wtv.pl
depresja poporodowa

Archiwum prywatne bohaterki

"Poród to nie zawsze cud. U mnie to depresja, chęć śmierci i poczucie porażki". Depresja poporodowa spotyka nawet 30% matek

22 Lutego 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

Depresja poporodowa dotyka od 10 do nawet 30% kobiet, które urodziły. W odróżnieniu od baby blues, czyli powszechnego stanu czasowego obniżenia nastroju (którego doświadcza nawet 80% kobiet po porodzie), depresja kliniczna trwa dłużej

Pochodzę z biednej rodziny z problemem alkoholowym. Wychowywałam się w małej miejscowości. Od zawsze myślałam o sobie w kategoriach: „trzeba stąd uciec” albo „przetrwać jeszcze tydzień” – w szkole, w domu, w moim mieście. Nigdy nie były to myśli: „skończę studia”, „pójdę na doktorat” albo „będę dobrze zarabiać”.

Gdy dostałam się na prestiżowe, międzywydziałowe studia w Warszawie, trudno mi było w to uwierzyć. Wyrwałam się z mojego miasteczka, z mojej rodziny. Ale podczas całych studiów towarzyszyło mi głębokie poczucie nieadekwatności. Na wielu poziomach. Choćby na takim, że w przeciwieństwie do wielu bogatych dzieciaków – musiałam pracować na siebie i swoich rodziców.

Od pięciu lat pracuję w korporacjach. W pracy starałam się awansować, bo musiałam spłacić długi po rodzicach. Zawalałam przez to studia. Magisterkę udało mi się obronić dopiero w wieku 28 lat, miesiąc przed ślubem. Mieszkałam już wtedy z mężem.

Poznaliśmy się zupełnie banalnie, na Tinderze. Trochę nie wierzyłam już wtedy w związki, próbowałam też umawiać się raczej z kobietami – jestem biseksualna. Ale z nim dobrze się rozmawiało. Poza tym zadeklarował, że lubi sprzątać, gotować i nie widzi tego jako „pomagania w domu”. Ja ani sprzątać, ani gotować nie umiałam i nie lubiłam. Za to – przez ciągły przymus spłaty długów – nauczyłam się zarabiać niezłe pieniądze. Dopasowaliśmy się więc tak, że to ja skupiałam się na karierze i doktoracie. Odkładałam na nowe mieszkanie, zabierałam nas na wycieczki, a mąż poświęcał więcej energii na zajmowanie się domem. I było nam z tym naprawdę dobrze, to nie było sztuczne. Po prostu tak nam pasowało.

Gdy zaszłam w ciążę, byliśmy przeszczęśliwi. Chcieliśmy mieć dziecko. Planowanie nie zajęło nam długo – stwierdziliśmy, że to dobry moment, bo mamy obydwoje pracę, gdzie mieszkać i jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Jego rodzina nam pogratulowała, z moją mamy ograniczony kontakt, ale moi bracia też nas wsparli. Dobrze na samym początku zareagował też pracodawca.

Kara za macierzyństwo

Ostatnie miesiące ciąży, gdy jeszcze chodziłam do pracy, były połączone z okresem nadmiernej aktywności. Leczę się z dwubiegunówki, ale w trakcie ciąży nie zdecydowałam się brać leków*.

*[Istnieją leki na chorobę dwubiegunową, które lekarze mogą przepisać do stosowania całą ciążę. Decyzja należy także do osoby w ciąży].

Dwubiegunówka polega na tym, że raz mam epizod manii, a po nim – epizod depresyjny. Wtedy po prostu padam z wyczerpania i nie mogę już więcej funkcjonować, zawalam terminy, zamykam się w pokoju, nie chcę z nikim rozmawiać.

Dwubiegunówkę mam zdiagnozowaną od 5 lat. I od tylu się leczę – z przerwami i różnymi skutkami. Pół roku siedziałam w szpitalu psychiatrycznym, wtedy choroba została zdiagnozowana.

Większość ciąży pracowałam, wtedy trzymała mnie mania. Pracowałam wtedy więcej, robiłam dużo rzeczy naraz, czasem zostawałam na nadgodziny, bo czułam niedobór aktywności. Czułam się pewnie, jakbym mogła zrobić wszystko i dać sobie radę z każdym projektem. Niestety, byłam bardziej agresywna niż zwykle, szybciej traciłam cierpliwość do ludzi. Często byłam też niewyspana po całonocnej aktywności. Jako że zaczęło to wpływać na pracę, postanowiłam w zaufaniu i dobrej wierze powiedzieć o tym szefowi. Mimo że wcześniej nasza współpraca przebiegała wzorowo i był zadowolony z mojej pracy, nagle postanowił się ode mnie odciąć. Do tej pory rozmawialiśmy codziennie, od tamtej pory nie rozmawialiśmy w ogóle. Nie odezwał się słowem, kiedy przeszłam na urlop macierzyński. Czułam się wyizolowana i oceniana – jako „leniwa”, niewystarczająca zapieprzająca. Nagle też problemem stał się sam mój urlop. Pominięto mnie przy nagrodzie rocznej za pracę całego zespołu. Nagle, po przejściu na L4, zabroniono mi kontaktów z pracownikami. Sygnał był jasny: „ty już lepiej tu nie wracaj”. Szef usunął mnie nawet z Linkedina. To było jak policzek.

Czułam się żałośnie, bo lubiłam tę pracę. Gdyby nie to, że zaszłam w ciążę i musiałam przestać brać leki, mogłabym tam spokojnie dalej pracować. To było jak kara za macierzyństwo.

Początkowo chciałam wrócić do pracy po 6 miesiącach, drugie 6 chciał przejąć mój mąż. Ale zmieniłam to na roczny urlop, po prostu bojąc się w tej sytuacji powrotu do pracy. Nie wiem, co mnie w niej w tym momencie czeka.

Poród jako trauma

Gdy w ósmym miesiącu w ciąży przeszłam na L4, pojawił się typowy odpływ energii, pewnie normalny w tak zaawansowanej ciąży. W dodatku, byłam po długim epizodzie manii. Brak leków, niechętny mojemu przejściu na urlop pracodawca, stres związany z pracą… A zewsząd słyszałam tylko: „teraz skup się na dziecku, teraz dziecko jest najważniejsze”. Czułam się, jakbym przestała istnieć. Jakby wraz z pojawieniem się dziecka miało zniknąć moje życie. Już pod koniec ciąży, przed porodem, miałam myśli samobójcze, nie podnosiłam się prawie z łóżka, płakałam prawie codziennie. Ale sama sobie też mówiłam: „musisz przez to przejść, bo masz mieć dziecko”. To była szczera myśl, ale była potęgowana głosami z zewnątrz. Więc kiedy urodziłam, padłam emocjonalnie. Na amen.

Szpital to była wielka trauma. Przyjechałam tam o 2:00 w nocy, po tym, jak odeszły mi wody. Pierwsze, co usłyszałam, to że jestem histeryczką, bo tak wcześnie przyjeżdżam. Potem wywiad w gabinecie na izbie przyjęć, w trzeciej osobie. „Jak się czuje? Ile waży? Jakieś choroby ma?”. Dalej długie czekanie. I akcja porodowa wywoływana oksytocyną, która zupełnie nie szła. Po nieprzespanej nocy, kilku godzinach, kiedy rozpaczliwie próbowałam urodzić siłami natury, wylądowałam w końcu na stole operacyjnym, żeby urodzić przez cesarskie cięcie.

Na wstępie powitał mnie tekst pielęgniarza asystującego przy porodzie: „O, kolejnej się nie chciało rodzić". Przy podawaniu znieczulenia szarpano mną, ustawiono mnie w miejscu jak przedmiot. I ciągłe teksty, że mi się nie chciało, że teraz to każdej się chce tak rodzić, że myślą, że to łatwiej.

Popłakałam się w trakcie, to było cholernie upokarzające. Przestałam dopiero, kiedy zobaczyłam mojego syna.

Urodziłam na początku grudnia. Niedługo miną trzy miesiące od porodu.

Spanie, karmienie, spanie, karmienie – i nic więcej

Kolejne dni po porodzie były koszmarem. Nie byłam w stanie zrobić nic, ogarnąć się, zająć dzieckiem. Salowe mogły mi pomagać w minimalnym stopniu . Nie winię ich, bo było ich raptem kilka na kilkadziesiąt pacjentek. Wiem też, że płaci im się dosłownie grosze.

Ale nie byłam w stanie zająć się synem. Miałam wrażenie, że robiłam to nieudolnie. Poza tym pandemia: nikt nie mógł wejść do szpitala, żadnych odwiedzin. Byłam zupełnie sama.

Przez kolejnych kilka dni nie przestawałam płakać. Przez stres nie mogłam karmić. Lekarka w trakcie obchodu spytała tylko, czemu tak histeryzuję i jak ja w ogóle wyglądam. Po czym stwierdziła, że nie wypisze mnie do domu „za całokształt”.

Nikt nie zainteresował się moim stanem psychicznym. Po kilku dniach wróciłam do domu.

I gdyby nie to, że mój mąż zajął się dzieckiem przez pierwsze tygodnie, to chyba nie dałabym sobie rady zupełnie. Najpierw musiałam po prostu odpocząć po szpitalu. Odsypiałam. Mąż dokarmiał naszego syna mlekiem modyfikowanym, żebym pierwszy raz po powrocie ze szpitala mogła przespać więcej niż kilka godzin. To było mi tak bardzo potrzebne. A potem było już tylko spanie, karmienie, spanie, karmienie. Taki niekończący się cykl. Poza karmieniem nie byłam w stanie zbyt wiele zrobić.

Do tego pandemia. Nawet kiedy chodzenie stawało się już powoli coraz łatwiejsze – pytanie: dokąd iść? Wszystko zamknięte, zalecenia, by nie wychodzić… Mąż pomagał mi w najprostszych czynnościach – łącznie z higieną osobistą, do czego ciężko przyznać mi się nawet przed samą sobą. Któregoś razu przyniósł mi po prostu do łóżka miskę z wodą, umył mnie na tyle, na ile mógł. Popłakałam się, ta bezsilność była tak upokarzająca. A jednocześnie wiedziałam, że nie chcę być dla niego jedynie obciążeniem. Nie po tym, jak mi pomógł. Robiłam, co mogłam, żeby każdego dnia jednak trochę przybliżać się do sprawności. Po paru tygodniach udawało mi się już wstawać z łóżka, zrobić cokolwiek.

Mimo to czułam, że odniosłam porażkę. Rodzina dzwoniła, pytała, jak tam z maleństwem. Wszyscy dopytywali, jak sobie radzę jako mama. A ja nie radziłam sobie wcale. Czasem mówiłam, że gdyby nie mąż, to by w zasadzie nie było żadnej opieki nad dzieckiem, ale wszyscy przyjmowali za naturalne, że to ja jestem matką i że to ja robię wszystko wokół dziecka. Kiedy mąż wspomniał, że poszedł na spacer, rodzice spytali go, czy go zmusiłam. To było trudne, dla niego pewnie też, chociaż niewiele o tym mówiliśmy.

Jak karmić naturalnie, gdy nie ma pokarmu?

Do tego dochodził wielki nacisk kobiet z rodziny męża i internetowych stron doradców laktacyjnych na to, żeby karmić naturalnie, kiedy wciąż nie miałam pokarmu. Ciotki, babcie i siostry dopytywały mnie cały czas, czy karmię, czy odciągam się laktatorem, powtarzały, żeby broń boże nie dawać dziecku mleka modyfikowanego. Wtórował im Internet. A ja przez pierwszy tydzień mleka nie miałam wcale. Dopiero po tygodniu, kiedy odpoczęłam w domu, zaczęłam jeść i wypiłam chyba każdy możliwy środek na laktację, mleko ruszyło. Najpierw powoli, przez pierwszych kilka tygodni pół na pół z mlekiem modyfikowanym, teraz przez większość dnia jestem już w stanie karmić sama.

Pytania o to, czy aby na pewno karmię, pojawiały się przez pierwszy miesiąc na tyle często i uporczywie, że do teraz za każdym razem, kiedy nie miałam dość mleka, przeżywałam mnóstwo stresu, a w głowie przewijałam wszystkie rady i nakazy, mówiące, że „jak raz podasz butelkę, to dziecko się odzwyczai, a ty stracisz pokarm”. Boję się, że tak będzie. Każde karmienie butelką to stres. A przecież nie mogę też pozwolić mojemu dziecku na to, żeby płakało z głodu.

I do tego wszystkiego poczucie, że to jednak ja powinnam się zająć dzieckiem, skoro wzięłam urlop macierzyński – a mój mąż nie.

Żeby nie zrobić sobie krzywdy i być użyteczną rodzinie

To wszystko sprawiało, że czułam się coraz gorzej, mimo że starałam się funkcjonować na tyle, żeby wstać z łóżka i pomagać w domu. W końcu po prawie dwóch miesiącach udało mi się zebrać na tyle, żeby umówić się do psychiatry. To była wizyta telefoniczna. Zajęła lekarzowi jakieś 5 minut. Nie za bardzo chciał słuchać, co się dzieje. Powiedział, że może mi dać maksymalnie Deprexolet, skoro karmię piersią. I że nie wie, czy to tylko dwubiegunówka, czy depresja poporodowa. Źle się po tym leku czuję, więc czekam na drugą konsultację z innym lekarzem. Liczę, że tym razem będę mieć więcej szczęścia.

Czekam też na wizytę u psychologa. Przed ciążą chodziłam długo na terapię – najpierw publiczną, indywidualną i grupową dla DDA (dorosłych dzieci alkoholików), a potem, kiedy zaczęłam już więcej zarabiać – prywatną. Nie zwracałam wtedy uwagi na nurt i starałam się czytać jak najmniej o terapiach, kiedy wybierałam terapeutkę prywatnie. Zastosowałam inne kryterium. Poszukałam po prostu osoby, które wydała mi się godna zaufania. Teraz nie miałam siły nawet na takie poszukiwania, po prostu zapisałam się do pierwszego lepszego terapeuty z wolnym terminem, z którym można porozmawiać online. Z myślą: „najwyżej go zmienię”. Najzwyczajniej w świecie nie mam siły myśleć o tym, czego oczekuję. Robię na oślep jak najwięcej rzeczy, o których wiem, że kiedyś już pomogły. Żeby po prostu wybrnąć z tego stanu, w którym nadal jestem. Żeby nie zrobić sobie krzywdy i być użyteczną mojej rodzinie. Podobno dzieci alkoholików nie potrafią czuć się kochane, dopóki nie są użyteczne.

Poród to nie zawsze cud

Poród to nie zawsze jest cud. Ale to na pewno totalna zmiana, której nie można cofnąć. Myślę, że nie było wydarzenia w moim życiu, które tak by je zmieniło. Zazwyczaj opisuje się matkom poród jako najpiękniejsze wydarzenie na świecie, po którym są kwiatki i brokat, i mały różowy dzidziuś. A u mnie – depra, chęć śmierci i poczucie porażki.

Owszem, kocham mojego syna bardzo mocno, ale po porodzie pogorszył się mój stan zdrowia – i psychicznego, i fizycznego. Pogorszyła się sytuacja w pracy i satysfakcja z życia. Przed tym doświadczeniem byliśmy przekonani, że nasz syn będzie miał rodzeństwo i zdecydujemy się za jakiś czas na drugie dziecko. Teraz nie potrafiłabym już tak beztrosko podjąć decyzji. Wiem, ile mnie ona kosztowała psychicznie, jak wpłynęła na moją karierę zawodową, poczucie własnej wartości, z jak dużym obciążeniem się łączy. Nie wiem, czy potrafiłabym też dźwignąć kolejny rok bez leków. Gdyby nie to, że mam partnera, który chętnie zajmuje się domem i dzieckiem, to chyba bym już się zabiła. Nie dałabym rady.

Dawno nie było tak źle.

Komentarz psycholożki, Katarzyny Paszkiewicz-Janoszki:

Depresja poporodowa to rodzaj zaburzeń depresyjnych, które pojawiają się u kobiety po narodzinach dziecka. Obecnie mówi się również o depresji okołoporodowej, w związku z tym, iż część przyszłych matek doświadcza objawów depresyjnych już w trakcie trwania ciąży. Szacuje się, że depresja poporodowa dotyka od 10 do nawet 30% kobiet, które urodziły, najczęstsze źródła wskazują na około 15%. W odróżnieniu od tzw. baby blues, czyli powszechnego stanu czasowego obniżenia nastroju (którego doświadcza nawet 80% kobiet), depresja kliniczna trwa dłużej niż nieprzerwanie 2 tygodnie, ma tendencję do pogłębiania się i działa dezorganizująco na funkcjonowanie młodej mamy.

Najważniejszymi cechami depresji poporodowej są obniżenie nastroju, niska samoocena, napięcie i przekonanie o chorobie fizycznej matki lub niemowlęcia. Towarzyszące im objawy to brak energii do wykonywania codziennych czynności, anhedonia, czyli niemożność przeżywania radości, czy utrata zainteresowań. Myślenie kobiety doświadczającej epizodu depresji poporodowej charakteryzuje poczucie winy, przekonanie o byciu niewystarczająco dobrą matką, o nieradzeniu sobie z tą rolą. Trudności pojawiają się również w zakresie fizjologii – dotykają sfery snu, jedzenia, życia seksualnego. W ciężkich stanach depresyjnych pojawiają się często myśli samobójcze, myśli natrętne dotyczące dziejącej się dziecku krzywdy, w skrajnych przypadkach mogą występować próby samobójcze. Dane wskazują, że największe ryzyko pojawienia się tych zaburzeń utrzymuje się przez rok po porodzie.

Podobnie jak w przypadku innych zaburzeń depresyjnych, trudno jest wskazać jednoznaczny czynnik przyczyniający się do powstawania choroby. Dane wskazują jednak na kombinację czynników biologicznych (efekt działania hormonalnów), genetycznych (częściej występuje w rodzinie), jak również społecznych i psychologicznych.

Do czynników psychicznych zalicza się zarówno rys osobowościowy, jak i indywidualną umiejętność radzenia sobie ze stresem i nowymi sytuacjami życiowymi. Kobiety wysoko wrażliwe, z pesymistycznym obrazem siebie i świata, zmagające się z lękiem, są bardziej narażone na wystąpienie depresji poporodowej, podobnie jak te o perfekcjonistycznym rysie osobowości. Jak wskazują badania, kobiety chorujące na depresję poporodową często mają nierealistyczne oczekiwania wobec siebie – chcąc być idealną matką, która bez doświadczania trudnych emocji, zajmuje się dzieckiem i dba o relacje społeczne oraz karierę zawodową. Epizody depresyjne w przeszłości również korelują dodatnio z możliwością wystąpienia choroby w okresie okołoporodowym.

W zakresie czynników społecznych największą wagę kładzie się na wsparcie partnera i otoczenia. W zależności od środowiska, w którym kobieta żyje, może mieć ona poczucie, że w opiece nad dzieckiem jest wspierana albo pozostawiona sama sobie. Wynika to zarówno z fizycznej nieobecności bliskich jej osób (samotne macierzyństwo jest silnie skorelowane z występowaniem depresji poporodowej), jak i z faktu, iż nie dostrzegają one potrzeby pomocy młodej matce w zajmowaniu się noworodkiem. Presja społeczna i oczekiwania związane rolą matki (w tym z karmieniem piersią) sprawia, że kobiety mogą się w czuć w roli matki niepełnowartościowe i niespełnione. 

Wiele badań wskazuje również na korelację pomiędzy doświadczeniami okołoporodowymi (sposobem traktowania przez personel medyczny i samym przebiegiem porodu) a późniejszym stanem psychicznym kobiety. Jako kolejną przesłankę medyczną podaje się poprzednie utraty i zagrożenie ciąży oraz długi okres starania się o potomstwo – leczenie zaburzeń płodności w ramach państwowej ochrony zdrowia bywa niezwykle trudne i żmudne. Jedną z najczęstszych pozabiologicznych przyczyn depresji poporodowej jest także stwierdzenie choroby lub wad rozwojowych u dziecka, co wiąże się z koniecznością przeorganizowania dotychczasowego życia, niepewnością dotyczącą możliwości powrotu do pracy oraz źródeł pomocy w razie braku takiej możliwości. Oczywiście, nieplanowana i niechciana ciąża również stosunkowo częściej będzie prowadzić do wystąpienia depresji poporodowej. Jak zauważają bowiem naukowcy, zmiany w życiu kobiety, która urodziła dziecko, dotykają wszystkich jego sfer, sama ciąża, poród i połóg mają ogromny wpływ na samopoczucie fizyczne i psychiczne jednostki. Zwykle jednak motywacja do wychowania potomka, powstająca więź pomiędzy matką i dzieckiem sprawiają, że wzrasta poczucie siły i odporności na stres.

W zakresie leczenia, zarówno w przypadku depresji, która pojawia się przed urodzeniem dziecka, jak również po nim, zaleca się zwykle tylko psychoterapię, ale lekarz może zastosować farmakoterapię lub zaproponować niesłusznie owiane złą sławą elektrowstrząsy, które są bezpieczną i skuteczną metodą leczenia. Niestety, dostęp do publicznej, bezpłatnej psychoterapii jest w Polsce niezwykle utrudniony, dodatkowo osoby cierpiące z powodu depresji często odczuwają wstyd i niechęć do dzielenia się swoimi trudnościami (również ze względu na wspomniane już poczucie winy i nieadekwatności), stąd szacuje się, że aż 85% przypadków depresji okołoporodowej może nie być rozpoznawana.

Broszura o depresji poporodowej

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w 2018 r. przygotowała broszurę „Gdy macierzyństwo nie cieszy. Najważniejsze rzeczy, które warto wiedzieć o emocjach i samopoczuciu psychicznym po porodzie”. To broszura zarówno dla kobiet po porodzie, jak i osób z ich otoczenia. Znajdują się w niej informacje, rady i dane.

Czy zmagam się z depresją poporodową?

Jeśli zaobserwujesz u siebie 3 z poniższych objawów, trwających dłużej niż 2 tygodnie, świadczyć to może o tym, że przeżywasz depresję poporodową. W takiej sytuacji warto zgłosić się do psychiatry lub psychoterapeuty.

  • smutek i przygnębienie występujące przez większą część dnia, negatywne myśli, poczucie beznadziei;

  • nasilający się brak pewności siebie;

  • trudność w podejmowaniu decyzji;

  • znaczne osłabienie energii życiowej, bierność, trudność w wykonywaniu najprostszych codziennych czynności;

  • stałe uczucie zmęczenia, wyczerpanie;

  • ciągłe napięcie, rozdrażnienie, niezdolność do odprężenia;

  • kłopoty ze snem (nadmierna senność lub bezsenność);

  • pogorszenie się koncentracji i pamięci;

  • zaburzenia łaknienia: utrata apetytu lub wzmożone łaknienie;

  • niemożność odczuwania przyjemności i przeżywania radości, także przy zajmowaniu się dzieckiem;

  • poczucie bycia bezwartościową, złą matką, obwinianie się;

  • złe samopoczucie fizyczne, bolesność ciała bez wyraźnej somatycznej przyczyny;

  • przewrażliwienie na punkcie zdrowia i rozwoju dziecka, zamartwianie się o karmienie, sen, płacz;

  • obojętność wobec potrzeb potomstwa lub trudność w odczytaniu i zrozumieniu sygnałów wysyłanych przez dziecko, rozdrażnienie i lęk w kontakcie z dzieckiem;

  • niepokój i ciągłe pobudzenie zmuszające do nerwowego sprawdzania, czy dziecko śpi, oddycha;

  • postrzeganie dziecka jako wyjątkowo kłopotliwego;

  • potrzeba izolowania się, unikanie kontaktów z ludźmi;

  • nawracające myśli o śmierci lub myśli samobójcze (jeśli pojawiają się nawet bez powyższych objawów, koniecznie zgłoś się do lekarza).

(Objawy za broszurą „Gdy macierzyństwo nie cieszy. Najważniejsze rzeczy, które warto wiedzieć o emocjach i samopoczuciu psychicznym po porodzie”).

Gdzie zgłosić się po pomoc?

Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy, nie wahaj się i zgłoś się po nią do specjalisty. W zależności od sytuacji mogą to być (w ramach opieki finansowanej przez NFZ):

  • Położna środowiskowo-rodzinna (położna podstawowej opieki zdrowotnej) – z jej opieki można korzystać od 21. tygodnia ciąży do 8. tygodnia po urodzeniu dziecka. Położna może przygotować do porodu, udzielić informacji i pokazać, jak pielęgnować dziecko, a także udzielić wsparcia lub pomóc w kontakcie ze specjalistą.

  • Lekarz rodzinny (pierwszego kontaktu) lub ginekolog – może wystawić skierowanie do psychoterapeuty.

  • Lekarz psychiatra – przyjmuje w poradniach specjalistycznych, poradniach (centrach) zdrowia psychicznego, poradniach przyszpitalnych; aby zapisać się na konsultację, nie jest potrzebne skierowanie.

  • Psycholog, psychoterapeuta – przyjmuje w poradniach zdrowia psychicznego; do psychologa lub psychoterapeuty przyjmującego w ramach NFZ potrzebne jest skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu lub specjalisty pracującego w ramach NFZ.

  • Centra Zdrowia Psychicznego, w których można uzyskać pomoc psychologiczną i psychiatryczną.

  • Pomoc psychologiczna na oddziale ginekologiczno-położniczym, noworodkowym lub w przychodni przyszpitalnej (wsparcie, konsultacja psychologiczną, pomoc w dotarciu do specjalisty).

Poza placówkami ochrony zdrowia, możesz skierować się do:

  • Ośrodka Pomocy Społecznej (pomoc psychologiczna lub wsparcie socjalne, np. asystent rodziny);

  • Centrum Interwencji Kryzysowej (oferuje pomoc psychologiczną i wsparcie w trudnych sytuacjach życiowych);

  • Fundacji i stowarzyszeń działających na rzecz rodziców małych dzieci, wspierających rodzicielstwo lub zajmujących się zdrowiem psychicznym (oferują grupy wsparcia, konsultacje, psychoterapię, pokierowanie do specjalisty);

  • Prywatnego gabinetu lub ośrodka psychoterapii (niektóre specjalizują się w pomocy psychologicznej w okresie okołoporodowym).

(Miejsca wsparcia za broszurą „Gdy macierzyństwo nie cieszy. Najważniejsze rzeczy, które warto wiedzieć o emocjach i samopoczuciu psychicznym po porodzie”).

Chcesz opowiedzieć swoją historię? Napisz do: maja.stasko@iberion.pl.

Podobne artykuły

W jednym z mieszkań w Międzyborzu policja odkryła zwłoki kobiety. Obok niej znajdowała się dwójka dzieci

Polska

Rodzeństwo zamknięte w mieszkaniu ze zmarłą matką. Dramat w woj. dolnośląskim

Czytaj więcej >

Polska

Lubelskie. Nie żyje 24-letni motocyklista, policja wydała apel

Czytaj więcej >
ARKADIUSZ ZIOLEK/East News - zdjęcie ilustracyjne

Polska

Tragiczne skutki sobotniej burzy. Zniszczenia widoczne są w całej Polsce

Czytaj więcej >

Polska

Silne burze i deszcz w całej Polsce. IMGW wydało ostrzeżenia

Czytaj więcej >
W sobotę wieczorem w Poznaniu doszło do tragicznego wypadku. Nie żyją dwie osoby

Polska

W Poznaniu w aucie spłonęły dwie osoby. Wcześniej kierowca uderzył w słup trakcyjny

Czytaj więcej >
W Czaczu w Wielkopolsce służby wezwane zostały do samobójcy

Polska

Samobójstwo 27-latka w Czaczu w Wielkopolsce. Mężczyzna powiesił się na drzewie

Czytaj więcej >