wtv.pl
wtv.pl

WTV.pl

Jestem niepełnosprawną kobietą, nie dzieckiem. Mam seksualność i nie chcę się jej wstydzić

14 Kwietnia 2021

Autor tekstu:

Maja Staśko

Udostępnij:

Bohaterka tekstu to osoba z niepełnosprawnością. Zwróciła się do nas, by podzielić się swoją historią miłosną. Opowiedziała również o swojej seksualności, a także o braku akceptacji społeczeństwa.

Poznałam Adama [imię zmienione] osiem lat temu. Na początku bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało, ale nie utrzymywałam z nim bliższych kontaktów, choć on do nich dążył. Znikał i pojawiał się w moim życiu. A na stałe zagościł w nim cztery lata temu.

Chorował na chorobę postępującą. Gdy go spotkałam, był sprawniejszy ode mnie – ja od urodzenia mam chorobę niepostępującą. On pod koniec życia był skazany na pobyt w łóżku. Jego choroba neurodegeneracyjna zmieniła nie tylko jego sprawność fizyczną, ale także rysy twarzy. Z bardzo przystojnego mężczyzny stał się człowiekiem, który nie miał siły samodzielnie się przejść czy wyjść z domu. Czasem nie był w stanie panować nad własnym ciałem. Starałam się, żeby poczuł się męsko, kiedy tylko było to możliwe. Pozwalałam mu podać mi rękę, żebym usiadła na łóżku, choć umiałam to zrobić sama. Przynajmniej tyle mógł zrobić. Gdy pisałam, że jest seksowny, od razu słyszałam, że go okłamuję.

Pomagałam mu szukać równowagi między tym, kim był, a jakim się stawał.

Byliśmy w związku we czworo – razem z jego i moją chorobą

To nie był nagły wybuch namiętności ani miłość od pierwszego wejrzenia. Bardziej jak związek z przyjacielem. Możesz pogadać, pożalić się, mieć wsparcie. Przyjeżdżał do mnie do mieszkania czasem na pół godziny, czasem na dwie – w zależności od tego, jak się czuł. Była między nami intymność – na tyle, na ile choroba mu pozwalała.

Nasz związek to nie tylko my dwoje. Byliśmy w nim we czworo – razem z jego i moją chorobą. Ale ja swoją chorobę znałam od urodzenia. On nie. Nigdy nie był gotowy, żeby ją poznać i o niej mówić. Nie rozmawialiśmy więc o tym za wiele.

Moja seksualność jest normalną częścią mnie

Jestem wychowana wśród zdrowych rówieśników. Chodziłam do masowej szkoły podstawowej i liceum w czasach, gdy nie mówiło się o oddziałach integracyjnych. Nigdy nie odczułam, że coś jest nie tak.

W liceum się zakochałam. Całowałam się. Nie miałam z tym problemu, bo czułam się akceptowana w szkole. Ja się zadurzyłam, kolega się we mnie nie zakochał – ale to się zdarza każdemu w tym wieku.

Moja seksualność jest normalną częścią mnie. Wychowana wśród osób, które mnie akceptują, chciałam mieć wszystko to, co moi rówieśnicy.

Jestem po trzydziestce, Adam był moim pierwszym partnerem.

Miłość to dla mnie odpowiedzialność za drugiego człowieka. Trzeba zrozumieć i akceptować funkcjonowanie innej osoby, a gdy w grę wchodzi choroba, to trzeba zrozumieć jeszcze jej chorobę. Moja ciekawość świata, otwartość na drugiego człowieka  i umiłowanie do medycyny bardzo tu pomogły – wyszukałam informacje o jego chorobie i zdobyłam wiedzę. Mnie to pomaga w życiu z niepełnosprawnością. On nie chciał przyjmować tej wiedzy. Cóż, nic na siłę. Uznałam, że to jego autonomia, jego decyzja i muszę to uszanować. 

Gadaliśmy, oglądaliśmy filmy, czasem coś majsterkował. I szliśmy do łóżka – na tyle, na ile się dało

Kontaktowaliśmy się głównie telefonicznie. Gdy byliśmy razem, to tylko w mieszkaniu. Spacer nie wchodził w grę, bo mamy trudności z chodzeniem – on miał zaburzenia równowagi, potrzebował specyficznych warunków. W razie czego nie mógłby mnie złapać, bo ja bym spadła i nie podniosła ani siebie, ani jego. Czasem śmialiśmy się z tego.

Póki jeszcze jeździł, przyjeżdżał do mnie. Gadaliśmy, oglądaliśmy filmy, czasem coś majsterkował. I szliśmy do łóżka – na tyle, na ile się dało. Nie był to szał, o którym myślą młodzi ludzie. Trzeba było znaleźć balans między tym, czego chcemy, a co możemy. Przy naszych ograniczeniach seks wyglądał tak, że trzeba było znaleźć odpowiednią pozycję seksualną, z innej się wycofać. Nie wszystko mogliśmy robić, trzeba było wiele delikatności.

