Paweł Adamowicz. EAST NEWS
Źródło: EAST NEWS
Wszystkie wideo autora Konrad Wrzesiński
Autor Konrad Wrzesiński - 12 Stycznia 2020

Wzruszające słowa rodziców Pawła Adamowicza. Dopiero teraz dotarły do nich media

Paweł Adamowicz został zaatakowany niemal dokładnie rok temu – 13 stycznia podczas 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Rodzice prezydenta Gdańska bardzo długo milczeli w tej sprawie. O swoim synu zdecydowali się opowiedzieć w rozmowie z dziennikarzem "Faktu".

Rodzice tragicznie zmarłego Pawła Adamowicza są już w mocno zaawansowanym wieku. Pani Teresa ma 85 lat, jej mąż natomiast, Ryszard Adamowicz, przeżył już 95 wiosen. Rozmawiając z dziennikiem, przerwali swoje długie milczenie w sprawie śmierci syna. Opowiedzieli między innymi o swoich wspomnieniach z tragicznego dnia oraz o fakcie, że namawiali Pawła Adamowicza, by nie startował w wyborach na prezydenta miasta Gdańsk.

Ryszard Adamowicz twierdzi, że miłość do Wileńszczyzny i kresów wschodnich ich syn przejął właśnie od swoich rodziców. Następnie przechodzi do początków kariery zmarłego tragicznie prezydenta Gdańska. – Po latach, w trakcie tych zmian 1989-90 sąsiadka namówiła Pawełka, by kandydował do rady miejskiej. Pawełek posłuchał i tak zaczęła się jego praca w samorządzie. Najpierw był radnym, potem przewodniczącym rady miasta, a potem prezydentem. – Pani Teresa Adamowicz zaś dodaje: – Na początku tłumaczył nam, że w ogóle nie miał zamiaru startować w tych wyborach na radnego. Ale nasze dwie sąsiadki go jednak namówiły, same go zgłosiły i już tak zostało. – Wspomina również werbalne ataki na jej syna: – Później, jak już były te nagonki, to człowiek chciał, żeby on zrezygnował. To wszystko było naprawdę nie do zniesienia. Nasza starsza wnuczka Antosia bardzo cierpiała. Płakała, bo nie mogła zrozumieć, że tata jest tak obrażany. Stąd pojawił się pomysł na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Antosia i Tereska chodziły tam do szkół.

Oboje wspominają, że namawiali syna, by ten nie kandydował w ostatnich wyborach. – Chciał być w Gdańsku. Tak się zakochał w tym mieście... – mówi matka Pawła Adamowicza dziennikowi "Fakt"

Niebotyczna cena 3-metrowego pokoju. Niebotyczna cena 3-metrowego pokoju. "Będzie jeszcze gorzej"Czytaj dalej

Paweł Adamowicz we wspomnieniach swoich rodziców

W rozmowie z "Faktem" państwo Adamowiczowie wspominają feralny 13 stycznia. Opowiadają, że syn odwiedził ich kilka godzin przed tragicznymi wydarzeniami. – 13 stycznia był tutaj u nas. W przeddzień się umówił z nami, że przyjdzie na obiad. To była tradycja. Często całą rodziną przychodzili do nas na obiady. Wtedy przyszedł sam, bo synowa z córeczkami zostały w Stanach. Przyszedł koło 13 na obiad, zjadł i chciał na chwilę się zdrzemnąć, bo w nocy źle spał. Położył się, ale nie mógł zasnąć i po 15 minutach powiedział, że idzie kwestować na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Miał ze sobą skarbonkę. Wrzuciłam mu 20 złotych, by mu się dobrze zbierało i poszedł. To było chyba po 14 – wspomina pani Teresa i dodaje: – Potem po 17 zadzwonił do nas i był taki zadowolony, bo zebrał już całą puszkę, to było więcej niż zawsze. Potem miał iść na protest pod sądem. Nie minęła godzina, a zadzwoniła wnuczka Antosia. Pytała, co u nas słychać. Przekazałam jej, że tata już skończył zbieranie i jest zadowolony. Ona zapytała wtedy, która jest u nas godzina. Była 18.30. A to przecież przed 20 się stało...

Matka Pawła Adamowicza wspomina, że była zajęta przeglądaniem prasy, gdy dowiedziała się o ataku na syna. Stało się to w momencie natrafiła na wiadomość o 11 aktach zgonu wystawionym prezydentom miast – w tym Adamowiczowi – przez Młodzież Wszechpolską. – Pomyślałam, wyrok został wykonany... – wspomina kobieta. Dodaje, że miała nadzieję, że syn został tylko ranny, że napastnik mógł być niski i nie dosięgnąć serca wysokiego prezydenta Gdańska. Jak wspomina pan Ryszard, dopiero w szpitalu dotarło do nich, jak poważna jest sytuacja.

– Zapamiętałam, że Paweł miał gołe stopy, bo on przecież taki wysoki, że wystawały... Miał podłączone różne rurki, pogłaskałam go po łysinie i po policzku... – mówi pani Teresa.

Rodzice zmarłego zaznaczają, że kondycja duskursu politycznego jest w naszym kraju w opłakanym stanie. – To, co się dzieje w Polsce jest niemożliwe. Nie do przyjęcia jest sposób wypowiadania się o przeciwnikach politycznych – mówią "Faktowi". Teresa Adamowicz wspomina również spotkanie z premierem Morawieckim podczas pogrzebu jej syna: – Premier podszedł, podał mi rękę, a ja powiedziałam: panie premierze, to, co się dzieje, to jest bardzo źle, a od pana dużo zależy, a on nic nie powiedział.

Przypomnijmy, że dziś odbywa się 28. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. O godzinie 19:30 w Gdańsku odbędzie się wyjątkowe „Światełko do nieba” upamiętniające tragicznie zmarłego Pawła Adamowicza.

ZOBACZ TAKŻE:

1. Jedna osoba złamie prawo, wysokie kary zapłacą wszyscy. Nowe, surowe przepisy wydrenują nam kieszenie?

2. Nie żyje władca, który rządził krajem przez 50 lat. Obalił własnego ojca, błyskawicznie wyznaczono następcę

3. Niebotyczna cena 3-metrowego pokoju. "Będzie jeszcze gorzej"

4. Policja blokuje "Marsz Tysiąca Tóg"? Niepokojące doniesienia

5. Media: Meghan Markle i książę Harry rozstali się. To dlatego postanowili opuścić rodzinę królewską?

6. Wspaniała wiadomość. Emeryci dostaną dodatkowe pieniądze, wiemy dokładnie ile i kiedy