Jarosław Kaczyński. Piotr Molecki/East NewsŹródło: Piotr Molecki/East News
Wszystkie wideo autora Anna Dymarczyk
Autor Anna Dymarczyk - 26 Stycznia 2021

Jarosław Kaczyński zatrzymał film o katastrofie smoleńskiej w TVP. Zamieszany w sprawę także Macierewicz

W sprawę wstrzymania najnowszego filmu Ewy Stankiewicz dot. katastrofy smoleńskiej miał być zamieszany Jarosław Kaczyński pod płaszczem Antoniego Macierewicza. Decyzja dotycząca wstrzymania emisji miała być podyktowana chęcią nie zapobieżenia kolejnej burzy wokół katastrofy smoleńskiej, z których słynęła Stankiewicz - wcześniej głosiła m. in. teorie dot. dobijania pasażerów Tu-154 w Smoleńsku.

  • Nowy film Ewy Stankiewicz o katastrofie smoleńskiej, „Stan zagrożenia”, został wycofany z planowanej emisji w TVP
  • Oburzona reżyserka domagała się w tej sprawie wyjaśnień
  • Telewizja Publiczna tłumaczyła, że sprawą miał zainteresować się Antoni Macierewicz i to on powstrzymał wypuszczenie filmu
  • Film miał zostać jednak zatrzymany z powodu decyzji Jarosława Kaczyńskiego, a powodem miało być niewywoływanie kolejnej dyskusji o katastrofie smoleńskiej

Pojawiły się poważne zastrzeżenia wobec filmu.

„Stan zagrożenia” wstrzymany. Miała być to decyzja Jarosława Kaczyńskiego

Ewa Stankiewicz, autorka wcześniejszych filmów dokumentalnych dotyczących katastrofy smoleńskiej, znajduje się w gronie osób wierzących w teorie spiskowe dotyczące np. mordowania pasażerów Tu-154 przez Rosjan. Przez wiele lat współpracowała z Antonim Macierewiczem, który dostarczał jej materiałów i pomysłów na kolejne dokumenty. 

Przypominamy: Poruszona Danuta Holecka podziękowała Jurkowi Owsiakowi za uratowanie życia jej synaPrzypominamy: Poruszona Danuta Holecka podziękowała Jurkowi Owsiakowi za uratowanie życia jej synaCzytaj dalej

Najnowszy film Stankiewicz, „Stan zagrożenia”, miał być wyemitowany w zeszłą środę wieczorem, w porze największej oglądalności. TVP wycofało się jednak z tego pomysłu i zamiast filmu widzowie mogli zobaczyć mecz Superpucharu Włoch. 

- Nie wiem, co mogło kogoś przestraszyć. Być może to, że film nie ośmiesza tematu. Do tej pory o katastrofie smoleńskiej ukazują się albo rzewne wspominki, albo szum dezinformacyjny. A atutem filmu „Stan zagrożenia” jest podanie źródeł. Jeśli coś jest powiedziane, to jest dokładnie powiedziane, skąd my to wiemy. Ciężko byłoby ten film zdyskredytować - mówiła reżyserka w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl. 

- Do Telewizji Polskiej wpłynęły zastrzeżenia natury formalno-prawnej, stwarzające poważne wątpliwości co do ryzyka użycia w filmie materiałów prawnie chronionych - oświadczyło TVP, uzasadniając w ten sposób zatrzymanie emisji filmu. 

Podobne zastrzeżenia miał wysunąć szef podkomisji smoleńskiej, Antoni Macierewicz. Portal Onet.pl dotarł do dokumentów, które mają to potwierdzać. 

- W związku z zapowiedzią publikacji filmu pt. „Stan zagrożenia”, wnoszę o zaniechanie naruszenia prawa - pisał były minister obrony.

- Obowiązkiem Przewodniczącego Podkomisji jest ochrona informacji zgromadzonych w trakcie badania okoliczności i przyczyn zdarzenia lotniczego, dlatego zwracam się do Państwa o zaniechanie publikowania materiałów, które naruszą dobro prowadzonego badania zdarzenia lotniczego. (...) Publikacja filmu, który zawiera informacje zdobyte w sposób niezgodny z prawem bez wiedzy Podkomisji, pozbawiona komentarza uprawnionego organu może doprowadzić do błędnej interpretacji wyników badania oraz zdezawuowania prac komisji. (...) W związku z powyższym wnoszę o zaniechanie publikacji materiałów Podkomisji w filmie 'Stan zagrożenia' do czasu upowszechnienia raportu końcowego z badania zdarzenia lotniczego z dnia 10 kwietnia 2010 r. lub do czasu uzyskania pisemnej zgody Przewodniczącego Podkomisji na wykorzystanie materiału dowodowego - dodał. 