Była między nami czułość. Starał się mną opiekować. Tam, gdzie uważał, że jest silniejszy, przejmował pałeczkę, a ja mu na to pozwalałam, nawet jeśli mogłam to zrobić sama. Taka to była miłość.

Spotykaliśmy się tylko u mnie. U mnie też był krótko – tyle, ile mógł funkcjonować bez leków i bez pomocy. Czasem dwie godziny, czasem pół – w zależności, czy miał lepszy czas, czy gorszy. Jego choroba ma rzuty, powodowała niesamowity ból. Jego funkcjonowanie było pod dyktando. 

Moja choroba jest stała, nie postępuje. Nie zmienia się nic, co trzeba by było uwzględniać w codziennym funkcjonowaniu czy relacjach z ludźmi. U niego się zmieniało. I on nie nadążał. A przede wszystkim: nie akceptował tych zmian. Nie rozmawialiśmy o tym. Nie chciał.

„Twój przyjaciel odszedł”

I już nie porozmawiamy.

Niedawno umarł na Covid-19.

Mocno przeżyłam tę śmierć. To wciąż świeża rana. Ale decydując się na związek z kimś, kto jest chory, musisz być gotowa na to, że jego zdrowie może się posypać. Istnieją takie związki. Są piękne, ale trudne. Jestem wdzięczna, że doświadczyłam takiej miłości.

Jego rodzina poinformowała mnie o tej śmierci niedługo po tym, gdy to się stało. „Twój przyjaciel odszedł”.

I ja się na to nie zgadzam. Odszedł nie tylko mój przyjaciel, ale i kochanek. Mój partner. I chciałabym, żeby tak o nas mówiono. Żeby nikt nie pomijał tego, że byłam dla niego ważna w różnych aspektach w tym romantycznym seksualnym. Jakby niepełnosprawne osoby nie mogły mieć partnerów czy partnerek i tworzyć związków.

Moi bliscy wiedzą  że to był mój facet. I tak go nazywają. 

Odszedł mój partner. I jest mi z tym ciężko. A dodatkowo jestem wściekła na to, jak jest to postrzegane w inny sposób. Osoby z niepełnosprawnością mają prawo i możliwość by budować dojrzałe związki.

Dorosłe dzieci niepełnosprawne

Możliwe, że wynika to ze stereotypu: traktuje się nas jak dzieci. Mówi się o „dorosłych dzieciach niepełnosprawnych”. Jedyną naszą rolą społeczną jest rola pacjenta. Nie mam prawa do bycia czyjąś partnerką, moja seksualność jest dyskredytowana – bo społeczeństwo traktuje nas jak dzieci. A ja przecież jestem dorosła, mam prawo do intymności, rozwoju, zabawy, seksu.

To podejście do niepełnosprawności ma swoje konsekwencje nie tylko w tym, że nie mamy prawa do związku, ale także w braku świadomości swojego ciała, braku opieki ginekologicznej, braku edukacji seksualnej. A przez to osoby z niepełnosprawnością są bardziej narażeni na przemoc seksualną, którą muszą ukrywać i wypierać, bo „kto z taką będzie chciał iść do łóżka”. „Kto by chciał taką zgwałcić”. Ten sposób postrzegania zabiera nie tylko prawo do seksualności, ale i profilaktyki, edukacji, przyjemności do pełnego korzystania z życia na tyle na ile można, nie motywuje do rozwoju, realizacji siebie. I dotyczy to zarówno chłopców, jak i dziewczynek. A także kobiet i mężczyzn.

Podobne artykuły

wtv.pl

Wywiady

Policja nie zareagowała, bo były mąż "nie połamał Katarzynie nóg". Jej piekło trwa od 5 lat

Czytaj więcej >
wtv.pl

Wywiady

"Najpiękniejsze korytarze życia widziałem na Strajku Kobiet". Policja i protestujący zawsze mogą liczyć na Stołecznych Samarytan

Czytaj więcej >
Szpital psychiatryczny

Wywiady

"Małgosia opowiadała mi o pacjentach, którzy próbują krzywdzić się, czym tylko się da". Co się dzieje w szpitalach psychiatrycznych?

Czytaj więcej >
wtv.pl

Wywiady

Nasilony lęk, długotrwałe napięcie, zamartwianie się - tak może działać pandemia. Ale jest wsparcie

Czytaj więcej >
Kot Kaczyńskiego

Wywiady

Ekspert skomentował szczegóły opieki Jarosława Kaczyńskiego nad kotem

Czytaj więcej >
Jaś Kapela wprost mówi o hipokryzji Kościoła

Wywiady

Jaś Kapela o hipokryzji polskiego Kościoła. Czy Chrystus mógł być wegetarianinem?

Czytaj więcej >