PRL - przedmioty z tego okresu wracają do łask. Na wielu z nich można zarobić krocie!. WikipediaŹródło: Wikipedia
Wszystkie wideo autora Pamela Obuchowska
Autor Pamela Obuchowska - 17 Grudnia 2019

Urodziliście się w PRL-u? W piwnicy możecie mieć przedmioty, na których zarobicie krocie

PRL to okres, z którego pochodzi wiele wynalazków i przedmiotów. Niektóre z nich do dziś używane są przez nasze babcie i mamy, inne poszły w zapomnienie i leżą przykurzone w piwnicach. Sprawdź, czy nie masz tych przedmiotów w swojej piwnicy lub na strychu. Na wielu z nich, szczególnie zabawkach, można zarobić krocie!

Nawet 9 tys. złotych za zabawkowy kombajn z lat 60., tysiąc za plastikowego kotka-harmonijkę, a 500 zł za gumowego żołnierzyka. Stare zabawki z czasów PRL, jakimi bawili się nasi rodzice, wracają do łask i robią furorę na internetowych aukcjach. Przywołują masę wspomnień, wzruszają oraz można na nich nieźle zarobić.

Zabawki z czasów PRL-u wychodzą po latach z cienia piwnic i strychów i wracają dumnie na salony. Najbardziej pożądane są przez pokolenie dzisiejszych 40 i 50-latków. Dziś zabawek z lat ubiegłego wieku na rynku nie ma praktycznie wcale, dlatego gdy komuś zależy na posiadaniu jednej z nich, niekiedy musi za tę zachciankę słono zapłacić. Większość z nich niestety trafiła na śmietniki, ale często także do piwnic, garaży i na strych, gdzie można znaleźć wiele skarbów z tej minionej epoki. Lepiej sprawdź, czy nie masz takich u siebie. Okazję do zarobku odkryli bowiem internetowi sprzedawcy, którzy, zamiast wyrzucać bez żalu stare zabawki, postanowili je sprzedawać na aukcjach. A chętnych nie brakuje!

Zdrowotne właściwości świątecznej przyprawy. Wystarczy odrobinka dodana do daniaZdrowotne właściwości świątecznej przyprawy. Wystarczy odrobinka dodana do daniaCzytaj dalej

PRL - na zabawkach z tego okresu można zarobić krocie

Nawet tysiąc złotych trzeba było zapłacić za pieska-harmonijkę z Łódzkich Zakładów Zabawkarskich "Spójnia", wzorowanego na czechosłowackich piszczących zwierzątkach, których projektantką była Czeszka Libuše Niklová. Tyle samo za Poloneza na kablu z Częstochowskich Zakładów Zabawkarskich. Za mieszczącą się w dłoni gumową figurkę postaci ze "Star Wars" wyprodukowaną jeszcze w końcówce PRL-u - 510 zł. Za dziewięcioelementowy plastikowy minikomplet stołowy Spółdzielni Pracy w Czudcu z 1974 roku - 433 zł, a 200 zł za plastikowego miśka-zezolka.

Jest to tylko kilka przykładowych cen, jakie możemy zobaczyć na internetowych aukcjach. Jednak dziwić może fakt, kto jest w stanie zapłacić aż tysiąc złotych za plastikowego pieska, który zamiast tułowia ma harmonię. Ten powrót do przeszłości nie dziwi dr Katarzyny Orszulak-Dudkowskiej, antropologa kultury Uniwersytetu Łódzkiego.

- To pokolenie ludzi w tak zwanym średnim wieku, których stać na inwestowanie w tak zwaną "opowieść o własnym życiu". Te zabawki mają dla nich dużą wartość sentymentalną i są to ważne przedmioty, kojarzone właśnie z okresem dzieciństwa i młodości. Dorośli chcą mieć je znów przy sobie i pokazywać swoim dzieciom, wnukom czy znajomym o podobnym życiowym doświadczeniu - wyjaśnia antropolog.

W tych ludziach zabawki z PRL budzą niewiarygodnie silne emocje. Świadkiem tego bywa Pan Wojciech Szymański, który od 18 lat kolekcjonuje zabawki, a od ośmiu lat tworzy muzeum w Gdańsku o nazwie "Galeria Starych Zabawek".

- Przychodzą do nas rodzice z dziećmi i z myślą o dzieciach. Żeby maluchy miały radochę ze starych zabawek. A sami nawet nie przeczuwają, co ich tu czeka. Już po chwili są w szoku: „To miałem, to koleżanka mi zakopała w piaskownicy, to miał mój brat”, mówią przejęci, chodzą ze łzami w oczach, łamie im się głos. Bo niby oglądają jakiś przedmiot, a tak naprawdę wracają wspomnienia, zapachy, że właśnie coś takiego dostali od babci, dziadka. Spotkanie z zabawkami z PRL-u działa jak kapsuła czasu - opowiada Pan Szymański. Efekt tego jest prosty - obecny 40. czy 50-latek zaczyna szukać zabawek z dzieciństwa w Internecie.

Zatem gdy taka osoba weźmie na radar samochodzik czy figurkę z czasów swojego dzieciństwa, cena nie gra dla niego roli. Szczególnie, że dzisiaj nie jest już dzieckiem, tylko panem w średnikm wieku, którego w końcu stać ma wymarzone rzeczy ze swojego dzieciństwała. A jak już kupi, jedną lub nawet kilka rzeczy, to dowiaduje się, że była ich cała seria. I tak oto łapie bakcyla.

- Wykorzystują to handlarze, którzy zwietrzyli interes - jest popyt, trzeba zapewnić podaż. Sprzedają, jadąc na sentymentach i żyłce kolekcjonerskiej tej osoby. Stąd się biorą tak wysokie ceny na aukcjach. Plus jest taki, że akurat nie te zabawki są najdroższe, które są najwartościowsze - mówi Mariusz Kmita, rzeszowski kolekcjoner, który regularnie przegląda internetowe oferty z zabawkami z PRL-u.

Jednak większość z osób sprzedających te stare gadżety, nie zna się na ich prawdziwej wartości. Panu Wojciechowi Szymańskiemu dzięki temu udało się kupić prawdziwy rarytas - kolejkę elektryczną z 1953 roku, której szukał 16 lat. Przypadek sprawił, że ktoś wystawił ją na aukcji w złym dziale i w niskiej cenie - i to w dodatku w oryginalnym pudełku i z instrukcją. Wyprodukowała ją Fabryka Blachy i Drutu w Warszawie. Dziś jest warta aż ok. 25-30 tys. zł.

ZOBACZ TAKŻE:

1. Rząd uregulował zasady dotyczące trzynastek. Ważne informacje dla emerytów

2. W telewizji pokochały go miliony, nie żyje kultowy aktor. Pokonał go nowotwór

3. Okropny wypadek na A4. Mamy przykre nagranie "korytarza życia", kierowcy nie zdali egzaminu

4. Właściciel brutalnie skrzywdził malutkiego buldoga. Chciał, żeby piesek wyglądał groźniej

5. Takiej promocji w Rossmannie jeszcze nie było. Dwa produkty za darmo

6. Rozpacz w rodzinie Don Vasyla. Nie ma już wyjścia

Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj wtv.pl na: Google News