet 20 tys. euro.

Kobiety mają zgłaszać się do placówki nad ranem, by już wieczorem, uprzednio przeszedłszy badanie, trafić na porodówkę. Zdaniem tygodnika tłumaczka Iryna ma zawsze nalegać na to, by poród odbył się drogą naturalną. Zabieg cesarskiego cięcia oznacza bowiem dodatkowe (możliwe do uniknięcia) koszty.

O sprawie "Newsweek" poinformował ukraińską Rzeczniczką Praw Obywatelskich. Ta miała zdecydowanie potępić podobne praktyki. Warto zaznaczyć, że według dziennikarzy rynek surogacji w Polsce stale się rozrasta. Dzieje się tak dlatego, że polskie prawo ma nie radzić sobie z problemem handlu ludźmi.

Przypomnijmy, że o podobnym przypadku odkrytym w prywatnym mieszkaniu w Moskwie informowaliśmy przed kilkoma tygodniami. Matki zastępcze miały szykować dzieci dla chińskich obywateli. Tym, ze względu na epidemię koronawirusa, która na kilka miesięcy sparaliżowała świat, nie udało się jednak odebrać noworodków, przez co nadal znajdowały się one w mieszkaniu. Ich krzyki zaalarmowały wówczas sąsiadów.

Źródło: wp.pl / Newsweek

Koniecznie obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek!