Budka Suflera to kultowy polski zespół założony w PRL-u. Jaki wpływ miał komunistyczny system na jego muzyków i ich kariery?. WikipediaŹródło: Wikipedia
Wszystkie wideo autora Pamela Obuchowska
Autor Pamela Obuchowska - 2 Stycznia 2020

Uwielbiali ich wszyscy. Przykra historia kultowego polskiego zespołu

Budka Suflera to kultowy polski zespół, który zna każdy, szczególnie żyjący w czasach PRL-u. Został założony w 1974 roku w Lublinie przez Krzysztofa Cugowskiego i Romualda Lipkę. Zespół był u szczytu kariery i sławy, jednak musiał także zmagać się z trudami i problemami komunistycznego systemu, który nie miał litości nawet dla muzyki i kultury. Oto przykra historia kultowej polskiej kapeli rockowej - dramat muzyków Budki Suflera, którym komuna zniszczyła kariery.

Komuna niszczyła ludzi nie tylko materialnie i mentalnie. Niszczyła także kulturę i uderzała w muzyków. Widać to dokładnie w biografiach gitarzystów kultowej Budki Suflera.

Budka Suflera. Dramat muzyków kultowego zespołu, komuna zniszczyła ich kariery

Budka Suflera jest jednym w ważniejszych i najbardziej znanych polskich zespołów muzycznych. "Jest taki samotny dom", "Noc komety", "Jolka, Jolka", "Bal wszystkich świętych" czy "Takie tango" to przeboje, które zna każdy. Zespół zyskał sławę nie tylko dzięki melodyjnym kompozycjom Romualda Lipki, ale także dzięki charakterystycznemu głosowi Cugowskiego. Przez zespół przeszła plejada wielkich gwiazd, które właśnie tam zaczynały albo kontynuowały swoje kariery. Wystarczy wymienić chociażby Annę Jantar, Izabelę Trojanowską, Urszulę i właśnie wcześniej wspomnianego Krzysztofa Cugowskiego.

Wtopa Natalii Oreiro na Sylwestrze Marzeń. Wystarczy przyjrzeć się nagraniuWtopa Natalii Oreiro na Sylwestrze Marzeń. Wystarczy przyjrzeć się nagraniuCzytaj dalej

Śpiewali i grali tam także znakomici wokaliści i muzycy, którym mimo ogromnego talentu i zapału, nie udało się zrobić wielkich karier. Jednym z takich jest na przykład pan Felicjan Andrzejczak. Jednak najbardziej pokrzywdzeni zdają się być gitarzyści zespołu i to im poświęcony jest ten artykuł. Po części byli sami sobie winni, zbyt wystarczająco nie wykorzystując posiadanych możliwości i potencjału, zbyt łatwo i szybko się poddając, albo wpadając w wir rockendrollowego stylu życia. Po części zostali wykiwani przez innych kolegów z zespołu. Po części, a może nawet głównie, wina leżała jednak po stronie systemu, w którym przyszło im żyć i grać. Komuna nie doceniała i momentami była bezlitosna dla muzyków, zwłaszcza tych rockowych - kojarzonych z muzyką pochodzącą ze "zgniłego zachodu". Tantiemy wówczas były niskie i muzycy żyli na bardzo przeciętnym poziomie. Na trasach koncertowych w demoludach musieli dorabiać handlem. Prawdziwe pieniądze można było zarobić bowiem tylko na Zachodzie.

Zmęczeni ciągłą walką i brakiem stabilizacji finansowej, muzycy często marnowali swoje talenty, porzucając karierę i zajmując się bardziej przyziemnymi zajęciami, zapewniającymi stałe i lepsze dochody. Taki właśnie los spotkał kilku gitarzystów Budki. Wśród tych najbardziej "przegranych", wymienić można bardzo utalentowanego Andrzeja Ziółkowskiego - skromne dochody z grania nie wystarczały mu na utrzymanie żony i dziecka. W połowie 1981 r. wyjechał do USA. W Ameryce zajął się prowadzeniem interesów, głównie pracami budowlanymi. Na gitarze grywał już tylko sporadycznie i prywatnie, nie dołączył do żadnego zespołu ani nie założył własnego. Pod koniec życia zajmował się głównie hobbystycznym łowieniem ryb. Kolejnym muzykiem, któremu nie udało się zrobić wielkiej kariery przez komunę, jest Zdzisław Janiak - pierwszy gitarzysta Budki, którym został przypadkowo. Jednak prędko wyemigrował do Niemiec. Grając do kotleta na imprezach firmowych, nawiązał kontakty z menedżerami amerykańskiej firmy, w której w końcu zaczął pracować jako kontroler jakości. Jak sam wspominał, pensja była dobra i a pracy niewiele. Andrzej Sidło to kolejny i chyba najmniej znany gitarzysta Budki. W 1984 r. wyjechał do Niemiec i pozostał na stałe w Stuttgarcie. Po kilku latach grania w klubach i restauracjach założył tam szkołę muzyczną, którą prowadzi do dziś. Grywa też w małych klubach muzycznych. Kolejnym gitarzystą, który mimo ogromnego talentu nie zrobił wielkiej kariery, jest Krzysztof Mandziara. Niezwykła wirtuozeria jego gry sprawiła, że był nazywany polskim Duanem Allmanem. Był członkiem zespołu tylko przez 2 lata. Odszedł z zespołu w 1985 r. Sam twierdził, że zrobił to z powodu ilości koncertów, jakie grał z Budką i wypalenia psychicznego. Według Lipki, Mandziara wolał sobie spokojnie popijać wódkę w rodzinnym Wrocławiu. Alkohol i narkotyki były niestety bardzo często spotykaną fromą "ucieczki" od realiów i szarości komunistycznego świata oraz, jak wiadomo, zgubą. Mandziara grywa jeszcze czasem w mniejszych klubach z mało znanymi muzykami. Gitarzystą Budki Suflera był również znakomity Jan Borysewicz, który porzucił granie w tym zespole na rzecz Lady Pank i jako jedyny osiągnął największy sukces ze wszystkich pozostałych gitarzystów.

Stracone szanse

Sytuacja muzyków, którzy pozostali w zespole, odwróciła się dopiero ze zmianą ustroju, zaraz po transformacji politycznej, czyli w latach 90. Jednak trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gitarzyści zespołu zmarnowali swoje talenty. A za to wszystko głównie odpowiedzialny jest PRL-owski system. Ziółkowski, Sidło czy Mandziara w niczym nie byli gorsi od zachodnich muzyków, jednak zamiast tworzyć dobrą muzykę, zrobić wielką karierę i zbijać na tym kokosy, kombinowali jak przeżyć do pierwszego albo użerali się z ówczesną władzą, cenzorami, partyjnymi kacykami i zomowcami. Śmiało można powiedzieć, że PRL niszczył co się tylko dało i nie miał litości nawet dla polskiej kultury, sztuki i muzyki.

ZOBACZ TAKŻE:

1. Mikołaj ze sporymi zarobkami. Przebierana praca naprawdę się opłaca

2. Nowe ognisko ptasiej grypy w Polsce. Objawy i powikłania, które mogą pojawić się u ludzi

3. Warszawiacy oszukani w sylwestra? Ratusz milczy

4. Joanna Szczepkowska próbowała pomóc umierającemu człowiekowi. Skandaliczne zachowanie pogotowia

5. W rządzie zasiada milioner. Znamy wartość majątku Mateusza Morawieckiego i ministrów

6. Poszło na wizji na żywo, skandal na Sylwestrze z TVP. Na jaw wyszło oszustwo organizatorów

Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj wtv.pl na: Google News