. Źródło: Brak
Wszystkie wideo autora Jan Hartman
Autor Jan Hartman - 22 Stycznia 2021

Hartman: Nieposłuszni obywatele-przedsiębiorcy

Dzień dobry! Oto mój pierwszy felieton w rubryce „Hartman bez limitu”. Będę dla Państwa pisał co dwa tygodnie o różnych sprawach aktualnych, lecz zawsze z refleksyjnym zacięciem, a za to nie zawsze grzecznie i poprawnie. Z góry dziękuję za uwagę poświęconą moim tekstom!

Przedsiębiorca to brzmi dumnie. Zwykle jest „mały i średni”, co oznacza, że z grubsza jest jednym z nas, w odróżnieniu od kapitalistów, którzy są tak nieprzyjemni, że właściwie nie chcemy ich widzieć i nazywać. W naszym urojonym świecie nie ma kapitalistów i wyzyskiwaczy – są za to mali i średni przedsiębiorcy, wyzyskiwani, a jakże, przez rząd. Oni są naszymi „pracodawcami” (choć to raczej my im dajemy, a ściśle: sprzedajemy pracę), wobec czego się z nimi solidaryzujemy. Wszak muszą „odprowadzać ZUS” i to „za nas”. Jeśli więc teraz przedsiębiorcy wypowiadają wojnę rządowi (którego przecież nie lubimy), to chciałoby się tak jakoś ich poprzeć. Ich interes to przecież nasz interes. Tylko, że ta cała zaraza trochę nam psuje szyki i nie wiemy już samo, co mamy sobie o tym wszystkim myśleć.

Covidowa anarchia

Wóz Drzymały to betka w porównaniu z pomysłami polskich przedsiębiorców, starających się obejść przepisy pandemiczne. Grubymi nićmi szyte nadużycia zakrawają jednocześnie na kpinę z władzy i jej zarządzeń. Bo czymże jest zamiana lodowiska na „magazyn kwiatów”, w którym klient musi po kwiatek dojechać na łyżwach? Albo zapraszanie do restauracji na „zebranie partyjne”? Na te desperackie bądź prześmiewcze wynalazki rząd patrzy na razie trochę przez palce, a trochę się ich boi. Powoli narasta covidowa anarchia. Jak za prohibicji w USA, działają jakieś nielegalne wyszynki, do których wchodzi się od zaplecza, jakoż i inne na wpół tajne zakłady. Bywają też lokale i sklepy działające otwarcie i otwarcie ignorujące przepisy kwarantanny czy, jak kto woli, lockdownu. I takich właśnie, otwarcie rzucających wyzwanie prawu miejsc ma – zgodnie z zapowiedziami bardziej czy mniej samozwańczych przywódców przedsiębiorczej rebelii – przybywać. W końcu żyjemy w kraju, w którym wszystko od zawsze rozchodzi się „po partii” i „po rodzinie”, a prawo traktuje się dość umownie, w zależności od tego, co komu pasuje i jakie kto ma układy. A zwłaszcza w zależności od tego, co pasuje rządowi, który sam te prawa ustanowił. Skoro sam ustanowił, to może sobie je egzekwować, a może i nie, prawda? W końcu to jego państwo i jego prawa.

Inna rzecz, że prawo jest dziurawe jak sito, a nawet ogólnie wadliwe, bo swobody obywatelskie można ograniczać jedynie w stanach nadzwyczajnych. Stanu klęki żywiołowej rząd jednakże nie ogłosił, bo woli „mgłę prawną” i swobodę działania w warunkach rozprzężenia i dezorientacji, niż znienawidzone w głębi duszy państwo prawa. Bo „prawo i sprawiedliwość” to dla rządu Prawa i Sprawiedliwości żadne tam rządy konstytucyjne, lecz „nasze przepisy i nasze ich interpretacje”, a więc woluntaryzm, czyli prawo kaduka. Tak czy siak, ma być na korzyść władzy i po jej myśli.

