wtv.pl
NA PRZEKÓR WŁADZY CYKL PIOTRA SZUMLEWICZA DLA WTV

Piotr Molecki/East News

Szumlewicz: Polski Ład bez pracowników

20 Maja 2021

Autor tekstu:

Piotr Szumlewicz

Udostępnij:

Prawo i Sprawiedliwość z pompą ogłosiło swoją nową wizję dla kraju. W liczącym ponad 130 stron dokumencie znalazło się mnóstwo różnych propozycji dotyczących prawie wszystkich istotnych wymiarów życia. A jednak jeden z kluczowych obszarów życia społecznego został prawie całkowicie pominięty. Mianowicie okazało się, że Zjednoczona Prawica nie przedstawiła praktycznie żadnych rozwiązań odnośnie do rynku pracy.

W dokumencie znalazł się co prawda rozdział „Uczciwa praca – godna płaca”, ale nie ma w nim żadnych konkretnych rozwiązań dotyczących polityki płacowej, bezpieczeństwa i higieny pracy, mobbingu, nadgodzin, terminowej wypłaty pensji. Nie ma w nim też żadnych propozycji dla związków zawodowych. Co ciekawe pojęcie związków zawodowych nie pojawiło się w dokumencie ani razu. Władzy nie zainteresowała żadna forma partycypacji pracowniczej, nie ma mowy o układach zbiorowych czy dialogu społecznym, pracownicy nie są istotnym punktem odniesienia Polskiego Ładu.

Flagowym rozwiązaniem rządu jest zmiana systemu podatkowego, przedstawiana jako rozwiązanie korzystne dla większości pracowników. Jak w praktyce będzie wyglądać nowy system podatkowy, jeszcze nie wiemy, tym bardziej, że dwa dni po jego ogłoszeniu Jarosław Gowin zgłosił pierwsze zastrzeżenia do propozycji przedstawionych na konwencji Zjednoczonej Prawicy. Niezależnie od tego, sam kształt systemu podatkowego nie ma wpływu na Kodeks pracy, nie determinuje czasu pracy czy wypłaty środków za nadgodziny. Ponadto w tym kontekście warto zauważyć, że skokowy spadek wpływów do samorządu, może oznaczać radykalne pogorszenie sytuacji już teraz niskoopłacanych pracowników samorządowych, w tym pracowników domów pomocy społecznej, transportu publicznego czy remontów dróg.

W Polskim Ładzie nie ma żadnych propozycji płacowych – nic o podwyżkach dla budżetówki ani sfery samorządowej, nic o płacy minimalnej, nic o standardach płacowych przy zamówieniach publicznych, nic o zwiększaniu funduszu płac czy ograniczaniu nierówności płacowych w wymiarze krajowym, branżowym i zakładowym. Nie ma też żadnych rozwiązań na rzecz przeciwdziałania niewypłacaniu wynagrodzeń na czas, co ma obecnie miejsce na masową skalę, czy uszczelnienia ustawy o płacy minimalnej, która jest na coraz szerszą skalę omijana i, przykładowo, nie dotyczy pracowników sezonowych, prowizyjnych czy zatrudnionych w ramach umów o dzieło. Nie ma też nic o likwidacji darmowych i półdarmowych staży. Generalnie polityka płacowa nie istnieje w Polskim Ładzie. Najwyraźniej prawdziwi Polacy, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, nie walczą o wyższe pensje, a co najwyżej, czekają aż ktoś im nieco obniży podatki (co też dotyczy tylko części zatrudnionych).