Macierewicz działał, ale czy Kurski posłuchał?

Jak dotąd Macierewicz i Stankiewicz byli sojusznikami w kontekście katastrofy smoleńskiej i w ramach tzw. smoleńskiej frakcji Prawa i Sprawiedliwości

- To element wojny o prymat w elektoracie smoleńskim. Macierewicz poczuł się zagrożony, bo Stankiewicz atakuje go w filmie za to, że mimo wielokrotnych zapowiedzi nie przygotował ostatecznego raportu dotyczącego przyczyn katastrofy - mówił rozmówca Onetu, który widział już dokument. 

W ostatnich latach Macierewicz był też szeroko krytykowany przez prawicowe media w kontekście prac podkomisji i braku raportu. Wkroczył więc do akcji, kiedy tylko dowiedział się o tym, co znajduje się w filmie Stankiewicz. 

- Nie wyraziłem zgody na przekazanie dokumentów i informacji, które znalazły się w przygotowanym przez Państwa filmie. W związku z powyższym wzywam do dokonania czynności niezbędnych do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych poprzez zaniechanie publikacji w filmie „Stan zagrożenia” wypowiedzi członków Podkomisji oraz dokumentów z badania zdarzenia lotniczego - pisał do producenta filmu, Roberta Kaczmarka. 

Czy jednak to właśnie działania Macierewicza doprowadziły do zablokowania emisji? Pisma pochodzą z maja poprzedniego roku, adresowane są właśnie do Kaczmarka i tymczasowego prezesa TVP, Macieja Łopińskiego. Mimo tego film trafił do ramówki TVP - Kurski od dłuższego czasu nie pokazuje Macierewicza w swojej stacji, nic więc dziwnego, że nie zablokował filmu, który miałby go pogrążać. 

Tu właśnie pojawia się wątek Jarosława Kaczyńskiego - jak się okazało, miał on krytycznie podchodzić do nowego filmu Ewy Stankiewicz.

Jarosław Kaczyński nie był zadowolony z nowego filmu Stankiewicz

Jak donosi Onet, Kaczyński miał mieć parę zastrzeżeń w kontekście filmu. Po pierwsze, stwierdził, że dokument nie wnosi żadnych nowych informacji dotyczących katastrofy w Smoleńsku, a po drugie - miał on niepotrzebnie podsycać teorie spiskowe. Prezes PiS stara się ich od lat unikać ze względu na umiarkowany elektorat - z mediów zniknął więc Macierewicz, w opinii publicznej katastrofa została jedynie pod postacią tragicznego wydarzenia sprzed lat, a Kaczyński miał nawet zakazać wniesienia skargi do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze w celu domagania się od Rosji zwrotu wraku Tu-154. 

Niespieszne śledztwo prokuratorskie wokół katastrofy również mu nie przeszkadza - do mediów nie trafiają na jego temat żadne nowe doniesienia, bo Prokuratura Krajowa ma unikać informacji o wynikach swoich działań i badań próbek. Te zostały wiosną 2017 roku przetransportowane do zagranicznych laboratoriów, ale od co najmniej roku wyniki tych badań są już w Polsce. W tej sprawie nie wiadomo jednak wiele więcej.

Film Stankiewicz miał krytykować taką politykę PiS. Krytykuje ona m. in. opieszałość prokuratury i podkomisji. 

Ostatnim zastrzeżeniem, które się pojawiło, jest kwestia tego, że głównym narratorem filmu jest członek podkomisji smoleńskiej oraz prywatnie mąż Stankiewicz, Glenn Jørgensen

- Kaczyński mu, mówiąc delikatnie, niezbyt ufa. Nie wiadomo, kim on dokładnie jest i skąd się wziął u Macierewicza - mówił w rozmowie z Onetem jeden z wysoko postawionych polityków PiS. 

- Żaden z członków Podkomisji nie zwracał się z prośbą o zgodę na udzielenie wywiadu na potrzeby Państwa filmu, do czego obliguje ich umowa oraz prawo lotnicze - twierdził Macierewicz w dokumencie przesłanym do autorów filmu. To właśnie od Jørgensena miały pochodzić materiały z podkomisji, które znalazły się w filmie oraz wszystkie informacje dotyczące jej prac. 

Dlaczego film w ogóle miał być wyświetlony w TVP? Początkowo Ewa Stankiewicz miała otrzymać pieniądze na dokument o Lechu Kaczyńskim, nikt z telewizji nie spodziewał się, że postanowi wykorzystać je na film pełen teorii spiskowych, o których PiS wolałby zapomnieć. 

- Przegrała wolność słowa – zwyciężyły naciski polityczne - komentowała sprawę reżyserka.

źródło: [onet.pl]

Artykuły polecane przez redakcję WTV: