Kraków incydent wyborczy. (zdj. Il. ) ; ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
Źródło: (zdj. Il. ) ; ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
Wszystkie wideo autora Alan Wysocki
Autor Alan Wysocki - 12 Lipca 2020

Jolanta chciała oddać głos, ale według danych komisji, już tego dokonała. Niepokojący incydent w Krakowie

Kraków ponownie odnotował niepokojący incydent wyborczy. TVN24 przedstawił historię pani Jolanty, która nie może oddać ważnego głosu. Wszystko za sprawą jej sąsiadki. Komisja wyborcza na podstawie zebranych informacji ma prawo uważać, że kobieta wzięła już udział w wyborach.

Od godziny 7 do godziny 10 miało miejsce aż 250 zdarzeń naruszających przyjęte zasady organizacji wyborów prezydenckich. Jedną z bardziej zaskakujących spraw jest sytuacja kobiety, której uniemożliwiono oddanie ważnego głosu. Członek komisji przez pomyłkę pozwolił podpisać się jej sąsiadce w miejscu przeznaczonym dla pani Jolanty. Sprawa została zgłoszona na policję.

Kraków. Nie odda głosu, bo jej sąsiadka podpisała się w złym miejscu

- Nie mogłam zagłosować, bo okazało się, że przy moim nazwisku podpisała się sąsiadka. Rozmawiałam z przewodniczącym komisji, który nie był w stanie mi tego wyjaśnić - deklaruje pani Jolanta w rozmowie z TVN 24. Oburzona kobieta po rozmowie ze swoją sąsiadką postanowiła wrócić z nią do lokalu wyborczego, aby wyjaśnić niepokojące zajście. Obie głosujące mają zaświadczyć, że do całego zdarzenia doszło przez głupią pomyłkę. Niestety tłumaczenia te mogły nie przekonać członków komisji.

Przypomnijmy, że nie jest to pierwszy incydent, jaki miał miejsce podczas II tury wyborów prezydenckich. Na terenie województwa warmińsko-mazurskiego nieznany mężczyzna proponował pieniądze za poparcie wskazanego kandydata. W jednym z tamtejszych zakładów fryzjerskich zaoferowano też 20% rabatu w zamian za głos na faworyzowanego przez właścicieli firmy polityka. Podczas konferencji Państwowej Komisji Wyborczej zadeklarowano jednak, że nie powinno dojść do wydłużenia ciszy wyborczej.

Źródło: [TVN24]