Coraz więcej przedsiębiorców przyłącza się od akcji #otwieraMY, odpalonej przez właścicieli klubów fitness. I otwierają – knajpy, siłownie, sklepy i wyciągi narciarskie. A od 1 lutego mają otworzyć setki, jeśli nie tysiące miejsc. Nie boją się, bo jak na razie sądy administracyjne są po ich stronie – mandaty (jako niezgodne z konstytucją) umarzają. Jednakże bardzo możliwe, że dojdzie do konfrontacji z władzą. A może nie dojdzie. Sądy jeszcze nie do końca „odzyskane”, przez co walka z niesfornymi kupcami i restauratorami może być trudna. Z drugiej strony dla władzy odpuścić to tyle, co okazać słabość. Zobaczymy, co rozkaże miłościwie nam panujący prezes. Obstawiam, że będzie wolał machnąć ręką na te kilka tygodni, skoro i tak lockdown wkrótce będzie się już kończył. Poza tym zbawca narodu pewnie sam już zaszczepiony, więc go pandemia nie musi więcej interesować. PiS na covid nie umiera, więc właściwie nie ma problemu.

Etyczny problem strajkujących przedsiębiorców

Tak czy inaczej, mamy do przemyślenia problem etyczny: czy przedsiębiorcy mają moralne prawo wznawiać działalność, gdy rząd nakazuje kwarantannę społeczną? Cóż, gdy jakaś grupa obywateli rzuca wyzwanie państwu, łamiąc szczegółowe rozporządzenia władzy w imię naczelnych wartości konstytucyjnych i praw podstawowych, mamy do czynienia z nieposłuszeństwem obywatelskim. Jednakże bunt przedsiębiorców nie ma takiego charakteru, choć na pozór tak wygląda. Po pierwsze twierdzą oni, że prawa nie naruszają, odmawiając legitymacji przepisom zabraniającym im prowadzenia działalności bądź jawnie, a czasem wręcz bezczelnie te przepisy obchodząc. Po drugie nasi zbuntowani przedsiębiorcy nie chcą być karani, podczas gdy nieposłuszni obywatele nie tylko spodziewają się represji, lecz godzą się na nie, nie starając się ich unikać. Ich sprzeciw wyraża się raczej właśnie w honorowym przyjęciu na siebie roli ofiary represji (niesprawiedliwych sankcji), niż w samym łamaniu przepisów bądź deformowaniu ich sensu. Obywatelskie nieposłuszeństwo zawiera w sobie element poświęcenia. Inna sprawa, że sąd może takie poświęcenie udaremnić, uniewinniając zbuntowanego obywatela mocą wyższych racji moralnych i konstytucyjnych.

Skoro nie da się nad przedsiębiorcami rozpiąć parasola pięknej idei obywatelskiego nieposłuszeństwa, to czy może w jakiś inny sposób ich usprawiedliwić? A to już zależy od tego, na co dany przedsiębiorca naraża społeczność rzucając wyzwanie władzy. Jeśli faktycznie dla ratowania własnego majątku i miejsc pracy stwarza niebezpieczeństwo, że pewna liczba ludzi zachoruje, a tym samym, że ktoś umrze, to usprawiedliwienia nie ma. Zatłoczona knajpa czy kolejka do wyciągu to potencjalny rozsadnik choroby i ktoś, kto w tym uczestniczy bądź to organizuje, powinien być ukarany. Jednakże gdy dana działalność jest bezpieczna, bo zachowuje się dystans i higienę, to należy zrozumieć, że zagrożony utratą źródła utrzymania przedsiębiorca decyduje się złamać przepisy. Miejmy nadzieję, że sądy też będą w razie czego w ten sposób to oceniać. Na szczęście bowiem sędziowie kierują się nie tylko przepisami, lecz również rozsądkiem i poczuciem moralnym. A przynajmniej powinni tak czynić.