pielęgniarka. Pixabay.com/DarkoStojanovicŹródło: Pixabay.com/DarkoStojanovic
Wszystkie wideo autora Weronika Szatkowska
Autor Weronika Szatkowska - 28 Czerwca 2020

Prawdziwy dramat pielęgniarki w DPS-ie w Wierzbicy. Na jaw wyszły fakty, które wstrząsnęły opinią publiczną, kobieta nadal się nie otrząsnęła

Wiadomości z Wierzbicy. Pielęgniarka przeżyła prawdziwą tragedię, a informacje, które obiegły media są ciężkie do uwierzenia. Sprawę postanowił nagłośnić Fakt. Dramat rozpoczął się pod koniec kwietnia, kiedy to warszawska pielęgniarka rozpoczęła pracę pod Radomiem.

Pielęgniarka była przekierowana odgórnie, przez wojewodę do pracy pod Radomiem. Po dwóch miesiącach Renata Kozioł postanowiła mówić, ponieważ to, czego tam doznalo przypominało istny horror.

Wszystko się nagrało. Ludzie nie wytrzymali i zatrzymali homofobiczną ciężarówkę za mowę nienawiści wobec LGBT i szerzenie dezinformacji, interwencja policjiWszystko się nagrało. Ludzie nie wytrzymali i zatrzymali homofobiczną ciężarówkę za mowę nienawiści wobec LGBT i szerzenie dezinformacji, interwencja policjiCzytaj dalej

Wiadomości dotyczące DPS'u w Wierzbicy przerażają

Okazuje się, że kobieta była traktowana przedmiotowo, bez żadnego poszanowania do jej pracy, czy wyeksploatowania.

- Potraktowano mnie jak żołnierza, który dostał rozkaz i musiał go wypełnić. A przecież nie ma wojny, ani stanu wojennego. Stan epidemii to nie to samo - mówiła na łamach Faktu.

Kobieta mimo powrotu do Warszawy, nadal próbuje dojść do siebie. Wymaga opieki terapeutycznej i jest pod stałą opieką psychologa. Jak wspomina, to był najgorszy okres w jej karierze zawodowej. Choć na co dzień wie z czym wiąże się taka praca, ponieważ pracuje od lat w jednej z przychodni, nie mogła zaakceptować tego, co spotkała w DPS-ie w Wierzbicy. Była jedyną osobą, która nie była zakażona koronawirusem, ale to nie wszystko. Warunki pracy i traktowanie przez dyrekcję, było uwłaczające godności człowieka. Zresztą stan zdrowia pielęgniarki też był wątpliwy.

DZISIAJ GRZEJE: 1. Policja w dużym, polskim mieście zaczęła kontrole. Mogą złapać każdego, lepiej się przygotować
2. Nareszcie, przełomowa decyzja naszych sąsiadów. Wielu Polaków czekało od dawna

- Jestem po operacji kręgosłupa. Jednak wcale się na to nie skarżę i staram się wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak potrafię. Ale chciałabym mieć godne warunki, by po całym dniu pracy w kombinezonie, gdzie pot spływa po całym ciele, mogła się w normalnych warunkach wykąpać. I bez stresu, że zachoruję. A przecież wanna i prysznic są wspólne. Dla mnie i dla pacjentów z koronawirusem. Na tę chwilę jestem minusowa, ale jeśli będę korzystała ze wspólnych urządzeń sanitarnych, to z pewnością w każdej chwili może się to zmienić - powiedziała Renata Kozioł dla Faktu.

- Zdaję sobie sprawę doskonale, że pielęgniarka musi pomagać pacjentom niezależnie, czy jest "plusowa", czy "minusowa". Ale mam apel do naszych przełożonych: dajcie nam możliwość chwili odpoczynku i wykąpania się w ludzkich warunkach. Żebym też mogła mieć wiarę, że idąc pod prysznic nie zarażę się koronawirusem. Bo wirus jest wszędzie. Pracuję w swojej odzieży, w swoich skarpetkach i butach. O wszystko muszę się prosić i pytać. Dopiero wówczas jest szansa, że coś otrzymam, np. odzież ochronną. Jeśli ktoś mnie tu wysłał, to powinien mieć jakieś rozeznanie. Wiem też, że osoby, które przyjadą po mnie, też będą miała te same problemy, dlatego zdecydowałam się o tym opowiedzieć - dodała.

Pielęgniarka była przerażona, ponieważ przekonanie o zakażeniu spędzało jej sen z powiek. Jednak ostatecznie doczekała się pozytywnych wiadomości.

- Po siedmiu dniach kwarantanny miałam przeprowadzony test na obecność koronawirusa. Takie są procedury. Wyszedł on ujemny, co mnie bardzo zaskoczyło. Wyjeżdżając z Wierzbicy byłam na 100 proc. pewna, że jestem zakażona. Po dwóch tygodniach takiej pracy, w takim miejscu, i się nie zarazić? To był cud. A jednak stało się niemożliwe i jestem zdrowa. Okazuje się, że środki, które stosowałam w DPS-ie, okazały się wystarczająco skuteczne. Pomogła też moja determinacja i ostrożność - mówiła

- Pragnęłam odpocząć psychicznie. Dostałam zwolnienie. Dopiero po trzech tygodniach od powrotu do stolicy, zameldowałam się w pracy w przychodni lekarskiej przy ul. Kartezjusza 2 w Warszawie. Tam jestem już od ponad miesiąca, ale nawet na chwilę nie zapomniałam o swoich doświadczeniach w DPS-ie. To we mnie zostanie jeszcze długo. To był horror i koszmar. Potraktowano mnie jak żołnierza, który dostał rozkaz i musiał go wypełnić. A przecież nie ma wojny, ani stanu wojennego. Stan epidemii to nie to samo. Szlag mnie trafia, jak o tym pomyślę - dodała na łamach Faktu.

Źródło: [Fakt]

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Zostały tylko 4 dni na dopełnienie obowiązku. ZUS ostrzega, inaczej nie będzie można skorzystać ze zwolnienia
  2. Pogoda nagle się zmieni. Nadchodzi bardzo duża zmiana. Prognoza na lato 2020
  3. Klienci Biedronki powinni uważać. GIS wydał pilne ostrzeżenie przed popularnym produktem
  4. Nie żyje ceniony i legendarny rysownik. Był autorem najsłynniejszego logotypu miasta, zmarł nagle
  5. Miał zrezygnować, bo zaproponowano mu tylko 8 tys. zł. Ujawniono zarobki uczestników "Tańca z Gwiazdami"
  6. Dramatyczna sytuacja na Podkarpaciu. Zerwany most, płyną samochody, powódź, drogi zamieniły się w rzeki

Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj wtv.pl na: Google News