W całym rozdziale „Uczciwa praca – godna płaca” nie znalazły się żadne konkrety dotyczące zmian w prawie pracy, ale jeden punkt przyciągnął szczególną uwagę wielu komentatorów. Brzmi on: „ograniczenia w stosowaniu „umów śmieciowych””. Co autorzy dokumentu mają tutaj na myśli? Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w jednym zdaniu: „Ograniczymy wykorzystanie umów cywilnoprawnych, m.in. dzięki pełnemu oskładkowaniu umów zlecenia z perspektywą wprowadzenia jednego kontraktu na pracę”. A zatem Zjednoczona Prawica nie przygotowała żadnych rozwiązań na rzecz ograniczenia umów cywilnoprawnych, wierząc jedynie, że reforma prawa podatkowego samoistnie przyczyni się do ograniczenia śmieciówek. W perspektywie pojawiło się zaś pojęcie „jednego kontraktu na pracę”, które zwiastuje raczej osłabienie umów etatowych niż zwiększenie bezpieczeństwa zatrudnienia. Trudno zresztą na tym obszarze traktować poważnie deklaracje rządu, biorąc pod uwagę, że w strategicznych spółkach skarbu państwa takich jak TVP i PLL LOT umowy śmieciowe są rozpowszechnione na masową skalę i władza centralna nie robi nic, aby przeciwdziałać patologiom.

Pozostałe pomysły w rozdziale o pracy są równie rozmyte. Trudno w tym kontekście się dziwić, że ani prezes, ani premier nadmiernie się nimi nie chwalili. 

W dokumencie czytamy: „Wprowadzimy ułatwienia dla pracy w niepełnym wymiarze godzinowym”. Na czym polega ten pomysł i jak walczyć z patologiami na tym polu? „Zmienimy definicję osoby bezrobotnej, by zachęcać do aktywizacji zawodowej w niepełnym wymiarze czasu pracy tych, którzy nie mogą podjąć pracy na pełen etat” – zwięźle odpowiada nam władza. Co to znaczy i dlaczego zmiana definicji osoby bezrobotnej ma zachęcać do pracy, trudno dociec.

Dalej czytamy, że „system wspierania zatrudnienia wymaga unowocześnienia”. Co ma na myśli pomysłodawca? „W ramach planowanej reformy powiatowe urzędy pracy zmienią swoje zadania ukierunkowując działania na wspieranie nie tylko osób poszukujących pracy, ale także pracowników poszukujących możliwości rozwoju i nowych kompetencji i pracodawców poszukujących pracowników”. Dla niektórych być może brzmi uczenie, ale są to frazy bez żadnego konkretnego sensu.

Przechodzimy do kolejnego punktu: „Godna praca dla młodych”. Brzmi zachęcająco. Na tym obszarze warto by coś zrobić z niskopłatnymi stażami, z wymuszonymi śmieciówkami, z brakiem limitów czasu pracy, z niepłaceniem pensji na czas. Ale niestety nic takiego tu nie ma. „W pierwszym etapie urzędy pracy będą współpracować z młodymi osobami w procesie planowania dalszej ścieżki kariery, zapewniając profesjonalne doradztwo zawodowe. W drugim etapie każdemu uczestnikowi programu przysługiwać będzie bon szkoleniowy, który można będzie zrealizować w wybranych instytucjach szkoleniowych w celu podniesienia bądź zmiany kwalifikacji. Realizacja programu zapewni większą stabilność zatrudnienia młodych pracowników dzięki większemu dopasowaniu ich kompetencji do potrzeb rynku pracy oraz zapewnieniu im dostępu do zatrudnienia w zawodach dobrze płatnych i perspektywicznych”. Nawet najbardziej życzliwy PiS-owi czytelnik po zapoznaniu się z tym punktem zada sobie pytanie: Czyli o co tu chodzi? Mniej życzliwy zwróci uwagę, że bez stworzenia nowych miejsc pracy, doradztwo młodym ludziom niewiele pomoże.

Znacznie konkretniejszy wydaje się punkt, który pozytywnie zaskakuje w programie prawicowych partii: „Likwidacja luki w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn”. Niestety rozwinięcie tego postulatu znowu brzmi mętnie: „Zobligujemy duże firmy do tego, aby na żądanie pracownika w ciągu 30 dni musiały uzasadnić powód wypłacania określonego wynagrodzenia. Zatrudnieni będą mogli też zażądać informacji o przeciętnych zarobkach osób płci przeciwnej wykonujących takie same lub podobne obowiązki. Dodatkowo wzmocnimy edukację antydyskryminacyjną”. Co to w praktyce znaczy, trudno dociec. Przykładowo, zarabiam 4 tys. zł miesięcznie w danej firmie. Wysyłam do pracodawcy zapytanie, czemu akurat tyle. Co to zmieni, nie wiadomo. Również z informacji, że przeciętne zarobki mężczyzn w firmie są wyższe o 12% niż kobiet, niewiele wyniknie, póki nie będzie sankcji za nierówne traktowanie. Edukacja antydyskryminacyjna w wersji PiS-owskiej napawa zaś raczej niepokojem niż nadzieją na dobrą zmianę.

Od ponad roku trwa epidemia i wciąż nie ma w Kodeksie pracy nic o pracy zdalnej, chociaż zdalnie pracuje co najmniej kilka milionów ludzi! Co na to rząd? W Polskim Ładzie czytamy o „uregulowaniu pracy zdalnej”. „Stworzymy zapis umożliwiający świadczenie pracy z dowolnego miejsca, w ramach wykorzystania sprzętu zapewnionego przez pracodawcę. Dla ułatwienia organizacji pracy zdalnej zaproponujemy formułę diety lub ryczałtu na pracę zdalną”. Co to znaczy? Dokładnie nic! Po wielu miesiącach prac nad uregulowaniem pracy zdalnej rząd oferuje dwa nic nie znaczące zdania, które nie odpowiadają na większość pytań i wyzwań związanych ze zdalną pracą. 

Wreszcie w Polskim Ładzie pojawia się „wzmocnienie szans rozwojowych mniejszych miejscowości”. Brzmi sensownie – byłoby dobrze, gdyby rząd przedstawił jakąś propozycję na rzecz nierówności między poszczególnymi regionami kraju. Ale przyjrzyjmy się szczegółom. „Stworzymy system zachęt dla firm, aby we współpracy ze strefami ekonomicznymi otwierały swoje filie w mniejszych miastach. Wśród przedsiębiorstw będziemy promować pracę zdalną, aby pracownicy z mniejszych ośrodków mogli znaczną część pracy wykonywać bez potrzeby dojeżdżania”. Czyli wsparcie dla mniejszych miejscowości ma polegać na sugestii, by firmy z dużych miast zatrudniały zdalnie osoby z mniejszych miejscowości. To propozycja o tyle uczciwa, że z wykluczeniem transportowym dużej części kraju PiS nie zamierza nic zrobić. Ale czemu warszawski restaurator, fryzjer, dyrektor szpitala czy szkoły miałby kogokolwiek zatrudniać zdanie, na dodatek póki co bez przepisów dotyczących pracy zdalnej, o tym z Polskiego Ładu się nie dowiemy.

I na tym kończy się wielka PiS-owska wizja dotycząca zmian na rynku pracy. Trudno odnieść się do niej pozytywnie, ale też trudno ją ocenić negatywnie. Po prostu nic w niej nie ma.

Piotr SzumlewiczAutor

Przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa. Lewicowy dziennikarz i komentator bieżących wydarzeń, socjolog i filozof.

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: wtv@iberion.pl

Podobne artykuły

Opinie

Śpiewak: Sex work, czyli mrówki głosują na partię mrówkojadów

Czytaj więcej >

Opinie

Śpiewak: Cywilizacja śmierci w państwie na niby

Czytaj więcej >

Opinie

Szumlewicz: Lewica nie powinna kolaborować z TVP

Czytaj więcej >

Opinie

Staśko: Dlaczego wspieram kobiety, które ujawniły sprawców przemocy, choć jest (niewielka) szansa, że mogą kłamać?

Czytaj więcej >

Opinie

Hartman: Tusk potrzebuje pomocy

Czytaj więcej >

Opinie

Egzamin ósmoklasisty: dorośli oblali. Dorośli, nauczcie się podstaw!

Czytaj więcej >