TVN. (screen) Uwaga! TVNŹródło: (screen) Uwaga! TVN
Wszystkie wideo autora Anna Dymarczyk
Autor Anna Dymarczyk - 26 Stycznia 2021

Uwaga TVN: „300 zł plus flaszeczka" za dwa, małe psy. Pseudohodowle wciąż zarabiają na czarnym rynku w sieci

W najnowszym materiale Uwagi! TVN pojawił się temat pseudohodowli. To jeden z przykładów dużej nieodpowiedzialności człowieka względem zwierzęcia - pseudohodowcy często trzymają psy, które są najczęstszą ofiarą tego procederu, w bardzo złych warunkach, traktują je jak maszyny rozpłodowe, nie karmią ich odpowiednio i traktują jedynie jako źródło zarobku. A ludzie kupują - szczeniak za 200 zł od podejrzanego człowieka, to jednak mniej niż za 2000 zł z prawdziwej hodowli. Ten proceder miał regulować dodatek do słynnej piątki dla zwierząt, ale prace nad ustawami dot. tego tematu zostały wstrzymane.

  • W najnowszym Uwaga! TVN pojawił się reportaż dotyczący pseudohodowli psów
  • Proceder ten polega na nielegalnym sprzedawaniu zwierząt, które często trzymane są w urągających godności warunkach
  • Obrońcy praw zwierząt opowiadali na antenie TVN o tym, jak starali się zwrócić uwagę policji na ten problem, organizując m. in. prowokacje
  • Sytuację miała regulować kolejna ustawa PiS po piątce dla zwierząt, prace nad nią zostały jednak wstrzymane

Psy jednak nie czekają - głodzone, często również chore, czasem nie dożywają nawet momentu kupna.

Uwaga! TVN: Od tamtej pory wystawił pięć albo sześć zwierząt

Bardzo często w gazetach lub w sieci możemy spotkać się z ogłoszeniami w rodzaju „oddam psa w dobre ręce”. Choć czasem zdarza się, że piszą je właściciele własnych czworonogów, którzy nieodpowiednio zabezpieczyli swoje psy lub ich nie wysterylizowali, a teraz pragną jedynie znaleźć domy dla urodzonych szczeniaków, tak regułą jest chęć sprzedaży zwierząt pochodzących z nieznanego źródła. 

O jednym z takich ogłoszeń w Uwaga! TVN opowiedziała pani Milena. 

- Na fotografii był pies na dłoni mężczyzny, w tle było wnętrze autobusu. Trochę mnie to zaniepokoiło, więc postanowiłam zadzwonić pod wskazany numer. Odebrał pan, który powiedział, że chce go oddać, a na moje pytanie odnośnie matki powiedział, że dwa dni temu wpadła pod koła samochodu - mówiła. 

Prawie 19 tys. Polek i Polaków bez prądu, gigantyczne korki i setki interwencji. Śnieżyce spowodowały ogromne problemyPrawie 19 tys. Polek i Polaków bez prądu, gigantyczne korki i setki interwencji. Śnieżyce spowodowały ogromne problemyCzytaj dalej

Pojechała, żeby spotkać się z mężczyzną. 

- Pan wyłonił się z krzaków z pieskiem pod kurtką i powiedział, że chciałby za niego 180-200 zł. Wręczyłam mu pieniądze i zabrałam malucha - opowiadała. 

Jak się okazało, ten sam mężczyzna zamieścił potem jeszcze pięć lub sześć zwierząt. Od momentu zobaczenia pierwszego ogłoszenia przez panią Milenę minęły zaledwie 2 miesiące. 

Zakaz handlu zwierzętami: Takie sprawy często są przez policję po prostu bagatelizowane

Sebastian S. sprzedaje zwierzęta, mimo że handel z niezarejestrowanej hodowli jest zabroniony. Wystawiane przez niego ogłoszenia przyciągnęły niedawno uwagę wolontariuszek zajmujących się prawami zwierząt. 

- Przeglądamy ogłoszenia w okolicy, wyłapując takie, które sugerują już z góry, że zwierzęta nie są do końca w fajnych rękach. W kwietniu ubiegłego roku wpadło nam w ręce ogłoszenie pana Sebastiana - mówila Dominika Komarnicka z Domku na Kocich Łapach. 

- Dwa szczeniaki leżały na łóżku, było widać, że są wycieńczone. Zadzwoniłyśmy do tej osoby. W SMS-ach, w których wysyłałyśmy adres, gdzie mamy się spotkać, pojawiła się kwota – 300 zł, plus ewentualnie jakaś flaszeczka. Już było wiadomo, że nic nie jest za darmo. I że to są handlarze - opowiadała Marta Brzoskowska z tej samej fundacji. 

- Naszym celem było zabranie szczeniaków, bo inaczej trafiłyby do byle jakich domów, nie wiadomo, czy nie na łańcuch - dodała. 

Obie kobiety umówiły się ze sprzedawcą, żeby dowiedzieć się więcej o trzymanych przez Sebastiana S. zwierzętach. 

- Pojawił się pan, który bezpośrednio ze mną rozmawiał i drugi starszy pan. Wyszli z pociągu z reklamówką. Okazało się, że były w niej trzy szczeniaki. Odkupiłam od nich dwa, za 300 zł - mówiła Komarnicka. 

Szczeniaki szybko trafiły do lekarza weterynarii - jak się okazało, ich wcześniejsze warunki bytowe były koszmarne. Zwierzęta zostały odebrane za szybko od matki, a ponadto były wygłodzone i zapchlone. 

- On jest bardzo wylewny i wręcz dumny ze swojej przedsiębiorczości. Powiedział, że jeździ po całym województwie na gapę i zbiera szczeniaki, których ktoś potrzebuje się pozbyć czy znaleźć dla nich dom - opowiadała Komarnicka o tym, skąd Sebastian S. pozyskuje zwierzęta. 

Kobiety spróbowały uciec się do prowokacji. O swoim planie poinformowały wejherowską policję oraz inspekcję weterynaryjną - zrobiły to, by mieć niezbity dowód na to, że mężczyzna para się nielegalną działalnością. 

- Umówiliśmy się, że zapłacę pieniążki, żeby było widać, że to proceder. Pan Sebastian przyjechał ze swoją partnerką. Przekazali mi psa, zapłaciłam za niego 180 zł. Nie ukrywam, że liczyłam, że ci ludzie zostaną co najmniej postraszeni - że absolutnie nie mogą robić takich rzeczy. Ale zostali przesłuchani, spisani i na tym sprawa się zakończyła - powiedziała pani Dominika. 

- Mimo że ustaliliśmy wcześniej, żeby było fizycznie widać przekazanie pieniędzy, to tak naprawdę jedyną osobą, która została pouczona z tej całej sytuacji to byłam ja. Dostałam pouczenie ustne, że absolutnie nie wolno mi płacić za psa, który nie jest z profesjonalnej hodowli - dodała. 

Reporterzy Uwagi! TVN spytali policję, jak dalej będzie toczyć się sprawa.

- Czynności cały czas trwają, trwa postępowanie. Rozumiemy powagę sytuacji, czynności będą jak najszybciej zakończone - odpowiedziała sierż. sztab. Karolina Pruchniak z Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie.

Sebastian S. nie poniósł jednak żadnych konsekwencji. 

- Z mojego doświadczenia wynika, że policja niechętnie zajmuje się tego rodzaju sprawami. Jeżeli mówimy o pojedynczych osobach, które zarabiają na sprzedaży pojedynczych zwierząt, często policja nie robi tego, co powinna, żeby ścigać te osoby. Myślę, że te sprawy są traktowane jako sprawy dziesiątej kategorii. Są bagatelizowane - mówiła Katarzyna Topczewska z Fundacji Viva!. 

- Nie można oszacować skali tego zjawiska, to jest czarny rynek. Jeżeli nie byłoby popytu na szczeniaki za drobne pieniądze, to nie byłoby tego zjawiska - dodała. 

- Tutaj chodzi o to, żeby nagłośnić tę sprawę, żeby nie kupować szczeniaków. Jeżeli ten gość zostanie trzy, cztery tygodnie ze szczeniakiem za 300-400 zł i nie będzie chciał go nikt kupić, to nie będzie tego kontynuował - mówiła Marta Brzoskowska. 

Piątka dla zwierząt niepełnym projektem

Piątka dla zwierząt skupiała się na pięciu aspektach poprawy bytu zwierzaków - zakaz uboju rytualnego, zakaz hodowli zwierząt w celach pozyskiwania futra, zakaz zwierząt w działalności rozrywkowej, uregulowanie trzymania zwierząt w kojcach i na łańcuchach oraz nowe zasady odbierania zwierząt właścicielom.

Media i politycy opozycji podnosili, że w projekcie brakuje wzmianki o sformułowaniu definicji psa i kota rasowego, co miałoby w znacznym stopniu przyczynić się do ugodzenia w pseudohodowle. Podobnym procederem byłoby ustanowienie odpowiednich kar dla pseudohodowców i przeprowadzanie wyrywkowych kontroli u ogłoszeniodawców. Tymi sprawami nikt się jednak nie zajmuje.

Ustawa piątka dla zwierząt, jak i rozmowa o innych prozwierzęcych projektach utonęła po tym, jak sprawą nadrzędną stał się ewentualny rozpad koalicji Zjednoczonej Prawicy. W późniejszym czasie ustawę wy cofano do dalszych prac. 

źródło: [uwaga.tvn.pl][oko.press]

Artykuły polecane przez redakcję WTV: