Pies konał i wył z bólu w środku Warszawy.. Fundacja Viva!/Warszawa w PigułceŹródło: Fundacja Viva!/Warszawa w Pigułce
Wszystkie wideo autora Pamela Obuchowska
Autor Pamela Obuchowska - 24 Stycznia 2020

Spacerująca po parku kobieta usłyszała skowyt. Poszła za nim i dokonała przerażającego odkrycia

Pies konał i wył z bólu w środku Warszawy. Skowyt psa usłyszała kobieta podczas spaceru ze swoim psem i czym prędzej podążyła do miejsca, skąd dochodziły dźwięki. To, co tam zastała, odebrało jej mowę. Kobieta była w szoku, widząc owczarka niemieckiego w tak makabrycznym stanie. "Żywy trup".

Sprawę nagłaśnia "Warszawa w Pigułce". W czwartek 23 stycznia, kobieta spacerująca rano ze swoim psem w parku Sowińskiego w pewnym momencie usłyszała przeraźliwy skowyt psa, który dochodził z zakładu kamieniarskiego przy pobliskim cmentarzu przy ul. Wolskiej. Pies wył z bólu i konał. I to wszystko w centrum miasta. Jak do tego doszło?

Nagranie z polskiego kościoła podbija internet. Poznajcie Boży Generator MocyNagranie z polskiego kościoła podbija internet. Poznajcie Boży Generator MocyCzytaj dalej

Pies konał w centrum miasta. Był skrajnie zaniedbany przez właściciela i bliski śmierci

Zaniepokojona kobieta prędko udała się w miejsce, z którego dochodziły te przeraźliwe dzwięki. Od pracowników zakładu dowiedziała się jedynie, że na terenie przebywa konający pies, który leży tak już kolejny dzień. Jednak jak widać nikt nie miał zamiaru nic z tym zrobić ani zająć się psem. Czworonóg był pozostawiony sam sobie i powoli umierał w męczarniach. Kobieta postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc zwierzęciu. Skontaktowała się z Fundacją Viva!. Przedstawicielki organizacji udały się na miejsce i zastały tragiczny widok, z którym wcześniej musiała się zmierzyć kobieta. Pies w typie owczarka niemieckiego był skrajnie wychudzony, zagłodzony, schorowany i leżał w kałuży własnego moczu i fekaliów, miał trudności w podnoszeniu się, próbując to robić wył z bólu.

Tłumaczenia właściciela są niewiarygone. Tłumaczył bowiem, że stan zwierzęcia pogorszył się nagle, tego samego dnia. Kiedy inspektorki z Fundacji odebrały psa właścicielowi i przewiozły do lecznicy weterynaryjnej, lekarze nie mieli wątpliwości, że pies jest bardzo zaniedbany i wyniszczony i że jest to proces długotrwały. Doszło już do zaników mięśniowych, zapadły się gałki oczne, a obie lewe kończyny pozbawione były czucia, ponieważ pies leżał na boku na twardym, zimnym podłożu. Zwierzę znajdowało się w ciężkim stanie hipotermii i było na krawędzi życia. Pies otrzymał kroplówki i umieszczono go na matach grzewczych.

"Kiedy weszłyśmy do kojca, fetor był taki, że trudno było opanować mdłości a amoniak z zalegającego wszędzie moczu gryzł drogi oddechowe. Właściciel właściwie nie potrafił wytłumaczyć się z tego stanu psa, poza tym, że twierdził, że pies leżał od kilku godzin, co było oczywistą nieprawdą. Kiedy w lecznicy dostał kroplówki i trochę się ogrzał, zaczął pić tak łapczywie, że nie widziałam żeby pies tak rzucał się na wodę. Obawiam się, że był tak skrajnie odwodniony z winy właściciela, który najprawdopodobniej zwyczajnie nie dawał mu wody i jedzenia, czym doprowadził do tego, że pies mógł nie przeżyć do wieczora" - relacjonuje Katarzyna Filipczuk, inspektor Fundacji Viva!

Rokowania są cały czas bardzo ostrożne, ale wszystko stoi na dobrej drodze. Pies otrzymał fachową pomoc i opiekę. W wyniku wykonanych dotąd badań nie znaleziono jak na razie żadnej pierwotnej choroby, która mogłaby spowodować taki stan psa, zatem najprawdopodobniej jest to po prostu objaw skrajnego zaniedbania przez jego właściciela.

"Często właściciele skrajnie zaniedbanych zwierząt próbują usprawiedliwiać wyniszczenie i wychudzenie zaawansowanym wiekiem tych zwierząt, co w większości przypadków nie byłoby możliwe do aż takiego stopnia gdyby miały normalną opiekę i godne warunki. W tym przypadku na szczególne potępienie zasługuje fakt, że właściciel pozwolił żeby pies leżał w kałuży własnych odchodów tak długo aż wychłodził się prawie na śmierć, nie wspominając już o tym, że równocześnie doprowadził do jego skrajnego odwodnienia. Sprawa trafi do organów ścigania jako przypadek znęcania nad zwierzęciem, a właścicielowi grozi za to kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności" - mówi Paweł Artyfikiewicz, koordynator grupy interwencyjnej Fundacji Viva!

Fundacja Viva!/Warszawa w Pigułce

Fundacja Viva!/Warszawa w Pigułce

Fundacja Viva!/Warszawa w Pigułce

ZOBACZ TAKŻE:

1. Już za tydzień dostaniesz kilkaset złotych. Musisz spełnić tylko dwa warunki, aby skorzystać z ulgi

2. Tuż po cumowaniu luksusowego statku pasażer zrobił okropną rzecz. Nie żyje, pozostali nie mogą uwierzyć

3. Uwaga, ktoś znowu truje psy. Właściciele muszą zachować ostrożność

4. Nie obsługują go, bo to "elegancka restauracja". Skandaliczna decyzja prokuratury

5. Co z podwyżką 500 plus? Polacy wyrazili opinię

6. Ale się porobiło. Oczekiwana decyzja papieża Franciszka w sprawie Rydzyka

Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj wtv.pl na: Google News
Chcesz wiedzieć o najważniejszych wydarzeniach? Kliknij i dołącz za darmo do ekskluzywnej listy czytelników informowanych na bieżąco