Psy. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTERŹródło: ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
Wszystkie wideo autora Michalina Kobla
Autor Michalina Kobla - 29 Stycznia 2020

Monika pojechała po psa do hodowli. Trudno opisać, co zastała na miejscu

Hodowla psów, do której trafiła pani Monika Mielcarz, przypominała piekło. Zwierzęta przebywały w tragicznych warunkach a jak się później okazało, właścicielka krzywdziła je nie tylko zaniedbaniem.

Sprawę opisuje "Wirtualna Polska". Monika Mielcarz poznała właścicielkę hodowli, Sylwię D. trzy lata temu, kiedy napisała do niej w sprawie kota. Ktoś miał zapewniać że kupi zwierzę, po czym nagle zmienił plany.

- Napisałam do niej, że wezmę tego kota. Później po kilku miesiącach napisała, czy nie pomogłabym ze znalezieniem domu dla chorej suczki z wadą genetyczną rasy amstaf. Napisała, że jeśli nie znajdzie się dom dla niej, trafi do jej znajomego, który będzie ją regularnie rozmnażał. Sukę z wadą genetyczną... Ręce mi opadły... Wzięłam suczkę do siebie - opowiada Monika na łamach WP.

Pies nie przeżył zabawy dwójki młodych mężczyzn. Zostali zatrzymaniPies nie przeżył zabawy dwójki młodych mężczyzn. Zostali zatrzymaniCzytaj dalej

Później od Sylwii wzięła jeszcze dwa psy. Oba, jak się okazało, w tragicznym stanie. Były brudne, zapchlone a większemu widać było kręgosłup. Monika zaczęła z niepokojem bliżej przyglądać się działalności właścicielki. Zasugerowała, że chętnie odkupi od niej pitbulla. Po rozmowie z Sylwią jej podejrzenia nabrały na sile.

- Wpadliśmy z mężem na pomysł, że kupimy od niej psa, pitbulla. Chciała go sprzedać za 1500 zł, ale postawiła warunek: ma kopiowane uszy więc mam go udostępniać jako reproduktora... Pomyślałam, uszy to kolejny dowód, przecież tego nie można robić. A ona sama te uszy ucinała, pokazywała mi zdjęcia - opowiada Monika Mielcarz.

Hodowla psów przypominała koszmar

Monika pojechała odebrać psa a na miejscu zastała dantejskie sceny. Psy siedziały we własnych odchodach, gryzły się wzajemnie, były stłoczone. Kobieta sama podcinała im uszy na stole kuchennym i je zszywała. Monika poinformowała animalsów i policję.

Inspektorzy OTOZ Animals udali się na posesję pod koniec ubiegłego roku. Sprawa nabrała rozgłosu, ponieważ wiadomości z Sylwią internauci wymieniali za pośrednictwem mediów społecznościowych. Kobieta zdążyła wywieźć większość zwierząt a i tak nie chciała wpuścić animalsów na teren swojego domu. Weszli w asyście policji.

- Inspektorzy ze względu na przerażające treści, jakie pani D. wysyłała znajomym, podjęli czynności polegające na natychmiastowym odbiorze zwierząt. Sprawczyni w wiadomościach do znajomych wysyłała zdjęcia ukazujące znęcanie się nad zwierzętami. Wysyłała także zdjęcia martwych szczeniaków nie wykazując przy tym żadnej empatii. Właścicielka psów bez żadnych uprawnień wykonywała zabiegi na zwierzętach takie jak przycinanie uszu czy zszywanie skóry. Zwierzęta były przetrzymywane w nieodpowiednich warunkach. Psy przejęto tego samego dnia. Na terenie posesji planowane są dalsze czynności kontrolne - zapowiada inspektorka OTOZ Bojano na łamach WP.

Lokalna policja przyznaje, że w sprawie prowadzone są czynności.

ZOBACZ TAKŻE:

1. Szykuj się na nową opłatę samochodową. Od wczoraj już obowiązuje

2. 10 tys. zł na rękę i loty luksusowymi samolotami. Prestiżowa linia lotnicza otwiera rekrutację w Polsce

3. Z ostatniej chwili: silne trzęsienie ziemi za granicą. Są ostrzeżenia, może być jeszcze gorzej

4. Politycy chcieli przepchnąć uchwałę przeciwko LGBT. Udało się, ale pomylili skróty

5. Tadeusz Rydzyk przekroczył granicę smaku. Ordynarne słowa i groźby

6. Słowikowa przerywa milczenie ws. Piotra Woźniaka-Staraka. Nikt się nie spodziewał, ujawniła wszystko

Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj wtv.pl na: Google News